Chciałaby dusza do raju, ale realia nie dają

05.08.2017
Rozwój technologii powoduje wielkie nadzieje na ekspansję dobrobytu na świecie, ale tymczasem mamy jedynie stopniowy postęp. Brytyjczycy także chcieli przełomu i zaczynają być zmęczeni jego brakiem.


Zamiast sięgać śmiało po nowe i nieznane, opracowujemy strategie obronne – uważa ekonomista Tyler Cowen. Wykorzystał celebrowaną przez dziennikarzy prezentację Modelu 3 Tesli do wyjaśnienia, dlaczego jest to świetny samochód, ale nie świadczy o postępie. Według niego za dużo innowacji skupia się na rozwiązywaniu problemów zamiast na tworzeniu czegoś nowego. Wynika to z komercjalizacji i ma konsekwencje gospodarcze. Rozwiązywanie problemów jest konieczne jak sprzątanie bałaganu, ale to zawsze krok w tył zamiast wprzód po lepsze nowe standardy.

Trzy nowe trendy zapowiadają rewolucję nowej energii — inteligentniejsze zarządzanie kompleksowymi systemami, coraz bardziej wyrafinowana analiza danych oraz automatyzacja. Obszerna analiza w Foreign Affairs pokazuje, że pierwszy trend umożliwił firmom bardziej wydajne wydobycie ropy i gazu z trudnych geologicznie pokładów oraz przekształcenie sektora elektryczności. Przestawianie tego sektora na odnawialne źródła, takie jak energia słoneczna i wietrzna, doprowadziło na przykład do tego, iż władze Texasu w USA czasem dopłacają konsumentom za użycie takiej energii, tzw. mikrosieci zagrażają starym firmom, a rozwój technologii pozwolił na stworzenie nawet nanosieci. Rewolucja powoduje, że spadają koszty, ale co podkreślają autorzy analizy – wymaga więcej przemyśleń co tania energia oznacza dla gospodarek.

Czyżby Brexit mógł się nie zmaterializować? Takie spekulacje pojawiły się ostatnio, ponieważ Brytyjczycy zaczynają wykazywać zmęczenie niewiadomą. Szef Banku Anglii Mark Carney stwierdził, że Brexit kładzie się głębokim cieniem na gospodarce. I dlatego banki obniżył prognozy jej wzrostu do 1,7 proc. w bieżącym roku i 1,6 proc. (z 1,9 proc.) w 2018 roku. Wielkości te zostały obliczone przy założeniu, że opuszczenie Unii będzie sprawne, w co jednak Carney wątpi.

Banki londyńskiego City przedstawiły pierwsze szacunki kosztów opuszczenia Unii. Na założenie nowych europejskich oddziałów banki obecne w Londynie mogą potrzebować łącznie od 30 do 50 mld dolarów dodatkowo, co stanowi 15 do 30 proc. całego kapitału przeznaczonego na region. HSBC szacuje koszt przeniesienia jednego miejsca pracy do Paryża na 300 tys. dol. i przeznacza na przeprowadzkę 300 mln dol., bo zamierza przenieść tysiąc stanowisk. Deutsche Bank ma zamiar przenieść z Londynu 4 tys. miejsc pracy. Czarną pobrexitową przyszłość odmalował CEO linii lotniczych Ryanair. Michael O’Leary sugerował, że jeżeli lekkomyślny optymizm nie zostanie zastąpiony solidnymi negocjacjami podobnych warunków dla przewozów lotniczych jak obecnie, Brytyjczycy mogą być zmuszeni do podróżowania do Irlandii promami, a do Szkocji drogą lądową.

Wobec nadziei, które wyrazili m.in. premierzy Malty czy Irlandii, że do Brexitu jednak nie dojdzie, publicysta Bloomberga Leonid Bershidsky przekonuje, że w razie takiego obrotu spraw Unia powinna powiedzieć kategoryczne „nie”. Jego zdaniem po katharsis, którego dostarczyło Unii brytyjskie referendum, jest ona i politycznie i gospodarczo silniejsza – i to mimo trudności ze zdefiniowaniem celów i podziałami pomiędzy wschodnimi i zachodnimi społeczeństwami dotyczącymi podstawowych wartości Unii. Ostatnią rzeczą, jakiej Unia potrzebuje, jest kolejna siła odśrodkowa, a taką byłaby Wielka Brytania ( i to jeszcze bardziej niż przed referendum). Chyba że Wielka Brytania zaakceptowałaby i strefę Schengen, i pełną jurysdykcję Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, i euro. Nierealistyczne.

W którą stronę pójdzie zatem Wielka Brytania? Financial Times zastanawia się, czy Japonia może być wzorcową gospodarką, jak była w latach 70. i 80. XX wieku. Choć bańka pod koniec lat 80. pękła i nastąpiła tzw. stracona dekada, której konsekwencje trwają do dziś, kraj ma stabilną sytuację polityczną, firmy high-tech prosperują, standardy życia są wysokie, a japońska gospodarka z niezależnymi regulacjami napędzana handlem wydaje się modelem na przykład dla Wielkiej Brytanii. Problem jednak w tym, że sednem japońskiego krajobrazu jest brak imigracji — nie ma więc niezadowolenia społecznego, ale też nie ma wzrostu, którego chcieliby Japończycy, bo społeczeństwo się starzeje.

Wracając do innowacyjności i postępu technologicznego — proces ten może wyjaśniać także debatowany szeroko problem spadku produkcji w ostatnich latach (szczególnie widocznego w USA). James Pethokoukis z American Enterprise Institute pisze, że spadek produkcji nie jest właściwy tylko Ameryce i zaczął się przed ostatnią recesją. Pethokoukis cytuje analizę francuskich ekonomistów, którzy wskazują, iż spadek wiąże się z problemami dyfuzji innowacyjności. Potwierdza to, co Pethokoukis pisał poprzednio (cytowaliśmy) — przyszłość jest już tutaj, tylko jest nierównomiernie rozdzielona. Francuzi zastanawiają się nad tym, dlaczego zjawisko to ujawniło się jednocześnie we wszystkich rozwiniętych krajach. Polityka luzowania finansowego banków centralnych zdaje się mieć tu swój udział —jak pisze inny cytowany przez Pethokoukisa ekonomista. Jego zdaniem, kiedy stopy procentowe są bardzo niskie, zmniejsza się nacisk reguł rynku, aby kredytować przedsiębiorstwa z naprawdę dobrymi perspektywami. Powoduje to, że firmy o gorszej kondycji nie mają zachęty, aby się ulepszać.

Tym bardziej przekonująco wygląda kolejny wywód, dlaczego protekcjonizm nigdzie nie chroni miejsc pracy. Kenneth Rogoff ostrzega, że zamiast „przełomu do dobrobytu” nastąpi „przełom w dół”. Z całą pewnością stanie się tak w zarobkach, z powodu problemów narastających w Azji. W Indiach, które mają dochód na mieszkańca wielkości jednej dziesiątej amerykańskiego wskaźnika, co roku ponad 10 milionów ludzi migruje ze wsi do miast. Podobnie w Chinach. I tu, i tu migranci mają problem ze znalezieniem pracy, bo jest jej za mało. Outsourcing telefonicznych usług zastępują powoli komputery, Wietnam i Sri Lanka oferują tańsze koszty produkcji niż giganty, odbierając im zagraniczne inwestycje. Co zrobią Chiny i Indie, aby tworzyć rocznie 20 milionów nowych miejsc pracy? I czy jakikolwiek protekcjonizm ocali zarobki pracowników w krajach rozwiniętych?

Na koniec — wiadomo jak bardzo Wenezuelczycy chcą przełomu w swoim kraju, aby nie musieć chodzić do krajów sąsiednich po podstawowe zakupy i lekarstwa i nie emigrować. Problem w tym, że zdaniem Ricardo Hausmanna, byłego ministra planowania Wenezueli (obecnie m.in. na Harvardzie), kryzys nie jest tylko recesją, ale wręcz zapaścią o nienotowanej w historii skali. Zgodnie z danymi MFW PKB Wenezueli jest o 35 proc. mniejsze niż w 2013 roku (mniej o 40 proc. per capita). To gorsze dane niż podczas Wielkiej Depresji w USA w latach 1929-1933 i innych recesji i depresji w całej znanej historii Europy i obu Ameryk. Co więcej Hausmann uważa, że dane te i tak nie odzwierciedlają ogromu zapaści, która jego zdaniem jest porównywalna do kryzysów w Mongolii z lat 1988-1992 i Nigerii z lat 1982-1986. Poziom dochodów wskazujący biedę w tym jednym z najbogatszych w ropę naftową krajów świata podniósł się z 48 proc. w 2014 roku do 82 proc. w minionym roku. Podniosła się natomiast śmiertelność dorosłych i dzieci.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test