Chimera manipulowania kursem walutowym

25.06.2015
Prezydent Barack Obama nadal naciska na Kongres, chcąc otrzymać upoważnienie do prowadzenia i zakończenia transatlantyckich i transpacyficznych negocjacji handlowych. Wielu członków Kongresu upiera się jednak, że do tych porozumień muszą być dodane klauzule, zapobiegające manipulowaniu kursem walutowym.

Barack Obama (CC BY-NC NASA HQ PHOTO)


Chodzi o upoważnienie do prowadzenia negocjacji handlowych (Trade Promotion Authority, TPA) i rokowania paktu o Partnerstwie Transpacyficznym (Trans-Pacific Partnership, TPP) oraz umowę z Unią Europejską o Transatlantyckim Partnerstwie Handlowo-Inwestycyjnym (Transatlantic Trade and Investment Partnership, TTIP).

Postawmy sprawę jasno: jeśli USA będą się upierać, że te porozumienia handlowe mają uwzględniać „mocną i wymagalną dyscyplinę walutową”, to żadna umowa nie zostanie zawarta. Odmówią tego inne kraje – i będą mieć rację. Łączenie dążeń do zapobiegania manipulacjom kursem walutowym z porozumieniami handlowymi to zawsze był zły pomysł – i nadal jest.

To prawda, że zdarzają się okresy, w których waluty konkretnych krajów można uważać za niedowartościowane czy przewartościowane – i że w pewnych okresach poruszanie tej kwestii leży w uzasadnionym interesie partnerów handlowych tych krajów. Jednak nawet wówczas, gdy te walutowe nieprawidłowości są stosunkowo oczywiste, porozumienia handlowe nie stanowią odpowiedniej drogi do uporania się z nimi. Do rozwiązywania problemów kursowych bardziej właściwe są instytucje takie jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz grupa G-20 i grupa G-7 – a także negocjacje dwustronne.

Na przykład niedowartościwany renminbi był przedmiotem toczących się w latach 2004 – 2011 – i zakończonych sukcesem – dwustronnych rozmów między Chinami i USA. Z czasem Chiny dopuściły do wzmocnienia swojej waluty o 35 proc. Dziś jej kurs mieści się całkowicie w normalnym paśmie.

Nie zmienia to jednak faktu, iż stwierdzenie, czy jakaś waluta jest przewartościowana czy niedowartościowana bywa w większości niemożliwe. Manipulacja kursem to nie jest coś takiego jak cła czy kwoty importowe, których przestrzeganie mogą zweryfikować niezależni obserwatorzy.

Do uznania, że jakiś kraj manipuluje kursem swojej waluty, warunek konieczny stanowią interwencje jego władz na rynku walutowym. Na przykład Ludowy Bank Chin w okresie 2004 – 2014 skupił rekordową kwotę dolarów, zapobiegając tym samym umocnieniu kursu renminbi, do którego by inaczej doszło. Chińczycy już jednak tego nie robią. Przez zeszły rok sprzedawali nawet dolary, utrzymując kurs renminbi na poziomie wyższym niż byłby bez tych operacji.

Ponadto często istnieją uzasadnione powody do interwencji na rynkach walutowych. Na przykład zgodnie z porozumieniem z hotelu Plaza z 1985 roku Stany Zjednoczone waz z Japonią, Niemcami a także innymi krajami G7 interweniowały wspólnie na rynkach walutowych w celu osłabienia dolara. Większość krajów stosuje zresztą albo kursy sztywne czy cele kursowe lub też kurs płynny sterowany – a wszystkie te reżimy z definicji upoważniają do kupna i sprzedaży walut zagranicznych w złagodzenia bądź likwidacji wahań.

Chiny nie uczestniczą w TPP, ale Japonia – owszem, przy czym wielu krytyków TPP w Kongresie ją właśnie wskazuje jako obiekt swoich upartych zabiegów o włączenie do tej umowy klauzul, zapobiegających manipulowaniu kursem. W ciągu ostatniego roku jen znacznie osłabł i niektóre grupy interesów gospodarczych w USA, zwłaszcza przemysł samochodowy, oskarżają Japonię o manipulowanie kursem żeby utrzymać niedowartościowanie własnej waluty. Ostatnia interwencja Banku Japonii na rynku walutowym miała jednak miejsce w 2011 roku. W 2013 r. Japonia dołączyła do innych krajów G7 i zgodziła się na wysuniętą przez Departament Skarbu USA propozycję powstrzymania się od interwencji walutowych.

Również euro znacznie osłabło w ostatnim roku wobec dolara i niektórzy krytycy amerykańskiego handlu chcą dodania do TTIP klauzul zapobiegających manipulacjom kursowym. Tyle, że Europejskie Bank Centralny nie interweniował na rynku walutowym od 2000 roku – wtedy zaś chodziło o umocnienie euro, a nie o jego osłabienie.

Krytycy oskarżający Japonię i inne kraje o manipulowanie kursem przypuszczalnie wiedzą, że państwa te nie dokonywały w ostatnich latach interwencji na rynku walutowym. Zwracają oni natomiast ogólnie uwagę na niedawne poluzowanie polityki pieniężnej. Przewidywalnym efektem ubocznym stosowanego przez BoJ i EBC poluzowania ilościowego (QE) – czyli zakupu obligacji krajowych – jest właśnie deprecjacja jena i euro. Skoro jednak wprowadzenie poluzowania ilościowego dyktują wewnętrzne warunki ekonomiczne, to banki centralne nie może to cieszyć – a taka właśnie była sytuacja w Japonii i Unii Europejskiej (a także w USA, gdy Rezerwa Federalna zastosowała QE).

Skoro ekspansja monetarna nie wystarcza do oskarżenia o manipulowanie kursem, tym bardziej nie zasługują na nie inne rodzaje polityki gospodarczej. Tymczasem niektórzy dowodzą, że choć Ludowy Bank Chin zaprzestał kupowanie amerykańskich i innych zagranicznych aktywów, chińskie fundusze majątku narodowego nadal to robią, a to również – ich zdaniem – zalicza się do manipulowania kursem.

Lokowanie części oszczędności zagranicą to jednak dla Chin rozwiązane bardzo rozsądne i uzasadnione. (Gdyby Chiny i inne kraje nie chciały kupować aktywów amerykańskich, USA by to zaniepokoiło). Każdy kraj co tydzień podejmuje różnego typu decyzje, przy czym można oczekiwać, że wiele z nich z wpływa pośrednio – w jedną czy w drugą stronę – na kurs walutowy. Samo to, że jakieś rozwiązanie może osłabić walutę, nie robi jeszcze z tego kraju manipulatora kursowego.

Trzeba wreszcie dodać, że te wymierzone w banki centralne innych krajów klauzule mogą być także zastosowane przeciwko USA. Nie chodzi tu o nadużywanie tego narzędzia (co w polityce handlowej często się zdarza, gdy grupy interesów lobbują za ochroną przed konkurencją zagraniczną). Chodzi raczej o przypadek posłużenia się nim w sposób dokładnie zgodny z zamierzeniami. Warto mieć to na uwadze, zwłaszcza, że efektem uruchomienia w 2008 roku przez Fed poluzowania ilościowego (które stosowano do zeszłego roku) było w okresie 2009 – 2011 osłabienie dolara, co wywoływało takie same oskarżenia o „politykę zubożenia sąsiada”, jakie członkowie Kongresu USA wysuwają dziś wobec innych.

Takie oskarżenia, niezależnie skąd pochodzą, zawsze opierają się na wątpliwych argumentach. Zastosowanie stymulacji monetarnej w jednym kraju dla reszty świata może mieć nawet skutek korzystny, bo wznowienie wzrostu dochodu w tym kraju pobudza import od jego partnerów handlowych. Jeśli wziąć zatem pod uwagę wysuwane wobec USA w 2010 roku oskarżenia o manipulowanie kursem oraz kraje, będące w 2015 roku partnerami handlowymi USA – albo przyszłymi pozwanymi – to widać, że projektowanie jakiego sposobu panowania nad nim może jedynie prowadzić do kłopotów.

© Project Syndicate, 2015

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test