Brzytwa Okuna

04.04.2019
Analizy wykazały, że korzyści z tytułu wyższego zatrudnienia uzyskiwane przez określone  grupy społeczne w wyniku wysokiej koniunktury w gospodarce USA były zwykle mniejsze niż szkody doznawane przez te grupy w okresach „ochłodzenia".


„Gospodarka rozwija się jak burza” – mówi Tamara Atkinson, szefowa rady ds. planowania rynku pracy w Austin. Pracodawcy biją się o pracowników, oferując im premie za podpisanie umowy, płatne staże i pomoc w opłacaniu czesnego. Nawet byli więźniowie, jak spostrzega pani Atkinson, dostają drugą szansę: pracodawcy pytają tylko, czy ich przestępstwa były naprawdę poważne. Atkinson martwi się wręcz, że „przewracanie hamburgerów” stało się na tyle opłacalne, że zniechęca ludzi do edukacji.

Choć wielu obserwatorów czuje nadal szybkie tempo wzrostu gospodarki, ostatnie statystyki pracy pogorszyły się. Styczniowe dane, opublikowane w marcu przez Komisję ds. Siły Roboczej Stanu Teksas (Texas Workforce Commission), pokazują wzrost stopy bezrobocia w Austin z 2,7 proc. w grudniu do 3,1 proc. w styczniu. Także dane Amerykańskiego Biura Statystyki Pracy (U.S. Bureau of Labor Statistics), wskazują, że w lutym gospodarka USA stworzyła zaledwie 20 000 nowych miejsc pracy, co jest mizernym wynikiem na tle rekordowych 311 000 ze stycznia.
Obie te liczby są zapewne anomaliami statystycznymi. Dane o stopie bezrobocia w Austin nie zostały wyrównane sezonowo, a liczba nowych miejsc pracy w kraju w ciągu trzech ostatnich miesięcy wzrosła o solidne 186 000. „Nie interpretowałabym tego jako osłabienie rynku pracy” – mówi Betsey Stevenson z Uniwersytetu Michigan, była główna ekonomistka Departamentu Pracy Stanów Zjednoczonych.

Konkretne korzyści wynikające z ożywienia gospodarki objaśnił w 1973 roku ekonomista Arthur Okun. Twierdził on, że spadek bezrobocia przyniósłby korzyści znacznie wykraczające poza sam przyrost miejsc pracy. Posługując się metaforą podnoszenia częściowo zanurzonej góry lodowej, Okun wykazywał, że spadek bezrobocia spowodowałby włączenie do rynku pracy osób zawodowo biernych, a pracujący na część etatu mogliby przejść na cały, co zwiększyłoby wydajność. Lokomotywa rozpędzonej gospodarki pociągnęłaby ludzi i zasoby tam, gdzie mogłyby się najbardziej przydać.

Doświadczenia ostatnich dziesięciu lat w znacznej mierze potwierdziły tezy Arthura Okuna. Formy zatrudnienia w Stanach Zjednoczonych przesunęły się w kierunku pełnoetatowych miejsc pracy; mniej ludzi pracuje w wymiarze czasowym, odbiegającym od preferowanego. Młode kobiety wróciły na rynek pracy z większym entuzjazmem niż mężczyźni. Po tym, jak w czasie recesji wzrosła liczba pobierających świadczenia dla osób niezdolnych do pracy, wielu obawiało się, że ludzie opuszczający rynek już nigdy nie powrócą. „Dziś widzimy, że te obawy były bezpodstawne” – mówi Ernie Tedeschi, ekonomista z banku inwestycyjnego Evercore ISI. Odsetek osób w wieku 26-55 lat twierdzących, że nie pracują z powodu choroby lub niepełnosprawności w 2018 roku był niższy niż w 2008 roku. Ta zmiana odpowiadała za prawie połowę wzrostu współczynnika aktywności zawodowej w ostatnim roku.

Nowe badanie, przedstawione w Brookings Institution prawie 50 lat po tezach Okuna, pokazuje, że im wyższa stopa bezrobocia dla określonej grupy, tym ta grupa społeczna bardziej reaguje na zmiany koniunktury w gospodarce. Na przykład Afroamerykanie mają wyższą stopę bezrobocia niż biali – grupa ta doświadczyła w nieproporcjonalnym stopniu większej utraty miejsc pracy w czasie recesji. Od tamtej pory jednak Afroamerykanie w relatywnie większym stopniu skorzystali na ożywieniu.
W podobnej sytuacji znajdują się grupy o niższym poziomie wykształcenia: podczas recesji one również ucierpiały bardziej niż większość, natomiast ostatnio cieszyły się szybszym spadkiem stopy bezrobocia. Te proste miary sukcesu nie zadowalają jednak ludzi takich jak Tamara Atkinson. Jeśli bowiem na skutek poprawy koniunktury ludzie otrzymują słabo płatne stanowiska pracy, można się spodziewać, że stracą je po nadejściu recesji.

Dane z Austin nie dają tu jednoznacznej odpowiedzi. Według internetowej platformy ofert pracy Indeed.com, liczba lokalnych kwerend ofert pracy na stanowiska takie jak ekspedientka, pracownik magazynu i kelnerka, między końcem roku 2017 a końcem 2018 roku wzrosła o ponad 300 proc. Jeszcze szybciej wszakże rosło zainteresowanie możliwościami podniesienia poziomu wykształcenia zawodowego. Ernie Tedeschi potwierdza tę tendencję w skali ogólnokrajowej, gdzie odsetek osób uczących się od dłuższego czasu pozostaje na poziomie wyższym niż w 2008 roku.

Możliwe, że w miarę spadku marż zysku za sprawą wzrostu płac, firmy zwiększą inwestycje w kierunku rozwiązań podnoszących wydajność pracy. Po wprowadzeniu automatyzacji przekwalifikowują dotychczasowych pracowników, zamiast ich zwalniać i zatrudniać nowych. Wzrost wydajności pracy postępuje jednak w USA powoli.

Dotychczasowe doświadczenia w zakresie rynku pracy skłaniają do sceptycyzmu jeśli chodzi o zdolność gospodarki do naprawienia strukturalnych nierówności. W badaniu Julie Hotchkiss z Banku Rezerwy Federalnej w Atlancie i Roberta Moore’a z Uniwersytetu Stanowego w Georgii wykazano, że korzyści z tytułu wyższego zatrudnienia uzyskiwane przez grupy społeczne w wyniku wysokiej koniunktury gospodarczej były zwykle mniejsze niż szkody doznawane przez te grupy w okresach „ochłodzenia”. „Nie zastanawiamy się nad tym, czy nadejdzie kolejna recesja, tylko kiedy to nastąpi” – ostrzega Tamara Atkinson. Jeśli dane o miejscach pracy z lutego okażą się czymś więcej niż tylko jednorazowym potknięciem, wówczas ci, którzy ostatnio najwięcej zyskali, będą mieli najwięcej do stracenia.

Niniejszy artykuł ukazał się w sekcji „Stany Zjednoczone” papierowego wydania The Economist pod tytułem „Okuns razor”.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły