• Marek Chądzyński

Ceny w przemyśle znacznie wzrosły

17.03.2011
Ceny produkcji sprzedanej przemysłu wzrosły w lutym o 7,3 proc. w skali roku. To więcej niż oczekiwali ekonomiści. Prędzej, czy później wysokie ceny producentów przełożą się na wzrost cen konsumpcyjnych, bo pole do dalszego cięcia marż zysku w przemyśle jest już mocno ograniczone.

Potwierdziło się to, czego można było oczekiwać choćby po danych o PMI dla polskiego przemysłu. Ceny producentów w lutym znacznie przyspieszyły zaskakując rynek. Ekonomiści spodziewali się wzrostu w granicach raczej 6,7 do 6,8 proc. W lutym najbardziej podrożały koks i produkty rafinacji ropy naftowej – o prawie 4 proc. To bezpośredni skutek dynamicznego wzrostu cen ropy na świecie wywołanego przede wszystkim napięciami w Afryce Północnej – głównie w Libii. Bo wyższe ceny produkcji przemysłowej to efekt coraz większych jej kosztów – a te są pochodną drożejących surowców na świecie.

Ceny producenta – argument za podwyżkami stóp

Tak duża dynamika ceny produkcji nie wróży niczego dobrego dla inflacji konsumenckiej. Firmy borykają się z rosnącymi kosztami już od kilku miesięcy i nie będą w stanie nadal zmniejszać swoich marż. Tym bardziej, że popyt krajowy przyspiesza – a im większa konsumpcja, tym łatwiej przerzucać wyższe koszty na odbiorców. Na dodatek stosunkowo łatwo to uzasadnić – np. podwyżką VAT wprowadzoną z początkiem tego roku.

Jarosław Janecki, ekonomista Societe Generale uważa, że coraz wyższe ceny producentów (PPI) będą się przekładać na inflację konsumencką (CPI) w perspektywie 4-6 miesięcy. Proste rezerwy amortyzowania rosnących kosztów produkcji już się wyczerpały. Jeśli gospodarka nie zwolni tempa – a na razie większość prognoz zakłada, że tak właśnie będzie w tym roku – kupujący będzie łatwiej akceptować rosnące ceny. To, że koniunktura gospodarcza nie pogarsza się widać też w najnowszych danych o produkcji przemysłowej. W lutym wzrosła ona o 10,7 proc. rok do roku. Największy wzrost zanotowano w przetwórstwie przemysłowym: o 11,3 proc. rdr. Dobre wyniki zanotowano także w budownictwie – produkcja budowlano-montażowa zwiększyła się o 23 proc. rdr.

– Wzrost cen producentów jest jednym z czynników pokazujących, jak przebiegają u nas procesy inflacyjne. Czy będzie on na tyle ważny, by przesądzić o podwyżce stóp procentowych w kwietniu – trudno powiedzieć. Na razie wygląda na to, że prawdopodobieństwo utrzymywania się inflacji powyżej celu w drugiej połowie roku jest duże, więc ryzyko niezrealizowania przez bank centralny celu w średnim terminie też rośnie – mówi Jarosław Janecki.

Dane o PPI i produkcji w lutym to argument dla zwolenników zaostrzania polityki pieniężnej. Rada nie podniosła stóp w marcu, gdyż większość jej członków obawiała się, że gospodarcze przyspieszenie nie jest trwałe. Wynika to z opublikowanych przez NBP tzw. minutes, czyli sprawozdania z marcowego jej posiedzenia. Według tego dokumentu opublikowanego przez NBP w marcu zgłoszono wniosek o 25-pkt podwyżkę stóp procentowych, ale nie zyskał on większości. Zwolennicy utrzymania stóp bez zmian argumentowali, że ostatnie dane zwiększają niepewność dotyczącą tempa wzrostu aktywności gospodarczej, w tym ożywienia inwestycji i trwałości przyspieszenia konsumpcji.

Dane z rynku pracy – wsparcie dla gołębi w RPP

Z drugiej jednak strony minutes wskazują jednoznacznie, że drugim głównym argumentem za utrzymaniem stóp bez zmian był niewielki wzrost płac i ciągle wysokie bezrobocie. Utrzymujący się wzrost stopy bezrobocia oraz umiarkowana presja płacowa w sektorze przedsiębiorstw, zmniejszały ryzyko utrwalenia się wzrostu bieżącej inflacji. I dlatego wniosek o podwyżkę przepadł w głosowaniu.

Pozostała seria danych – oprócz danych o produkcji – dostarczyła więcej argumentów przeciwnikom podwyżek stóp, niż jej zwolennikom. Przede wszystkim inflacja w lutym okazała się niższa, niż oczekiwali tego ekonomiści: wskaźnik wzrostu cen wyniósł 3,6 proc. wobec 3,9 proc. prognozowanych przez rynek. Co więcej, GUS po rewizji koszyka skorygował odczyt inflacji za styczeń z 3,8 proc. do 3,6 proc. Na dodatek wzrost inflacji konsumenckiej jest generowany przez czynniki zewnętrzne, na które RPP i tak nie ma wpływu. Chodzi przede wszystkim o wzrost cen ropy na światowych rynkach i żywności. Żeby w takich warunkach podwyższać stopy RPP musiałaby być przekonana, że scenariusz tzw. efektów drugiej rundy zaczyna się spełniać. Mogłoby tak być, gdyby w odpowiedzi na rosnące ceny pracownicy wymusili na swoich szefach podwyżki płac.

Na razie nic takiego się nie dzieje. Płace w lutym wzrosły o 4,1 proc., co oznacza, że dynamika wzrostu wynagrodzeń zaczęła hamować, bo w styczniu notowano 5 proc rdr. Nie znaczy to co prawda, że rynek pracy popada w marazm – bo zatrudnienie w firmach wzrosło o około 12 tysięcy etatów – jednak realny wzrost wynagrodzeń tylko o 0,5 proc. rocznie trudno uznać za efekt presji płacowej. Wszystko to dzieje się w warunkach wysokiego bezrobocia. Według szacunków Ministerstwa Pracy w lutym wyniosło ono 13,2 proc. wobec 13 proc. w styczniu

Dane o inflacji i płacach na tyle zmniejszyły oczekiwania co do podwyżki stóp w kwietniu, że część analityków właśnie nimi tłumaczy osłabienie złotego.

Jarosław Janecki uważa, że dane o płacach w lutym to ostatni argument, na którym można oprzeć przekonanie, że gospodarce nie grozi narastanie presji inflacyjnej.

– Problem polega na tym, że dynamika wynagrodzeń silnie się waha. W jednym miesiącu może być niska, by potem nagle przyspieszyć. Z ostatnich deklaracji przedsiębiorców w badaniach ankietowych wynika, że jeżeli będzie dochodziło do podwyżek płac, to nastąpi to w marcu lub w drugim kwartale. Teraz trwają negocjacje związków zawodowych z przedsiębiorcami w sprawie nowych umów placowych. Ich finał może być różny – mówi ekonomista Societe Generale.

Artykuły powiązane


Tagi

Popularne artykuły

test