Chiny i Japonię dzieli wiele, ale łączy gospodarka

02.02.2018
Długa jest lista chińskich pretensji do Japonii, i vice versa, oba kraje rywalizują też o wysoką pozycję na mapie całego regionu. Ale mimo politycznych sporów drugą i trzecią gospodarkę świata łączą bardzo silne związki gospodarcze.

Schinzo Abe, premier Japonii (z lewej) i prezydent Chin Xi Jinping - szorstka przyjaźń? (Fot. PAP)


Od lat w relacjach obu potęg ekonomicznych na przemian albo wieje chłodem, albo – jak obecnie – mamy okres chwilowego ocieplenia. W obu stanach nie ustaje jednak handel w obie strony na wielką skalę. Chiny są pod tym względem największym partnerem Japonii, a Japonia drugim, co do wielkości partnerem handlowym Chin. Według danych za rok 2016 Japonia wyeksportowała do Chin towary za 113,83 mld dol. a kupiła za 156,55 mld dol.

W okresie pogorszenia relacji chińskie media uderzają w nacjonalistyczne tony. Gdy kilka lat temu zaostrzył się spór o wyspy na Morzu Południowochińskim, do których oba państwa zgłaszają pretensje, na ulicach Chin pojawiły się „spontaniczne” demonstracje. Ich uczestnicy nieśli transparenty z antyjapońskimi hasłami i wzywali do bojkotu japońskich restauracji i produktów bardzo w Chinach popularnych. Po kilku tygodniach tej sterowanej histerii chińska propaganda złagodziła ton, a wzajemne stosunki wróciły do normy.

Taki scenariusz powtarza się regularnie, jeśli prześledzić w ostatnich latach chińsko-japońskie relacje. W chińskiej polityce wewnętrznej Japonia jest wykorzystywana, jako straszak oraz instrument polityczny służący podsycaniu nacjonalistycznych nastrojów. Druga strona nie pozostaje dłużna, a straszenie chińską ekspansją i roszczeniami, jest w japońskiej polityce powszechne.

Obydwa azjatyckie państwa łączy trudna historia polityczna. Chodzi zwłaszcza o krwawą agresję japońską na Chiny podczas II wojny światowej. Jej symbolem stała się masakra ludności Nankinu, gdzie w miesiąc Cesarska Armia Japońska wymordowała 250 tys. bezbronnych cywilów. Chińczycy nie doczekali się jednak oficjalnych przeprosin za tę zbrodnię. Do tego bardzo ich oburza jej bagatelizowanie przez stronę japońską w tamtejszych podręcznikach szkolnych oraz składanie w japońskiej świątyni Yasukuni przez przedstawicieli władz Kraju Kwitnącej Wiśni hołdu swoim „bohaterom”, wśród których są też oskarżeni o zbrodnie wojenne na Chińczykach.

Mimo, że dyplomatyczna wojna między Japonią a Chinami odżywa, co jakiś czas, to do załamania stosunków gospodarczych nie dochodzi. Oba państwa są bowiem pod tym względem od siebie współzależne, co jeszcze wzmocniło wprowadzenie 6 lat temu bezpośredniej wymiany ich walut.

Niektórzy eksperci w Japonii, uważają, że w sporze o wysepki nazywane przez Japonię Senkaku, a przez Chiny Diaoyu, chodzi głownie o ambicje i zaprezentowanie się przez przywódców obu państw wobec rodaków, jako silnych i nieprzejednanych.

Jest jednak faktem, że wokół wysp odkryto zasoby ropy naftowej oraz jeszcze nie do końca zbadane pokłady gazu ziemnego, a żadne z tych państw nie posiada własnych znaczących zasobów tych surowców. Interpretacja, że mimo wszystko bardziej chodzi o politykę wewnętrzną aniżeli zagraniczną czy sprawy gospodarcze, o tyle ma uzasadnienie, że obie strony po okresie wzajemnego obrzucania się błotem nie eskalują konfliktu ponad miarę w obawie przed stratami ekonomicznymi. Po chińskiej stronie dochodzą też obawy, że japoński kapitał silnie zaangażowany w Państwie Środka mógłby zmienić kierunek i odpłynąć do innych państw regionu, tym bardziej, że Chiny nie przyciągają już tak jak kiedyś tanią siła roboczą i niskimi kosztami pracy. Pod tym względem urosła im w Azji silna konkurencja (Wietnam, Bangladesz, Tajlandia a nawet Indie), co jest wynikiem bogacenia się Chin i wzrostu ich gospodarki.

Jak przewidują Adam Cotter i David March w analizie w think tanku OMFIF oba kraje są skazane na współpracę mimo napięć na tle sporów terytorialnych. Japonia jest np. beneficjentem rozkwitu chińskiej turystyki wyjazdowej – w zeszłym roku kraj ten odwiedziło 5 mln Chińczyków, najwięcej aniżeli z jakiegokolwiek innego państwa.  Zdaniem ekspertów, wspólne interesy i poprawa handlowych powiązań przeważą już w tym roku – tym bardziej, że zarówno przywódca Chin Xi Jinping, jak i japoński premier Schinzo Abe ostatnio umocnili w swoich krajach przywództwo polityczne.

Autorzy analizy oceniają, że paradoksalnie chińsko-japońska rywalizacja, choć może niepokoić, przynosi regionowi korzyści, gdyż pozostałe kraje, w tym zwłaszcza należące do ASEAN, które razem odpowiadają za 10 proc. PKB regionu (Chiny, Japonia i Korea Północna za 90 proc.) „rywalizują między sobą o względy gospodarczych gigantów, by uzyskać od nich jak najlepsze warunki”.

Na regionalną integrację gospodarczą, jeśli chodzi o handel i inwestycje, bardziej jednak nalega Pekin promując np. negocjacje w sprawie umowy o wolnym handlu z Japonią i Koreą Płd., która nie obejmuje Stanów Zjednoczonych. Cotter i March uważają, że interesy Chin oraz Japonii dostosowują się do siebie, zwłaszcza jeśli chodzi o technologie, finanse i rozwój przemysłu. Przypominają, że już 70 krajów przystąpiło do chińskiej transgranicznej inicjatywy zwanej Nowym Jedwabnym Szlakiem (Pas i Szlak), a większe zaangażowanie Japonii w ten plan – choć politycznie trudne – „stanowiłoby ważny bodziec dla całego regionu”.

Chiny nie powtórzą błędów Japonii

W tym miejscu trzeba dodać, że Tokio, które na początku nie wyrażało zainteresowania chińską inicjatywą, ostatnio odnosi się do niej bardziej przychylnie, choć deklaruje, że czyni to pod konkretnymi warunkami. Mówił o tym podczas zeszłorocznego forum o przyszłości Azji premier Japonii Schinzo Abe. Jego kraj jest gotowy rozszerzać współpracę w ramach Pasa i Szlaku, jeśli chiński projekt zostanie oparty na spłacalnych kredytach, będzie stabilny gospodarczo i nie będzie „szkodził wypłacalności kredytobiorców”.

Eskalowanie napięcia na linii Chiny-Japonia mogłoby odbić się negatywnie nie tylko na ich gospodarkach, ale również na stosunkach ekonomicznych z innymi azjatyckimi partnerami. Chinom zależy, aby w regionie prezentować się jako państwo o pokojowych zamiarach, które chce budować wielką azjatycką unię gospodarczą.

Przy tym Chiny dążą do zajęcia pozycji regionalnego lidera w rywalizacji z Indiami. Z geopolitycznego punktu widzenia to starcie jest nawet ważniejsze od rywalizacji japońsko-chińskiej. Tutaj po obydwu stronach także mamy do czynienia z wzajemną nieufnością i napiętymi stosunkami politycznymi, m.in. z powodu niewygaszonych sporów granicznych, przy jednocześnie rosnącym handlu.

W tym wypadku mamy jednak do czynienia ze stosunkami bardzo niezrównoważonymi. Chiny to największy partner handlowy Indii, a chiński eksport jest mniej więcej pięć razy większy od importu z Indii. Do tego Chiny sprowadzają przede wszystkim surowce, sprzedając Indiom towary wysoko przetworzone i ku rozpaczy lokalnych producentów zalewając rynek sąsiada tańszymi wyrobami. Choć dla Chin Indie stanowią ogromny rynek to mimo wszystko jakość wzajemnych relacji handlowych jest zupełnie inna niż w przypadku wysokorozwiniętej Japonii.

Indie próbują przeciwdziałać rosnącym wpływom Państwa Środka, zwłaszcza w Azji Południowej, próbując konkurować z nim na polu inwestycyjnym, co nie przychodzi łatwo, ponieważ nie dysponują takim kapitałem, jak ich rywal. Niedawnym przykładem może być przejęcie przez Chińczyków kontroli nad portem Hambantota w Sri Lance, a także zainwestowanie blisko 1,5 mld dolarów w rozbudowę największego portu tego kraju, Kolombo. Indie obawiają się, że rosnąca obecność ChRL w obszarze Oceanu Indyjskiego może oznaczać dla ich kraju gospodarczą izolację, co w przypadku potencjalnego konfliktu zbrojnego – prawdopodobnego z racji napiętych stosunków – dałoby Chinom znaczną przewagę.

Nawet sama Sri Lanka, która za pożyczki z Chin „sprzedała” Pekinowi 70 proc. udziałów w porcie, obawia się chińskiej dominacji, dlatego stara się zrównoważyć stosunki między Chinami a Indiami. Jak podaje The Economist Intelligence Unit, rząd Sri Lanki prawdopodobnie wydzierżawi Indiom (dla równowagi) Międzynarodowe Lotnisko Mattala Rajapaksa.

Wszystko to razem pokazuje, że rosnąca siła globalna Państwa Środka to problem nie tylko dla tzw. Zachodu, ale również, a może zwłaszcza dla azjatyckich sąsiadów, którzy muszą balansować między zacieśnianiem współpracy gospodarczej a polityczną niezależnością i stanowczością.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły