Keynesista chwali Amerykę

24.03.2013
USA lepiej poradziły sobie z kryzysem niż Europa, bo bank centralny prowadzi luźną politykę monetarną, a administracja luźną politykę fiskalną. W strefie euro obecny jest tylko ten pierwszy element. Europejskie rządy zamiast dbać o poziom zatrudnienia, obniżają wydatki i wpadają w pułapkę – przekonuje Robert Skidelsky, autor trzytomowej biografii Keynesa.

Robert Skidelsky


„Siedząc w okopach wszyscy jesteśmy keynesistami” – tę opinię Roberta Lucasa, a więc przedstawiciela chicagowskiej szkoły ekonomii przytacza Robert Skidelsky w swoim artykule „Znaczenie Keynesa”.

W 2008 roku kiedy nastąpił krach systemu finansowego, pociągający za sobą kryzys całej gospodarki odpowiedź wielu rządów wyglądała tak samo. Naprędce tworzono pakiety stymulacyjne składające się z dokapitalizowania niewypłacalnych banków, drukowania pieniędzy, ulg podatkowych na inwestycje prywatne i nowych kredytów na inwestycje publiczne, a więc postępowano według teorii Johna Maynarda Keynesa.

Tak przynajmniej chce to widzieć Skidelsky, bo przecież podatki częściej były podnoszone, a wydatki publiczne obcinane, żeby nie powiększać deficytów.

Niemniej coś w tym spostrzeżeniu jest: Stany Zjednoczone dawały wolnorynkowe recepty całemu światu, lecz gdy same popadły w kłopoty sięgnęły po inne rozwiązania.

Podczas niedawnego wykładu w Warszawie Skidelsky przekonywał, że dzisiejsza stosunkowo dobra kondycja amerykańskiej gospodarki wynika z połączenia dwóch stymulacji – monetarnej prowadzonej przez FED, ale i fiskalnej prowadzonej jeszcze od czasów prezydentury George’a W. Busha. O tej drugiej mówi się mniej, być może dlatego, że przez status dolara jako waluty światowej to polityka monetarna USA budzi wielkie emocje. Chodzi głównie o słynne quantitative easing, czyli luzowanie ilościowe polegające na masowym skupie aktywów przez bank centralny w zamian za symboliczne zabezpieczenia.

Skidelsky dostrzega oczywiście wady tej niekonwencjonalnej polityki, ale uważa że nie są dyskwalifikujące.

– Keynes w swojej ogólnej teorii powiedział, że jeśli ktoś chce polegać na remedium polityki monetarnej to powinien pamiętać, że jeśli pieniądze są płynem, który stymuluje gospodarkę do aktywności, to może nastąpić kilka rozlań między filiżanką a ustami – wyjaśniał.

Pierwszym z tych rozlań może być dostępność kredytu. Obserwujemy, że raty komercyjnych kredytów nie spadają tak szybko jak rośnie płynność w gospodarce. Co więcej, różnica między oprocentowaniem komercyjnych pożyczek, a obligacji państwowych może się jeszcze pogłębiać. Zdaniem Skidelskiego to kwestia popytu: nie ma wystarczająco wielu pożyczających, bo zaufanie jest niskie, a zaufanie jest niskie, bo gospodarka jest w depresji z powodu niewystarczającego popytu.

Ten niewystarczający popyt jest po części efektem psychologicznym. Wynika z oczekiwań niższych zysków przedsiębiorstw na rynku pogrążonym w depresji. Część pieniędzy z quantitative easing znalazła się co prawda na rynkach kapitałowych, ale nie było to tyle, aby zrekompensować spadek realnych dochodów przedsiębiorstw wynikający z chronicznej niepewności.

Z tych wszystkich powodów Skidelsky nie widzi także zagrożenia inflacją mimo prowadzenia luźnej polityki monetarnej nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale też Japonii, strefie euro i Wielkiej Brytanii.

– Nie tak łatwo spowodować inflację, bo wzrost cen to nie efekt drukowania pieniędzy, ale ich wydawania – przekonywał.

Namawiał także, aby europejskie rządy do luźnej polityki monetarnej dołączyły luźną politykę fiskalną.

– Musimy zrozumieć, że zadłużenie nie wynika z wcześniejszej ekstrawagancji rządów, ale jest spowodowane przez spadek wpływów z  powodu gwałtownej recesji.

Skidelsky powoływał się na przykład Wielkiej Brytanii, która przed recesją miała deficyt strukturalny na poziomie 2,5 proc. PKB, rok później było to już 10 proc. W wyniku działania automatycznych stabilizatorów – gwałtownie wzrosły przecież wydatki na zasiłki dla bezrobotnych, na opiekę społeczną, przy równie szybko spadających wpływach podatkowych.

– Logicznie rzecz biorąc powinno się przywrócić poprzedni poziom wpływów tak szybko jak to możliwe, nawet jeśli oznaczałoby to większe pożyczki w krótkim terminie, aby tworzyć miejsca pracy. Ta logika została jednak odrzucona. W obliczu recesji praktycznie wszystkie rządy podniosły podatki, obcięły wydatki i rezultaty były takie jak przewidziałby Keynes. Wszystkim ministrom finansów nie udało się wypełnić swoich wskaźników deficytu i to z bardzo dużą pomyłką.

Stymulacja, zdaniem Skidelskiego, jest także rozwiązaniem w długim terminie, choć jako biograf Keynesa na pewno pamięta on jego słynne zdanie, o tym że „w długim terminie wszyscy będziemy martwi”. Sam Keynes nie miał 100 proc. pewności czy jego teorie sprawdziłyby się jako wieloletnia polityka gospodarcza, Skidelsky tę pewność ma.

– W recesji głównym zadaniem rządu jest chronić przychody ludności. Z powodów ekonomicznych i moralnych. Z powodów ekonomicznych bo tylko utrzymanie dochodu narodowego pozwala rządowi uzyskać wpływy, które zagwarantują ustabilizowany budżet, a z powodów moralnych dlatego, że zwykli obywatele nie spowodowali recesji, nie jest ona ich winą – mówił Skidelsky.

Dzień później gruchnęła wieść, że za ratowanie sektora bankowego na Cyprze zapłacą właśnie ci zwykli obywatele.

Robert Skidelsky uważa jednak, że nie tylko rządy się kompromitują, ale także ekonomiści, którzy do wszystkiego stosują modele matematyczne, nie patrząc na szerszy kontekst. Krótkowzroczna jest jego zdaniem choćby strategia celu inflacyjnego, która po wydarzeniach z 2008 roku mogła pomóc tylko inflacji, ale nie pomogła stabilności gospodarki.

I tu znowu lepsze są Stany Zjednoczone, w których FED ma podwójny mandat – ma dbać nie tylko o inflację, ale i o wzrost gospodarczy. Mark Carney, przyszły szef angielskiego banku centralnego, mówi z kolei o celu dochodu nominalnego.

Skidelsky zauważa, że znacznie większe jest teraz przyzwolenie na to aby bank centralny występował w roli regulatora sektora bankowego. Nie może być przecież pożyczkodawcą ostatniej szansy instytucja, która nie ma wpływu na działanie banków, którym w razie czego będzie musiała pożyczać.

Dyskutuje się też o rzeczach idących znacznie dalej niż regulacje bankowe z Bazylei. Dobrym pomysłem jest na przykład stworzenie tzw. złego banku, który skupiłby niepłynne i toksyczne aktywa, tak jak zrobiono to w Irlandii. Można się także zastanowić nad ścisłym podziałem na bankowość detaliczną i inwestycyjną, a także nad większą konkurencyjnością w sektorze bankowym choćby przez wprowadzenie regulacji na mocy której żaden pojedynczy bank nie mógłby posiadać więcej niż 10 proc. depozytów danego kraju.

To oczywiście pomysły kontrowersyjne i piekielnie trudne do zrealizowania. O tym jednak Skidelsky nie mówił. Zauważył tylko, że dużą zmianą jest to, że można teraz myśleć o regulacjach, które były nie do pomyślenia jeszcze w latach 80. i 90. zeszłego wieku, kiedy powszechnie wierzono, że wolny rynek ureguluje wszystko.

Robert Skidelsky, emerytowany profesor ekonomii politycznej na Uniwersytecie Warwick, członek brytyjskiej Izby Lordów. Autor trzytomowej biografii Johna Maynarda Keynesa, należał do brytyjskiej Partii Pracy. 15 marca na zaproszenie Instytutu Ekonomicznego NBP wygłosił wykład „Should central banks be all Keynesians now?”.



Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test