Nie zamrażajmy kursu franka

27.06.2011
Politycy mnożą pomysły, jak rozwiązać problem wysokich rat kredytów we frankach szwajcarskich. Zdaniem prof. Krzysztofa Opolskiego z Uniwersytetu Warszawskiego każde próby ręcznego sterowania przyniosą opłakane skutki. Ci, którzy biorą kredyty walutowe muszą się liczyć z ryzykiem wzrostu kursu i rat. Z pojawiających się pomysłów najlepsze byłyby spłaty po średnim kursie NBP – mówi prof. Opolski.

Biorąc kredyt na dom trzeba być świadomym, że kurs waluty może znacznie podnieść wysokość raty - to jest właśnie wolny rynek. (CC By-NC-SA madhavaji)


Obserwator Finansowy: Jak Pan ocenia ostatnie pomysły polityków z różnych stron sceny, wpływania na kurs franka szwajcarskiego i wysokość rat kredytowych? PJN przedstawiło propozycję, by do 2015 r. zamrozić kurs tej waluty na poziomie 2,75 zł. PSL chciał, by spłacanie kredytów walutowych odbywało się po średnim kursie NBP. Albo po średnim kursie danego banku.

Prof. Krzysztof Opolski: To już jest jakiś pomysł, dlatego, że Narodowy Bank Polski ma bardzo rzetelnych analityków i jest w stanie ocenić dobrze kurs rynkowy. Ale ja bym dodał do tej opcji możliwość, by bank mógł stosować +/- odchylenie od tego kursu. Doprowadzałoby to do tego, że banki by ze sobą rywalizowały. Ktoś powie, że to jest absurd, bo wszyscy wybiorą oprocentowanie najniższe, tańszy kredyt. Nie – bo w bankowości nie tylko cena się liczy, ale też asortyment, jakość usług itd. I może się okazać, że ja wolę kredyt odchylony o 10 punktów procentowych, niż kredyt w innym banku z odchyleniem o 4 punkty procentowe od kursu średniego NBP, bo ten droższy bank ma ciekawszy wachlarz usług, jest bardziej pewny, bardziej bezpieczny. Nie zawsze wybiera się najtańszą opcję. Przecież banki od jednych klientów biorą więcej, po to, by innym móc sprzedać pewne produkty taniej. VIP godzi się na pewne droższe usługi, co pozwala bankom na formułowanie tańszej oferty masowej.

A pomysł PJN, żeby usztywnić kurs franka do 2015 roku?

A czy mogę tego nie komentować?

Przecież Węgry to zrobiły.

W nowoczesnej gospodarce zamrożenie kursu czy cen zabija wolny rynek. Gospodarka wolnorynkowa polega na tym, że nie tylko podmioty ale i ceny są wolne. Raz zarabiam, raz tracę. Sztuczna administracyjna decyzja, że zamrażamy kurs franka, za chwilę może skutkować tym, że zamrażamy kurs hrywny i innych walut. To jest pomysł dosyć słabo uzasadniony. Jeśli natomiast chodzi o Węgry, proszę traktować to jako eksperyment i pomysł zupełnie odrębny. Węgry to inny rynek. Przede wszystkim z dużo mniejszym popytem wewnętrznym, o dużo mniejszym zróżnicowaniu dochodowości gospodarstw domowych. Takie eksperymenty w mniejszej gospodarce mogą mieć rację bytu. Nie wiemy tylko, jakie będą miały skutki. Obserwujemy. A tak w ogóle, to dlaczego akurat kurs franka miałby być zamrożony? Dlaczego nie dolara? Wszyscy dziś traktują franka jako walutę awaryjną, ratunkową. Jeśli sytuacja w Europie za parę miesięcy się uspokoi, a my ustalimy ten kurs wyżej w stosunku do wartości, do jakiej spadnie, to co wtedy? Będziemy tracić.

Na przyjęcie w Sejmie czeka ustawa o spreadach, na mocy której klienci banków spłacający kredyty we frankach, będą mogli kupować walutę w kantorach i przynosić ją do banku. Rata może zmniejszyć się wg wyliczeń od 50 do 100 zł. Czy to pomoże rozwiązać problem rosnących rat kredytów?

Być może to się uda, ale ten projekt jest wynikiem idealistycznego myślenia. Przecież może się okazać, że kurs franka w kantorach gwałtownie wzrośnie i nie będzie już żadnej różnicy. Poza tym pamiętajmy, że w kantorach franków może zabraknąć i wówczas zacznie działać zasada podaży i popytu. Kurs poszybuje. Nie jestem więc przekonany, czy to rzeczywiście będzie właściwy mechanizm. Być może banki obniżą marże gdy zobaczą, że ludzie faktycznie przynoszą pieniądze z kantorów.

Ja zakładam, że każda tego typu ingerencja w wolny rynek jest szkodliwa. Albo banki, które są bardzo silne znajdą formułę obejścia ustawy, albo narzucą klientowi innego rodzaju opłaty, żeby wyrównać poziom rentowności. Mogą też dojść do wniosku, że to im się w ogóle nie kalkuluje i wycofają się z kredytów walutowych. Ingerencja polityczno-urzędowa w wolny rynek w długim horyzoncie nie przynosi nigdy dobrego efektu, a w krótkim przynosi tylko efekt propagandowy.

Ma pan lepszy pomysł?

Przede wszystkim pamiętajmy, że dziś bardzo silnie akcentuje się straty, które ponoszą klienci, którzy wzięli kredyty w obcej walucie. Przez dłuższy czas jednak ich oprocentowanie było bardzo korzystne w stosunku do złotego, w związku z czym ci klienci dużo zarobili. Na rynku nie dziwi zasada, ze dzisiaj zarabiasz, a jutro tracisz. Nie można karać za tę zasadę banków. Przecież w poprzednich latach to banki miały gorszą sytuację. Co będzie za jakiś czas, kiedy kurs franka się ustabilizuje i banki będą miały znowu mniejszą korzyść z kredytów? Bankierzy powinni wystąpić wtedy do posłów, żeby ci zmniejszyli im straty?

Namawiałbym raczej do kontrolowania polityki informacyjnej banków. Nie zawsze sposób, w jaki banki informują klienta o swoich produktach, usługach i niesionym z nimi ryzyku jest taki, że sprawy te są zrozumiałe. Pozwólmy ludziom, żeby sami decydowali o swoich kredytach, tylko zmuśmy instytucje do precyzyjnego, rzetelnego informowania o usługach i zagrożeniach. Klient, który bierze kredyt w obcej walucie, powinien dostać nie tylko informację o bieżącym kursie. Powinien mu być pokazany wykres z ostatnich dwóch czy trzech lat. Dla mnie usługi finansowe są takie same jak usługi medyczne. I dajmy ludziom możliwość wyboru. Również wyboru straty.

Czyli koncepcję ze spłacaniem po kursie NBP uznaje pan generalnie za lepszą, niż umożliwienie kredytobiorcom spłacania rat z pieniędzy kupionych w kantorach?

Tak. Gdyby benchmarkiem był kurs NBP, a banki miałyby możliwość odchylenia +/- 5 punktów procentowych w dół lub górę, to byłoby niezłe.

Czy kurs franka szwajcarskiego będzie dalej rósł?

Wszystko zależy od tego jak rozwiązany zostanie problem Grecji, czy nie pojawią się perturbacje w krajach takich, jak Hiszpania i Portugalia, i czy nie pojawią się nowe informacje wskazujące na to, że w finansach publicznych nie ma zagrożenia. Jeżeli w jakiś sposób Grecja zostanie uspokojona albo jeśli przynajmniej nie zaistnieją jakieś nagłe problemy w innych krajach, myślę że kurs franka zostanie przywrócony stanowi normalnemu, na poziomie około 2,8 zł – 2.9 zł.

Rozmawiała Katarzyna Kozłowska

prof. dr hab. Krzysztof Opolski jest pracownikiem Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test