Bez II pakietu stymulacyjnego gospodarka światowa znowu znajdzie się w recesji

Gospodarka światowa nie może wpaść w drugą recesję. Większość państw nie stać byłoby na wpompowanie potrzebnych środków do budżetu ze względu na wysoki deficyt. Jednak istnieje zagrożenie drugą falą kryzysu. Gospodarka jest zbyt słaba by stanąć samodzielnie na nogach. Dlatego potrzebny jest drugi pakiet stymulacyjny by ją podtrzymać.

Rozmowa z dr. Markiem Zandi, doradcą House Financial Services Committee (Komitetu Finansowego Izby Reprezentantów)

 

Jest Pan jednym z najgorętszych zwolenników pakietów stymulacyjnych. Jakie realne korzyści przyniósł gospodarce amerykańskiej I pakiet Kongresu?

Pomógł wyjść Stanom Zjednoczonym z recesji. Nie sądzę, by koniec recesji przez przypadek zbiegł się z okresem, w którym pakiet stymulacyjny najefektywniej oddziaływał na gospodarkę, czyli w drugim i trzecim kwartale 2009 r. Okazał się pomocny dla bezrobotnych, pobudził rynek sprzedaży samochodów – był to program cash for clunkers, pobudził rynek nieruchomości – a to dzięki kredytom podatkowym z tytułu zakupu domów.

 A jak Pan odpowie na zarzut, że ok. jednej trzeciej pakietu trafiło do gospodarki nie bezpośrednio – jak zapowiadano – ale za pośrednictwem programów rządowych? Dużą część tych środków pochłonęła więc biurokracja.


To nie jest prawda. Z danych przedstawionych przez sekretarza skarbu wynika, że już w pierwszym kwartale 2009 roku 80 mld USD trafiło do budżetów rządów lokalnych. Te środki zostały przeznaczone dla bezrobotnych: na kartki żywnościowe (food stamps) i na dopłaty do ubezpieczeń zdrowotnych. Bez tej dodatkowej pomocy rodziny bezrobotnych zmuszone byłyby do cięcia wydatków, a to doprowadziłoby do zwiększenia bezrobocia. Dzięki pakietowi stymulacyjnemu rządy stanowe nie były zmuszone do podwyższania podatków. Bo uzyskały środki na wypełnianie swoich zadań za pośrednictwem pakietu.  Pakiet odegrał swoją rolę, to znaczy powoduje cofanie się recesji.

 Jeśli pakiet stymulacyjny okazał się tak skuteczny, to dlaczego twierdzi Pan, że potrzebny jest kolejny?


Jak wspomniałem, coraz wyraźniej widać, że gospodarka wychodzi z kryzysu. Świadczy o tym zanotowany w ostatnim kwartale 3,4 – proc. wzrost gospodarczy w Stanach Zjednoczonych (warto podkreślić, że prognozowano 1 lub 1,5 proc.). Jednak ostatnie wyniki z rynku pracy (10,5 proc. bezrobocia) są dowodem, że gospodarka potrzebuje dalszego wsparcia. I koszt tego wsparcia jest stosunkowo niewielki w porównaniu z kosztami ewentualnej kolejnej fali załamania gospodarczego.

Pakiet powinien zawierać:

  •  programy wsparcia dla osób bezrobotnych; dotychczasowe kończą się pod koniec tego roku, a ja bym przedłużył je do końca 2010 r., bo wtedy bezrobocie zacznie się zmniejszać;
  • kredyty podatkowe dla nabywców nieruchomości. Ten program, który wchodził w skład pierwszego pakietu, kończy się na początku grudnia. Był korzystny dla gospodarki, stabilizując w miesiącach letnich rynek nieruchomości. Przedłużyłbym go przynajmniej do końca 2010 r.;
  • kredyty podatkowe dla małych przedsiębiorstw;
  • regulacje, które umożliwiają biznesowi zwrot części podatku federalnego, przedłużyłbym je do końca 2010 r.;
  • program SBA (Small Business Administrations), czyli regulacje ułatwiające otrzymanie kredytu bankowego małym przedsiębiorstwom.

 Moim zdaniem koszt wsparcia dla przedsiębiorstw wyniósłby ok. 100 mld USD. I zapewniłby im płynność finansową, a bankom bezpieczeństwo. I to byłby jednorazowy wydatek, który w następnych latach zwróciłby się z nawiązką.

Dodam jeszcze, że według wyliczeń naszego zespołu z Moody’s Economy II pakiet stymulacyjny ograniczyłby likwidację miejsc pracy do 5 mln, a bezrobocie do 9 proc. Zatrudnienie wróciłoby do normy w 2013 r. Bez tego wsparcia bezrobocie na poziomie 10-11 proc. utrzyma się co najmniej do połowy 2012 r.

Przeprowadziliśmy symulację skuteczności II pakietu w 2010 r. I wynika z niej, że do czwartego kwartału pakiet pozwoli na utworzenie 4 mln miejsc pracy. Największy wpływ miałby na sytuację w budownictwie. Zatrudnienie w tym sektorze zwiększyłoby się o 11 proc. do 2010 r. W produkcji przemysłowej nastąpiłby wzrost zatrudnienia o 4 proc.

 Przeciwnicy pakietów stymulacyjnych twierdzą, że zaburzając mechanizmy rynkowe, spowalniają one wychodzenie z kryzysu. Dopłata do samochodów w ramach programu cash for clunkers powoduje tylko pozorne odbicie rynku sprzedaży aut; gdy skończą się dopłaty, popyt siądzie, a producenci znów wpadną w tarapaty.


Krytycy mają dużo racji. W pewnym momencie gospodarka musi stanąć na nogach bez żadnego wsparcia. Sądzę jednak, że jeszcze jest za wcześnie na wycofywanie się z programów stymulacyjnych. Gospodarka jest za słaba. I jeśli politycy zdecydują się na wyeliminowanie programów wspierających albo ich nie przedłużą, to istnieje bardzo wysokie ryzyko, że nastąpi kolejna recesja. A jeśli wpadniemy w nową recesję, to będzie nam z niej dużo, dużo trudniej wyjść. Bo istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że będzie towarzyszyła jej inflacja i zerowe stopy procentowe. Państwa nie będą miały środków na wsparcie gospodarki w takim stopniu, jak by to było potrzebne, ze względu na bardzo wysokie zadłużenie budżetowe. Nawet dobre wyniki gospodarek azjatyckich, które są dziś koniem pociągowym dla gospodarki światowej, nie pomogłyby ze względu na skalę zniszczeń, jakie dotknęłyby największe gospodarki: USA, Wielką Brytanię i Europę.

Dlatego uważam, że zanim zostanie podjęta decyzja o wycofaniu się z pakietu stymulacyjnego lub nieprzedłużaniu go, należy mieć całkowitą pewność, że tendencja wychodzenia z kryzysu nie odwróci się. Ponowna recesja pogrążyłaby globalną gospodarkę na co najmniej dekadę.

 Ale pesymiści – np. prof. Nouriel Rubini – twierdzą, że już teraz gospodarka znalazła się w depresji: dolar jest słaby, produkcja stoi, nie zmniejszają się stany magazynowe. Bezrobocie – dwucyfrowe. Niektórzy eksperci, biorąc pod uwagę  zmuszonych do pracy w niepełnym wymiarze godzin, szacują, że realna stopa to aż 17, 5 proc. Dalej: cena ropy ma tendencję spadkową. A w Europie  – jego zdaniem – też trudno mówić o wychodzeniu z kryzysu, jeśli wzrost PKB największych gospodarek, np. Niemiec, jest ujemny.


Nie zgadzam się z tą oceną. Uważam, że gospodarka wychodzi z kryzysu. To, co najgorsze, już za nami. Świadczy o tym nie tylko wzrost gospodarczy w USA, ale także w Azji, Ameryce Łacińskiej, Kanadzie, Australii. Oczywiście, w dużym stopniu ten wzrost pojawił się dzięki programom stymulacyjnym. Ale ma pan rację, że europejskie gospodarki są nadal bardzo słabe. W mojej ocenie Europa znajduje się w ostatniej fazie recesji. Myślę jednak, że na kryzys gospodarek unijnych w dużej mierze wpłynęły obciążenia z tytuły ubezpieczeń zdrowotnych i emerytalnych. Uporządkowanie tych systemów to pierwsze zadanie dla tych krajów, ale dopiero po wyjściu z kryzysu.

Patrząc jednak z perspektywy globalnej, nie będzie przesadą twierdzenie, że recesja się skończyła. Chociaż jesteśmy wciąż narażeni na różne typy ryzyka.

 O jakich zagrożeniach Pan myśli?


Pierwsze, dostępność do kredytu dla przedsiębiorstw. Małe banki są nadal niechętne do udzielania pożyczek małym i średnim firmom. Tym bankom dużo trudniej jest zapewnić kapitał niż megabankom. W tym roku ich polityka była bardzo restrykcyjna. Jak duży to problem dla gospodarki, świadczy fakt, że małe przedsiębiorstwa zatrudniają ok. 60-70 proc. wszystkich pracowników.

 Drugie – niestabilny rynek nieruchomości. Wiele kredytowanych nieruchomości zostało przejętych przez banki z powodu niewypłacalności pożyczkobiorców. Są regiony w USA, w których blisko 40 proc. nieruchomości na kredyt zostało zajętych przez banki. Tak długo, jak ta sytuacja się utrzyma na rynku, ceny domów utrzymają się na niskim poziomie. A jeśli ceny nieruchomości są niskie, to nic nie funkcjonuje dobrze w gospodarce USA. Budownictwo, produkcja mebli, urządzeń AGD, artykuły wyposażenia wnętrz są bardzo ściśle połączone z rynkiem nieruchomości. Jego załamanie oznacza załamanie innych dziedzin usługowych gospodarki.
Ten bardzo uproszczony przykład pokazuje, jak bardzo ważne są działania wspomagające państwa na rzecz ustabilizowania sytuacji na rynku nieruchomości.

Trzecie – rynek komercyjnych nieruchomości może utworzyć drugą bańkę. I na ustabilizowanie tego rynku szczególnie potrzebne są środki z nowego pakietu. Rynek ubezpieczeń jest dysfunkcyjny. I ta sytuacja jest presją zwłaszcza dla małych banków, które finansują kredyty przeznaczone na ten cel. Z tego przede wszystkim powodu upadło ponad 100 banków w USA w tym roku. A moim zdaniem zagrożonych upadkiem w ciągu najbliższych 2-3 lat jest około 300 następnych.

Osobne ryzyko stanowi fakt, że gospodarki różnych krajów na świecie wychodzą z kryzysu w nierównym tempie. Niektóre kraje, jak Australia, zdecydowały się na podniesienie stóp procentowych, w innych – wciąż są one na poziomie zero. Ta sytuacja może wytworzyć presję na rynki finansowe i na sytuację walut, a tym samym zagrozić spowolnieniem wychodzenia z kryzysu tych gospodarek. Podniesienie stóp procentowych przez australijski bank centralny wymusi wzrost stóp także w innych krajach.  

Czy o efektywności albo nieskuteczności pakietu stymulacyjnego decyduje jedynie obecne doświadczenie? Czy istnieje jakiś inny punkt odniesienia?


Fiskalne pakiety stymulacyjne odgrywały ważną rolę przy wychodzeniu z każdej recesji. I nie musimy się cofać do wielkiego kryzysu, by to udowodnić. W czasie recesji 2002 r. wprowadzonych zostało wiele ulg podatkowych dla przedsiębiorstw, a także dla rodzin – w formie pakietu stymulacyjnego, który spełnił swoje zadanie, umacniając gospodarkę. Podobne działania były podejmowane w latach 80. A zatem mamy wiedzę i doświadczenie stosowania tych narzędzi. I żaden z programów, które złożyły się na pierwszy pakiet stymulacyjny, nie jest nowy.

Obecne załamanie gospodarcze wymaga podobnych działań, tylko w skali adekwatnej do potrzeb. Bo analogia dzisiejszego krachu do wielkiego kryzysu jest właściwa. W 2008 r. istniało ryzyko, że powtórzy się sytuacja z lat 30., kiedy niechęć polityków do podjęcia właściwego działania doprowadziła do depresji. Obecnie Fed i sekretarz skarbu zareagowali zdecydowanie. I dzięki temu mieliśmy tylko recesję. Teraz trzeba zrobić wszystko, by tego nie zmarnować.

 

Rozm. t.P.

 

Mark Zandi – ekonomista. Jest prezydentem prywatnego, ekonomicznego instytutu badawczego Moody’s Economy. Obecnie pełni funkcję doradcy w House Financial Services Committee. Był współpracownikiem laureata nagrody Nobla Lawrence`a Kleina. Był doradcą ekonomicznym kandydata na prezydenta Johna McCaina. W maju tego roku opublikował analizę obecnego kryzysu “Financial Shock”. Komentuje wydarzenia gospodarcze w największych amerykańskich sieciach informacyjnych CNN, CNBC, NBC i Fox Business.


Artykuły powiązane

Ceny mieszkań rosną, ale słabiej niż dochody nabywców

Kategoria: Analizy
Ceny nominalne nieruchomości w Warszawie i 6 największych miastach zbliżyły się do poziomów notowanych w latach 2006-2008, ale skorygowane o inflację wciąż były niższe niż w tamtym okresie. Silniej od cen mieszkań rosły też dochody gospodarstw domowych – pisze dr Piotr J. Szpunar, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP.
Ceny mieszkań rosną, ale słabiej niż dochody nabywców

Większe mieszkania, mniejsze biura, czyli nieruchomości po pandemii

Kategoria: Pracownicy NBP
Koronawirus spowoduje większy popyt na większe mieszkania, w związku z przejściem części osób na pracę zdalną – mówi dr hab. Jacek Łaszek, profesor SGH i pracownik Departamentu Stabilności Finansowej NBP.
Większe mieszkania, mniejsze biura, czyli nieruchomości po pandemii

Mieszkania drożeją, rynek ma się dobrze

Kategoria: Makroekonomia
Na razie daleko nam do kryzysu na rynku nieruchomości – mówi dr hab. Jacek Łaszek, profesor SGH zajmujący się rynkiem nieruchomości.
Mieszkania drożeją, rynek ma się dobrze