Alternatywne scenariusze dla świata do 2030 r. – Europa na peryferiach

18.12.2012
Raport amerykańskiej Narodowej Rady Wywiadu „Global Trends” ocenia różne kwestie: bezpieczeństwo, w tym energetyczne, demografię, naukę, technikę i technologię oraz tendencje i prognozy rozwojowe w przyszłych dekadach.

(CC By NC SA nsikander28)


National Intelligence Council (NIC) to utworzony w 1979 r. przez ekspertów z kręgów amerykańskich służb specjalnych jeden z najbardziej dziś cenionych ośrodków analitycznych na świecie. Najnowszy raport przygotowało kilkudziesięciu wymienionych z nazwiska ekspertów z USA, wspartych przez nieznanych analityków, także z Chin i Rosji. Warto przyjrzeć się co raport ten mówi o gospodarce, bo są to przewidywania ciekawe.

Megatrendy

Zdaniem analityków NIC, w trzeciej dekadzie bieżącego stulecia nie będzie jednej dominującej siły na mapie gospodarczej świata. Wśród najważniejszych tendencji, eksperci wyeksponowali stały wzrost znaczenia jednostki i małych podmiotów gospodarczych, rosnące wyzwanie demograficzne (jest nas 7,1 mld, w 2030 r. może być 8,3 mld), połączone z szybkim starzeniem się społeczeństw, szczególnie tych na Zachodzie.

Na to nałożą się rosnące wyzwania jeśli chodzi o główne surowce, i to nie tylko energetyczne, ale też tak podstawowe, jak woda do picia czy żywność (oceniono, że w 2030 r. ich zużycie będzie odpowiednio o 50, 40 i 35 proc. większe od obecnego). „Tektonicznych zmian” można też spodziewać się w środowisku naturalnym, tak w sferze zmian klimatycznych, jak też zanieczyszczenia środowiska, co m.in. należy łączyć z szybko dokonującą się urbanizacją.

Wśród tych „megatrendów”, jak je nazwano, najmocniej eksperci podkreślają to, że w ramach dokonującej się po kryzysie 2008 r. „dyfuzji władzy gospodarczej” dojdzie do „definitywnego przesunięcia siły ekonomicznej w kierunku Wschodu i Południa”.

W tym kontekście stawia się kilka znamiennych tez:

Stany Zjednoczone w 2022 r. stracą, w przeliczeniu po kursie nabywczym, pozycję największej gospodarki świata, na rzecz Chin (licząc po kursie nominalnym, ma to nastąpić ok. 2030 r.);

Chiny, Indie i Brazylia staną się „globalnymi graczami” gospodarczymi, a równocześnie obok nich wyrosną znaczący „regionalni gracze”, do których zaliczono Kolumbię, Indonezję, Nigerię, RPA oraz Turcję;

Europa, Japonia i Rosja będą relatywnie traciły swój udział w światowej gospodarce;

Obszar Pacyfiku i Ocean Indyjski „wyrastają na główny akwen XXI w., który będzie pełnił podobną rolę, jak Morze Śródziemne w starożytności, a Atlantyk w XX stuleciu”;

Nie tylko gospodarka, także centrum technologii będzie się przesuwać na Wschód i w mniejszym stopniu na Południe;

W sensie gospodarczym świat będzie coraz bardziej oscylował w kierunku Chin, podczas gdy w wymiarze bezpieczeństwa głównym ośrodkiem pozostaną USA;

„Wschodzące rynki”, zwane w tym raporcie „światem rozwijającym się” już dziś dają ponad 50 proc. światowego wzrostu i 40 proc. światowych inwestycji. Ta tendencja może się jeszcze pogłębić.

Dwadzieścia lat na cztery sposoby

W kontekście obserwowanych tendencji, amerykańscy analitycy prezentują cztery scenariusze rozwoju sytuacji na globie w najbliższych dwóch dekadach.

(oprac. graf. Darek Gąszczyk)

Scenariusz pierwszy, „zablokowanych silników”, zakłada stopniowe wycofywanie się Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej z procesów globalizacyjnych. Ten scenariusz sam w sobie jest dość ponury, a może on mieć jeszcze wersje gorsze albo nieco lepsze, co zależy przede wszystkim od dalszego rozwoju sytuacji w UE i strefie euro, począwszy od Grecji i innych państw akwenu Morza Śródziemnego, borykających się z poważnymi kryzysami. Co gorsza, takie stopniowe popadanie w protekcjonizm może pociągnąć za sobą dalsze negatywne skutki i zamienić się wręcz w pandemię. Innymi słowy, jest to bardzo zły scenariusz, w ramach którego „wszystkie łodzie toną”.

Scenariusz drugi, „fuzja”, jest z kolei najlepszy ze wszystkich przedstawianych. Zasadza się na stale pogłębianej współpracy dwóch najsilniejszych organizmów gospodarczych na świecie, czyli USA i Chin. Oczywiście, punktem wyjścia jest rozładowanie istniejących napięć na Morzu Południowochińskim (co charakterystyczne: bez wspominania kwestii Tajwanu) oraz wokół wysp Senkaku/Diaoyudao.

W pewnym sensie jest to powrót do wcześniejszej idei administracji prezydenta Baracka Obamy – powołania G-2. Ten raport ją ponawia, ale przypomnijmy, że w 2009 r. Chińczycy tę koncepcję odrzucili. Amerykanie ponownie optują za nią, bowiem – ich zdaniem – jest to najlepszy scenariusz zarówno na zagwarantowanie „podwojenia globalnego PKB do 132 bilionów dolarów w 2030 r.”, jak też powrotu „amerykańskiego snu” na światowe rynki. Ciekawe, że nie przewiduje się tego powrotu bez ścisłej współpracy z Chinami, które oczywiście muszą poradzić sobie z wewnętrznymi wyzwaniami (do czego jeszcze wrócimy).

Scenariusz trzeci, czyli „dżin z butelki”, przewiduje zwiększenie dysproporcji rozwojowych i dochodowych między państwami bogatymi i biednymi (uwaga: już nie między Północą a Południem!). Świat staje się bogatszy, ale przepaść rośnie. Wyłaniają się ewidentni zwycięzcy i przegrani. Dotyczy to również państw członkowskich UE, bowiem „te państwa, które pozostają w strefie euro, są konkurencyjne na światowych rynkach i dobrze sobie radzą, podczas gdy pozostałe wypadają na peryferie”.

Świat traci spójność, ale USA nie chcą już być „światowym policjantem” i powoli się wycofują z zaangażowania na globie. To inna wersja powrotu Amerykanów do protekcjonizmu. W takim scenariuszu światowa gospodarka rośnie w tempie 2,7 proc., gorzej niż w przypadku „fuzji”, ale znacznie lepiej, niż w dwóch pozostałych wariantach: pierwszym i ostatnim.

W scenariuszu czwartym, najgorszym, dochodzi do „świata bez państw”, w ramach którego szybki rozwój technologiczny pociąga za sobą strukturalną zmianę. W radzeniu sobie z globalnymi wyzwaniami państwa zostają zastąpione przez podmioty niepaństwowe. Ten świat wyglądałby jaki jeden wielki „patchwork”, gdzie są globalne metropolie, globalne ośrodki siły i oddziaływania, a najwięcej do powiedzenia mają transnarodowe korporacje, a z drugiej strony organizmy pozarządowe oraz ośrodki akademickie i wiedzy. To świat nierówności, chaosu i braku spójności.

Dwa kluczowe pytania: o Chiny i Europę

Bez względu na to, jak oceniać przedstawione scenariusze, widać wyraźnie obawę autorów raportu, iż świat znajduje się obecnie na ostrym zakręcie i łatwo może się wykoleić. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na to, jakie problemy eksperci uznają za najtrudniejsze do zdefiniowania i prognozowania. O dziwo, nie są to wcale globalne wyzwania (proliferacja broni jądrowej, światowy terroryzm i cyberterroryzm, zmiany klimatyczne, czy zagrożenia ekologiczne), którym tak wiele uwagi poświęcano w poprzednich raportach, lecz dwie kwestie związane z zachowaniem podmiotów państwowych.

Pierwsza kwestia, to wielki znak zapytania dotyczący przyszłości Chin. Z jednej strony, Chiny nadal znajdują się na ścieżce wzrostu i nawet jeśli zmniejszy się on – jak się przewiduje – z niedawnych ok. 10 proc. do 5 proc. w 2020 r., to nadal będzie to drugi najważniejszy organizm gospodarczy na świecie, obok USA.

Z drugiej strony jednak „przyszłość Chin jest bardzo niepewna” i łatwo można sobie wyobrazić czarne scenariusze, zgodnie z którymi coraz bardziej asertywne i pewne siebie, a przy tym nacjonalistyczne Państwo Środka nadal nie chce przejmować odpowiedzialności za świat. Zajmuje się tylko sobą, a przy okazji ma coraz więcej problemów z sąsiadami – i to już nie tylko z Japonią, Wietnamem czy Filipinami, jak dziś, lecz nawet z Indiami, aktualnie drugim filarem najważniejszego ugrupowania „rynków wschodzących”, jakim jest BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, Republika Południowej Afryki). Albowiem w długotrwałą, obopólnie korzystną współpracę Chin i Indii analitycy NIC zdają się nie wierzyć (ciekawe, że mniej mówią o stosunkach Chin i Rosji). Toteż z nakreślonych scenariuszy najmniej wierzą w ten, który zakłada, że we Wschodniej Azji pojawi się model sinocentryczny.

Jeszcze więcej znaków zapytania, niż wobec Chin, pojawia się wokół przyszłości Europy i Unii Europejskiej, co – jak podkreślają autorzy raportu – jest dla nich sytuacją zupełnie nową, w stosunku do poprzednich. Dziś piszą wprost: „przyszłość Europy jest bardzo niepewna”. Dodają przy tym, że właśnie w tej kwestii pojawiło się pomiędzy nimi najwięcej sporów i wręcz napięć, a w efekcie „nie doszło do konsensusu w sprawie przyszłości tego obszaru lub też jego przyszłej roli”.

Większość ekspertów opowiedziała się jednak za scenariuszem, zgodnie z którym wymagana jest dalsza, pogłębiona integracja, która na obecnym etapie europejskiej współpracy będzie oznaczała nic innego, jak „potężny transfer suwerenności w kierunku władz centralnych (UE)”. Widoczne, pogłębiające się przeciwdziałanie tym tendencjom ze strony sił nacjonalistycznych i zwolenników państwa narodowego jest niepokojące i może przynieść ze sobą wiele, trudnych dzisiaj do przewidzenia, negatywnych skutków.

Toteż autorzy nie wykluczają całkowitego upadku projektu UE (i euro), choć nadal uznają to za „mało prawdopodobne”, jak też „powolnego zmierzchu” tych projektów, co już bardziej prawdopodobne. Za najmniej prawdopodobny uznają scenariusz trzeci, czyli „renesans” UE. Jak widać, nie są to konstatacje dla nas przyjemne i optymistyczne, ale lepiej wiedzieć „jak nas piszą” i jak nas widzą z zewnątrz.

Wreszcie, warto wyeksponować zestawienie, które nadaje raportowi wręcz pionierski charakter. Otóż zestawiono w nim „elementy siły”, na które składają się: PKB, dochody państwa, obroty handlowe, bezpośrednie inwestycje zagraniczne (FDI), wydatki na zbrojenia, wydatki na badania i rozwój, zasób nowoczesnych technologii, kapitał ludzki, wydatki na energię i zasoby broni nuklearnej.

Na tej podstawie przedstawiono indeks skumulowanej władzy (w procentach w stosunku do całego świata), który w 2030 r. powinien przedstawiać się następująco: 1. USA – 19,5; 2., Chiny – 15; 3. Indie – 7,5; 4. Japonia 5,2; 5. Wlk. Brytania – 3,8 proc.

Co do liczb, można się oczywiście spierać, natomiast metodologia, jak się wydaje, idzie we właściwym kierunku: dzisiaj mierzenie potęgi jakiegoś państwa tylko poziomem wzrostu PKB lub jego obrotów handlowych to czysty anachronizm. Trzeba budować projekcje szersze, i w raporcie NIC właśnie tak zrobiono – chwała za to jego autorom.

(oprac. DG)

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test