Technologia cyfrowa wzmocni największe amerykańskie banki detaliczne

08.07.2019
W strategii rozwoju banków amerykańskich ważna jest ekspansja w kierunku nowych technologii, ale nadal uznaje się posiadanie fizycznych oddziałów za istotny atut w walce konkurencyjnej.

fot. Envato


Praktycznie pod każdym względem największe, amerykańskie banki są prawdziwymi gigantami. Suma bilansowa JPMorgan Chase wynosi 2,7 bln dol., a Bank of America (BoA) sięga 2,4 bln dol. Citigroup ma sumę bilansową na poziomie prawie 2 bln dol., a Wells Fargo 1,9 bln. Ich łączna wartość rynkowa wynosi prawie bilion dolarów. W 2018 r. wspomniane banki zarobiły łącznie ponad 100 mld dol. (po odliczeniu podatków).

Jest jednak jeden obszar, w którym tytani wypadają zaskakująco słabo. Wspomniane cztery banki łącznie mają zaledwie około jednej trzeciej wszystkich depozytów Amerykanów. Największe banki w innych bogatych krajach, od Kanady po Szwecję, mają znacznie większe udziały w krajowych depozytach. Podobnie rozdrobniony jest być może jedynie rynek niemiecki, na którym funkcjonują setki banków komunalnych i spółdzielczych.

Pomimo wielu lat fuzji i przejęć, w tym kilku transakcji w samym środku kryzysu z lat 2008 – 2009, w Stanach Zjednoczonych wciąż działa ponad 5300 banków. Prawie 5000 to małe banki lokalne (tzw. community banks), w większości mające aktywa poniżej miliarda dolarów. Łącznie dysponują 15 proc. wszystkich depozytów. Nawet jeśli krajowi giganci wypełniają luki rynkowe, to niespójna struktura geograficzna ich sieci detalicznych odzwierciedla historię fuzji i przejęć. BoA otworzył oddziały w Pittsburghu dopiero w 2018 r., a w Salt Lake City w styczniu 2019 r. Pierwsze oddziały JPMorgan Chase w Bostonie i Waszyngtonie zostały otwarte dopiero pod koniec 2018 r.

Technologia cyfrowa już teraz zmienia rynek bankowy. Po 147 latach ignorowania bankowości detalicznej, w 2016 r. Goldman Sachs stworzył bank Marcus dla klientów indywidualnych. Dzięki prestiżowej marce i atrakcyjnemu oprocentowaniu udało się zebrać depozyty w wysokości 35 mld dol.
„Naszym atutem jest to, że nie jesteśmy obciążeni starymi systemami” – mówi Harit Talwar, szef działu konsumenckiego w Goldman Sachs. Swoją nową platformę Goldman Sachs zbudował w ciągu 11 miesięcy.

Wiele osób uważa, że banki, obarczone ciężarem starych systemów informatycznych i fizycznych oddziałów, które coraz częściej świecą pustkami, podzielą los sprzedawców detalicznych i taksówkarzy. Ogłoszona 6 czerwca 2019 r. likwidacja Finn, czyli stworzonego przez JPMorgan Chase mobilnego banku dla millenialsów, wydaje się być kolejnym dowodem na to, że tradycyjne banki nie są wystarczająco elastyczne, aby z sukcesem funkcjonować w epoce cyfrowej.

Nie jest niczym zaskakującym, że banki nie zgadzają się z taką oceną. Fragmentacja rynku oznacza, że nawet najwięksi gracze wciąż mają przestrzeń do rozwoju. Są przekonani, że cyfryzacja im pomoże. Ich główną przewagą jest skala działalności: JPMorgan Chase wydaje rocznie około 11 mld dol. na rozwój IT. Ich marki są powszechnie znane. Mają dziesiątki milionów klientów i mnóstwo danych na temat ich dochodów oraz wydatków. Również koszty finansowania są niskie, podczas gdy firmy z branży technologii finansowych (fintechy), niemające licencji bankowych, są pozbawione dostępu do tanich depozytów ubezpieczonych na poziomie federalnym. „Oni dopiero muszą zbudować to, co my już mamy” – mówi Dean Athanasia, prezes działu konsumenckiego BoA. BoA w ubiegłym roku obniżył relację kosztów do dochodów z już przyzwoitego poziomu 51 proc. do 45 proc. Jak wskazuje Mike Mayo, analityk w Wells Fargo, wszystko to sprawia, że „Goliat wygrywa”.

Co bardziej zaskakujące, większość dużych banków nadal uznaje fizyczne oddziały za istotny atut. To prawda, zamykają dużą liczbą istniejących oddziałów, ale chcąc rosnąć muszą się rozprzestrzeniać. Największe banki nie mogą po prostu wykupić mniejszych graczy, by zdobyć nowe rynki, ponieważ prawo zabrania przejęć, w wyniku których powstanie podmiot mający ponad 10 proc. wszystkich depozytów. W związku z tym w ciągu ostatnich kilku lat BoA otworzył oddziały w Denver, Indianapolis i Minneapolis. Następne na liście są duże miasta w stanie Ohio. W 2018 r. JPMorgan Chase zapowiedział, że wejdzie na 20 nowych rynków i otworzy 400 oddziałów. W ciągu tego lata otworzy oddział w Minneapolis. Oba te banki są groźnymi graczami, dążącymi do zdobycia miejsca w pierwszej trójce na każdym rynku lokalnym, na którym rozpoczynają działalność.

„Naszą ekspansję zaczynamy od działalności cyfrowej. Jednak brak fizycznych oddziałów ogranicza rozwój. Wielu próbowało już rozwoju opartego wyłącznie na platformach cyfrowych i nigdy nie udało im się zbudować odpowiedniej skali” – mówi Dean Athanasia. Ważnym przyczółkiem dla obecnej ekspansji były również oddziały Merrill Lynch, inwestycyjnego ramienia BoA. Technologia sprawia, że dotarcie do klientów jest tańsze i łatwiejsze.
„Mnóstwo osób pobiera aplikację. Ale w Ameryce ludzie prawie nigdy nie otwierają konta bankowego, dopóki nie otworzymy oddziału w pobliżu” – mówi prezes JPMorgan, Chase Jamie Dimon.

Tymczasem Citi, którego oddziały są skoncentrowane w zaledwie kilku miastach, nie widzi potrzeby otwierania wielu nowych placówek. Jak mówi Stephen Bird, globalny szef bankowości konsumenckiej w Citi, jego bank już ma silną pozycję na rynku cyfrowym. Składa się na nią rozległa sieć bezpłatnych bankomatów i ogromna oferta w zakresie kart kredytowych, które Citi oferuje zarówno pod własną marką, jak i we współpracy z American Airlines, Costco oraz innymi firmami. Citi chciałby przekonać klientów mających karty kredytowe do otwarcia rachunków bieżących i kont oszczędnościowych. Zachętą mają być dodatkowe korzyści dla posiadaczy kart. Opierając się na swoim doświadczeniu z Azji, bank oferuje cyfrowe produkty kredytowe za pośrednictwem mobilnej aplikacji. W rezultacie osoby, które normalnie od razu zapłaciłyby rachunek za kartę kredytową, mogą odroczyć spłatę długu i skorzystać z niższego oprocentowania.

Kto traci na rozwoju gigantów? Najbardziej zagrożone wydają się małe banki lokalne. Najmniejsze z nich już znikają z rynku w tempie pięciu tygodniowo, głównie w wyniku fuzji i przejęć. Jednak lokalni kredytodawcy jako grupa są bardziej żywotni niż wyglądają, głównie dzięki specjalizacji w zakresie pożyczek dla małych firm.
„Prezes małej firmy może swobodnie porozmawiać z prezesem małego banku. To rzetelna obietnica wartości” – mówi Aaron Fine z firmy doradczej Oliver Wyman.

Trudniejsza może być sytuacja regionalnych kredytodawców, którzy ani nie mają „korzyści skali” cechującej gigantów, ani bliskich relacji z klientami typowymi dla małych banków lokalnych. W tym roku doszło do połączenia BB&T i SunTrust, dwóch banków działających na południowym wschodzie. Powstał w ten sposób szósty co do wielkości bank detaliczny w Stanach Zjednoczonych. Możliwe są również dalsze fuzje, które pozwolą średniakom konkurować z gigantami.

Jednak największe banki regionalne nie poddają się bez walki. Betsy Graseck z Morgan Stanley zauważa, że mający siedzibę w Minneapolis US Bank zwiększył udziały w lokalnym rynku w rok po tym, jak swój oddział otworzył tam BoA. Spadł natomiast udział rynkowy innego wiodącego banku w tym mieście – Wells Fargo. W 2019 r. US Bank otworzy pierwszy oddział w Charlotte, gdzie – zupełnie przypadkowo – ulokowana jest siedziba BoA. Jak podkreśla Tim Welsh, szef bankowości konsumenckiej i biznesowej w US Bank, w tym mieście mają już biuro obsługujące tysiące klientów w obszarze kredytów hipotecznych, kredytów samochodowych i kart kredytowych.

Jest mało prawdopodobne, aby amerykańska bankowość kiedykolwiek osiągnęła poziom koncentracji obserwowany w wielu innych bogatych państwach. Jednak cyfryzacja pomoże największym jeszcze bardziej urosnąć. Choć giganci nie są zazwyczaj szczególnie zwinni, wciąż bardzo trudno jest

Niniejszy artykuł ukazał się w papierowym wydaniu „The Economist” pod tytułem „The Giants are coming”.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test