Buńczuczny młodzieniec kontra skostniały system Włoch

03.03.2014
Powiew świeżości czy przejaw naiwności? Nowy, młody premier Włoch Matteo Renzi zapowiada odważne reformy gospodarcze, które mają odmienić kraj zwany chorym człowiekiem Europy. Planuje liberalizację rynku pracy, cięcia wydatków publicznych, zwiększenie efektywności administracji i sądownictwa, zmianę prawa wyborczego. Ale nie tacy jak on próbowali, a im się nie udało.

Premier Włoch Matteo Renzi (CC By NC SA Palazzochigi)


Powiew świeżości czy przejaw naiwności? Nowy, młody premier Włoch Matteo Renzi zapowiada odważne reformy gospodarcze, które mają odmienić kraj zwany chorym człowiekiem Europy. Planuje liberalizację rynku pracy, cięcia wydatków publicznych, zwiększenie efektywności administracji i sądownictwa, zmianę prawa wyborczego. Ale nie tacy jak on próbowali, a im się nie udawało.

Nie będzie chyba wielką przesadą stwierdzenie, że żaden kraj z grupy największych krajów skupionych w G7 nie był nigdy po wojnie w tak trudnej sytuacji jak Włochy obecnie. Porównania historyczne zawsze są trudne, ale nawet Wielka Brytania przechodząca w latach 70. kryzys gospodarczy, społeczny i polityczny nie doświadczyła tak silnego spadku standardu życia. Włoski PKB per capita obniżył się w ostatnich latach o ponad 10 proc., bezrobocie wzrosło do ponad 13 proc., dług publiczny osiągnął poziom 130 proc. PKB (najwyższy po Grecji), a Włosi dość powszechnie tracą nadzieję, że klasa polityczna jest w stanie dokonać jakichkolwiek zmian. Patrząc na wszystkie kraje peryferyjne Europy, Włosi dokonali prawdopodobnie w ostatnich latach najmniej reform strukturalnych.

W takich warunkach premierem Włoch został Matteo Renzi, człowiek spoza establishmentu, najmłodszy premier w historii Włoch, wiekiem (39 lat) zupełnie odstający od powszechnej w tym kraju dominacji ludzi starszych na wysokich stanowiskach (charakterystyczne, że we włoskiej telewizji zwykle widać albo twarze starszych osób, albo półnagie modelki).

Renzi, który zanim został premierem objął również przewodnictwo Partii Demokratycznej, największej włoskiej siły politycznej na centrolewicy, obiecuje głębokie reformy: liberalizację rynku pracy, cięcia wydatków publicznych, zwiększenie efektywności administracji i sądownictwa, przeformułowanie prawa wyborczego. I to wszystko w ciągu zaledwie kilku miesięcy!

Obiecuje odmienić Włochy, choć nie ma żadnego doświadczenia politycznego na szczeblu centralnym – do tej pory był merem Florencji. Ma za to wielkie ambicje, niektórzy twierdzą nawet, że podejrzanie wielkie. Massimo Franco, komentator centrowej „Corriere della Sera”, napisał o nim: „Obiecuje zerwać z przeszłością i robi to z widocznym brakiem pokory”. Stefano Folli, komentator finansowej gazety „Il Sole 24 Ore”, napisał zaś po expose Renziego: „Przydałoby się mniej narcyzmu, mniej puszczania oka, a przynajmniej jedna solidna liczba”. Dość powszechne są zresztą oskarżenia, że styl, w jakim nowy premier objął władzę, nie wróży dobrze stylowi jego polityki: tak mocno atakował premiera Enrico Lettę, członka własnej partii, a w końcu doprowadził do jego ustąpienia. Powszechnie opisuje się to jako wbicie partyjnemu koledze noża w plecy.

 

(infografika Darek Gąszczyk)

Rynek finansowy natomiast wydaje się obdarzać Renzi’ego zaufaniem. Od początku lutego bowiem różnica między rentownością obligacji włoskich i niemieckich, uznawana za miernik ryzyka związanego z krajem, spadła z 220 do 190 punktów bazowych. Kluczowe pytanie brzmi jednak: czy człowiek, który ma entuzjazm i pomysły, ale nie ma politycznego doświadczenia, może dokonać czegoś, czego we Włoszech nie dokonał nikt?

Włoskie płace i ceny muszą spaść

Włoska gospodarka cierpi na miks bardzo różnych problemów, z których część ma charakter przejściowy, a część trwały. Obie grupy problemów są bardzo poważne, ale można powiedzieć, że problemy z pierwszej grupy mają większą szansę na rozwiązanie w najbliższych latach.

Przejściowe, choć na pewno trudne do przezwyciężenia, są problemy z konkurencyjnością, czyli wysokimi płacowymi kosztami pracy w stosunku do partnerów handlowych. Dawały one o sobie znać już dawno, ale ostatnie trzy lata pokazały, jak trudno ten problem rozwiązać przy braku własnej waluty. Włochy są jedynym z krajów peryferyjnych strefy euro, w których jednostkowe koszty pracy, czyli stosunek przeciętnej płacy pracownika do jego produktywności, w ostatnich latach wzrosły – od 2010 r. o ok. 4,5 proc., podczas gdy np. w Hiszpanii spadły o 5 proc. To utrudnia włoskim firmom konkurowanie na globalnych rynkach oraz obniża ich marże, prowadząc do niskiej aktywności inwestycyjnej.

Odzyskiwanie konkurencyjności zajmie zapewne kilka lat, ale jako pozytywny można uznać sygnał, że w ostatnim roku po raz pierwszy w historii inflacja we Włoszech znalazła się na trwale niższym poziomie niż w Niemczech. Dzięki temu z biegiem czasu Włochy będą bardziej atrakcyjne cenowo i tym samym bardziej konkurencyjne. Będzie to okupione dużymi kosztami społecznymi, ponieważ obniżanie jednostkowych kosztów pracy i cen odbywa się poprzez utrzymywanie bezrobocia na wysokim poziomie, ale jeżeli Włosi – naród posiadający dość duże oszczędności – wytrzymają, to powinni odzyskać przedkryzysowe tempo wzrostu gospodarczego.

Trzeba w tym miejscu podkreślić, że znacznie łatwiej byłoby Włochom i innym krajom peryferyjnym Europy wychodzić z kryzysu gdyby Europejski Bank Centralny prowadził lepszą politykę. EBC posiada cel inflacyjny na poziomie 2 proc., ale akceptuje fakt, że przez najbliższe dwa lata inflacja będzie poniżej celu, nie wykonując żadnych odważniejszych ruchów w celu luzowania polityki pieniężnej. To błąd, który dostrzega bardzo wielu ekonomistów. Niska inflacja w strefie euro oznacza niemal zerową inflację na peryferiach, co utrudnia bankom łatanie bilansów a rządom obniżanie długu publicznego.

Nie nagnę rzeczywistości, jeżeli stwierdzę, że większość współczesnych mainsreamowych ekonomistów uważa, że inflacja musi być elementem wychodzenia z kryzysu zadłużeniowego. Perspektywy Włoch i innych krajów peryferii byłyby znacznie lepsze, gdyby miały one inflację w okolicach 1,5-2 proc., przy niemieckiej inflacji 2,5-3 proc., niż gdy ta relacja wynosi odpowiednio 0-0,5 do 1-1,5 proc. Na razie jednak EBC czeka.

Lista problemów jest długa

Lista problemów, które mają trwały charakter jest niestety znacznie dłuższa. A bez ich rozwiązania osiągnięcie tempa wzrostu wyższego niż przedkryzysowe mizerne 1 proc. będzie bardzo trudne.

Znani włoscy ekonomiści, wykładający na prestiżowych amerykańskich uczelniach, Alberto Alesina (Harvard) i Francesco Giavazzi (MIT), w ostatnim artykule dla „Corriere della Sera” wymieniają listę reform strukturalnych, którymi rząd Renziego powinien zając się jak najszybciej.

Po pierwsze, potrzebne są cięcia wydatków publicznych, które pozwolą na obniżenie pozapłacowych kosztów pracy. Obciążenie pozapłacowe pracodawców we Włoszech (czyli koszt zatrudnienia pracownika poza jego płacą brutto) jest bowiem najwyższe w strefie euro, sięgając 24,4 proc. całkowitych kosztów pracy (czyli kosztów sumujących płace, podatki, składki na ubezpieczenia i koszty pracodawcy). Alesina i Giavazzi uważają, że koszty pracodawców trzeba obniżyć o 24 mld euro, czyli ok. 1,2 proc. PKB (przy łącznych dochodach finansów publicznych na poziomie 50 proc. PKB).

Po drugie, potrzebna jest reforma rynku pracy, która z jednej strony obniży ochronę pracowników zatrudnionych na umowy stałe, a z drugiej strony zwiększy ochronę pracowników zatrudnianych na umowy czasowe. To z jednej strony pozwoli firmom na bardziej elastyczne regulowanie płac, a z drugiej strony otworzy drzwi do rynku pracy ludziom młodym i kobietom. Najbardziej popularny pomysł na rozwiązanie tego problemu to wprowadzenie jednolitej umowy o pracę, która czyniłaby ochronę miejsca pracy zależną od stażu pracy.

Po trzecie, zdaniem Alesiny i Giavazziego, potrzebna jest prywatyzacja sieci firm państwowych i komunalnych. I po czwarte, włoscy ekonomiści uważają, że żadne zmiany nie będą możliwe bez reorganizacji działania administracji, która potrzebuje wymiany kadry zarządzającej – zbyt wysoko opłacanej i zbyt mało produktywnej.

 

(infografika Darek Gąszczyk/CC by ell brown)

Lista ta to jest jednak absolutne minimum minimorum do zrobienia w krótkim terminie, a trzeba do niej dodać kilka punktów do zrobienia w średnim i długim okresie. Przede wszystkim, zmian wymaga sądownictwo, które działa nieefektywnie – sprawy trwają bardzo długo, zwiększając ryzyko podejmowania decyzji gospodarczych. Przeciętny czas trwania sprawy sądowej to ok. dwa i pół roku, a czas wykonania wyroku to dziewięć miesięcy.

Ponadto, przydałaby się deregulacja rynku usług, w przypadku których – w wielu branżach – obowiązują wysokie bariery wejścia na rynek. Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje, że zrównanie swobody prowadzenia działalności gospodarczej na włoskim rynku usług do średniej europejskiej mogłoby ograniczyć ich koszty dla obywateli o kilkanaście procent. Widać to np. w usługach notarialnych, które są drogie i trudno dostępne. Potrzebne są również wyższe inwestycje publiczne, m.in. w infrastrukturę energetyczną (Włochy mają bardzo wysokie ceny prądu – o ok. połowę wyższe od średniej europejskiej). Poprzednie rządy wprowadzały w tych obszarach pewne zmiany, ale problemem jest zarówno ich zakres jak i skuteczność wprowadzania w życie.

Wyliczankę tę można zakończyć listą dość oczywistych zmian, jak zwiększenie jakości edukacji wyższej poprzez zwiększenie bodźców dla naukowców do prowadzenia badań na międzynarodowym poziomie, czy walka z korupcją, szczególnie na południu Włoch.

MFW szacuje, że gdyby Włochy przeprowadziły wszystkie potrzebne reformy fiskalne i regulacyjne, wówczas wzrost gospodarczy kraju w pierwszy pięciu latach mógłby być wyższy aż o ok. 1,6 pkt proc. rocznie. To bardzo dużo dla kraju, który w ostatnich dwóch dekadach rozwijał się w średnim tempie niecałego 1 proc.  Nawet gdyby rząd przeprowadził połowę potrzebnych zmian, impuls wzrostowy rzędu 0,7 pkt proc. byłby odczuwalny. Gdyby dodać do tego wyższą inflację, Włochy miałyby szansę wejść na ścieżkę wyraźnego spadku długu publicznego.

Leadership może nie wystarczyć

Program Renziego wydaje się uwzględniać większość rekomendacji ekonomistów dla Włoch, choć jak na razie brakuje mu konkretów. Ale czy w ogóle to wszystko nie jest bajdurzeniem? Czy Renzi może mieć aż taką siłę sprawczą, by rozwiązać problemy nagromadzone przez dekady, problemy zakorzenione w konfliktach interesów między różnymi wpływowymi grupami społecznymi, problemy mające również swoje źródło we włoskiej kulturze i historii?

Takie postacie, jak Romano Prodi, Silvio Berlusconi, czy Mario Monti nie poradziły sobie ze skostniałym systemem fiskalnym i regulacyjnym, mimo że miały albo zaplecze polityczne albo bardzo silne wsparcie mediów i elit europejskich. Nie wróży to dobrze młodemu nowicjuszowi. Choć na korzyść Renziego przemawia fakt, że, po latach kryzysu partie polityczne mogą być bardziej skłonne do zaakceptowania cięć wydatków publicznych i deregulacji.

Patrząc szerzej na zagadkę skuteczności politycznej, warto dostrzec, że współczesne doświadczenia z przywództwem politycznym nie dają wielkich nadziei tym, którzy wierzą, że jeden człowiek może być kołem zamachowym zmian. Każdy z wielkich współczesnych przywódców, z którymi obywatele i inwestorzy wiązali duże nadzieje, w mniejszym lub większym stopniu zawiódł.

Listę otwiera Barack Obama, którego prezydencja wykazuje wysoki poziom impotencji, następnie w kolejce stoją Francois Hollande (kompletny zawód), Shinzo Abe (na razie mocny tylko na polu polityki pieniężnej, która nie wymaga rozwiązywania konfliktów interesów), czy na gruncie włoskim Mario Monti (szacowany profesor bez politycznego przebicia). Symptomatyczne jest, że za najbardziej skutecznego przywódcę uznawana jest Angela Merkel, która nie wprowadziła w kraju żadnych głębszych reform, a korzysta na specyficznej dla Niemiec kombinacji niskiej presji płacowej i dużej siły eksportowej, czyniąc z Niemiec europejskiego hegemona politycznego.

W tym momencie najbardziej realny scenariusz dla Włoch to bardzo umiarkowane reformy podatkowe i regulacyjne, połączone z długim odzyskiwaniem konkurencyjności płacowej. Włochy mogą stać się europejską Japonią, będąc krajem wystarczająco zamożnym, by finansować koszty obsługi swojego długu publicznego i utrzymać względną stabilność gospodarczą i społeczną, ale jednocześnie nie dość silnym by przywrócić swą dawną świetność.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test