Badania: Otwarte granice wcale nie powodują masowych migracji

10.02.2017
Migracje w UE nie wpłynęły istotnie na wysokość płac w starych krajach unii; Amerykanów nie obchodzą energooszczędne auta; kobiety same obniżają własną wartość żeby nie stracić w oczach mężczyzn – to wnioski z najnowszych badań ekonomicznych na świecie.


John Kennan w pracy „Open Borders in the European Union and Beyond: Migration Flows and Labor Market Implications” (Otwarte granie w Unii Europejskiej i poza nią: Migracje skutki na rynek pracy) analizuje wpływ otwarcia granic dla przepływu pracowników z nowych krajów UE, w tym Polski, po 2004 r. Autor analizował także skutki napływu emigrantów z Syrii do Europy po 2015 r. Według jego analiz wpływ tych fal emigrantów na płace w UE był niewielki a korzyści z niego duże.

Pierwszy wniosek autora jest taki, że otwarte granice wcale nie powodują masowych migracji i to nawet wówczas, gdy różnice w zarobkach między krajami są duże. Zdecydowana większość obywateli nie zmienia miejsca zamieszkania. Naukowiec ilustruje to na przykładzie Polski pokazując, że nawet dziesięć lat po otwarciu granic liczba Polaków w Wielkiej Brytanii stanowiła tylko ok. 2 proc. tych w Polsce.

Autor zauważa, że w tym okresie tzn. od 2002 r. do 2009 r. o 1,3 proc. zwiększyła się także liczba Polaków żyjących w Polsce (z 36 871 281 do 37 337 408). Podobne wnioski można wysnuć odnośnie migracji Węgrów. Autor szacuje korzyści finansowe z emigracji dla pracowników z poszczególnych krajów. W przypadku wykwalifikowanych pracowników z Polski wynoszą one ok. 7 tys. dol. rocznie. Dla niewykwalifikowanych ok. 4 tys. dol. rocznie.

Dla porównania w przypadku obywateli Syrii, gdyby doprowadzono do powrotu PKB do poziomu sprzed wojny, korzyści wyniosłyby 10 tys. dol. dla przeciętnego pracownika. W praktyce korzyści te są znacznie większe, ponieważ emigrują przede wszystkim ci, którzy mogą na zmianie miejsca zamieszkania najwięcej zyskać.

Autor oszacował wpływ migracji pracowników na płace w Niemczech w 2005 r. Okazuje się, że płace niewykwalifikowanych pracowników spadły z tego powodu o 6 proc. Płace wykwalifikowanych prawie się nie zmieniły. Wydaje się jednak, że autor dość niefortunnie wybrał Niemcy, ponieważ kraj do 2011 r. zamykał swój rynek pracy przed pracownikami z nowych krajów UE.

W podsumowaniu naukowiec zwraca uwagę, że w długim okresie migracja nie powinna mieć istotnego wpływu na płace. A to dlatego, że krótkoterminowe obniżenie płac powoduje wzrost stopy zwrotu z kapitału co powinno zachęcić do inwestowania w daną branżę i doprowadzić do zwiększenia popytu na pracowników i podniesienia ich płac.

Hunt Allcott i Christopher Knittel w analizie „Are Consumers Poorly-Informed about Fuel Economy? Evidence from Two Experiments” (Czy klienci są słabo poinformowani o zużyciu paliwa przez kupowane przez nich samochody?) postanowili sprawdzić czy brak informacji jest głównym powodem, dlaczego klienci zwracają niewielką uwagę na kwestię zużycia paliwa przez kupowane przez nich samochody.

Właśnie to było powodem wprowadzenie przez wszystkie rozwinięte państwa tzw. Corporate Avarage Fuel Standards, czyli ustanawianych przez państwo norm zużycia paliwa. Uważa się, że korzystają na nich wszyscy. W USA oszacowano, że w latach 2011-2015 kosztowały one 125 mld dol., ale doprowadziły do oszczędności w wysokości 61 mld dol. ze względu na mniejszą emisję zanieczyszczeń do atmosfery a także oszczędności w wysokości 540 mld dol. dla kierowców w postaci niższych rachunków za paliwo. Nawet ignorując kwestie ochrony środowiska regulacje te doprowadziły do 410 mld dol. czystych oszczędności, co daje stosunek kosztów do korzyści większy niż 3:1. Autor zauważa, że tak olbrzymie oszczędności, które nie powstałyby gdyby nie działanie ustawodawcy świadczą o istotnej ułomności w działaniu rynku.

Przedstawiciele amerykańskiej administracji są przekonani, że problem leży w tym, iż klienci nie mają informacji potrzebnej do oceny oszczędności ze względu na mniejsze zużycie paliwa. A przy kupnie samochodu zwracają głównie na widoczne atrybuty, które świadczą o statusie takie jak wielkość czy marka.

Autor postanowił sprawdzić czy faktycznie dostarczenie klientom informacji o wielkości oszczędności, jakich mogliby dokonać wpłynie na ich decyzje o wyborze auta. W tym celu przeprowadził dwa eksperymenty. W pierwszym zatrudnieni przez niego ludzie osobiście informowali klientów w siedmiu salonach Forda. W drugim informacje o zużyciu paliwa i oszczędnościach dostarczono przez internet do osób, które planowały zakup samochodu.

Informacje zostały tak podane, by każdy był w stanie je zrozumieć. Wartość oszczędności dokonanych dzięki zakupowi auta o mniejszy zużyciu paliwa przeliczano na galony mleka albo na bilety lotnicze na Hawaje. Co więcej, informacje były dostosowane do indywidualnych preferencji. Za każdym razem podawano oszczędności na paliwie przy zakupie tych aut, których kupno klient rozważał.

Ostatecznie 372 w pierwszym eksperymencie i 1489 osób w drugim kupiło auto. Po sprawdzeniu okazało się, że informacja o oszczędnościach na zużyciu paliwa nie miała żadnego statystycznego ani ekonomicznego wpływu na wybór samochodu. Z 90 proc. pewnością można stwierdzić, że eksperymenty nie doprowadziły do zmniejszenia zużycia paliwa o więcej, niż 1,24 i 0,24 mil na galon, odpowiednio w pierwszym i drugim eksperymencie. Dla porównania standardy narzucone przez amerykańskie władze mają zmniejszyć zużycie paliwa o 5,7 i 16,2 mil na galon do 2016 r. i 2025 r.

Leonardo Bursztyn, Thomas Fujiwara, i Amanda Pallais w pracy „Acting Wife”: Marriage Market Incentives and Labor Market Investments” sprawdzili czy kobiety nie unikają działań mogących pomóc im w karierze zawodowej, ponieważ pokazywanie zbytniej ambicji może osłabić ich szanse na rynku matrymonialnym. W tym celu naukowcy przeprowadzili eksperyment na elitarnym programie MBA na uniwersytecie.

Nowo przyjęte studentki wypełniały kwestionariusz o swoich preferencjach zawodowych i cechach osobowości, który miał służyć przydzieleniu odpowiadających im praktyk.

Kiedy dziewczyny poinformowano, że ich odpowiedzi będą mogli zobaczyć koledzy z klasy podały one pożądane roczne wynagrodzenie aż o 18 000 dol. mniejsze. Zaznaczyły także, że są skłonne podróżować miesięcznie o siedem dni krócej w miesiącu i pracować o cztery godziny mniej w tygodniu, niż wówczas, gdy były przekonane, że odpowiedzi będą poufne. W pierwszym przypadku udzielały także odpowiedzi świadczące o mniejszej ambicjach, jeżeli chodzi o karierę zawodową a także takich, które świadczyły o mniejszych tendencjach przywódczych.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test