Poradnik dla decydentów walczących z kryzysem finansowym

11.06.2019
Zgodnie ze znanym powiedzeniem, dziennikarze piszą „pierwszy szkic historii”. To dość daleko idące stwierdzenie, ale być może najlepsi spośród nich rzeczywiście mogą osiągnąć coś podobnego. W przypadku Wielkiego Kryzysu Finansowego z 2008 roku wyczynu tego dokonał w swojej książce "Zbyt wielcy, by upaść” ("Too Big to Fail") Andrew Ross Sorkin z „The New York Timesa”.

Howard Davies (PS)


Publikacja ta wciąż pozostaje bardzo przydatnym opisem tego, co działo się na Wall Street, kiedy zaczęło się załamanie na rynkach. Sorkin miał dobry dostęp do kluczowych uczestników opisywanych wydarzeń.

Drugi szkic historii często pisany jest właśnie przez samych „kluczowych uczestników”. Po II wojnie światowej Winston Churchill z przekonaniem stwierdził, że historia potraktuje go łaskawie, ponieważ „sam zamierza tę historię napisać”. Kiedy wybuchł kryzys finansowy, ta sama myśl mogła przemknąć przez umysły Hanka Paulsona, Bena BernankegoTima Geithnera, którzy pełnili wówczas role, odpowiednio, sekretarza skarbu Stanów Zjednoczonych, prezesa Banku Rezerwy Federalnej oraz prezesa nowojorskiego Fedu. Wszyscy trzej opublikowali później długie książki wspomnieniowe, w których wyjaśniali, dlaczego zrobili to, co zrobili lub nie zrobili tego, czego nie zrobili – w każdym przypadku, próbując oczywiście do pewnego stopnia usprawiedliwiać swoje własne decyzje.

Teraz, po dziesięciu latach, cała trójka wspólnie przygotowała książkę, którą można by określić jako wersję 2.1 historii tamtego epizodu. W znacznie cieńszej publikacji, zatytułowanej Firefighting: The Financial Crisis and Its Lessons, autorzy pokrótce podsumowują wnioski, które na obecnym etapie wyciągają z kryzysu finansowego.

William Wordsworth twierdził, że źródłem poezji są „emocje rozpamiętywane w spokoju”. To może nieco przesadne odniesienie w przypadku tej książki, jednak autorzy z pewnością zadali sobie trud oderwania się od skupionej na codziennych wydarzeniach narracji znanej z wcześniejszych prac. Teraz, gdy opadły już emocje i możemy na spokojnie obserwować długoterminowe skutki decyzji podejmowanych wówczas w pośpiechu, autorzy starają się przedstawić nieco bardziej wyważone osądy.

Stylistyka książki jest momentami nieco specyficzna. Jest ona pełna obserwacji w rodzaju: „Ben zrobił to…. Tim myślał, że… Hank zajął odmienne stanowisko” i tak dalej. Zupełnie, jakby trzech muszkieterów udzieliło wywiadu badaczowi specjalizującemu się w historii mówionej. W książce pojawia się także odrobina rutynowych pochwał dla George’a W. Busha i Baracka Obamy, czyli dwóch prezydentów, z którymi współpracowali autorzy. Paulson, Bernanke i Geithner ponownie opisują również swoje frustracje związane z osobami, które nie podzielały ich poglądów i które blokowały realizację proponowanych przez nich rozwiązań, jak choćby Sheila Bair z Federalnej Korporacji Ubezpieczeń Depozytów (Federal Deposit Insurance Corporation – FDIC) oraz liczni nieznośni członkowie Kongresu.

Autorom udało się osiągnąć konsensus w sprawie dość radykalnego programu politycznego.

Najbardziej interesujące treści znajdujemy nie w rozdziałach narracyjnych, które dotyczą tematów znanych z ich wcześniejszych książek, ale w rekomendacjach dotyczących przyszłej polityki publicznej. Warto zauważyć, że autorom udało się osiągnąć konsensus w sprawie dość radykalnego programu politycznego. Zwłaszcza trzy przedstawione przez autorów propozycje powinny skłonić decydentów w Stanach Zjednoczonych i innych krajach do mocnego zastanowienia.

Po pierwsze, Bernanke, Geithner i Paulson podkreślają, że nałożenie na banki wyższych wymogów kapitałowych spowodowało migrację znacznej części akcji kredytowej do sektora pozabankowego. Tymczasem władze Stanów Zjednoczonych wciąż nie posiadają odpowiednich uprawnień, aby interweniować w tym obszarze, czy to prewencyjnie, wymagając wyższych rezerw kapitałowych, czy też – gdyby wystąpiła taka potrzeba – zapewniając wsparcie finansowe w celu ustabilizowania rynków. W związku z tym autorzy opowiadają się za utworzeniem wzorowanego na FDIC modelu ubezpieczeniowego dla szerszego systemu finansowego. Nie jest do końca jasne, jak dokładnie miałoby to funkcjonować, ale pomysł warty jest dalszego przemyślenia.

Po drugie, autorzy zwracają uwagę, że amerykański system regulacji finansowych został zreformowany jedynie w bardzo ograniczonym stopniu, mimo że kryzys ujawnił wiele jego słabości. Ich zdaniem „zbałkanizowanemu systemowi regulacji finansowych przydałaby się reforma, tak aby ograniczyć spory kompetencyjne między częstokroć zbędnymi agencjami, których obowiązki i obszary działania pokrywają się”. Sami autorzy próbowali przeprowadzić zmiany, ale udało im się zlikwidować tylko jedną małą i nieskuteczną agencję – Biuro Nadzoru nad Instytucjami Oszczędnościowymi (Office of Thrift Supervision). Autorzy lamentują, że nawet po zmianach związanych z ustawą Dodda-Franka, „wciąż nie istnieje pojedynczy podmiot regulacyjny odpowiedzialny za ochronę systemu jako całości”. Jest to krytyczny komentarz do działalności Rady ds. Monitorowania Stabilności Finansowej (Financial Stability Oversight Council – FSOC), która miała wypełniać taką właśnie funkcję.

Autorzy nie wskazują wprost, które z agencji uznają za „zbędne”, ale na ich liście z pewnością znajduje się Komisja Handlu Opcjami Towarowymi (Commodity Futures Trading Commission). Żadne inne państwo nie posiada oddzielnych organów regulacyjnych dla akcji i dla instrumentów pochodnych. Na drodze do racjonalnej reformy w tym obszarze stoją jedynie broniące się przed zmianami „udzielne księstwa” tworzone w Kongresie.

Trzecia propozycja skierowana jest głównie do administracji Trumpa, choć tak jak poprzednie, odnosi się również do obszaru działań Kongresu. Bernanke, Geithner i Paulson uważają, że obecna polityka fiskalna Stanów Zjednoczonych jest głęboko błędna. W czasie, gdy gospodarka dobrze się rozwija, utrzymywany jest zbyt wysoki deficyt. Obecnie jest to po prostu złą praktyką ekonomiczną. Jednak, co ważniejsze, w wyniku takiego działania władze mogą mieć problem z luzowaniem polityki fiskalnej w celu zwalczania przyszłej recesji.

Według autorów, „możliwość wykorzystania adrenaliny fiskalnej może zostać ograniczona właśnie wtedy, gdy będzie ona najbardziej potrzebna”. Ich zdaniem istnieje pilna potrzeba „uzupełnienia arsenału awaryjnych narzędzi polityki fiskalnej”, zwłaszcza w sytuacji, gdy ograniczona jest możliwość złagodzenia polityki pieniężnej. Fed rozpoczął co prawda normalizację polityki pieniężnej, jednak nie udało mu się dokończyć tego procesu. Tymczasem prezydent Donald Trump robi wszystko, co w jego mocy, aby takiej normalizacji zapobiec, wygłaszając na każdym kroku krytyczne komentarze.

„Trzej muszkieterowie” wciąż mają pozytywną opinię na temat niektórych elementów wdrożonego programu pokryzysowego. Poziom kapitałów w bankach został znacznie zwiększony, a dodatkowo istotnie wzrosła przejrzystość rynków instrumentów pochodnych. Zmiany te sprawiają, że system finansowy jest bardziej bezpieczny. Jednak proponowany przez autorów program dalszych reform jest obszerny i fundamentalny. Co więcej, następnym razem możemy nie mieć tyle szczęścia, jeśli chodzi o jakość i zaradność decydentów walczących z kryzysem, a także jeśli chodzi o mądrość ich politycznych zwierzchników.

Howard Davies jest prezesem Royal Bank of Scotland.

Prawa autorskie: Project Syndicate, 2019.

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test