Przymusowa przebudowa węgierskiej bankowości

10.09.2013
Stan życia publicznego na Węgrzech nie sprzyja konkurencyjności tutejszej gospodarki. Rząd węgierski wytoczył wojnę bankom, bo to zapewnia dzisiaj poklask – stwierdził w wywiadzie telewizyjnym prezes największego węgierskiego banku OTP Sándor Csányi, który jest najbogatszym Węgrem, właścicielem znacznej części tego banku, a także kilku poważnych firm w sektorze żywnościowym.

Sándor Csányi - prezes banku OTP, fot. Northfoto / Shutterstock.com


Prezes Sándor Csányi jest także przyjacielem premiera Węgier Viktora Orbána, ale w tej akurat sprawie gromadzą się ostatnio pewne wątpliwości. Csányi jest otóż także prezesem Węgierskiego Związku Piłkarskiego, a futbol jest ulubionym sportem premiera, który na rozwój tej dyscypliny kieruje mnóstwo państwowych pieniędzy. Na samą tylko budowę stadionów piłkarskich dla prywatnych klubów ligi węgierskiej wysupłano z budżetu państwo w tych latach kilkadziesiąt miliardów forintów. W Felcsút, zamieszkałej przez 1800 osób rodzinnej miejscowości premiera, w sąsiedztwie domu należącego do Viktora Orbána, budowany jest nowoczesny stadion dla 3500 widzów. Bank OTP kierowany przez prezesa Csányi to zaś jeden z najhojniejszych mecenasów węgierskiej piłki nożnej.

Wojna o ucho premiera Orbana

Sándor Csányi powiedział, że nie bardzo rozumie jak to jest, że niektórzy mają odwagę z taką perfidią wypowiadać się o bankowcach skoro z moralnością u nich gorzej niż w potępianym przez nich środowisku bankowym. Szef OTP miał tu na myśli Jánosa Lázára – sekretarza stanu, szefa urzędu premiera, a także pełnomocnika rządu do spraw środków z Unii Europejskiej. Pod koniec sierpnia Unia zawiesiła wykonanie 13 z 15 programów przeznaczonych dla Węgier, a w ogóle to Budapeszt przez ponad rok nie dostał prawie nic z garnuszka unijnego. Na 8 miesięcy przed wyborami parlamentarnymi minister Lázár ma więc za zadanie otworzyć kurki zakręcone przez Brukselę. W tym celu jest nawet gotów zgodzić się na 50 miliardów forintów kary za naruszanie zasad gospodarowania środkami z UE, ale to za mało, bo Bruksela grozi ciągle, że kara przekroczy równowartość 100 miliardów forintów.

Już kilka miesięcy temu szef urzędu premiera nazwał prezesa OTP najgroźniejszą gospodarczą ośmiornicą, a teraz nie mówi o nim inaczej jak o lichwiarzu, który bogaci się na pieniądzach wyciągniętych od ludzi zadłużonych po uszy we frankach szwajcarskich. Csányi powiadomił  prokuraturę o uzasadnionym podejrzeniu przestępstwa (za lichwę grozi na Węgrzech kara do 4 lat pozbawienia wolności). Skierował jednocześnie na drogę sądową sprawę o zniesławienie, żądając wysokiego odszkodowania, które przeznaczyłby na cele dobroczynne.

Węgrzy zakładają się w tej sytuacji masowo kto zwycięży w walce o względy Viktora Orbána – czy będzie to Lázár, czy jednak Csányi. Wzorem niegdysiejszych kremlinologów wpatrują się zatem uważnie w ekrany telewizorów, sprawdzając czy Csányi nadal siada na stadionie piłkarskim obok Orbána, czy rozmawiają ze sobą i jakie natężenie mają uśmiechy na ich twarzach.

Csányi zwrócił w wywiadzie uwagę, że populizm na Węgrzech osiągnął poziom szkodliwości zauważany już nie tylko przez ludzi szczególnie wyczulonych na fałsz i demagogię, ale przez wszystkich. W sprawie planów wybawienia z opresji osób zadłużonych we frankach szwajcarskich prezes OTP powiedział, że zamiana zobowiązań we frankach na kredyty w forintach kosztowałoby banki działające na Węgrzech 950 miliardów forintów, tj. ponad 3 miliardy euro, a jedna trzecia tych strat byłaby udziałem OTP. Uznał, że rozwiązanie, które cały ciężar ratowania dłużników hipotecznych nakłada na sektor bankowy może mieć dla niektórych banków skutek tragiczny.

Csányi ocenił, że OTP przetrwa jakąkolwiek decyzję rządu, lecz zwrócił jednocześnie uwagę, że politycy mylą się sądząc, że pochylanie się nad losem osób zadłużonych we frankach szwajcarskich przyniesie im więcej głosów w wyborach. Zauważył mianowicie, że hipotetyczne, dodatkowe poparcie ze strony dłużników „frankowych” zostanie zniwelowane, jeśli uwzględni się wyrażoną przy urnach złość na brak troski ze strony państwa dla Węgrów z „normalnymi” kredytami w forintach.

Tu trzeba dodać, że w ostatnich miesiącach odbyło się w Budapeszcie kilka dużych i bardzo burzliwych manifestacji (atakowano np. budynki banków) z żądaniami anulowania zadłużenia we frankach szwajcarskich. Demonstranci pikietowali też dom prezesa OTP, a później także budapesztański dom premiera Viktora Orbána. Budynek otoczyła policja, a pismo z żądaniami demonstrantów przyjmowała żona premiera, bo Orbána nie było akurat w mieszkaniu.

Upaństwowienie spółdzielczych banków

Debaty i awantury w sprawie kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich trwają już ponad dwa lata, a tymczasem „na zapleczu” głównego pola bitew toczy się ruch w najlepsze. Bez poważniejszego echa przeszło „upaństwowienie” TakarékBank Zrt – banku zrzeszającego spółdzielcze kasy oszczędnościowe, które zgromadziły łącznie wkłady w wysokości ponad biliona (tysiąca miliardów) forintów. Na podstawie nowej ustawy, podczas walnego zgromadzenia tego banku, którego większościowe udziały należały do tej pory do kas oszczędnościowych, uchwalono 27 sierpnia podniesienie kapitału o 655 milionów forintów.

Nowe akcje objął państwowy bank MFB i Poczta Węgierska, które mają teraz razem ponad 51 procent w kapitale akcyjnym TakarékBank Zrt. Walne zgromadzenie dokonało wyboru nowego zarządu i rady nadzorczej, usuwając z tych organów przedstawicieli kas oszczędnościowych. Według ustawy, ta kasa oszczędnościowa której przedstawiciel głosował przeciwko podniesieniu kapitału, albo nie był obecny na walnym zgromadzeniu, traciła swoje udziały w banku zrzeszającym, a prawo wykupu jej akcji przechodziło na bank MFB.

Kasy oszczędnościowe uchwalały więc podczas własnych walnych zgromadzeń, że będą głosować za niekorzystnymi dla nich zmianami układu własnościowego, ale w protokołach zaznaczały że były do tego zmuszone przepisami nowej ustawy. Niebawem straci swoje posady 80 proc. prezesów spółdzielczych kas oszczędnościowych, bowiem nowe prawo zobowiązuje do rezygnacji tych szefów, którzy dopuścili do przekroczenia progu 12 proc. złych kredytów.

Krajowy Związek Kas Oszczędnościowych skupiający 103 kasy (na ok. 120) oraz ich udziałowców wystosował po swoim kongresie oświadczenie, że przyjęcie ustawy o reorganizacji sektora bankowości spółdzielczej uważa za złamanie gwarantowanego w konstytucji prawa do ochrony własności obywateli i w związku z tym zwraca się do Trybunału Konstytucyjnego o zniesienie tego prawa.

W obawie przed możliwością zastosowania przez rząd najrozmaitszych wybiegów formalno-prawnych w celu utrudnienia lub uniemożliwienia starań o powrót w bankowości spółdzielczej do status quo ante, prezes Krajowego Związku Antal Varga zrezygnował zapobiegawczo z kierowania kasą w miejscowości Zirc i przestał być jej członkiem. W walce o przywrócenie dotychczasowego stanu prawnego będzie mu towarzyszył Sándor Demján, który jest drugi na nieoficjalnej liści najbogatszych obywateli Węgier. Jako osobisty przyjaciel Viktora Orbána, Demján napisał już dwa listy do premiera z prośbą o zaniechanie likwidacji niezależności kas oszczędnościowych, ale adresat pozostał na te wezwania głuchy.

Udomowienie banków po węgiersku

Celem faktycznego upaństwowienia sektora kas oszczędnościowych jest stworzenie konkurencji dla banków zagranicznych. Orbán chce wyrugować z kraju parę banków zagranicznych, aby potem ponad 50 proc. całego sektora była w węgierskim posiadaniu. Wysoko postawieni politycy rządzącej partii Fidesz, przyznają, że celem wprowadzonych wcześniej nadzwyczajnych podatków dla sektora finansowego była nie tylko poprawa relacji w budżecie państwa, ale także zamiar wysiudania z kraju obcych banków. W Budapeszcie i okolicach spekuluje się, że ostatecznym celem przejęcia przez państwo kontroli nad systemem spółdzielczych kas oszczędnościowych jest wzmocnienie go z użyciem środków państwowych, a następnie przekazanie jakiemuś bogatemu inwestorowi węgierskiemu.

Tymczasem, sektor bankowy dzielnie walczy o przeżycie. Związek Banków Węgierskich sam przygotował kilka projektów z myślą o pomocy dla osób z zobowiązaniami we frankach szwajcarskich. Projekty te łączy zasada postulowanej partycypacji w ciężarach pomocy wszystkich trzech stron, tj. banków, państwa i samych dłużników. Przy jej spełnieniu banki gotowe byłyby poświęcić nawet kilkaset miliardów forintów. Ministerstwo Gospodarki i banki przewidują, że rozmowy w tej sprawie potrwają co najmniej kilka miesięcy, ale w obliczu wyborów i radykalizacji nastrojów społecznych rząd chce znacznie szybszych rozstrzygnięć. Problem polega na tym, że kasa państwowa jest pusta. Coraz częściej i więcej słychać zatem o ponadplanowej emisji na ten cel nowych obligacji państwowych denominowanych w dolarach.

Ewentualność ta kłóci się z najważniejszą obietnicą rządu dotyczącą zmniejszenia zadłużenie kraju. Stan zadłużenia i tak jest teraz daleki od tego co obiecano trzy lata temu. Zadłużenie w relacji do PKB wynosi obecnie ok. 80 proc., czyli mniej więcej ile przed czterema laty. Na razie ze stron internetowych ministerstwa zniknął jedynie automat obrazujący wskaźnik zadłużenia Węgier, co uzasadniono w bardzo przytomny sposób względami oszczędnościowymi.

Determinacja w podążaniu tą drogą nie jest jednak przesadnie silna, ponieważ zgodnie z obietnicami rządu, Węgrów spotka niebawem następna obniżka cen gazu, wody, światła, wywozu śmieci – wszystko na koszt firm świadczących te usługi. Budżet też się jednak dołoży do szczęścia obywateli. Po lekarzach podwyżki pensji dostaną nauczyciele. Wyższe będą świadczenie emerytalne. Będą też kolejne ulgi podatkowe dla rodzin wielodzietnych.

Nawiasem, skumulowana wartość wszystkich ulg podatkowych przekracza 500 miliardów forintów i zbliża się do wielkości deficytu budżetowego, a kampania wyborcza dopiero się rozkręca.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły