Cień Brexitu nad światem wielkich pieniędzy

27.11.2018
Państwa europejskie wykorzystują okres niepewności co do przyszłej regulacji rynków finansowych na kontynencie, aby przyciągnąć firmy i działalność gospodarczą z Londynu do miast rywalizujących.

Howard Davies (PS)


Szczególnie aktywni są zwłaszcza Francuzi w promowaniu Paryża, ale daleko w tyle nie pozostaje Frankfurt, pomimo niezbyt silnego wsparcia ze strony rządu w Berlinie. Również inne miasta, takie jak Luksemburg, Dublin i Amsterdam, rozwijają dywany powitalne. Bankowcy nie cieszyli się taką popularnością od co najmniej dekady.

Ale czy inne miasta rzeczywiście powinny dążyć do tego aby naśladować Londyn i stać się światowym centrum finansowym? Czy naprawdę wiedzą, co jest korzystne dla nich i dla gospodarek narodowych, których są częścią?

Światowy kryzys finansowy z 2008 roku był okazją do ponownego przemyślenia wszelkich zalet i wad branży zajmującej się pieniędzmi. Pełnienie roli wielkiego ośrodka finansowego jest oczywiście jednoznacznie korzystne dla salonów marki Porsche, ekskluzywnych barów i klubów ze striptizem. Niektórzy twierdzą jednak, że wady związane z wpływem sektora finansowego na pozostałe części gospodarki są zbyt poważne, aby je ignorować.

Andy Haldane, główny ekonomista Banku Anglii stwierdził, że branża bankowa jest sektorem co najmniej częściowo „zanieczyszczającym” gospodarkę. Jak wskazuje Haldane, „jego szkodliwym produktem ubocznym jest ryzyko systemowe, który zagraża także niezwiązanym z branżą pracownikom w całej gospodarce”. W niektórych krajach, w tym m.in. w Wielkiej Brytanii, „ogół społeczeństwa nadal ponosi koszty wynikające z kryzysów bankowych”.

Przeniesienie Lombard Street na Bulwar Haussmanna mogłoby okazać się bardziej skuteczne niż wszystko, co my Anglicy zrobiliśmy na przestrzeni wieków, aby zaszkodzić naszym najbliższym sąsiadom.

Można jednak argumentować, że ryzyko powstania takich kosztów zostało poważnie ograniczone w wyniku przeprowadzonych reform regulacyjnych, a w szczególności ustanowionych przez Bazylejski Komitet Nadzoru Bankowego o wiele wyższych wymogów kapitałowych dla banków o znaczeniu systemowym. Badania wykazały, że utrzymywanie współczynników kapitału podstawowego Tier 1 na poziomie powyżej 13 proc. gwałtownie ogranicza ryzyko upadku banków. Nie jest możliwe zredukowanie ryzyka do zera, ale testy warunków skrajnych przeprowadzane przez organa regulacyjne wskazują, że większość dużych banków jest obecnie zdolna do przetrwania bardzo poważnych wstrząsów gospodarczych. W symulacjach Banku Anglii nie dochodzi do upadku banków, mimo założenia spadku PKB o 4.7 proc. i spadku cen domów o 33 proc.

Inne badania wskazują jednak szereg niepożądanych skutków ubocznych wynikających z funkcjonowania w danym mieście lub państwie rozbudowanego sektora finansowego. Dla przykładu Stephen Cecchetti i Enisse Kharroubi z Banku Rozrachunków Międzynarodowych twierdzą, że nadmiernie rozwinięty sektor finansowy negatywnie wpływa na produktywność i wzrost gospodarczy.

Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest zakłócenie procesu alokacji umiejętności. Sektor finansowy, oferujący zazwyczaj wyższe zarobki niż w większości innych branż, przyciąga ograniczone zasoby wysoko wykwalifikowanych pracowników z innych obszarów gospodarki, w których mogliby oni w większym stopniu przyczyniać się do wzrostu produktywności. Kiedy byłem dyrektorem London School of Economics, szokowało mnie to, że na uczelni nie ograniczającej się jedynie do finansów i ekonomii, ale oferującej szeroki zakres kierunków w obszarze nauk społecznych i humanistycznych, w niektórych latach ponad 30 proc. absolwentów podejmowało zatrudnienie w finansach. Wielu absolwentów studiów inżynierskich z londyńskiego Imperial College uwiedzionych zostało przez banki inwestycyjne, które płaciły im ogromne sumy za wymyślanie skomplikowanych struktur finansowych, zamiast projektowania mostów czy maszyn.

Według Cecchettiego i Kharroubiego, drugi negatywny skutek uboczny związany jest ze skłonnością sektora finansowego do inwestowania w nieruchomości, gdzie dostępne jest zabezpieczenie inwestycji, zamiast trudniejszych do oceny inwestycji w przedsiębiorstwa oparte na technologiach. Obliczenia autorów sugerują, że wysoki stopień finansjalizacji gospodarki, z pewnością znacznie poniżej poziomu obserwowanego w ostatnich latach w Wielkiej Brytanii, może hamować wzrost.

Inne badania wskazują, że negatywne skutki zaczynają być odczuwalne, kiedy wartość kredytów dla sektora prywatnego przekracza poziom 80-100 proc. krajowego PKB. W czasie kryzysu finansowego wskaźnik ten wynosił w Wielkiej Brytanii około 180 proc., a od dłuższego czasu znacznie przekraczał 100 proc. Inni badacze twierdzą, że rozwój sektora finansowego może prowadzić do wzmocnienia kursu krajowej waluty, w wyniku czego ograniczona zostaje konkurencyjność eksportu.

Autorzy bardziej kontrowersyjnego badania, opublikowanego niedawno przez Uniwersytet w Sheffield, idą w swoich tezach znacznie dalej i próbują oszacować koszty ekonomiczne poniesione w wyniku specjalizacji Wielkiej Brytanii w sektorze wielkich finansów. Autorzy obliczyli, że w latach 1995-2015 takie koszty sięgnęły kwoty 4,5 biliona funtów (5,9 biliona dolarów), co stanowi dwukrotność krajowego PKB na poziomie z 2018 roku.

Jeśli ta analiza jest prawidłowa, to powinniśmy wysyłać bankierów do Paryża w specjalnie wyczarterowanych pociągach Eurostar i dodatkowo zapieczętować je, aby uniemożliwić im ucieczkę przed dotarciem do tunelu pod kanałem La Manche. Przeniesienie Lombard Street na Bulwar Haussmanna mogłoby okazać się bardziej skuteczne niż wszystko, co my Anglicy zrobiliśmy na przestrzeni wieków, aby zaszkodzić naszym najbliższym sąsiadom.

Ale jak wiarygodne są te obliczenia? Rozsądny wydaje się argument zgodnie z którym, w odniesieniu do branży finansowej podobnie jak wobec dóbr luksusowych, sprawdza się przysłowie, że „co za dużo to niezdrowo”. Należy jednakże zaznaczyć, że analizy domniemanego wpływu ograniczenia przerostu sektora finansów na wzrost gospodarczy zakładają, że przynajmniej część spośród wysoko wykwalifikowanych osób pracujących wcześniej w finansach przejdzie do innych części gospodarki, zamiast podążać za stanowiskami w sektorze finansów, gdziekolwiek zostaną one przeniesione. Nie ma jednak żadnej gwarancji, że tak się stanie, ani że zatrudnienie utracone w wyniku przenosin sektora finansowego zostanie zrekompensowane wzrostem w innych sektorach. Sektor produkcji w Wielkiej Brytanii niedomaga z przyczyn innych niż nadmierny rozrost finansów (w tym m.in. z powodu kiepskiego zarządzania i złych stosunków pracy).

Wygląda jednak na to, że Wielka Brytania rozpocznie niedługo w realnym świecie eksperyment, w którym te teorie zostaną zweryfikowane. Gdy wynikiem Brexitu będzie stworzenie systemu wolnego handlu zarówno dla usług, jak i towarów, z biegiem czasu nastąpi istotna relokacja działalności finansowej na kontynent i do Irlandii. Jeśli tak się stanie, musimy mieć nadzieję, że ekonomiści z Banku Rozrachunków Międzynarodowych, wyszydzani w Londynie w czasach świetności tego centrum finansowego, nie mylą się całkowicie w swoich ocenach.

Howard Davies jest przewodniczącym rady dyrektorów Royal Bank of Scotland.

© Project Syndicate, 2018

www.project-syndicate.org

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły