Chiny przejmują ropę z Ameryki Łacińskiej

04.05.2014
Z wyjątkiem okresu międzywojennego, kiedy poważną ekspansję gospodarczą w regionie prowadziła III Rzesza, głównym partnerem handlowym niepodległej Ameryki Łacińskiej przez lata były Stany Zjednoczone i Hiszpania. Dziś ton nadają Chiny.

Na nieszczęście dla Chin Kanał Panamski ma zbyt małą przepustowość, aby były przezeń w stanie pływać supertankowce. (CC By SA Adrian Lasso)


Państwo Środka prowadzi w Ameryce Łacińskiej sprytną politykę opartą na sile swojej dyplomacji i potencjale ekonomicznym. Ponieważ nie jest dawną potęgą kolonialną, a wręcz padało ofiarą ekspansji europejskich potęg w XIX w., dość łatwo jest mu wykorzystywać resentyment, jaki mieszkańcy Ameryki Łacińskiej dość licznie odczuwają względem Stanów Zjednoczonych i Europy. Tego typu postkolonialny nacjonalizm realizuje się głównie w sprawach gospodarczych – a wciąż popularna w regionie teoria zależności, która lokuje przyczyny problemów rozwoju gospodarczego regionu w jego peryferyjnym stosunku do „świata kapitalistycznego”, bardzo Chinom sprzyja.

Pożądane surowce

Jak w większości państw, które niegdyś zwykło się określać Trzecim Światem, ChRL jest zainteresowana przede wszystkim dostępem do surowców naturalnych dla swojej rosnącej potęgi przemysłowej. Wśród nich dominują surowce energetyczne, ale dużą rolę odgrywają także metale, np. miedź – niezbędna do wszelkiej produkcji elektrycznej i elektronicznej.

Z zasady Chiny są zainteresowane inwestowaniem na dużą skalę u mniejszych partnerów, aby maksymalnie zdywersyfikować źródła dostaw surowców. Ta strategia nazywana jest niekiedy sznurem pereł. Rzecz jasna Państwo Środka szuka także rynków zbytu dla swojego przemysłu, jednak siła nabywcza gospodarek państw latynoamerykańskich nie może się równać wielkim gospodarkom państw rozwiniętych, takich jak USA.

Dynamika chińskich inwestycji, nie tylko w sektorze energetycznym, jest imponująca. Na początku XXI w. Chiny realizowały tylko pojedyncze projekty w Ameryce Łacińskiej. W roku 2010 były to już 623 inwestycje, z czego ponad 200 rozpoczętych w ostatnim roku.

Przez pewien czas ekspansja ChRL w regionie napotykała przeszkody. Państwa rządzone przez prawicowe junty wojskowe, zwłaszcza mniejsze, często utrzymywały stosunki dyplomatyczne z Republiką Chińską (Tajwanem). Z kolei w innych Pekin musiał rywalizować o wpływy także z Moskwą (np. na Kubie). Wraz z upadkiem Związku Radzieckiego i przemianami w Ameryce Łacińskiej, zwłaszcza po wielkich zwycięstwach wyborczych lewicy od końca lat 90. XX w. (Hugo Chávez w Wenezueli, Lula da Silva w Brazylii, Daniel Ortega w Nikaragui, Rafael Correa w Ekwadorze, Evo Morales w Boliwii i inni), atrakcyjność Chin jako partnera handlowego bardzo wzrosła. Przyczynił się do tego przede wszystkim Hugo Chávez, który w oparciu o dochody naftowe Wenezueli i w ramach głoszonej przez siebie rewolucji boliwariańskiej zbudował rządzony przez lewicę blok ALBA, na który składają się Antigua i Barbuda, Boliwia, Dominika, Ekwador, Kuba, Nikaragua, Santa Lucia, Saint Vincent i Grenadyny oraz oczywiście Wenezuela.

Chiny są pożądanym partnerem także dlatego, że dysponując potężnymi rezerwami walutowymi, nie wahają się wykładać wielkich sum w gotówce na zakup aktywów, którymi są zainteresowane. Wydanie w 2009 roku 16 mld dol. na zakup koncesji w Pasie Orinoko w Wenezueli, jednym z najbardziej perspektywicznych złóż ropy superciężkiej na świecie, nie było dla ChRL problemem. Dodatkowo udzieliła ona wtedy Wenezueli kredytu na 20 mld dol. na dalszy rozwój złóż niekonwencjonalnych. W Państwie Środka budowane są zarazem wenezuelskie tankowce.

Wąskie gardło

Na razie jednak bezpośredni import ropy do ChRL nie rozwija się na wielką skalę. Decydują o tym uwarunkowania techniczne. Kanał Panamski ma zbyt małą przepustowość, aby były przezeń w stanie pływać supertankowce o wyporności do 150 tys. ton. Przesył surowca mniejszymi jednostkami z kolei bardzo podnosi jego cenę. Dlatego też wenezuelska ropa traktowana jest raczej jako towar do handlu na giełdach międzynarodowych, m.in. do zawierania transakcji typu swap.

Rozwiązaniem sytuacji mogłyby być dwa proponowane przez Chiny duże projekty infrastrukturalne. Pierwszy z nich to budowa ropociągu z Wenezueli do kolumbijskich portów na wybrzeżu Pacyfiku. Przedsięwzięcie napotyka jednak wiele trudności, zwłaszcza politycznych, związanych z mniej lub bardziej otwartym popieraniem terrorystów z FARC przez rząd w Caracas. 10 marca 2014 r. ogłoszono, że kolumbijski odcinek rurociągu zostanie wybudowany przez państwową spółkę Ecopetrol przy współpracy z kanadyjską Enbridge, bez udziału wenezuelskiej PDVSA, która ewentualnie potem dobuduje swoją część. Dogodną możliwość sprzedaży do Chin uzyska zatem jedynie ropa kolumbijska.

Drugi pomysł to rozbudowa Kanału Panamskiego lub budowa drugiego, konkurencyjnego połączenia Atlantyku i Pacyfiku. Wariant pierwszy znalazł się w zawieszeniu w związku z kryzysem finansowym i wysokimi kosztami rozbudowy. Chińczycy odczuli to dość boleśnie, ponieważ wcześniej wykupili instalacje portowe na obu końcach istniejącego Kanału w Cristobal i Balboa. Oficjalnie ich właścicielem jest Hutchinson Ports Holding, ten jednak jest własnością Hutchison Whampoa Limited, której głównym udziałowcem jest mieszkający w Hongkongu uważany za bliskiego współpracownika rządu w Pekinie miliarder Li Ka-Shing. Niemniej prace planistyczne w tym zakresie trwają.

Drugi wariant rozwija się dynamiczniej. W rządzonej przez byłego sandinistowskiego partyzanta Daniela Ortegę Nikaragui 24 lutego 2014 r. ogłoszono budowę konkurencyjnego dla Kanału Panamskiego połączenia międzyoceanicznego. Wykonawcą ma być chińska spółka Hong Kong Nicaragua Canal Development Investment Company (HKND), a łączny koszt budowy ma wynieść 40 mld dol. Jeśli projekt dojdzie do skutku, doprowadzi do znaczącego przewartościowania stosunków gospodarczych w regionie i ułatwi ekspansję Chin, m.in. na Kubie, gdzie chińska CNPC prowadzi wiercenia poszukiwawcze ropy naftowej. Kuba prawdopodobnie posiada znaczące złoża surowca, co jest przyczyną pewnego napięcia politycznego z USA, ponieważ leżą one po obu stronach granicy morskiej między nimi. W Stanach Zjednoczonych obowiązuje zakaz eksploracji złóż leżących na szelfie ze względu na zagrożenia ekologiczne, m.in. związane z katastrofalną eksplozją na platformie wiertniczej Macondo w 2010 roku. Kubańczycy i Chińczycy tymczasem nie przejmują się takimi subtelnościami i prowadzą bardzo obiecujące prace poszukiwawcze.

Ekwadorska przemiana

Problemy techniczno-geograficzne nie dotyczyły w najmniejszym stopniu ekspansji Chin w Ekwadorze, który jest eksporterem ropy naftowej i od niedawna ponownie członkiem OPEC. Tam też dokonała się największa jakościowa zmiana w zakresie handlu surowcem. Jeszcze w 2000 roku Ekwador dokonał tzw. dolaryzacji – zrezygnował z waluty narodowej (sucre) na rzecz dolara amerykańskiego. Miało to na celu uproszczenie wymiany handlowej i unikanie ryzyka kursowego w stosunkach z największym partnerem, jakim były wówczas Stany Zjednoczone.

Dwa główne towary eksportowe Ekwadoru, ropa naftowa i banany, trafiały głównie na rynek amerykański. Wraz z przejęciem władzy przez Rafaela Correę w roku 2006 r. dokonał się gwałtowny zwrot w polityce handlowej Quito, związany z wprowadzaniem ideałów rewolucji boliwariańskiej. W efekcie w ciągu kilku kolejnych lat sektor naftowy państwa, na który w około 60 proc. składały się spółki prywatne, ulegał stopniowej nacjonalizacji poprzez przejmowanie ich koncesji przez państwowy Petroecuador. Drastyczna zmiana polityki fiskalnej uczyniła wiele projektów naftowych nieopłacalnymi dla prywatnych inwestorów pochodzących z państw zachodnich.

Ekwador otwierał się jednak na współpracę z Chinami. Już w 2003 roku chińskie spółki CNPC i Sinopec rozpoczęły poszukiwania złóż ropy naftowej w Ekwadorze, a zarazem wspierały zacofany technologicznie Petroecuador w uruchamianiu produkcji ze starych szybów, uważanych już za wyczerpane. W 2007 roku oba chińskie przedsiębiorstwa utworzyły konsorcjum Andes Petroleum. Kolejne lata przynosiły następne miliardowe inwestycje, wskutek czego w roku 2010 86 proc. ropy naftowej było eksportowane do Chin i państw latynoamerykańskich, a do USA zaledwie 14 proc. Jeszcze w roku 2001 roku do Stanów Zjednoczonych trafiało 60 proc. surowca z Ekwadoru. Rok później Pekin był już największym inwestorem, partnerem handlowym i wierzycielem Quito, w ciągu zaledwie 10 lat wypychając USA z dominującej pozycji.

W efekcie w roku 2012 do Chin trafiało 12 proc. eksportu ropy naftowej z Ameryki Łacińskiej. To nadal niewielka część eksportu trafiającego do USA (60 proc.), ale już dorównująca importowi Hiszpanii (głównie Repsol). Można się także spodziewać, że eksport do Chin będzie rósł, zwłaszcza jeśli zostaną zrealizowane opisane projekty infrastrukturalne. Wówczas część surowca traktowana jako inwestycja w transakcje typu swap (Wenezuela, ale także konsorcjum Sinopec-Repsol Brasil), może zacząć trafiać bezpośrednio do Chin. Wtedy z pewnością jeszcze wzrosłyby inwestycje Państwa Środka w latynoamerykańskie złoża węglowodorów, w szczególności niekonwencjonalnych w Wenezueli.

Autor pracuje w Instytucie Stosunków Międzynarodowych i Zrównoważonego Rozwoju Collegium Civitas

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły