BRIC i nieustający optymizm Jima O’Neilla

05.08.2013
Rok 2013 jest trudny dla krajów BRIC. Podobnie jak był poprzedni i będzie przyszły. Ale Jim O’Neill, bankier Goldman Sachs, który ukuł termin BRIC, manifestuje nieustający optymizm. Właśnie możemy go osobiście doświadczyć, czytając jego najnowszą książkę „Mapa wzrostu”.


Na wstępie wyjaśnienie. Dla O’Neilla nadal jest BRIC a nie BRICS. Republikę Południowej Afryki, doczepioną do organizacji w 2011 r., pomija zarówno w nazwie jaki i w książce. Zajmuje się wyłącznie czterema krajami: Brazylią, Rosją, Indiami i Chinami.

Najnowsza prognoza MFW (lipiec 2013) przewiduje wzrost gospodarczy w Chinach w tym i przyszłym roku na poziomie 7,7-7,8 proc., w Indiach odpowiednio trochę poniżej i powyżej 6 proc., w Rosji niemal identyczny jak w Brazylii: 2,5 i 3,3 proc. Prognozy MFW zwykle są zawyżone. Mimo to, wpisane w nie stopy wzrostu są znacznie niższe niż w pierwszej dekadzie XXI w., przed kryzysowym 2009 rokiem, a nawet niższe niż w latach 2010 czy 2011 roku.

Wymowa faktów

Problemy państw BRIC stają się coraz poważniejsze, a łączy je jedno: wiadomo o nich od wielu lat i władze tych krajów względnie niewiele robią, by je rozwiązać.

Brazylia weszła w okres powolnego wzrostu. A nadchodzące Igrzyska Olimpijskie (2016) i Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej (2014) mogą zamiast impulsu ekonomicznego przynieść tylko koszty (podobnie jak Olimpiada Zimowa w Soczi dla Rosji). Ryzyko inwestycyjne niesie także słabo kontrolowana inflacja i braki w dostawach prądu.

W Rosji wzrost gospodarczy spadł w okolice 2-3 proc., uzależnienie od eksportu paliw pozostaje ogromne (70 proc. eksportu), inflacja wysoka, a liczba mieszkańców zmniejszyła się ze 148 milionów w 1992 do 143 milionów obecnie i nadal spada.

Indie uzależnione są od importu surowców, a ponadto obciążone chroniczną inflacją, wysokimi stopami procentowymi i deficytem fiskalnym oraz biurokracją. Nie są w stanie przeprowadzić reform, które przyciągnęłyby inwestycje zagraniczne do kluczowych działów infrastruktury, sektora finansowego i handlu.

W Chinach wzrost gospodarczy ukształtuje się zapewne w okolicach 7 proc., ale nikt nie wie czy statystyki są wiarygodne. Zaburzenia na rynku finansowym – przejściowy brak płynności, nerwowo podejmowane zakazy kredytowania, rozrost szarej strefy w inwestycjach finansowych i bankowości – potęgują zagrożenia wynikające z przyczyn strukturalnych: pogarszającej się demografii, rozdętych inwestycji państwowych i rosnącej groźby wpadnięcia w pułapkę średniego dochodu. Nie wiadomo nawet, jakie jest w sumie zadłużenie w Chinach – ogólnopaństwowe, władz regionalnych, prywatne, bankowe i korporacyjne. Według niektórych szacunków przekracza 300 proc. PKB, co grozi kryzysem bankowym na niewyobrażalną skalę.

BRICS złamany

Taki jest w skrócie aktualny stan państw grupy BRIC. A my otrzymujemy książkę zatytułowaną „Mapa Wzrostu” Jima O’Neilla, aktualnie szefa Goldman Sachs Asset Management, człowieka który ponad 10 lat temu ukuł termin BRIC. O’ Neill w 2011 r. dopisał sequel, który właśnie publikuje wydawnictwo Studio Emka, no i oczywiście nadal uważa, że jego projekcje na temat znaczenia państw grupy BRIC, rozbudowane w połowie pierwszej dekady XXI w. i sięgające po 2050 r., pozostają nadal aktualne. „Minęło 10 lat, a ja jeszcze goręcej chcę przekonać świat, że właśnie te kraje, wraz z innymi wschodzącymi gwiazdami, są motorem napędzającym wzrost światowej gospodarki i jeszcze długo nim pozostaną”.

>>czytaj też: Giganty spowalniają

Michael Spence, noblista z 2001 r., mówi, że Jim O’Neill wymyślając BRIC zmienił pejzaż światowej gospodarki. „Nie musisz czekać na historyka przyszłości, wystarczy przeczytać cudowną książkę Jima O Neilla” – dodaje Arminio Fraga, były prezes banku centralnego Brazylii. Czy przy takich rekomendacjach należy autorowi wierzyć na słowo?

A może jednak mają rację ci, którzy od mniej więcej dwóch lat zaczynają powątpiewać w trwałość wzrostu gospodarczego krajów grupy BRIC, jak Ruchir Sharma, szef departamentu emerging markets banku Morgan Stanley. O Neill wydał swoją książkę na przełomie 2011 i 2012 r. Pod koniec 2012 r. Ruchir Sharma opublikował w magazynie „Foreign Policy” głośny tekst: „Broken BRICs”. Najważniejsze myśli:

Wzrost gospodarczy w krajach BRIC mocno hamuje. Nic w tym nadzwyczajnego – trudno jest utrzymać bardzo szybki rozwój ponad 10 lat. Ostatnia dekada XX w. i pierwsza XXI, gdy świat zalewały pieniądze, były wyjątkowe. Teraz globalna gospodarka wraca do stanu normalnego, wielu będzie maruderami, a kilku zwycięzców urośnie w niespodziewanych miejscach.

Mitem jest konwergencja krajów rozwijających się i rozwiniętych (poza pierwszą dekadą XX w.). Przez 50 lat, do 2000 r., zaledwie kilku krajom udało się dogonić wysokorozwinięte – to naftowe kraje Zatoki Perskiej, południowa Europa po II wojnie światowej i kilka tygrysów wschodnioazjatyckich.

Teraz kraje rozwijające będą rosnąć umiarkowanie, wrócą cykle boom-bust, tempo wzrostu poszczególnych państw zróżnicuje się.

Demograficzna dywidenda kończy się. Determinizm demograficzny zakładał, że robotnicy będą mieli wystarczające umiejętności, by konkurować na globalnym rynku, a rządy poprowadzą właściwą politykę, by kreować miejsca pracy. Koncept demograficznej dywidendy, kiedy fala wyżu podnosiła wszystkie gospodarki wschodzące, miał przejściowo sens, ale ten świat już się skończył.

To prawda, ale nie to najważniejsze

„Mapa wzrostu” powstała zanim Sharma napisał swój tekst i o tym co w niej – za chwilę. Natomiast w wywiadzie dla tygodnika „Der Spiegel” z marca 2013 r., O’Neill właściwie przyjmuje wszystkie wątpliwości dotyczące kondycji krajów BRIC, także niektóre Sharmy, ale zbija je w najprostszy możliwy sposób. Przez stwierdzenie: tak, wszystko to prawda, ale to nie jest najważniejsze.

Rosja może rozwijać się w tempie 4 proc. plus, wystarczy, że uwolni się od zależności od eksportu ropy i gazu. Brazylia – musi bardziej stymulować wzrost gospodarczy, ale ma wielkie szanse rozwojowe ze względu na bogactwo surowców i bazę przemysłową. Indie – och, Indie mają największe wyzwania przed sobą. Rząd musi przyciągać inwestycje zagraniczne, politycy za mało rządzą, uważając, że sprawy się same ułożą. Niemniej kraj jest ogromnie interesujący, a jego bardzo młoda ludność wypłaci demograficzną dywidendę – to krótka odpowiedź na pytanie, czy jest optymistą w odniesieniu do BRIC.

Przegląd sytuacji krajów BRIC stanowi trzon „Mapy wzrostu”. O ‘Neill nie przejmuje się problemami. Ani zarzutami, że Rosja na aktualnym etapie rozwoju, a Chiny już wkrótce, by podtrzymać wzrost powinny odejść od systemu autorytarnego, na co wszakże się nie zanosi. Ludzie są zadowoleni z Putina, a nie z demokraty Gorbaczowa. 300 milionów Chińczyków wyszło z biedy i też są szczęśliwi z tego powodu. Brazylia – ogromne problemy – oczywiście, ale to w Brazylii koncern naftowy Petrobras potrafił zrobić największą emisję świata pozyskując 67 mld dol. na projekt wydobycia ropy spod Oceanu Atlantyckiego.

Optymizm autora jest zniewalający, wszystkie problemy – polityczne, demograficzne, surowcowe, zostaną rozwiązane, grupa będzie nadal szła ostro w górę. Demografia w Rosji – władze robią wszystko, żeby zwiększyć przyrost naturalny i już zahamowały tempo spadku liczby ludności. Wystarczy 3 proc. wzrostu gospodarczego i stabilizacja liczby mieszkańców, a za 30 lat gospodarka rosyjska będzie większa od niemieckiej. „Wystarczy, żeby unikała kryzysów”.

A kwestia surowców i energii? Czy maltuzjańska wizja nie spełni się teraz, gdy miliardy ludzi zwiększają gwałtownie konsumpcję, zużycie paliw i energii? Niekoniecznie. O’Neill pisze, że coraz częściej wątpi w nieustający wzrost cen surowców. Wierzy natomiast w postęp technologiczny, ale i w politykę Chin, które od kilku lat chcą gwałtownie zwiększyć zasilanie gospodarki energią odnawialną. To tylko w ogromnym skrócie dwa przykłady rozumowania O’Neilla. We wspomnianym wywiadzie dla „Der Spiegel” Sharmy mówi o nim krótko: „To jest w tak oczywisty sposób błędna teza, że zależnie od nastroju raz mnie rozśmiesza, a raz irytuje”.

Jedenastka na ławce rezerwowych

O’Neill ma jednak plan B. Gdyby kraje BRIC bardzo zwolniły, wspomogą ich pomocnicy. To „następna jedenastka” – Next11 – państw, które staną się kolejnym silnikiem rozwoju gospodarczego na świecie. Należą do niej Meksyk, Indonezja, Południowa Korea i Turcja (potem nazwane MIST) oraz Bangladesz, Egipt, Iran, Nigeria, Pakistan, Filipiny i Wietnam.

Krytycy O’Neilla zauważają, że po prostu wybrał je z powodu wzrostu liczby ludności i w gruncie rzeczy wszystko co udowadnia, to fakt, że jeśli nie będzie wojny, epidemii lub ludobójstwa, ci ludzie wykreują popyt na żywność i ubrania, zatem staną się gospodarczo ważni bez względu na to, jak będą wyedukowani i produktywni. A Ruchir Sharma tak podsumowuje poszukiwania Eldorado: „Każda dekada potrzebuje tematu, który złapie wyobraźnię ludzi. W latach 70. było to złoto, w 80. – Japonia, w 90. – technologia, po 2000 r. – BRIC”.

Co będzie teraz? Bieg po świecie w poszukiwaniu wzrostu trwa nadal. Jedni stawiają na Turcję, inni na Filipiny, trzeci na Indonezję, a ambitni na Birmę. Tylko O’Neill jest konsekwentny: BRIC.

O’Neilla warto przeczytać niezależnie, czy podziela się jego optymizm, czy nie, bo uruchamia myślenie nad źródłami wzrostu gospodarczego, warunkami jakie są potrzebne, by następował, w ogóle nad przyszłością świata od strony konsumpcji, inwestycji czy gospodarki. Także w kontekście gwałtownego hamowania polskiej gospodarki O’Neill daje znakomite tworzywo do przemyśleń.

Co nie oznacza, że nie ma w jego pisarstwie słabości. Tam gdzie autor wdaje się w rozważania geopolityczne, tam jest słabszy, niż gdy pisze o inwestycjach, biznesie, gospodarce. Ale poza tym książkę czyta się znakomicie, dzięki przyrządzeniu przez autora bardzo smacznej mieszaniny danych, faktów, ale i anegdot oraz osobistych doświadczeń – od turystycznych, do ciekawych obserwacji z okna jego londyńskiego biura. Tam pojawiają się Chińczycy i Brazylijczycy obładowani zakupami, w Wimbledonie i Chelsea – Rosjanie i Hindusi, w szwajcarskiej kolejce linowej – Hindusi. Interesujący jest też fragment książki o niemieckiej ekspansji w Chinach (m.in. motoryzacja) i o przyszłości waluty chińskiej. Otóż w tej ostatniej kwestii O’Neill, jak pisze, coraz częściej wątpi, by władze w Pekinie chciały ją uczynić światową walutą rezerwową, gdyż prowadziłoby to – wbrew ich życzeniom – do ograniczenia chińskiej niezależności .

Magia emocji

Owszem, czasem irytuje magia wielkich liczb. O’Neill bardzo rzadko odwołuje się do PKB per capita, operuje całkowitym PKB, przez co w 2050 r. w grupie największych gospodarek będą USA, Japonia i cała grupa BRIC, ale żadnego państwa z Unii Europejskiej (o ile nie przystąpi do Unii Rosja). Mówi: „Chiny tworzą nowy Cypr co tydzień, nową Południową Afrykę co cztery miesiące, i stworzyły nowe Indie w ostatnie dwa lata”. To robi wrażenie, rzecz jasna.

Inwestorów powinien zaś zainteresować rozdział „Inwestuj i prosperuj” na temat tego, czy i jak inwestować w papiery wartościowe krajów BRIC. Tu niewątpliwie myślenie autora jest bardziej długoterminowe niż… analityków Goldman Sachs , którzy niedawno odwołali rekomendacje kupowania akcji ponadnarodowych firm mających rozwiniętą działalność w państwach BRIC. I zalecili kupowanie firm zorientowanych na krajowego konsumenta… w USA. Sporo też kapitału odpłynęło ostatnio z emerging markets (od 23 maja do połowy lipca ponad 40 mld dol.). Jednak autor swoje rekomendacje pisał dwa lata wcześniej, więc trudno się dziwić, że dziś hasło „inwestuj i prosperuj” jest dość dyskusyjne.

Zwłaszcza jeśli spojrzeć na dwa wykresy, które niżej podpisany przygotował na potrzeby tej recenzji. Pierwszy obejmuje 10 lat.

(infografika Darek Gąszczyk)

Indeksy WIG 20 i niemiecki DAX są w dolnej strefie wzrostów, ale zaskakujące, że jeszcze gorszy jest SHC giełdy w Szanghaju (O’Neill mając dane do 2011 r. twierdzi, że w pierwszej dekadzie XXI w. indeks chiński miał lepszy wynik niż indeksy europejskie i amerykańskie, co jest zgodne z prawdą). Rosyjski RTS, indyjski SNX i brazylijski BVP znajdują się tam gdzie powinny być, czyli znacznie wyżej niż pozostałe indeksy.

Jednak ten sam wykres dla ostatnich 3 lat wygląda już zupełnie inaczej. Liderem jest niemiecki DAX, a te z grupy BRIC zanotowały albo minimalny wzrost, albo wręcz spadki – brazylijski BVP o jedną trzecią. Warszawski WIG 20 lokuje się poniżej środka grupy.

(infografika Darek Gąszczyk)

Autor „Mapy wzrostu” namawia do patrzenia na BRIC nie jako na kraje rozwijające się, lecz Rynki Wzrostowe. A to oznacza, że warto w nie inwestować w długiej perspektywie, choć nie w każdym momencie patrząc krótkoterminowo. „Najważniejsze, by zwracać uwagę na fakty i trzymać emocje na wodzy”. Cóż, przeczytaliśmy książkę i co do pierwszego zgoda. Ale drugiej rady Jim O Neill sam nie zawsze słuchał.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test