Upadający konsumenci nie zagrożą bankom

17.03.2016

Upadłość konsumencka to doskonałe narzędzie oddłużenia osób, które w inny sposób nie są w stanie poradzić sobie ze zobowiązaniami. Może pozwolić dłużnikom rozpocząć legalną pracę i ograniczyć szarą strefę. Ustawa jest dobra, nie zagraża bankom, można nawet za jakiś czas pomyśleć o jej liberalizacji – mówi radca prawny Piotr Zimmerman z kancelarii Zimmerman i Wspólnicy.

Piotr Zimmerman (fot. z archiwum rozmówcy)


Obserwator Finansowy: Co zmieniła działająca od ponad roku ustawa o upadłości konsumenckiej?

Piotr Zimmerman: Sądy przestały traktować konsumentów jak przedsiębiorców, winnych swojej złej sytuacji majątkowej a zaczęły traktować jak osoby, którym należy pomóc wyjść z kłopotów finansowych.

Dzięki czemu tak się stało?

Ogłoszenie upadłości konsumenckiej jest możliwe od kwietnia 2009 roku, jednak pierwotne przepisy były na tyle restrykcyjne, iż skorzystanie z nich było bardzo trudne. Od 31 grudnia 2014 roku przepisy zostały mocno zliberalizowane. Uelastyczniono podstawy ogłoszenia upadłości konsumenckiej, a dodatkowo znacząco zredukowano koszty postępowania. Ukłonem w stronę najuboższych konsumentów jest możliwość pokrycia kosztów postępowania przez Skarb Państwa w przypadku całkowitego braku majątku czy dochodów dłużnika.

Teraz może „upaść” ktoś, kto rzeczywiście tkwi w pętli długów, a przedtem dłużnik musiał być majętny?

Poprzednie przepisy uzależniały ogłoszenie upadłości od posiadania przez dłużnika środków od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Nie dość, że dana osoba borykała się z poważnymi problemami finansowymi, to dodatkowo „dopłacała” do swojej upadłości pokaźną kwotę. Obecnie dłużnik nie ponosi już wysokich kosztów postępowania. Zmniejszona została miedzy innymi wysokość wynagrodzenia syndyka. Możliwe również jest ogłoszenie upadłości w przypadku całkowitego braku majątku. Od 1 stycznia 2016 roku weszła w życie zmiana polegająca na obowiązku złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości na formularzu. To powinno znaczne ułatwić składanie wniosków konsumentom, którzy nie korzystają z pomocy profesjonalnego pełnomocnika, choćby z obawy przed kolejnymi wydatkami. Novum jest także możliwość zawarcia układu z wierzycielami, który teoretycznie dawałby możliwość zachowania mieszkania przez dłużnika, czego poprzednie regulacje w ogóle nie przewidywały.

Czy zdarzają się takie ugody?

Nie, jak dotychczas to możliwość teoretyczna. Wynika to najprawdopodobniej z faktu, że bank gotów do porozumienia z dłużnikiem woli ugodzić się poza postępowaniem upadłościowym. W razie porozumienia z głównym wierzycielem upadłość okazuje się najczęściej niepotrzebna.

Ustawa pozwala sądowi przeprowadzić postępowanie upadłościowe uzasadnione względami humanitarnymi. „Względy humanitarne” to pojęcie nieostre i budziło wątpliwości, czy prawo nie będzie nadużywane. Bywa nadużywane?

Nie. Sądy bardzo ostrożnie jak dotychczas korzystają z tej możliwości. Znacznie zliberalizowano zbyt restrykcyjne dotąd przesłanki ogłoszenia upadłości i wprowadzone zmiany są pozytywne. Upadłość konsumencka stanowi doskonałe narzędzie oddłużenia dla osób, które w żaden inny sposób nie byłyby w stanie poradzić sobie z ciążącymi na nich zobowiązaniami. Za liberalizacją przepisów stało słuszne przekonanie, iż lepiej ponieść wydatek w kwocie kilku lub kilkunastu tysięcy złotych i pozwolić dłużnikowi rozpocząć nową, legalną pracę, niż tolerować, że do końca życia będzie funkcjonował w szarej strefie.

Czy sądy radzą sobie ze „względami humanitarnymi”?

Dotychczasowe działania sądów oraz syndyków oceniam pozytywnie, szczególnie że zarówno sąd, jak i syndyk, dość wnikliwie badają, czy konsument składając wniosek o ogłoszenie upadłości nie minął się z prawdą i czy należy umożliwić mu restrukturyzację zobowiązań właśnie w ramach upadłości konsumenckiej. Szczegółowo badają sytuację majątkową dłużnika oraz okoliczności powstania stanu niewypłacalności. Dość liberalne, i co najważniejsze – zgodne z duchem ustawy jest podejście sądów upadłościowych do negatywnych przesłanek ustawowych ogłoszenia upadłości. Sądy często biorą pod rozwagę względy słuszności i względy humanitarne, oceniając sytuację dłużników, i ogłaszają ich upadłość nawet w przypadku zaistnienia okoliczności wymienionych w artykule 491§ 2-4 Prawa upadłościowego, czyli powodów, dla których wniosek mogłyby oddalić.

Były obawy, że sądy będą miały za dużą swobodę interpretacyjną.

Sądowi została pozostawiona odpowiednia swoboda decyzyjna. Ustawodawca kategorycznie uniemożliwił jedynie ogłoszenie upadłości, gdy dłużnik doprowadził do swojej niewypłacalności lub istotnie zwiększył jej stopień umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa. To jest dość surowe, choć i tak dużo łagodniejsze niż poprzednio, ale bardzo racjonalne kryterium.

O tego roku szybciej upaść mogą także byli przedsiębiorcy. To kolejna liberalizacja.

W konsekwencji ostatniej nowelizacji przedsiębiorcy zyskują od 2016 roku konsumencką zdolność upadłościową już od następnego dnia po zaprzestaniu działalności gospodarczej. Nawet jeśli dłużnik-przedsiębiorca nie spełnia przesłanek do ogłoszenia upadłości, na przykład jeśli miał taki obowiązek, a wbrew przepisom nie złożył w terminie wniosku o upadłość. W poprzednio obowiązującym stanie prawnym należało wstrzymać się rok od daty zakończenia prowadzenia działalności gospodarczej.

Środowisko bankowe wyrażało obawy, że wszystkie te kroki liberalizujące ustawę spowodują, iż konsumenci, a teraz także przedsiębiorcy, będą „uciekać w upadłość” zamiast spłacać długi. Czy te obawy są zasadne?

Instytucja upadłości konsumenckiej nie stwarza sama w sobie zagrożenia dla banków. Upadłość ogłaszana jest najczęściej w przypadku całkowitej, często kilkukrotnej bezskuteczności egzekucji komorniczej, w przypadku permanentnej niewypłacalności. Tacy dłużnicy bez pomocy nie mieliby możliwości wyjścia na prostą, a upadłość daje im tę szansę. Jeśli dłużnik jest w stanie permanentnej niewypłacalności, a w dodatku weszła w życie 18 października 2015 roku nowelizacja prawa spadkowego w zakresie ustalenia reguły przyjęcia spadku z dobrodziejstwem inwentarza, która pozwala uniknąć dziedziczenia długów, praktycznie niemożliwe staje się odzyskanie najdrobniejszej choćby kwoty przez wierzyciela. Upadłość konsumencka nic w tym względzie nie zmienia.

W ubiegłym roku sądy ogłosiły upadłość wobec 2112 osób. To dużo czy mało?

Sama liczba nie jest w żaden sposób niebezpieczna, nie wskazuje na złą sytuację. Patrząc na przykład na Niemcy, gdzie upadłości jest 90 tys. rocznie, wyniki Polski są bardzo umiarkowane. Jest miejsce do rozwoju tej instytucji w Polsce bez zagrożenia dla stabilności gospodarki.

Upadłości będzie przybywać?

Liczba upadłości rośnie stale i rośnie znacząco. Stopniowy i regularny wzrost liczby upadłości konsumenckich byłby niezwykle pozytywnym zjawiskiem. W tym roku również należy spodziewać się stałego wzrostu wniosków o ogłoszenie upadłości, a to chociażby z powodu liberalizacji przepisów dotyczących przedsiębiorców. Również możliwość złożenia wniosku na formularzu może skłonić konsumentów do samodzielnego składania wniosków. Jego wypełnienie powinno być łatwiejsze niż samodzielne sporządzanie. Upadłości konsumenckich w 2016 roku będzie znacznie więcej niż w latach poprzednich, i jeżeli tylko sądy upadłościowe udźwigną taką liczbę spraw, to instytucja ta nadal będzie się rozwijać.

Udźwigną?

Czas od złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości do chwili wydania odpowiedniego postanowienia przez sąd wynosi obecnie około jednego miesiąca, więc śmiało można stwierdzić, że postępowanie na tym etapie przebiega sprawnie. Ale wyraźnie widać zbyt duże obciążenie upadłościami. Lawinowy wzrost postępowań nie przysłużył się samym konsumentom powodując zamieszanie w sądach, co z kolei wpływa na znaczne wydłużenie postępowań. Kolejne etapy postępowania już nie przebiegają tak sprawnie i na przykład listy wierzytelności powstają nieakceptowalnie długo – 6-12 miesięcy od otwarcia postępowania, podczas gdy powinny w maksimum 3 miesiące.

Co można tu zrobić?

Zabrać sprawy upadłości konsumenckich wydziałom gospodarczym i powierzyć zwykłym wydziałom cywilnym sądów rejonowych. Jest ich znacznie więcej, bo kilkaset w całej Polsce, więc obciążenie jednego sędziego byłoby akceptowalne, a droga konsumenta do sądu byłaby znacznie prostsza i krótsza. Jedyna wymagana inwestycja to przeszkolenie kilkuset sędziów.

Czy ustawę należałoby dalej liberalizować?

Przy założeniu sprawnego działania syndyka oraz sądu, upadłość konsumencka jest w aktualnym stanie optymalna. Dalsza liberalizacja przepisów, a tym samym poszerzanie kręgu osób uprawnionych do złożenia wniosku, może skutkować próbą wykorzystania tej instytucji w sposób nieuprawniony.

Czyli w jaki?

Na przykład do zalegalizowania przychodów uzyskanych z wyłudzenia kredytu.

Był spór o to, czy z upadłości konsumenckiej będą mogli korzystać zadłużeni w kredytach hipotecznych we frankach. Mogą?

Były wątpliwości, czy wnioski składane przez dłużników, którzy zaciągnęli kredyty we franku szwajcarskim nie będą przez sądy oddalane ze względu na artykuł, który mówi o doprowadzeniu do niewypłacalności lub jej istotnym zwiększeniu umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa. Przeważają głosy, że nie można uznać za rażąco niedbałe, ani tym bardziej umyślne, zaciągnięcie kredytu hipotecznego na zakup nieruchomości w walucie obcej w sytuacji, gdy zarobki są wypłacane w walucie krajowej. Sądy nie powinny oceniać zachowań konsumentów w oderwaniu od realiów panujących na rynku kredytów hipotecznych, zwłaszcza wobec agresywnych działań marketingowych instytucji kredytowych. Nie ma wątpliwości, że część ryzyka prawidłowej oceny przyszłych możliwości płatniczych konsumenta spoczywa na banku, który każdorazowo dokonuje przecież badania zdolności kredytowej osoby fizycznej. Z tych powodów wydawało się, że sądy do spraw „frankowiczów” będą podchodzić jak do wszystkich innych konsumentów i nie będą oddalać ich wniosków ze względu na rzekome rażące niedbalstwo. I wydawane przez sądy postanowienia o ogłoszeniu upadłości ten tok myślenia w pełni potwierdzają.

Ale nie napływa dużo wniosków o upadłość składanych przez „frankowiczów”. Czemu?

Prawdopodobnie niechęć do ostatecznej utraty mieszkania lub domu jest powodem, dla którego „frankowicze” nie stanowią na razie przeważającej grupy upadłych konsumentów. Wolą na razie walczyć, negocjować, niż od razu skazywać się na likwidację miejsca zamieszkania. Jest to odruch zupełnie naturalny, i o ile powstanie pomiędzy nimi a bankami nić porozumienia, a takie oznaki już widać, upadłości konsumenckiej w tej grupie konsumentów będzie można przeciwdziałać.

Jakie widzi pan oznaki porozumienia?

Niestety wątłe i tylko w pojedynczych sprawach. To ważne, żeby odwaga do zawierania porozumień zaistniała także po stronie banków, żeby nie zwyciężało podejście urzędnicze, formalistyczne.

Od początku roku firmy mogą korzystać z restrukturyzacji i możliwości zawarcia układu z wierzycielami, dzięki czemu mają szansę uniknąć upadłości. Czy widać już działanie nowych przepisów?

Poprzednio obowiązujące postępowanie naprawcze było stosowane jedynie w niewielkiej liczbie przypadków. Do zawarcia układu w postępowaniu upadłościowym także dochodziło niezmiernie rzadko, a jeszcze rzadziej układ ten był wykonywany. Po miesiącu obowiązywania znowelizowanego Prawa restrukturyzacyjnego wiemy tyle, że skutecznie wszczęte zostały pierwsze sprawy restrukturyzacyjne (miedzy innymi pierwsze w Polsce postępowanie sanacyjne sieci sklepów drogeryjnych Dayli, w którym funkcję zarządcy powierzono spółce Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja), ale na pojawienie się ich większej liczby trzeba będzie jeszcze poczekać.

Wydaje się, że sądy są przygotowane na prowadzenie tego rodzaju postępowań. Na razie jest to ściśle początkowy etap, a ostateczny sukces zależeć będzie od wielu czynników, w tym niektórych nieprzewidzianych dotychczas w praktyce upadłościowej. Będzie zależeć od doradcy restrukturyzacyjnego, który dzięki posiadanej wiedzy i doświadczeniu powinien tak pokierować dłużnikiem, by ten ostatecznie wyszedł na prostą, co jest naczelną zasadą postępowania restrukturyzacyjnego. Ogromne znaczenie będzie mieć także kondycja początkowa dłużnika, bowiem zasada, że restrukturyzacja, tak jak upadłość, kosztuje, pozostaje bez zmian, i niektórych firm po prostu nie będzie stać na ratunek. A doradcy restrukturyzacyjni mają obowiązek pilnować, by restrukturyzacja nie prowadziła do dalszego zadłużenia, jeżeli nie ma szans na uratowanie firmy.

Rozmawiał: Jacek Ramotowski

Piotr Zimmerman jest radcą prawnym.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test