Transatlantyckie pęknięcie regulacyjne

10.05.2019
Chociaż skutki globalnego kryzysu były dość podobne w większości krajów rozwiniętych, to tempo i kierunek regulacji sektora finansowego są odmienne.

Howard Davies (PS)


Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump od początku swojego urzędowania jasno wyrażał swoje intencje w odniesieniu do regulacji finansowych. Wydał dyrektywę, zgodnie z którą w przypadku wejścia w życie każdej nowej regulacji muszą zostać uchylone przynajmniej dwie wcześniej obowiązujące regulacje. W Europie taka gorliwość deregulacyjna nie występuje.

W podpisanej przez prezydenta Trumpa w maju 2018 roku ustawie o wzroście gospodarczym, łagodzeniu regulacji i ochronie konsumentów (Economic Growth, Regulatory Relief, and Consumer Protection Act) w praktyce większy nacisk położony został na kwestie deregulacji niż ochrony konsumentów. Zgodnie z opublikowanym przez administrację zbiorem zasad regulacyjnych, państwowe organy regulacyjne muszą uwzględniać w swoich działaniach kwestię konkurencyjności amerykańskich firm i promować amerykańskie interesy na międzynarodowych forach finansowych.

Departament Skarbu otrzymał polecenie sporządzenia czterech raportów dotyczących banków, rynków kapitałowych, branży zarządzania aktywami i ubezpieczeń, a także podmiotów niebankowych i firm z branży fintech. Raporty te miały pokazać, w jaki sposób te zasady mogą być wprowadzane w życie przy pomocy różnych inicjatyw deregulacyjnych. Wszystkie cztery raporty zostały już opublikowane.

Przez pewien czas wydawało się, że ta aktywność polityczna ogranicza się do retoryki i nie niesie za sobą wielu znaczących zmian w reżimie prawnym wpływającym na funkcjonowanie dużych banków. Na początku nacisk położony został na zwolnienie małych pożyczkodawców z części obciążeń dotyczących raportowania i wymogów kapitałowych – zasad, które prawdopodobnie nie były zbyt dobrze dostosowane do tych podmiotów.

Teraz jednak pojawiają są sygnały, że deregulacyjna inicjatywa nabiera rozpędu. W głównych organach regulacyjnych powołane zostało nowe kierownictwo i wszyscy ci dyrektorzy, w Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (Securities and Exchange Commission – SEC), Rezerwie Federalnej, Federalnej Korporacji Ubezpieczeń Depozytów (Federal Deposit Insurance Corporation – FDIC) i innych agencjach próbują wykazać się swoim zaangażowaniem w proces deregulacji.

Osoby ściśle monitorujące działalność tych organów regulacyjnych twierdzą, że liczba wprowadzanych nowych regulacji jest obecnie najniższa od 40 lat, a koszty przestrzegania przepisów ponoszone przez firmy spadają po raz pierwszy od czasu kryzysu finansowego w 2008 roku.

Widać również, że korzyści zaczynają odnosić zarówno duże firmy, jak i małe. Rada ds. Monitorowania Stabilności Finansowej (Financial Stability Oversight Council – FSOC), czyli organ nadrzędny pod przewodnictwem Departamentu Skarbu, postanowiła usunąć wszystkie duże firmy ubezpieczeniowe z listy instytucji finansowych o znaczeniu systemowym, zwalniając je tym samym z konieczności wypełniania wyższych wymogów kapitałowych.

W pewnym sensie taki rozwój sytuacji nie jest zaskakujący. Od czasu krachu systemu finansowego i załamania światowej gospodarki minęło już ponad 10 lat. Wspomnienia tamtych wydarzeń słabną, a wahadło regulacyjne zaczyna odchylać się w drugą stronę.

W opublikowanym niedawno dokumencie roboczym MFW na temat cykli regulacyjnych zbadano szereg epizodów z przeszłości, począwszy od bańki dotyczącej Kompanii Mórz Południowych (South Sea Bubble) aż po kryzys subprime. Autorzy dokumentu pokazują, w jaki sposób te boomy i krachy były „wzmacniane motywowanymi politycznie bodźcami regulacyjnymi”. Boomy podsycane były różnego rodzaju dotacjami kredytowymi w połączeniu z rozluźnieniem regulacji. Tymczasem po każdym krachu wprowadzano szereg nowych przepisów, co przypominało nieco zatrzaskiwanie i ryglowanie wszystkich drzwi w stajni, gdy konie już dawno uciekły.

Ustawa o bańkach spekulacyjnych z 1720 r. (The Bubble Act) obowiązywała w Wielkiej Brytanii ponad sto lat i ograniczała rozwój spółek akcyjnych, co miało negatywny wpływ na gospodarkę.

Zdarza się, że te wprowadzane po kryzysie regulacje są nieco przesadzone. Często nie wytrzymują one próby czasu, a w niektórych przypadkach zdecydowanie nie powinny. Ustawa o bańkach spekulacyjnych z 1720 roku (The Bubble Act) obowiązywała w Wielkiej Brytanii przez ponad sto lat i ograniczała rozwój spółek akcyjnych, co miało negatywny wpływ na wzrost gospodarczy.

W związku z tym być może należy się spodziewać pewnego odwrotu od pokryzysowych regulacji. Takie zmiany muszą jednak być wdrażane z największą starannością i nawet najbardziej entuzjastyczni bankierzy inwestycyjni nie opowiadają się za powrotem do istniejącego w 2007 roku systemu niskich wymogów w zakresie płynności i kapitału.

W tym konkretnym cyklu warto zwrócić uwagę na fakt, że chociaż skutki kryzysu były dość podobne w większości krajów rozwiniętych (choć w każdym przypadku miały pewne cechy charakterystyczne), poza Stanami Zjednoczonymi wahadło regulacyjne nie powraca w taki sam sposób do poprzedniej pozycji.

W Wielkiej Brytanii banki dopiero w tym roku wdrażają nowe zasady ochronne wymuszające oddzielenie ich działalności w obszarze bankowości inwestycyjnej od działalności detalicznej i komercyjnej. Dzieje się to w momencie, gdy w Stanach Zjednoczonych łagodzona jest analogiczna „reguła Volckera” (która tak czy inaczej jest znacznie mniej surowa). W Londynie wprowadzany jest nowy reżim dotyczący wyższego kierownictwa banków i firm ubezpieczeniowych, który zaostrza wymagania wobec dyrektorów.

W strefie euro unia bankowa również jest na etapie ponownego zaostrzania regulacji zarówno na poziomie centralnym, jak i w poszczególnych państwach członkowskich. W marcu 2019 r. władze francuskie wprowadziły nowy bufor antycykliczny – dodatkowe wymogi kapitałowe – w czasie, gdy gospodarka gwałtownie zwalnia (o ile jeszcze nie znalazła się w recesji).

W Europie nie ma apetytu politycznego na deregulację sektora finansowego.

Wygląda na to, że w Europie nie ma apetytu politycznego na deregulację sektora finansowego. Europejscy prawicowi populiści wykazują równie wrogie nastawienie wobec bankierów, jak ich lewicowi odpowiednicy. W tym obszarze program prezydenta Trumpa nie ma żadnych zwolenników.

Rynki już zauważyły ​​tę transatlantycką różnicę w cyklach regulacyjnych. Akcje większości europejskich banków notowane są znacznie poniżej ich wartości księgowej, w niektórych przypadkach nawet poniżej 50 proc., podczas gdy wyceny banków amerykańskich wróciły do dawnego poziomu. To bez wątpienia częściowo odzwierciedla różnice w tempie wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych i poszczególnych gospodarkach europejskich oraz ich odmienne krzywe stóp procentowych, jednak oczekiwania dotyczące przyszłych wymogów regulacyjnych również odgrywają pewną rolę.

Tym niemniej ta niezgodność cykli regulacyjnych ma mniejsze znaczenie niż mogłoby się wydawać, ponieważ amerykańskie i europejskie banki detaliczne i komercyjne nie konkurują ze sobą bezpośrednio. Globalne banki – te bestie obecne na wszystkich głównych rynkach – wyszły z mody tak samo jak spodnie-dzwony. Jednak w bankowości inwestycyjnej występuje konkurencja bezpośrednia, a udział rynkowy banków amerykańskich w Europie wzrósł w ostatniej dekadzie.

Być może nie wprost dokonywane są różne wybory społeczne. Rządy europejskie najwyraźniej doszły do ​​wniosku, że utrzymywanie dużych, ryzykownych i niestabilnych firm i rynków finansowych nie ma sensu, podczas gdy administracja amerykańska nadal uważa, że sektor finansowy daje przewagę komparatywną Nowemu Jorkowi. Jeszcze przez jakiś czas nie dowiemy się, która strona dokonała mądrzejszego wyboru.

Howard Davies jest prezesem Royal Bank of Scotland.

Project Syndicate, 2019

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test