Chiny przypierają Niemcy do muru

17.06.2016
Bilans handlowy pokazał, że Niemcy zostały zaskoczone chińską ekspansją. Aktywność widać też w fuzjach i przejęciach. To skutkuje nowym tonem w niemiecko – chińskich relacjach. Chiny nie odpuszczają, gdy chodzi o ich priorytety, o czym Angela Merkel przekonała się w czasie wizyty w Pekinie.

Polski rząd zastanawia się z jakimi ofertami biznesowymi przyleci 19 czerwca do Polski Xi Jinping, prezydent ChRL. (CC By NC ND European Parliament)


„Nie chcemy wojny handlowej” – te słowa premiera Li Keqianga podkreślały światowe media po rozmowach z Angelą Merkel w Pekinie. Chińskie szeroko nagłośniły jeszcze jego obietnicę: „W przyszłości Chiny będą nadal ułatwiały dostęp do rynku i podejmowały kolejne kroki, mające na celu stworzenie większych możliwości dla inwestorów z kraju i zagranicy”.

To w kontekście toczącej się debaty z Unią Europejską w sprawie przyznania Chinom statusu gospodarki rynkowej. Decyzja w tej sprawie ma zapaść pod koniec roku, a chińskie władze doskonale wiedzą, jak wiele zależy od Niemiec.

Miliardowe kontrakty

Kanclerz Niemiec na rozmowy międzyrządowe zabrała pół gabinetu, z szefem dyplomacji Frankiem Walterem Steinmeierem oraz ministrem finansów Wolfgangiem Schauble na czele. W trakcie trzydniowej wizyty (13-15 czerwca) uczestniczyła także w ósmym już Forum Współpracy Chin i Niemiec w Gospodarce i Technologii, a na koniec udała się do Shenyangu w Mandżurii, gdzie odwiedziła tamtejsze montownie Siemensa i BMW.

Przywiozła ze sobą przedstawicieli największych niemieckich firm – Airbusa, Siemensa, Volksvagena, Lufthansy, BMW i Thyssen Kruppa, a w forum gospodarczym uczestniczyło ponad 800 biznesmenów obu stron.

Jak zwykle przy tego typu dwustronnych wizytach, podpisano aż 24 porozumienia i 96 kontraktów, opiewających łącznie na sumę ok. 15 mld dolarów. Dotyczyły przede wszystkim gospodarki, handlu i technologii, choć uzgodniono też dalsze kroki na rzecz ułatwień wizowych i wzmocnienia już i tak szerokiej współpracy w dziedzinie edukacji. Na mocy zawartych kontraktów Airbus ma dostarczyć Chinom sto nowych helikopterów, a ponadto planuje otworzenie taśmy montażowej w porcie Qingdao za 788 mln dol. Z kolei Daimler przeznaczy 4 mld juanów (ok. 608 mln dolarów) na powiększenie montowni silników BAIC. Podpisano również porozumienie o współpracy w sferze telekomunikacji piątej generacji (5G).

Jednym z lejtmotywów tej wizyty były rozmowy nt. łączenia wysiłków, a nawet „synergii” w ramach forsowanej przez Chiny strategii „Made in China 2025” oraz niemieckiej koncepcji „Industrial 4.0”. Tym samym dano sygnał, że wspólne interesy są trwałe, a gęstość stosunków dwustronnych pozostanie na porządku dnia – i będzie dotyczyć już nie tylko gospodarki i handlu, jak dotąd, lecz także nowoczesnych technologii.

Jawne i ukryte tarcia

Nie wszystko jednak przebiegało harmonijnie. Strona niemiecka nie tylko nie chciała wyrazić jednoznacznego stanowiska czy poparcia dla statusu rynkowego gospodarki chińskiej, ale wręcz skarżyła się na „utrudnienia w handlu i współpracy”, dając jako przykład obowiązującą w ChRL klauzulę, by nie przyznawać niemieckim (i innym) bankom więcej niż 20-proc., udziału w ich całościowym pakiecie własnościowym.

Nie dokonano też przełomu w toczącej się już od pewnego czasu ożywionej debacie wokół próby przejęcia przez chińską grupę Midea, jednego z większych producentów sprzętu AGD, znanej firmy niemieckiej Kuka specjalizującej się w produkcji robotów kuchennych. Sprawa kontraktu ocenianego na 5,2 mld dol. w Niemczech wzbudza spore kontrowersje.

Przebieg wizyty opisujemy po to, by pokazać jak bardzo Niemcy w stosunkach z Chinami wyróżniają się pośród państw europejskich. Mają najbogatszą sieć powiązań z chińskimi partnerami i kontrahentami, a przede wszystkim bardzo konkretną strategię współpracy z Państwem Środka. Ale nawet takie atuty nie uchroniły obu stron przed poważnymi turbulencjami.

Pierwsza problematyczna kwestia to nadprodukcja chińskiej stali. Ocenia się, że cała UE potrzebuje rocznie ok. 170 mln ton stali, tymczasem Chiny, największy jej producent na globie, mogą dostarczyć nawet 350-400 mln ton. Istnieje obawa zarzucenia rynku, a co za tym idzie dumpingu cenowego. W tle rysuje się więc kolejna wojna handlowa, podobna do tej z solarami z 2013 r. (tam również chodziło przede wszystkim o niemieckich producentów zagrożonych tańszą chińską ofertą).

Co prawda sama pani kanclerz tego nie powiedziała, ale członkowie jej delegacji jak najbardziej łączyli te kwestie z ewentualnym poparciem Niemiec dla rynkowego statusu chińskiej gospodarki.

Druga kwestia dotyczy wymiany handlowej – Niemcy wydają się zaskoczeni bilansem w handlu z Chinami. Z Chinami bowiem mają największe ujemne saldo handlowe – w 2015 roku było to ponad 20,2 mld euro, podczas gdy ze zdecydowaną większością innych partnerów handlowych jest odwrotnie.

ChRL to czwarty partner handlowy Niemiec, po USA, Francji i Holandii. Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego (chińskie nieco się różnią, co jest związane z pewną nieprzejrzystością tych obrotów, bo część idzie np. przez Hongkong, a część nawet przez raje podatkowe), w roku 2015 dwustronna wymiana handlowa zamknęła się sumą ponad 163 mld euro (wzrost o 5,5 proc. w stosunku do roku poprzedniego), a tym samym Chiny dają niemal 10 proc. ogółu niemieckiego handlu.

Niemcy zostały zaskoczone nagłą i stale rosnącą chińską ekspansją w kwestii fuzji i przejęć, a także jeszcze mocniejszym niż poprzednio wspieraniem chińskich firm przez władze państwa. Forsowany mocno towar chiński jest coraz lepszy jakościowo, a przy tym tańszy. Efekt widać w statystykach.

To wiedzie do niemieckich debat oraz nowego tonu w stosunkach z Chinami, jakiego dotąd nie słyszeliśmy. Wcześniej był zachwyt tamtejszym ogromnym potencjałem – ale jako rynku zbytu i własnej ekspansji, a nie odwrotnie. Fakt, że to Chiny zaczynają rozgrywać Niemcy stał się w Berlinie nowym tematem do głośnych dyskusji. >>więcej: Chiny masowo skupują firmy na świecie

W sedno trafił Sebastian Heilman, jeden z najlepszych niemieckich znawców współczesnych Chin, szef cenionego berlińskiego think tanku Instytutu Badań nad Chinami Mercator, który w artykule na łamach Financial Times zaapelował o „twardszą odpowiedź [Zachodu] na chińskie inwestycje sponsorowane przez państwo”.

Jego zdaniem „złota era” spokojnie rosnącej wymiany gospodarczej z Chinami właśnie się skończyła. „Rośnie konkurencja w przemyśle, a także rosną obawy, co do niejasnych reguł rynkowych na terenie Chin”. „Dlatego w nadchodzących latach w chińsko – niemieckich stosunkach należy się spodziewać poszerzenia się i intensyfikacji tak ukrytych, jak też otwartych konfliktów”.

Niemcy, podobnie jak przed kilkoma laty Amerykanie, zrozumieli, że coraz szybciej się rozwijający partner chiński, to nie tylko szanse, ale także coraz większe wyzwanie dla własnych firm i własnego rynku. Nic dziwnego, że obie strony zapowiedziały „wzmocniony dialog” przed nadchodzącymi szczytami G-20, z których tegoroczny organizują Chiny a za rok Niemcy.

Smok za drzwiami

Kanclerz Niemiec była w Chinach zaledwie kilka dni przed przyjazdem do Polski chińskiego prezydenta Xi Jinpinga. Czy gość z Chin i nam zaproponuje nowe kontrakty, fuzje i przejęcia? Mówi się np. o prywatyzacji PLL LOT.

Chiński prezydent będzie też u nas forsował (podobnie jak to robił niedawno w Czechach, a przed wizytą w Warszawie także w Belgradzie) swoją strategię Nowego Jedwabnego Szlaku, którego część lądowa ma zmierzać przez Polskę w kierunku Niemiec i Holandii.

W tym sensie Chiny są teraz żywotnie zainteresowane współpracą z nami, widzą w tym swój interes. Mają wizję, ale też potencjał i pieniądze, czego dowodem jest finansowanie pierwszych inwestycji w ramach Jedwabnego Szlaku przez Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB, czytaj: bank chiński), do którego wejście ratyfikował niedawno polski Sejm.

Strona chińska może nam więc dostarczyć i środki, i materiały, i pieniądze, które ma w nadmiarze. Doświadczenie Niemiec, które co najmniej od połowy lat 80. ubiegłego wieku stawiały na ścisłą współpracę gospodarczą i handlową z Chinami mówią jednak, że dzisiaj jest to już partner wymagający, nowoczesny, konkurencyjny, zainteresowany know how, gotowy na fuzje i przejęcia, a nie inwestycje typu greenfield, którymi my bylibyśmy najbardziej zainteresowani.

Co wynegocjujemy nie mając żadnej strategii czy choćby przemyślanej koncepcji współpracy z tak potężnym partnerem? Chiny mogą dużo zaoferować i zainwestować – i to jest z naszej perspektywy ogromny atut, którego wagi chyba nie doceniamy. Jednakże musimy być świadomi, że jeśli w kontaktach i relacjach z Chinami w fazę turbulencji wchodzą nawet doświadczone, ostrożne i starannie kalkulujące Niemcy, to my tym bardziej musimy być ostrożni idąc na współpracę –  pożądaną i inwestycyjnie pożyteczną, ale nie pozbawioną ryzyk.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły