Bez think – tanku nie byłoby Planu Marshalla

18.10.2013
Think – tanki. W dorosłych demokracjach profesjonalizują politykę w każdym obszarze: podnoszą jakość sporu politycznego, jakość opracowywanego prawa, a rozwiązania dotyczące gospodarki wyprowadzają poza linię dyskursu koalicja – opozycja. Ich rola zaczyna być powszechnie dostrzegana - na tyle, że czarnym charakterem w ostatniej części "Iron Mana" został właśnie założyciel think-tanku.

(infografika Darek Gąszczyk)


Nie wpływają na innowacyjność gospodarki, nie występuje ich więcej w krajach, które wydają więcej na badania i rozwój (B+R). Nie jest ich też wcale więcej w krajach, które są bogatsze. Najwięcej jest ich tam gdzie są dobre kadry akademickie i topowe uczelnie.

Think-tank w założeniu ma tworzyć niezależne, fachowe rozwiązania, które mogą stać się przedmiotem debaty publicznej, a docelowo wpływać na politykę i gospodarkę państwa. Mowa rzecz jasna o typie idealnym – rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, a struktury i interesy think-tanków mogą od ideału odbiegać bardzo daleko.

Ich funkcja rośnie jednak w całym rozwiniętym i rozwijającym się świecie – tym bardziej, im bardziej jakiś kraj dąży do wejścia do tej pierwszej grupy. W naszej opinii powinny one odgrywać coraz bardziej istotną rolę. Do tego jednak potrzebna jest zmiana formuły finansowania think – tanków, o czym piszemy w dalszej części.

Początki

Idea tworu takiego jak think-tank wywodzi się z anglosaskiej kultury politycznej, której ważnym składnikiem jest aktywność obywatelska i zaangażowanie w sprawy publiczne. Jednym z protoplastów think-tanku w dzisiejszej postaci było Fabian Society założone pod koniec XIX wieku w Wielkiej Brytanii, stworzone w celu promowania socjalizmu.

W Stanach Zjednoczonych pierwsze instytucje mające cechy dzisiejszych think-tanków, zaczęły powstawać na początku XX wieku. Bogaci przemysłowcy i filantropi – John Rockefeller i Andrew Carnegie – założyli instytucje, które później finansowały i wspierały powstawanie kolejnych ośrodków badawczych. Tak powstały m.in. Russel Sage Foundation, Bureau of Municipal Research, Carnegie Endowment for International Peace czy Brookings Institution. Ten ostatni odegrał też kluczową rolę w globalnej polityce – to eksperci Brookings Insitution, na zlecenie Departamentu Stanu, w ciągu czterech tygodni przygotowali dwudziestostronicowy dokument, kreślący główne założenia Planu Marshalla.

Rola think-tanków może być postrzegana dwojako. Z jednej strony wypracowywane przez nie idee i rozwiązania mogą służyć decydentom politycznym na różnych etapach cyklu politycznego (przy ustalaniu agendy, formułowaniu polityki czy wdrażaniu konkretnych rozwiązań). W takim układzie think-tank pełni rolę zewnętrznego konsultanta, który może wykonać lepiej (taniej, szybciej, skuteczniej) konieczną pracę konceptualną.

Z drugiej strony think-tanki mogą służyć realizacji konkretnych interesów, zwłaszcza w przypadku, gdy są finansowane przez sektor prywatny. Idee tworzone przez think-tanki, a następnie nagłaśniane w mediach, mogą kierunkować debatę publiczną równie skutecznie, co regularne działania public affairs.

Blaski

Podstawowym problemu tych instytucji jest kwestia ich finansowania oraz odpowiedniego zaplecza akademickiego oraz eksperckiego.

>>zobacz: Na Nobla razem z naukowcem pracuje jego państwo

Niemieckie fundacje polityczne finansowane są z funduszy publicznych a wielkość dofinansowania zależy od wielkości reprezentacji partii politycznej w Bundestagu. W Niemczech działa dziś sześć tego typu organizacji. W większości nie są fundacjami w sensie prawnym. Określa się je jako związane z partiami, ponieważ każda partia w parlamencie, która zdobyła co najmniej 5 proc. głosów w wyborach powszechnych, otrzymuje dodatkowe środki na dotowanie takich fundacji.

Są to:

– Friedrich Ebert Stiftung związana z SPD,

– Konrad Adenauer Stiftung,

– Friedrich Naumann Stiftung  – FDP,

– Hans Seidel Stiftung – CSU,

– Heinrich Bőll Stiftung – Zieloni,

– Rosa Luxemburg Stiftung – PDS

Wiele ich przedstawicielstw funkcjonuje także w innych krajach. 95 proc. środków na ich utrzymanie pochodzi bezpośrednio z funduszy publicznych.

Model amerykański jest oparty przede wszystkim na kapitale prywatnym. Cato Institute czy Heritage Foundation szczycą się tym, że nie biorą środków od instytucji publicznych, zachowując w ten sposób  niezależność i wysoki poziom intelektualny. Mają za to bardzo bogatych fundatorów w postaci korporacji międzynarodowych, albo wybranych biznesmenów którzy w ten sposób popierają jakąś ideę publiczną, która powinna zostać wprowadzona.

Dzięki Heritage Foundation rząd Ronalda Reagana został przygotowany do rządzenia – dostał wykwalifikowane kadry oraz „biblię” wskazującą drogę działania pt. „Mandate for Leadership” – to wydany na początku 1981 roku spójny program reform zgodny z linią ideową partii.

Amerykańska administracja wcieliła w życie 60 proc. z około 2 tys. zawartych w nim rekomendacji. Było wśród nich m.in. rozpoczęcie nowego wyścigu zbrojeń, czy tworzenie specjalnych stref ekonomicznych w centrach miast. Budżet Hertiage to przeszło kilkaset milionów dolarów (w 2010 r. było to 800 mln dol.; w 1981 r. było to około 20 mln wg dzisiejszej wartości dol.)

W 1948 roku na bazie programu wojskowego RAND powstała Rand Corporation, organizacja dla potrzeb Sił Zbrojnych USA. Dziś Rand Corporation z siedzibą w Kalifornii to think-tank, a zarazem organizacja badawcza non-profit, dla której pracuje około 1600 osób w USA i Europie. Instytucja prowadzi badania w zakresie obronności, terroryzmu, edukacji, a nawet zdrowia. Na przestrzeni lat dla Rand pracowali m.in. Kenneth Arrow (ekonomista, laureat nagrody Nobla), John F. Nash (matematyk, laureat nagrody Nobla za twierdzenie z teorii gier), Herman Kahn (teoretyk wojny jądrowej), czy Donald Rumsfeld (dwukrotny sekretarz obrony Stanów Zjednoczonych). Przyciągnięcie kadr na tak wysokim poziomie nie jest trudne – roczne wydatki na badania wynoszą około 263 mln dol.

Cienie

Zarówno w Waszyngtonie, jak i w Brukseli czy Londynie think-tanki spotykają się z zarzutami reprezentowania niejasnych interesów – często uważa się je za działające pod osłoną organizacje public affairs. W obronie przed takimi zarzutami nie pomagają mętne czy absurdalne tłumaczenia, jak wówczas, gdy jeden z liderów brytyjskich Torysów, Michael Gove, stwierdził, że nie wie skąd płynęły fundusze do Policy Exchange, think-tanku któremu szefował przez wiele lat.

Według brytyjskiego portalu whofundsyou.org na 20 badanych think-tanków, jedynie sześć udostępnia pełną listę swoich fundatorów. Instytucje takie jak brytyjski Instytut Adama Smitha, Institute of Economic Affairs czy Centre for Social Justice nie podają źródeł finansowania, zasłaniając się „dobrem darczyńców”. Dochodzi w ten sposób do sytuacji, w której – paradoksalnie – łatwiej oceniać wiarygodność materiałów analitycznych tworzonych przez firmy prywatne, które przynajmniej nie ukrywają swoich interesów.

Kto się liczy w Polsce

Czy w Polsce, bez odpowiedniego finansowania, jakakolwiek instytucja pozarządowa jest w stanie wygenerować idee zdolne przetworzyć rzeczywistość gospodarczą albo społeczną? Think – tanków działa w Polsce stosunkowo dużo, szacuje się, że około 50-60 (zobacz tabela poniżej). Nie ma nas na prestiżowej liście 25 krajów przodujących na świecie pod względem liczby think-tanków- czołowe miejsce zajmują Stany Zjednoczone, gdzie działa przeszło tysiąc think-tanków, a także Chiny, Indie, Wielka Brytania, Francja i Niemcy. Polska osiągnęła jednakże dość dobrą 4. pozycję w rankingu dla Europy Środkowej i Wschodniej .

Po 1989 roku w Polsce w ich działalność zaangażowało się wielu dawnych opozycjonistów, młodych naukowców, a także tych, którzy „załapali się” na boom edukacyjny. Niestety, wiele organizacji identyfikuje się w ten sposób nad wyrost w stosunku do treści, które generują.

W Polsce nie występuje zjawisko tzw. „drzwi obrotowych” łączących partie polityczne i think-tanki. Niestety? A jeżeli już takie związki występują, to mają charakter jednostronny – polegają na włączeniu się ekspertów w życie polityczne – przykład prof. Leny Kolarskiej-Bobińskiej, Bogdana Klicha, Pawła Szałamachy, Przemysława Wiplera, Jacka Cichockiego, czy Bartłomieja Sienkiewicza. Nie ma stałej wymiany kadr między różnymi instytucjami, a administracją publiczną. Głównie dlatego, że polskie think-tanki rzadko stać na zatrudnianie byłych polityków.

Instytucje, o których słychać najczęściej i które, jak się wydaje, mają też regularna możliwość przedstawiania zarówno opinii publicznej, jak i decydentom politycznym swoje propozycje, to think-tanki ekonomiczne: Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych CASE (prezes Luca Barbone), Instytut Sobieskiego (współtwórca Paweł Szałamacha, późniejszy wiceminister i poseł partii PiS), Fundacja Republikańska (założyciel Przemysław Wipler), Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową (prezes Jan Szomburg), Centrum im. Adama Smitha (prezydent Robert Gwiazdowski) oraz Instytut Badań Strukturalnych (założyciel Maciej Bukowski), Forum Obywatelskiego Rozwoju (założyciel Leszek Balcerowicz).

Dwa dni temu (16.X) Leszek Balcerowicz, Lech Kalina, Aleksander Łaszek i Andrzej Rzońca przedstawiali swój raport (wraz z propozycjami wzmocnienia stabilności i wzrostu gospodarki europejskiej) poświęcony problemom ze wzrostem gospodarczym w UE w jednym z uznanych brukselskich think – tanków Lisbon Council.

Inną kwestią jest to, czy władza polityczna korzysta z ich rad.

Kierunek zmian

Funkcjonowanie think – tanków to swoista kwadratura koła. Dla utrzymania wiarygodności takiej instytucji istotna jest regularność i aktualność publikacji. Wymaga to sztabu wysokiej klasy pracowników. To z kolei jest niemożliwe bez dużych nakładów finansowych. Pod względem posiadanych zasobów sektor jest mocno rozwarstwiony. Budżet 25 proc. organizacji nie przekracza 0,93 mln zł, 50 proc. – 3,85 mln zł, a 75 proc. 5,9 mln zł. Większości brakuje im tzw. kapitału żelaznego – własnego kapitału organizacji, stanowiącego zabezpieczenie finansowe jej samodzielnego funkcjonowania na wypadek przerwania finansowania przez sponsorów. Taki kapitał mają tylko organizacje publiczne lub podłączone do partii politycznej.

Z drugiej strony choć think-tanki powinny dbać o jakość swoich analiz, to muszą również uwzględniać korzyści tych, którzy sponsorują ich działalność. Ten konflikt interesów powoduje, iż mogą pojawiać się nadużycia.

Trzy lata temu powstała inicjatywa stworzenia ram prawnych dla think-tanków nowego typu – fundacji politycznych. Poselski projekt ustawy zawiera rozwiązania zbliżone do systemu niemieckiego, czyli modelu think – tanków opartych na partiach politycznych. Projekt ten wzbudził wiele kontrowersji, szczególnie właśnie w kwestii finansowania, w tym możliwości pozyskiwania przez fundacje polityczne środków z innych źródeł niż subwencje. Od trzech lat projekt nie wyszedł poza deliberacje komisji sejmowej. Kwestia jest czysto polityczna i wydaje się, że mało który poseł zdaje sobie sprawę z rangi rozwiązań i tego jak ważne dla rozwoju kraju jest wprowadzenie ich w życie – w takiej czy innej postaci.

Innym możliwym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie w ramach środków na B+R wydzielonego specjalnego funduszu na analizy społeczne, ekonomiczne, kulturalne, międzynarodowe, skierowanego na zasadach otwartego i konkurencyjnego dostępu do niezależnych organizacji pozarządowych. Alternatywnie warto też rozważyć możliwość przekazywania 1 proc. CIT na działalność think-tanków. Już dzisiaj część firm przeznacza mały odsetek swoich środków na badania, a instytucjonalizacja pomysłu mogłaby wspomóc ten sektor.

Potrzebujemy dobrych rozwiązań, które byłyby odpowiedzią na rosnącą światową konkurencję na rynku idei. Pozycja międzynarodowa poszczególnych państw jest coraz bardziej zależna od potencjału ich ośrodków analitycznych i ich wewnętrznej zdolności do szybkiego reagowania na rodzące się wyzwania rozwojowe i kreowania nowych idei publicznych.

(infografika DG)

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test