Bank Światowy: Wzrost w tym roku zależy od USA i eksporterów surowców

17.01.2017
W piątek Donald Trump zostanie zaprzysiężony na prezydenta USA. Raport Banku Światowego uświadamia, jak duże znaczenie będzie to miało dla globalnej gospodarki. Gdyby proponowane przez Trumpa cięcia podatkowe weszły w życie PKB USA może wyraźnie wzrosnąć. Wraz z nim PKB światowe.

Donald Trump dosłownie wpłynie na losy świata. (CC BY-SA Gage Skidmore)


Wynika to z rozmiarów amerykańskiej gospodarki. Ekonomiści Banku Światowego w zimowej edycji prognoz z podtytułem „Słabość inwestycji w niepewnych czasach” podkreślają, że Stany Zjednoczone odpowiadają za 22 proc. globalnego PKB, 12 proc. handlu, 35 proc. kapitalizacji rynków akcji, są także dużym producentem i zarazem odbiorcą ropy naftowej i gazu.

Gdyby proponowane w kampanii wyborczej cięcia podatków od firm o 20 pkt. proc. i 2,5-pkt. proc. cięcia podatku od dochodów osobistych zmaterializowały się oznaczałoby to duży impuls fiskalny. Amerykańskie PKB mogłoby w 2017 roku zwiększyć się nie o 2,2 proc., ale o 2,5 proc., a efekt byłby w pełni widoczny w 2018 roku, kiedy zamiast prognozowanych 2,1 proc. mogłoby być nawet 2,9 proc.

Tryb przypuszczający jest konieczny, bo nie wiadomo czy cięcia podatkowe faktycznie nastąpią. W powyższym scenariuszu założono też, że amerykańska gospodarka nie osiągnęła jeszcze pełnego zatrudnienia, a Fed nie będzie podnosił stóp procentowych (co po grudniowym posiedzeniu wydaje się mało prawdopodobne).

Pomysł Trumpa na inwestycje w infrastrukturę jest dobry w połowie

Bank Światowy odnotowuje też inne zapowiedzi przyszłego prezydenta USA – zwiększenie inwestycji infrastrukturalnych, zmiany w wydatkach federalnych oraz nowe kierunki w handlu, na rynku pracy i w politykach regulacyjnych. Część z nich może znosić pozytywne efekty cięć podatkowych.

Ważne jest jedno – impuls fiskalny w USA będzie miał duży wpływ na światową gospodarkę, nawet jeśli mowa tylko o idealnym, teoretycznym modelu. Każdy 1 punkt proc. wzrostu PKB w USA oznacza bowiem aż 0,7 proc. wzrost w globalnej gospodarce. Dlatego Bank Światowy prognozuje, że w 2017 roku globalna gospodarka urośnie o 2,7 proc., a więc o 0,4 pkt proc. wyżej niż w 2016 roku (który był najgorszy po kryzysie z 2008 roku).

– 2016 rok był kiepski dla światowej gospodarki, 2017 rok powinien być lepszy, jeśli ceny surowców będą stabilne, a niepewność polityczna spadnie. To wciąż nie jest zdrowe odbicie, ale raczej kruchy wzrost oparty na założeniu wyjścia z recesji kilku eksporterów surowców, np. Rosji, Brazylii czy Argentyny – mówiła Franziska Ohnsorge, główna ekonomistka Banku Światowego, podczas prezentacji raportu w NBP.

Z dokumentu wynika jednak, że nie tylko Chiny i Rosja odpowiadają za spowolnienie na rynkach wschodzących. Aż 60 proc. krajów określanych tym mianem odnotowało w 2015 roku wzrost niższy niż wieloletnia średnia.

Bank Światowy wymienia całą listę przyczyn: słabą aktywność gospodarczą, spadek bezpośrednich inwestycji zagranicznych u importerów surowców, załamanie warunków wymiany międzynarodowej u ich eksporterów, duże zadłużenie prywatne. Ale najważniejsze jest zwiększenie niepewności politycznej.

W 2016 roku mieliśmy wybory w krajach odpowiadających za 40 proc. światowego PKB, w 2017 roku czekają nas elekcje w krajach stanowiących 30 proc. globalnej gospodarki, w tym w Chinach, Niemczech i Francji. Indeks niepewności politycznej w raporcie jest najwyższy od 1997 roku, czyli początku publikacji tego wskaźnika.

W 2016 roku mieliśmy wybory w krajach odpowiadających za 40 proc. światowego PKB, w 2017 roku czekają nas elekcje w krajach stanowiących 30 proc. globalnej gospodarki, w tym w Chinach, Niemczech i Francji.

Światowy trend przekłada się też na Polskę. O spowolnieniu inwestycji publicznych w wyniku okresu przejściowego między jedną a drugą perspektywą unijną napisano już sporo. Uczestnicy prezentacji w NBP podkreślali, że w tych warunkach tym ważniejsze jest usuwanie wszelkich przeszkód do inwestycji przed sektorem prywatnym.

– Z ekonomicznego punktu widzenia ta niepewność nie pomaga, bo zwiększa opłacalność opcji czekania, a jesteśmy krajem, który nie ma już czasu, by czekać, choćby z powodu procesów demograficznych. Powinniśmy inwestować już teraz. W moim przekonaniu tworzy to przestrzeń do interwencji politycznej, która niwelowałaby opłacalność opcji czekania. Odpisy podatkowe za inwestycje byłyby najłatwiejszym rozwiązaniem – uważa Andrzej Halesiak, dyrektor biura analiz makroekonomicznych Pekao.

Według Banku Światowego w 2017 roku tempo wzrostu PKB Polski przyspieszy do 3,1 proc. z 2,5 proc. szacowanych na 2016 rok.

>>Raport na stronie Banku Światowego


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły