Wojna walutowa mało prawdopodobna

06.06.2019
Czy po nałożeniu na chińskie towary nowych ceł Pekin odpowie Waszyngtonowi wojną walutową, jak spekulują niektórzy komentatorzy? To mało prawdopodobne.


Wojna walutowa ma miejsce, gdy bank centralny jakiegoś kraju wykorzystuje ekspansywną politykę pieniężną, aby celowo obniżyć wartość krajowej waluty. Strategia ta nazywana jest również dewaluacją konkurencyjną. Kiedy kraje dewaluują swoje waluty, sprawiają, że eksport jest tańszy na rynkach zagranicznych. Firmy eksportują więcej, stają się rentowne i tworzą nowe miejsca pracy. W rezultacie gospodarka może zacząć szybciej rosnąć.

Ale strategia dewaluacji konkurencyjnej wywołuje reakcje głównych partnerów handlowych, a ostatecznym wynikiem może być destabilizacja rynków finansowych. Słaba waluta nie jest zresztą lekarstwem na wszystkie bolączki gospodarki. Czasami może przynieść więcej szkody niż pożytku. Wiedzą o tym władze chińskie, które prezydent USA podejrzewa, raczej bezpodstawnie, o zamiar rozpoczęcia wojny walutowej.

Sztywny kurs oznaczał dotowanie?

Przez kilkanaście lat, poprzedzających światowy kryzys finansowy gospodarka amerykańska i chińska żyły w swoistej symbiozie. Amerykanie kupowali tanie produkty chińskie, co obniżało poziom inflacji i stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, a chińska gospodarka rosła dzięki eksportowi, który w roku 2006 roku osiągnął 36 proc. PKB Chin. Ubocznym efektem było kumulowanie przez Ludowy Bank Chin rezerw w postaci amerykańskich papierów skarbowych.

W 2003 roku grupa amerykańskich ekonomistów, między innymi Michael Dooley, Peter Garber i David Folkerts-Landau, uznała, że powstał nowy międzynarodowy system współzależności gospodarczych, który został przez nich nazwany „Bretton Woods II”. Chiny i inne kraje azjatyckie, mające znaczne oszczędności, pożyczały krajom wysokorozwiniętym, zwłaszcza Stanom Zjednoczonym. Dzięki temu Amerykanie mogli ograniczyć własne oszczędności i coraz więcej konsumować. Chiny osiągały zawrotne tempo wzrostu, utrzymując niedowartościowany kurs własnej waluty.

Na początku 1994 roku chińska waluta – juan – została wobec dolara zdewaluowana o 50 proc. i do 2005 roku pozostawała na niezmienionym poziomie 8,2765 juana za 1 dolara. Dopiero 21 lipca 2005 roku juan został zrewaluowany o 2 proc. w stosunku do dolara, a jego kurs zaczął się wahać w pewnym przedziale.

Przez 10 lat utrzymywania sztywnego kursu produktywność chińskiej gospodarki wzrosła dwukrotnie, podczas gdy gospodarki amerykańskiej o kilka procent.

Przez ponad 10 lat utrzymywania sztywnego kursu produktywność chińskiej gospodarki wzrosła ponad dwukrotnie, podczas gdy gospodarki amerykańskiej zaledwie o kilka procent. Jeszcze szybszy był wzrost produktywności w chińskim sektorze eksportowym. Sztywny, niedowartościowany kurs oznaczał więc ukryte dotowanie chińskich produktów sprzedawanych za granicą. Dopóki chiński eksport ograniczał się do prostych, pracochłonnych towarów, tanich, ale niskiej jakości, sytuacja ta nie niepokoiła amerykańskich polityków i przedsiębiorców, mimo narastania w wymianie handlowej z Chinami coraz większego deficytu.

Uelastyczniony juan

Francuscy ekonomiści Antoine Brunet i Jean-Paul Guichard, autorzy książki „Chiny światowym hegemonem?” są zdania, że brak silnej reakcji amerykańskiej na zaniżony kurs waluty chińskiej i utrzymujący się deficyt w wymianie z Chinami wynikał z chińskiego lobbingu oraz z korzyści, jakie czerpią amerykańskie korporacje ze współpracy z Chinami.

W 2011 roku w Kongresie USA została przyjęta ustawa „Currency Exchange Rate Oversight Reform Act 2011”, która nakazuje Departamentowi Skarbu zbadanie, czy kraje, z którymi handlują Stany Zjednoczone nie manipulują kursem swej waluty w celu osiągnięcia korzyści w handlu zagranicznym. W razie stwierdzenia takich praktyk Departament Handlu nałożyłby wysokie cła na niektóre towary. Ustawa nie była w sposób otwarty skierowana przeciwko Chinom, ale wspierający ją senatorowie nie ukrywali, że chodzi właśnie o handel z tym ogromnym państwem.

Ustawa nie została jednak przegłosowana w Izbie Reprezentantów i podobnie zakończyła się próba jej wprowadzenia w 2013 roku. Co ciekawe, ustawę wspierali Demokraci, a większość Republikanów, czyli partii, z której wywodzi się Trump, była przeciwko niej.

Naciski Stanów Zjednoczonych oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego skłoniły Ludowy Bank Chin do większego uelastycznienia kursu juana. Kurs został ustalony w stosunku do koszyka walut, w którym największy udział ma dolar. Mógł się wahać się wobec koszyka o +/-2 proc.

11 sierpnia 2015 r. Ludowy Bank Chin (LBCh) pozwolił juanowi na osłabienie się o prawie 2 proc. w stosunku do dolara. Była to odpowiedź na osłabienie chińskiego wzrostu gospodarczego. Jednocześnie bank zaczął określać kurs w oparciu o cenę z poprzedniego dnia i zapowiedział, że od tej pory większą rolę w kształtowaniu kursu będzie odgrywał rynek.

W połowie maja 2019 roku kurs wynosi 6,9187 juanów za 1 dolara. To znaczy, że w ciągu 14 lat jakie minęły od porzucenia przez Chiny kursu sztywnego juan umocnił się wobec dolara o niespełna 20 proc.

Ale dziś jest o 10 proc. słabszy wobec waluty amerykańskiej niż w kwietniu 2018 roku, gdy osiągnął historyczne maksimum – 6,27 juanów za 1 dolara. Od początku maja b.r. stracił przeszło 2 proc. To wynika raczej z polityki Rezerwy Federalnej USA niż Ludowego Banku Chin.

Stopy to nie broń

Większość światowych komentatorów nie wierzy w wojnę walutową między Chinami i USA, gdyż mogłaby uderzyć zarówno w jedną, jak i drugą stronę. Osłabienie juana wobec dolara, jakie miało miejsce w ostatnim roku, wynikało przede wszystkim z podnoszenia stóp procentowych przez Fed. W dodatku osłabienie juana było reakcją rynków na wojnę handlową, nie zaś celowym działaniem LBCh, w celu złagodzenia skutków taryf, nałożonych na chiński eksport.

Gdyby Fed nagle zmienił swoją politykę, dolar mógłby się osłabiać wobec juana i innych walut. Ale Rezerwa Federalna jest ciałem niezależnym, a członkowie Federal Open Market Committee (FOMC), ustalający wysokość podstawowych stóp Fed są nieusuwalni. 30 kwietnia, na dzień przed posiedzeniem FOMC, prezydent Trump napisał na twitterze: „Chiny silnie stymulują swoją gospodarkę, jednocześnie utrzymując niskie stopy procentowe. Nasza Rezerwa Federalna nieustannie podnosi stopy procentowe, mimo że inflacja jest bardzo niska”.

Presja prezydenta na obniżkę stóp nie przyniosła efektu. FOMC pozostawił stopy funduszy krótkoterminowych na niezmienionym poziomie, choć obniżył stopę procentową, którą płaci od nadwyżek rezerw bankowych do 2,35 proc. z 2,4 proc. W komunikacie Fed zapewnił, że w kwestii stóp procentowych nie będzie działał pośpiesznie.

Obniżenie stóp w celu osłabienia dolara, w sytuacji, gdy gospodarka amerykańska jest w fazie ożywienia, mogłoby prowadzić do narastania baniek spekulacyjnych w USA i przyczynić się do destabilizacji gospodarki światowej. Stopy procentowe Fed to zbyt poważny instrument, by go używać w sporach handlowych nawet z tak wielkim państwem jak Chiny.

Dolar wciąż jest najważniejszą walutą świata i choć jego znaczenie jako waluty rezerwowej stopniowo maleje, nie ma możliwości zastąpienia dolara przez inną jednostkę monetarną.

Waluta amerykańska stanowiła w IV kwartale 2018 61,7 proc. światowych rezerw walutowych, a w III kwartale było to 61,9 proc. Mowa o tak zwanych rezerwach alokowanych, to znaczy określanych przez banki centralne w raportach do MFW. Znaczenie juana jako waluty rezerwowej banków centralnych rośnie, ale wciąż wynosi zaledwie niespełna 2 proc. To pokazuje, że gospodarka chińska mimo ogromnej dynamiki i potencjału wciąż nie cieszy się wystarczającym zaufaniem. Nawet bogaci Chińczycy wolą trzymać swoje oszczędności w amerykańskiej walucie niż w juanach.

Chińskie władze nie zamierzają sztucznie osłabiać waluty, gdyż wprawdzie miałoby to pozytywny wpływ na eksport, ale negatywny na rynek kapitałowy.

Chińskie władze również nie zamierzają sztucznie osłabiać swej waluty, gdyż wprawdzie miałoby to pozytywny skutek na eksport, ale negatywny na chiński rynek kapitałowy. Prezydent Xi Jinping, przemawiając pod koniec kwietnia podczas Forum Pasa i Drogi w Pekinie zapewnił, że nie zamierza używać waluty jako broni handlowej i że Chiny pozwolą rynkowi odegrać decydującą rolę w ustaleniu kursu wymiany juana przy jednoczesnym utrzymaniu zasadniczo stabilnej relacji między juanem a dolarem.

Władze ChRL martwią się o stabilność finansową, która może być zaburzona przez gwałtowny spadek wartości juana. Gdy w 2015 roku juan został niespodziewanie zdewaluowany, zwiększyło to presję na chińskie aktywa i giełda w Szanghaju przeżyła ogromną bessę. Władze musiały interweniować, kupując akcje, by powstrzymać spadki.

Celowa dewaluacja waluty osłabiłaby inne cele polityczne Chin, takie jak zwiększenie międzynarodowej roli juana i zachęcenie przedsiębiorstw do eksportu bardziej innowacyjnych towarów. Co więcej, Chiny muszą importować materiały, aby wyprodukować swoje towary eksportowe, więc słabsza waluta zwiększyłaby koszty firm. Dewaluacja juana zwiększyłaby w Chinach inflację, co utrudniłoby Ludowemu Bankowi Chin stymulowanie gospodarki poprzez tanie kredyty dla przedsiębiorstw.

„Opcja nuklearna” mało prawdopodobna

Innym scenariuszem, rozpatrywanym przez międzynarodowych komentatorów finansowych jest wykorzystanie przez Chiny amerykańskiego długu w celu destabilizacji amerykańskich finansów. Ubocznym efektem nadwyżki w handlu Chin z USA oraz utrzymywania przez USA „bliźniaczych deficytów” (deficyt fiskalny i deficyt w wymianie z zagranicą) było kumulowanie przez Ludowy Bank Chin amerykańskich papierów skarbowych.

USA-Chiny: Wojna celna nie napędziła inflacji

Do 2016 r. Ludowy Bank Chin kupował od eksporterów dolary amerykańskie, sprzedając im juany, aby zapobiec nadmiernej aprecjacji chińskiej waluty. Większość chińskich rezerw walutowych jest ulokowana w amerykańskich papierach skarbowych, które mają status bezpiecznej przystani. Chiny potrzebują aktywów w dolarach amerykańskich jako bufora bezpieczeństwa, na wypadek, gdyby musiały ratować krajowy system bankowy lub wspierać juana poprzez interwencje walutowe.

Rezerwy zagraniczne Ludowego Banku Chin na początku maja wynosiły 3,095 bln dolarów. Mimo że w ostatnich latach chiński bank centralny zmniejszył udział amerykańskich obligacji skarbowych w swych rezerwach zagranicznych, wciąż posiada, według danych Departamentu Skarbu USA za marzec 2019 roku 1120,5 mld dolarów długu amerykańskiego i jest największym zagranicznym wierzycielem rządu amerykańskiego. Na kolejnych miejscach są: Japonia (1078,1 mld dolarów), Wielka Brytania (317,1 mld dolarów), Brazylia (311,7 mld dolarów), Irlandia (277,6 mld dolarów). W ubiegłym roku Bank Rosji zmniejszył swoje rezerwy trzymane w dolarach z 96 do 48 mld dol., co nie miało jednak wpływu na rynki finansowe, gdyż suma ta stanowiła zaledwie 0,2 proc. amerykańskiego długu. LBCh posiada 5,2 proc. wszystkich amerykańskich papierów skarbowych, więc może silniej niż Bank Rosji wpływać na rynek długu.

Komentatorzy nazywają sprzedaż przez LBCh amerykańskich papierów skarbowych „opcją nuklearną”. Operacja taka doprowadziłaby do spadku rynkowej wartości amerykańskich obligacji, wzrostu ich rentowności, a tym samym kosztu obsługi długu.

Scenariusz taki jest jednak równie mało prawdopodobny jak sztuczne osłabienie waluty. Gdyby LBCh zaczął sprzedawać amerykańskie papiery skarbowe, musiałby kupić aktywa nominowane w innych walutach. Jeśli w juanie – wzmocniłby własną walutę i osłabił eksport. Gdyby kupił papiery wartościowe nominowane w euro lub jenach, osłabiłby juana wobec partnerów handlowych, z którymi wojny nie toczy.

Ludowy Bank Chin poniósłby duże straty, sprzedając aktywa dolarowe. Musiałby je bowiem sprzedawać po kursie niższym od tego, po którym je kupił. Rezerwy nominowane w innych walutach byłyby mniej bezpieczne niż aktywa dolarowe. Stany Zjednoczone mogłyby dość łatwo znaleźć innych, poza Chinami nabywców swoich papierów skarbowych. Największym ich nabywcą jest zresztą Rezerwa Federalna USA. Natomiast destabilizacja rynków finansowych najmocniej uderzyłaby w kraje rozwijające się, w tym w Chiny. W okresach rosnącego ryzyka kapitał szuka schronienia w gospodarkach najsilniejszych, a Stany Zjednoczone, wielokrotnie „detronizowane” przez rozmaitych komentatorów, wciąż są przez inwestorów uważane za kraj, gwarantujący bezpieczeństwo aktywów.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test