Jak zwabić i oswoić smoka

17.04.2012
Państwo Środka coraz mniej inwestuje na rynku wewnętrznym, a coraz więcej za granicą. Skorzystać może na tym Europa, w tym Polska. Na 300 biznesmenów, którzy razem z premierem Chin odwiedzą cztery kraje czeka się w Europie, jak na dobrego wujka z Ameryki.

(Opr. DG)


– Przyszłotygodniowa wizyta premiera Chin z 300 biznesmenami to ważny znak przełamania lodów w polsko – chińskich relacjach gospodarczych. Jeszcze ważniejsza będzie jednak obecność w Polsce Bank of China oraz ICBC – uważa Lawrence Chia, partner zarządzający Global Chinese Services Group, na spotkaniu w Deloitte.

Chia nie ma wątpliwości, że chińskie banki są tu po to, żeby finansować fuzje i przejęcia, których na naszym rynku będą dokonywać firmy z Państwa Środka. Na razie bilans transakcji M&A (mergers and acquisitions) nie wygląda imponująco. Chińska firma kupiła Hutę Stalowa Wola, inna – firmę Delphi produkującą części samochodowe, a kolejna przedsiębiorstwo Dressta wytwarzające stalowe konstrukcje. Foxconn z Tajwanu, do którego Chiny roszczą sobie prawa, zainwestował zaś w polską fabrykę Della. Daje to zaledwie cztery transakcje w ciągu ostatnich lat.

W całej Europie Środkowej w latach 2007-2010 zrealizowano 40 transakcji M&A o wartości 3 mld dol.

Szybko jednak powinno się to zmienić.  Chiny mniej inwestują na rynku wewnętrznym (choć nadal to zdecydowana większość), a coraz więcej za granicą.

– W 2007 roku ta proporcja wynosiła 88 proc. do 12 proc. a w 2012 roku będzie to już 58 proc. do 42 proc. – mówi Tomasz Konik, partner w Deloitte.

(opr. DG)

Zgodnie z materiałami przekazanymi przez Deloitte w toku jest kilka potencjalnych transakcji, m.in. z telekomunikacyjnej, transportowej, chemicznej. Air China złożył ofertę na kupno LOT, coraz częściej będziemy korzystać z telefonów Huawei i ZTE. To co jednak interesuje Chińczyków najbardziej to energetyka – a więc spodziewane prywatyzacje Enei i Energi.

Chińczycy inwestują bowiem według określonego schematu – najpierw w zasoby naturalne, potem w produkcję i infrastrukturę, następnie w usługi finansowe, potem w biznes konsumencki i transport, na końcu zaś w farmaceutykę i przemysł wysokich technologii.

– Naszym zdaniem Polska znajduje się obecnie pomiędzy fazą pierwszą a drugą, jednak otwarcie przez Bank of China oddziału w Warszawie w kwietniu tego roku może już świadczyć o wejściu w fazę trzecią – mówił Lawrence Chia.

To pięciofazowy schemat jest jednak dość świeży, bowiem chińskie banki mogą oficjalnie przeprowadzać transakcję M&A zaledwie od czterech lat. Dziś nie powstrzymuje ich więc nawet kryzys ekonomiczny. Inwestycje chińskie rosną o 10 proc. rocznie, mimo spadku światowego o 10 proc. w latach 2007-2010.

W zeszłym roku transakcje M&A chińskie firmy najczęściej zawierały w Azji (39 proc.), ale Europa z wynikiem 29 proc. jest na drugim miejscu i wyprzedza Amerykę Północną z udziałem 24 proc. Szacuje się, że w 2014 roku aż 52 proc. transakcji M&A Chińczycy będą zawierać w Europie. Z raportu Deloitte wynika iż akcent będzie się przesuwał z bogatego rynku brytyjskiego, czy niemieckiego na kraje Europy Środkowej. Krajem pierwszego wyboru w regionie będzie oczywiście Polska, największy rynek.

– Bardzo istotnym czynnikiem powodującym zainteresowanie chińskich inwestorów są specjalne strefy ekonomiczne, które z powodzeniem działają też w Państwie Środka od wielu lat i są przez Chińczyków bardzo pozytywnie kojarzone – podkreślał Tomasz Konik z Deloitte.

Ten argument powinien zachęcić polski rząd do większych starań o przedłużenie okresu działalności polskich stref ekonomicznych. Zgodnie z obowiązującymi przepisami mają funkcjonować tylko do 2020 r. Projekt resortu gospodarki zakłada przesunięcie tej daty na 2026 r.

Do tego dochodzą bardziej oczywiste atuty naszego kraju: dobre położenie, przynależność do Unii Europejskiej  i dobrze wykształceni pracownicy, którym wciąż można płacić 25 proc. tego, co pracownikom w Europie zachodniej.

> więcej: W 2050 r. Azja stanie się kontynentem dominującym


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test