Autorytaryzm naszych czasów

10.04.2015
Nowe dyktatury wykorzystują manipulację informacją zamiast masowej przemocy. Są lepiej dostosowane do współczesnego społeczeństwa, a osłabiać je mogą modernizacja i dostęp do informacji, a także kurczenie się gospodarki.

Hugo Chavez był przykładem władcy autorytarnego, który propagandą przekonał obywateli, że jest kompetentny. (CC By-NC-SA Que comunismo)


Obecne dyktatury różnią się od wcześniejszych. Totalitarni tyrani przeszłości (Hitler, Stalin, Mao, Pol Pot…) wykorzystywali terror, indoktrynację i izolację, aby monopolizować władzę. Wiele XX-w. reżimów wojskowych również na skalę masową stosowało przemoc, aby zastraszyć dysydentów, choć w tych przypadkach ideologia miała mniejsze znaczenie. Sądzi się np., że agenci Augusta Pinocheta torturowali i zabili dziesiątki tysięcy Chilijczyków (zob. N. Roht-Arriaza, The Pinochet Effect: Transnational Justice in the Age of Human Rights, Philadelphia 2005).

W ostatnich dziesięcioleciach pojawiły się jednak nowe formy dyktatury, jak się zdaje, lepiej dostosowane do świata otwartych granic, światowych mediów i gospodarek opartych na wiedzy. Od Peru Alberta Fujimoriego po Węgry Viktora Orbána nieliberalne reżimy zdołały umocnić władzę, nie ogradzając swoich krajów ani nie uciekając się do masowych mordów. Pozostają pewne krwawe reżimy wojskowe i państwa totalitarne, np. Syria i Korea Północna, ale proporcje się zmieniły.

Nowe autokracje często udają demokracje. Odbywają się w nich wybory, które niemal zawsze wygrywają politycy sprawujący władzę, nie likwiduje się prywatnej prasy, tylko przekupuje i cenzuruje, a zamiast wszechobecnych ideologii politycznych wprowadza się amorficzną wrogość wobec Zachodu o charakterze resentymentu (zob. J. Gandhi, Political Institutions under Dictatorship, New York 2008 oraz S. Levitsky, L.A. Way, Competitive authoritarianism: hybrid regimes after the cold war, New York 2010). Przywódcy tych państw często cieszą się autentyczną popularnością, przynajmniej po wyeliminowaniu wszystkich konkurentów. Celem państwowej propagandy nie jest „inżynieria dusz”, lecz zwiększenie popularności dyktatora. Przeciwników politycznych nie morduje się masowo, lecz nęka i oczernia, zarzuca się im zmyślone przestępstwa i nakłania ich do emigracji.

Dyktatury a informacja

W opublikowanym niedawno materiale (S. Guriev, D. Treisman, How Modern Dictators Survive: Cooptation, Censorship, Propaganda, and Repression, analiza robocza CEPR nr DP10454, 2015) wykazujemy, że cechą wyróżniającą takich nowych dyktatur jest skupienie się na informacji. Stosują one wprawdzie niekiedy przemoc, ale utrzymują władzę nie tyle przez terroryzowanie ofiar, ile przez manipulowanie przekonaniami.

Oczywiście nadzór i propaganda były ważne również w dyktaturach starego typu. Przede wszystkim jednak była przemoc.

– Słowa są dobre, ale karabiny są jeszcze lepsze – pokpiwał Benito Mussolini.

Porównajmy z tym wyznanie Vladimira Montesinosa, szefa służb bezpieczeństwa w administracji Alberta Fujimoriego: „Uzależnienie od informacji przypomina uzależnienie od narkotyków”. Zabijanie członków elity Montesinos uważał za głupotę.

– Trzeba pamiętać, dlaczego Pinochet miał problemy. My nie będziemy tak nieudolni – mówił.

Analizujemy logikę dyktatury, w której przywódca utrzymuje się przy władzy, manipulując informacją. W naszym najważniejszym założeniu przyjmujemy, że obywatelom zależy na zapewnianym przez sprawną gospodarkę skutecznym rządzie i dobrobycie; chcą przede wszystkim wybrać kompetentnego przywódcę. Społeczeństwo jednak nie zna kompetencji władcy, tylko sam dyktator i członkowie „zorientowanej elity” mogą to bezpośrednio obserwować. Przeciętni obywatele wyciągają wnioski, do których mogą dojść na podstawie poziomu życia – częściowo zależnego od kompetencji przywódcy – oraz komunikatów wysyłanych przez aparat państwowy i niezależne media. Te komunikaty zawierają oceny przywódcy wysyłane przez zorientowaną elitę. Gdy dostatecznie wielu obywateli dochodzi do przekonania, że władca jest niekompetentny, buntują się i go obalają.

Niekompetentny dyktator musi wobec tego zwieść społeczeństwo, aby myślało, że jest kompetentny. W tym celu dobiera potrzebne mu narzędzia z arsenału propagandy, tłumienia protestów, przeciągania elity na swoją stronę i cenzury jej komunikatów. One wszystkie kosztują, a pieniądze trzeba uzyskać z opodatkowania obywateli, co obniża poziom ich życia, wobec czego pośrednio obniża oceny kompetencji dyktatora. Coś za coś.

Z logiki tej gry wyłania się kilka ustaleń. Po pierwsze, ukazujemy, jak współczesne autokracje mogą przetrwać, stosując stosunkowo niewiele przemocy wobec społeczeństwa. Represje nie są konieczne, jeśli można dostatecznie sprawnie manipulować przekonaniami mas. Dyktatorzy nie wygrywają konfliktów zbrojnych, lecz oszukańczo pozyskują zaufanie społeczeństwa. Ponieważ w naszym modelu po represje sięga się tylko wtedy, gdy nie ma już równowag opartych na metodach pozbawionych przemocy, jej stosowanie może być sygnałem dla sił opozycyjnych, że reżim jest zagrożony.

  • Powiązane tematy:

Po drugie, ponieważ członkowie zorientowanej elity muszą w pewnej koordynacji postanowić, czy sprzedać się reżimowi, często w identycznych okolicznościach występują dwie odmienne równowagi – jedna oparta na pozyskanej elicie, druga mająca za podstawę cenzurowane prywatne media. Ponieważ zarówno przekupywanie elity, jak i cenzorowanie mediów są metodami udaremniającymi wysyłanie kłopotliwych komunikatów, są zamiennikami. Natomiast propaganda uzupełnia wszystkie pozostałe narzędzia.

Propaganda a kompetencje przywódcy

Dlaczego ktokolwiek wierzy w taką propagandę? To odwieczna zagadka autorytarnych reżimów, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę to, że dyktator ma oczywistą motywację, aby kłamać. Proponujemy pewną odpowiedź. Uważamy, że propaganda składa się twierdzeń władcy przekonującego, że jest kompetentnym przywódcą. Oczywiście władcy faktycznie kompetentni również wygłaszają takie twierdzenia. Poparcie tych twierdzeń przekonującymi dowodami okazuje się kosztowniejsze, gdy muszą to zrobić dyktatorzy niekompetentni – ci muszą przecież wyprodukować te dowody – niż wtedy, gdy robią to dyktatorzy kompetentni, którzy po prostu mogą ujawnić swe prawdziwe cechy. Ponieważ fabrykowanie dowodów kosztuje, niekompetentni dyktatorzy niekiedy postanawiają inaczej wykorzystać posiadane zasoby, a społeczeństwo, obserwując wiarygodne twierdzenia o kompetencji władcy, racjonalnie jest bardziej przekonane, że faktycznie jest kompetentny.

Co więcej, jeśli niekompetentni dyktatorzy utrzymują się przy władzy, z czasem mogą zyskać opinię kompetentnych, co nastąpi wskutek bayesowskiej aktualizacji przekonań społeczeństwa. Takie opinie mogą przetrwać przejściowe kłopoty gospodarcze, jeśli nie są one zbyt poważne. Pomaga to wytłumaczyć, dlaczego ewidentnie nieudolni autorytarni przywódcy utrzymują się u władzy – a nawet nie tracą na popularności – przez długie okresy (przykładem może być Hugo Chavez). Poważny kryzys gospodarczy powoduje obalenie dyktatorów, ale przy stopniowym pogarszaniu się sytuacji ich reputacja może nie ucierpieć za bardzo.

>>czytaj również: Mit gospodarczego sukcesu III Rzeszy

Ostatni wniosek to stwierdzenie, że reżimy koncentrujące się na cenzurze i propagandzie mogą zwiększać względne wydatki na te dziedziny, gdy gospodarka pogrąża się w kryzysie. W Turcji tempo wzrostu PKB spadło z 7,8 proc. w 2010 r. do 0,8 proc. w 2012 r. W tym samym czasie liczba dziennikarzy osadzonych w więzieniach wzrosła z czterech do 49. Po światowym kryzysie wolność prasy ograniczono także np. w Rosji i Węgrzech. (>>czytaj także: Do kogo należy Rosja)

Natomiast w Singapurze i Chinach – chociaż trzeba dodać, że to być może się teraz zmienia – w ostatnich dziesięcioleciach szybkiego wzrostu strategia kontrolowania informacji przez władze zmieniła się i z jawniejszego zastraszania przeszła w wykorzystywanie bodźców ekonomicznych i przewidzianych przepisami kar w celu zachęcenia do autocenzury.

Scharakteryzowana przez nas dyktatura oparta na informacji bardziej pasuje do nowoczesnego społeczeństwa niż do wiejskich fundamentów totalitaryzmu azjatyckiego bądź tradycyjnych społeczeństw, w których monarchowie utrzymują legitymizację. Trzeba jednak dodać, że modernizacja ostatecznie podkopuje informacyjne równowagi, na których polegają tacy dyktatorzy. Gdy coraz większe części społeczeństwa mają dostęp do szkolnictwa i informacji, trudniej kontrolować to, jak zorientowana elita komunikuje się z masami. Być może to zasadniczy mechanizm tłumaczący obserwowaną od dawna tendencję państw zamożnych do otwartości politycznej.

Sergei Guriev jest profesorem ekonomii, wykładowcą Instytutu Nauk Politycznych w Paryżu (Sciences Po) w Paryżu oraz członkiem zespołu badawczego Ośrodka Badań Polityki Gospodarczej (CEPR).

Daniel Treisman jest profesorem politologii wykładającym na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles (UCLA).

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w VoxEU.org (tam dostępna jest pełna bibliografia). Tłumaczenie i publikacja za zgodą wydawcy.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test