Amerykanie w najwyższym stresie

18.02.2017
Hossa na amerykańskich giełdach trwa, Unia Europejska i Światowa Organizacja Handlu przygotowują amunicję prawną przeciw podatkowi granicznemu Donalda Trumpa, a pewna wyspa przeżywa zdumiewający boom gospodarczy.


Amerykanie – i to po każdej stronie sceny politycznej – są w najwyższym od 2007 roku stresie, pokazuje badanie Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychologów. Martwią się o zadłużenie edukacyjne, emerytury i perspektywy dla następnego pokolenia. Najbardziej martwią się ci z dochodem rocznym poniżej 50 tys. dolarów.

Chaos w administracji Donalda Trumpa nie przeszkadza pracować Federalnej Rezerwie. Po copółrocznym przesłuchaniu szefowej Rezerwy Janet Yellen w Kongresie wzrosło prawdopodobieństwo, że Rezerwa podniesie w marcu stopy procentowe. Nastroje i oczekiwania takie bada grupa CME za pomocą własnego narzędzia „FedWatch”. Wskazuje ono, że rynek uwzględnia obecnie w cenach akcji prawdopodobieństwo marcowej podwyżki w ponad 50 proc.

Yellen zdecydowanie odparła ataki kongresmenów niezadowolonych z tego, że prowadzi rozmowy z innymi centralnymi bankami o standardach bankowości i instytucji finansowych. Ich zdaniem nie powinna tego robić, bo administracja prezydenta Trumpa i Kongres są w przededniu wycofania regulacji sektora finansowego a USA. Yellen odparła, iż ma taki mandat i obowiązek, a instytucja, którą kieruje, jest niezależna tak od Kongresu, jak i Białego Domu – i to mimo tego, że ustawodawcy nadzorują Rezerwę.

Unia Europejska i inne kraje partnerskie w handlu z USA rozpoczęły przygotowania prawnych argumentów przeciw amerykańskiej propozycji podatku granicznego. Przygotowania do tego podatku wywołały też kolejną falę analiz i komentarzy w obronie wolnego handlu i przeciwko protekcjonizmowi w gospodarce. Wielostronna umowa z krajami leżącymi nad Pacyfikiem dałaby USA dużo większe korzyści niż umowy dwustronne, które wydaje się preferować Donald Trump – wskazuje w opartej na liczbach analizie ekonomista Instytutu Petersona. Trump wycofał USA z Transpacyficznego Porozumienia 12 krajów. Bez TPP USA będzie mieć taki sam dostęp do rynków tych krajów jak dotychczas. TPP otwierało natomiast przed amerykańskimi firmami i osobami indywidualnymi możliwości operowania na wewnętrznych rynkach tych krajów.

Inny wiodący ekonomiczny think-tank American Institute for Economic Research zapowiada, że pozostanie wierny swojej 84-letniej historii walki przeciw protekcjonizmowi. Ekonomiści AIER piszą, że obecną sytuację doskonale opisuje raport think-tanku z 1982 roku na identyczny temat („Protekcjonizm – dlaczego nie”) oraz wcześniejsze analizy na przykład konkretnych sektorów przemysłowych. Ich przegląd, który dowodzi, że nic się nie zmieniło w walce o wolny handel i argumenty są takie same jak przez ostatnie 50 lat, można zobaczyć tutaj.

Genewski ekonomista Richard Baldwin przypomina, że staromodny protekcjonizm prezydenta Trumpa nawet jeśli uchroni kilka tysięcy amerykańskich miejsc pracy, nie przyniesie korzyści amerykańskiej gospodarce. Globalizacja nie jest napędzana handlem, ale postępem wiedzy i protekcjonizm odetnie USA od tego obiegu. Wątpliwe jest też, czy wysokonakładowa produkcja w fabrykach USA będzie w stanie konkurować z tą wytworzona na przykład w Azji czy Europie.

Andres Velasco, były minister finansów Chile, obecnie na uniwersytecie Columbia, ostrzega tymczasem, że gospodarczy populizm może zagnieździć się na długo, zanim się unaocznią jego fatalne skutki. Fiskalna stymulacja przyniesie poprawę wzrostu gospodarczego i nowe miejsca pracy. Jeśli rynki wejdą w hossę (co jest częste), kursy waluty się podniosą, kanalizując inflacyjną presję i obniżając koszty importu, co spowoduje poprawę nastrojów społecznych. Party jest na tyle głośne, pisze Velaso, że nikt nie słyszy upomnień że rośnie zadłużenie.

Wierzyciele USA wycofują się z rynku amerykańskich obligacji. To ostrzeżenie dla administracji Donalda Trumpa. Rynek ten, monitorowany przez amerykańskie Ministerstwo Skarbu, to prawie 14 bln dolarów. Według ostatniego raportu najbardziej swój udział ograniczyła Japonia, największy wierzyciel USA. Cięcia trwają już drugi rok z rzędu ale w ostatnich miesiącach były najbardziej radykalne. Obligacji amerykańskich pozbywają się także Chiny posiadające największe zagraniczne rezerwy i nie ma nowych chętnych na wejście na amerykański rynek. Zdaniem analityków inwestorzy mogą obawiać się zarówno większego deficytu, jak i wyższej inflacji, do których może doprowadzić polityka gospodarcza Trumpa.

Największe amerykańskie banki proponują zmiany w sposobie śledzenia i meldowania o potencjalnej kryminalnej aktywności, czyli praniu pieniędzy. Dotychczasowe (wprowadzone po ataku 11 września 2001 roku) są już przestarzałe. Banki chcą przenieść ciężar śledzenia na instytucje prawa. Obecnie to banki i finansowe firmy muszą meldować do władz o każdej podejrzanej aktywności (tzw. Suspicious Activity Report SAR). Kosztuje to je 8 mld dolarów rocznie, a liczba reportów SAR wzrosła z 670 tys. w 2013 roku do blisko miliona w 2016 roku.

Ciekawe badanie dotyczące roli europejskich banków przedstawił Christopher Smart z Harvardu. Przypomina, że banki są dużo bardziej centralne dla gospodarki Europy niż jest to w USA. We Francji i Niemczech aktywa banków mają wartość 350-400 proc. PKB tych krajów; w USA relacja ta wynosi ok. 100 proc. Niezależność, zintegrowanie tych banków i rynków finansowych uratowały gospodarkę strefy euro i jest szansa na jej poprawę i uratowanie euro w kolejnym kryzysie. Europejscy politycy zamiast dyskutować o nierealnych ideach europejskiego ministra finansów, powinni koncentrować się na wzmocnieniu euro. I poprawić zaufanie w system między innymi przez wyznaczenie limitu własnego zadłużenia. Analiza jest dostępna tu, a skrót można przeczytać tutaj.

Profesor Charles Wyplosz z Genewy twierdzi, że analiza i surowa ocena własnego postępowania Międzynarodowego Funduszu Walutowego w sprawie kryzysu Grecji pomija zasadniczy błąd tego procesu — poleganie na analizie redukcji zadłużenia (Debt Sustainability Analysis), która to analiza jest podstawą procesu zaangażowania MFW. Wyplosz podkreśla jednak, że otwartość i uczciwa ocena własnego postępowania, jaką przedstawił MFW, powinna być modelem dla innych instytucji, takich jak Europejski Bank Centralny i Europejska Komisja, które przyjęły niesławną zasadę Napoleona: „Nigdy się nie poddawać, nigdy się cofać i nigdy się nie przyznawać do błędu“.

Dlaczego wstrząsy dużych banków powodują duże huśtawki PKB, pokazują amerykańscy ekonomiści Mary Amiti i David Weinstein na przykładzie Japonii. W USA w 2010 roku trzy największe banki — Bank of America, JP Morgan i Citigroup – posiadały 49 proc. wszystkich bankowych aktywów kraju, w Japonii trzy największe banki – SMBC, Mizuho i MUFG – mają ponad połowę kredytów udzielonych notowanym na giełdach korporacjom, w Europie jest podobnie. Ograniczenie kredytowania przez te banki w oczywisty sposób hamuje ekspansję firm produkujących PKB.

Na koniec — co to jest prawdziwy boom gospodarczy, pokazuje Islandia, która zanotowała ponad 10-proc. roczny wzrost gospodarczy. Wzrost zarobków mierzony jest w dwucyfrowych liczbach. Bezrobocie wynosi poniżej 3 proc. A wartość islandzkiej korony względem euro zanotowała 16 proc. rocznego wzrostu. Te wywołujace oczopląs wyniki komentuje premier kraju, zapewniając, że tym razem jest inaczej i że nie jest to papierowy boom jak w 2008 roku, kiedy inwestycje na rynku ubezpieczeń kredytów mieszkaniowych w USA początkowo uczyniły Islandię wyspą szczęścia po to tylko, by chwilę później całkowicie zbankrutowała. Po siedmiu latach wyczerpującego sprzątania bałaganu Islandia wciąż ma problem z 2 mld dolarów uwiązanymi w pozakrajowych aktywach, które są równowartością 8 proc.t PKB. Choć obecny boom jest realny, rząd podchodzi do niego ostrożnie — centralny bank wyspy ostrzegł ostatnio, że gospodarka się przegrzewa.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test