Chiny wcale nie chcą być pierwszą gospodarką świata

20.05.2014
Chiński rząd wyraźnie obawia się następstw podania oficjalnie do wiadomości, że gospodarka ich kraju będzie wkrótce największa na świecie. Taką prognozę podał Międzynarodowy Program Porównawczy.

Hongkong (CC By NC ND Rick)


O tym, że Chiny będą w przyszłości największą gospodarką świata i wyprzedzą Stany Zjednoczone, słychać było od dawna, a rozbieżności wśród ekspertów dotyczyły głównie daty. Teraz temat powrócił, zwłaszcza gdy pod koniec kwietnia współpracujący z Bankiem Światowym Międzynarodowy Program Porównawczy (ICP) stwierdził, że może to nastąpić już w… 2014 roku! Wcześniejsze prognozy mówiły o latach 2019–2020. Bank Światowy uważa, że Chiny już mocno wyprzedziły USA w ekspansji gospodarczej, choć realne różnice pozostają nadal ogromne. W 2013 roku PKB Chin oszacowano na 9,3 bln dol., podczas gdy PKB USA osiągnął 16,8 bln dol.

Zaskakujące są jednak chińskie reakcje na te rewelacje. Otóż wiadomość obiegła tutejsze media państwowe z dużym opóźnieniem, a komentowana była szeroko przede wszystkim na forach internetowych. Władze ChRL są wyraźnie skonfundowane, chyba że tylko świetnie udają. To zaskakujące, bowiem do tej pory wszelkie sukcesy Chin, zwłaszcza na polu gospodarczym, Pekin nagłaśniał, jak się tylko się dało. „Financial Times” uznał to nawet za zabawne, ponieważ Chińczycy byli zazwyczaj oskarżani o przecenianie własnej siły gospodarczej.

Pełnej treści raportu na początku w Chinach nie opublikowano, zaś Państwowy Urząd Statystyczny wyraził zastrzeżenia do metodologii badań. Dopiero 4 maja oficjalna agencja prasowa Xinhua opublikowała analizę dokumentu, podkreślając, iż „aby dogonić rozwinięte państwa świata, Chiny mają jeszcze długą drogę do przebycia”. Natomiast China Radio Network studziło entuzjazm twierdzeniem, że ustalenia „były bardziej efektem badań statystycznych” niż rzeczywistości, a PKB Chin na mieszkańca nadal pozostaje niski. Trzeba dodać, że pojawiły się również teorie spiskowe, iż cała sprawa i wywołany nią szum to nic innego niż zachodnia propaganda.

Można odnieść wrażenie, że albo liderów państwa albo bardzo zaskoczyła wiadomość, że ich kraj tak szybko będzie gospodarczym numerem 1, albo doszli do wniosku, że na obecnym etapie rozwoju takie wyróżnienie przyniesie więcej kłopotów niż wymiernych korzyści (poza prestiżem).

Taka interpretacja wydaje się uzasadniona, jeśli prześledzić z grubsza ton wpisów na największych chińskich portalach informacyjnych (Sina.com) czy społecznościowych (Weibo), gdzie opinie przechodzą przez cenzorskie sito. Nie wyczuwa się bowiem w tonie większości komentarzy jakiejś szczególnej dumy, raczej przeciwnie. Sporo jest nawet głosów irytacji: „skoro jesteśmy bogaci i potężni, to dlaczego nadal tak wielu ludzi żyje w biedzie?” albo „luki w poziomie życia są zbyt widoczne, by je ignorować”. Jeden z czytelników na portalu liberalnego pisma gospodarczego „Caixin” stwierdza, że „Chiny to bogaty kraj ubogiej ludności” i że pozytywne dane gospodarcze to „całkiem inna historia niż realia ekonomiczne”. Podobnie lub tak samo brzmiące wpisy zdominowały dyskusję na chińskim odpowiedniku Twittera – Webo, gdzie nie brakowało retorycznych pytań w rodzaju: czy gospodarka wzbogacająca bogatych jest aby gospodarką zdrową?

Interesujące są także inne wątki tej chińskiej debaty, zwłaszcza głosy, iż miejsce na gospodarczym szczycie sprawi, że inne narody „przyjdą do Chin z kapeluszem w ręku” („Caixin”), bo gdy jesteś najbogatszy, to każdy chce od ciebie pożyczać.

Kolejna grupa wyrażanych obaw dotyczyła tego, że kiedy Chiny wyprzedzą już Stany Zjednoczone, to woda sodowa uderzy im do głowy, ponieważ „nie zdają sobie sprawy, jak wiele pozostaje pracy, aby dogonić inne rozwinięte kraje”.

Może się w pierwszej chwili wydawać, że przez władze w Pekinie przemawia skromność i pokora. Nic bardziej mylnego. Z politycznego punktu widzenia chińskim liderom bardziej odpowiada status największego na świecie kraju rozwijającego się (nic się pod tym względem nie zmieniło – podkreśla chińska propaganda), aniżeli ekonomicznego dominatora, co pociąga za sobą zobowiązania, które mają państwa rozwinięte.

Jak zauważa ekspert od gospodarki Chin Damien Ma, chodzi np. o ograniczenie emisji dwutlenku węgla czy zreformowania kursu juana.

– Chiny wolą pozostać w dużej mierze pasywne w kwestiach, które mogą się odbić na ich interesach, tym bardziej że słabnie „fetysz PKB”, a władza stawia obecnie nacisk na jakość życia, bezpieczeństwo żywności i ochronę środowiska – uważa Ma.

W zachodnich mediach pojawiły się spekulacje, że prędzej czy później takie instytucje międzynarodowe, jak MFW, Bank Światowy, Układ Ogólny w sprawie Taryf Celnych i Handlu czy ONZ, będą zmuszone zdefiniować rolę Chin w świecie na nowo, a patrząc na sprawę nieco filozoficznie, muszą przyjąć do wiadomości istnienie alternatywnego dla zachodniej demokracji skutecznego modelu rozwoju. Nie pomija się także psychologicznej strony chińskiej drogi do gospodarczej dominacji.

Sporo jest jednak analiz podkreślających, że sama wielkość (a raczej objętość) gospodarki nie świadczy o rzeczywistym poziomie życia w danym kraju. Arthur R. Kroeber, analityk i szef firmy badawczej GaveKal Dragonomics, który od kilkunastu lat mieszka w Pekinie i dobrze poznał tamtejsze realia, na blogu na portalu ChinaFile pisze, że różnica przeciętnego standardu życia między Chinami a USA jest jeszcze większa, niż to wynika z oficjalnych statystyk, np. tych mówiących, że chiński PKB na głowę to 25 proc. amerykańskiego.

– Owoce chińskiego wzrostu gospodarczego przypadają głównie na małą liczbę właścicieli kapitału, w tym wiele spółek zagranicznych – zaznacza Kroeber.

Chiński rząd wyraźnie obawia się następstw podania oficjalnie do wiadomości, że gospodarka ich kraju będzie wkrótce największa na świecie. Moment, kiedy to nastąpi, woli odsunąć jak najdalej, mimo że wyliczenia Banku Światowego i MFW pokazują, iż Państwo Środka stanie się bogatsze o wiele szybciej, niż dotąd sądzono. Chiny nie zamierzają bowiem brać na siebie większej odpowiedzialności na arenie międzynarodowej, ponieważ nie są do tego przygotowane i byłoby to dla nich nieopłacalne.

Przy okazji warto przypomnieć niegdyś słynny, choć już trochę zapomniany testament Deng Xiaopinga, ojca rynkowych reform w Państwie Środka, który pouczał swych następców, by nie wysuwali się na czoło i nie starali się odgrywać roli światowych liderów. Deng radził gromadzenie zapasów i koncentrowanie sił, a przestrzegał przed afiszowaniem się ze swymi prawdziwymi zamiarami.

Problem dla świata polega na tym, że owe zamiary Chiny wciąż głęboko skrywają, choć o zgromadzonych przez nie zapasach już sporo wiemy.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test