Coraz więcej pracy w krajach OECD

03.07.2019
Wiele popularnych opinii na temat współczesnego rynku pracy jest błędnych. Przykładowo, w krajach OECD nie rośnie udział pracowników, którzy pracują krócej niż rok, także miejsca pracy wymagające średnich kwalifikacji nie zanikają szybko.


Drugi tom książki „Moja walka” – obszernej, szalonej, błyskotliwej powieści autobiograficznej Karla Ove Knausgaarda – zawiera kilka przygnębiających rad życiowych. „Jeśli nauczyłem się jednej rzeczy”, wzdycha, „jest to następująca rzecz: nie wierzcie, że jesteście kimś. Nie wierzcie, że jesteście kimś wyjątkowym. Nie wierzcie, że jesteście coś warci, bo nie jesteście”. Lubimy powtarzać, że zasługujemy na nasze sukcesy – sugeruje książka Knausgaarda – ale w dużej mierze są one wytworem sił, nad którymi nie mamy kontroli. Kiedy pisał te słowa, prawdopodobnie nie myślał o przechwałkach polityków państw OECD, klubie głównie bogatych krajów, o ich rynkach pracy.

Rekordowe zatrudnienie

„Dane o bezrobociu są najlepsze od 51 lat. Wow!” – napisał na Twitterze Donald Trump, prezydent Stanów Zjednoczonych. Theresa May, wtedy brytyjska premier , przechwalała się w lutym, że „zatrudnienie jest prawie na rekordowo wysokim poziomie, a bezrobocie prawie na rekordowo niskim.” Scott Morrison, premier Australii, chwalił się, że „każdego dnia w ubiegłym roku w ramach prac naszego rządu tworzono ponad 730 miejsc pracy”. Mniej więcej w tym samym czasie jego japoński odpowiednik, Shinzo Abe, poinformował, że „stopa zatrudnienia młodych ludzi jest na poziomie przewyższającym wszystkie poprzednie rekordy”.

We wszystkich krajach OECD trwa prawdziwy wysyp miejsc pracy. W ciągu ostatnich pięciu lat grupa utworzyła 43 mln miejsc pracy. Stopa bezrobocia – liczba osób poszukujących pracy jako udział w całkowitej sile roboczej – jest najniższa od dziesięcioleci.

Nie każdy członek OECD może świętować. Bezrobocie we Włoszech, Hiszpanii i Grecji nadal jest wyższe niż przed kryzysem finansowym w latach 2008-2009. Współczynnik aktywności zawodowej w Stanach Zjednoczonych jest wciąż dużo niższy od najwyższego poziomu w historii. Ale większość państw OECD może świętować. W 2018 r. stopa zatrudnienia osób w wieku produkcyjnym była najwyższa w historii w Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Niemczech, Australii i w 22 innych krajach OECD.

Koniunktura ma szeroki zasięg. Bezrobocie wśród niewykwalifikowanych pracowników i młodzieży spada, podobnie jak długotrwałe bezrobocie. Odsetek osób pracujących w niepełnym wymiarze czasu pracy, które nie mogą znaleźć zatrudnienia w dłuższym wymiarze, pozostaje wyższy niż przed kryzysem finansowym lat 2008-2009, ale od 2013 r. istotnie spadł. Amerykańskie Biuro Statystyki Rynku Pracy opracowuje prawdopodobnie najszerszą, oficjalną miarę bezrobocia, która obejmuje zarówno osoby mimowolnie pracujące w niepełnym wymiarze czasu pracy, jak i te, które zrezygnowały z pracy, ale mimo to chcą pracować. Obecnie miara ta jest znacznie niższa od swojej długoterminowej średniej.

Oczekiwanie na wyższe płace

Nikt nie może zaprzeczyć skali dobrej koniunktury na rynku pracy. Ale to, że jakość oferowanych miejsc pracy gwałtownie spadła, stało się hasłem wykorzystywanym po obu stronach politycznego spektrum. Słychać argumenty, że kierowanie taksówką Ubera lub dostarczanie posiłków w ogóle nie są miejscami pracy.

Prawdą jest, że tradycyjne, zdominowane przez mężczyzn zawody, np. w przemyśle wytwórczym – uległy zanikowi. W latach 1995-2015 liczba takich miejsc pracy, wymagających średnich kwalifikacji, zmniejszyła się w stosunku do zatrudnienia w krajach OECD o 10 punktów procentowych.

Ukazała się właśnie najnowsza książka Davida Blanchflowera z Dartmouth College, a wcześniej członka Komitetu Polityki Pieniężnej Banku Anglii, zatytułowana „Brak pracy: Gdzie zniknęły wszystkie dobre miejsca pracy?” Być może rosnące trudności związane ze znalezieniem stabilnego, dobrze płatnego zatrudnienia w środowisku akademickim i dziennikarskim tłumaczą, dlaczego powszechna debata o nowoczesnych rynkach pracy jest tak ponura.

Przygnębienie mogłoby być uzasadnione, gdyby nie popularne postrzeganie świata pracy, które jest oczywiście błędne. Weźmy pod uwagę pogląd, że praca jest coraz bardziej niepewna. W rzeczywistości, oficjalne szacunki dotyczące amerykańskiego rynku umów krótkoterminowych, zgodnie z którymi praca na zlecenie jest dostępna poprzez rynki internetowe, plasują taką pracę jedynie na poziomie około procenta całkowitego zatrudnienia. Zatrudnienie na czas określony może być nieco wyższe niż w latach 90. XX wieku, ale wskaźnik ten spada od 10 lat. We Francji udział nowych pracowników zatrudnionych na podstawie długoterminowych umów o pracę na czas nieokreślony osiągnął ostatnio rekordowy poziom 50 proc.

Przekonanie, że ludzie w coraz większym stopniu przechodzą z pracy do pracy, również nie znajduje potwierdzenia w faktach. W ciągu ostatnich dwóch dekad w krajach OECD udział pracowników, którzy pracują krócej niż rok, wynosi około 20 proc., bez wyraźnego trendu w górę lub w dół.

Zanikanie miejsc pracy dla średnio wykwalifikowanych pracowników również nie okazało się katastrofalne. Chociaż oznaczało, że liczba miejsc pracy wymagających niskich kwalifikacji wzrosła w stosunku do zatrudnienia w krajach OECD, ale w znacznie mniejszym stopniu niż w przypadku pracowników wysoko wykwalifikowanych, którzy mają hossę na rynku pracy.

Do niedawna brakującym elementem układanki był wzrost płac. Podręczniki ekonomii mówią, że czasy niskiego bezrobocia idą w parze z dużymi podwyżkami płac, ponieważ pracodawcy silniej konkurują o pracowników. Jednak przez większą część okresu pokryzysowego odnotowano załamanie „krzywej Phillipsa”, a spadek bezrobocia w latach 2014-16 nie przełożył się na wyższe płace.

Bezrobocie w krajach OECD nadal spada, więc płace przyspieszyły.

Relacje te zaczęły od nowa odżywać. Ponieważ bezrobocie nadal spada, płace wreszcie przyspieszyły. Udział płac w dochodzie narodowym w wielu bogatych krajach rośnie, w tym w USA i Wielkiej Brytanii. Płace wciąż rosną wolniej niż można by się spodziewać, biorąc pod uwagę kurczenie się rynku pracy. Za tę sytuację należy obwiniać słaby wzrost produktywności. Ponadto, błędem jest wnioskowanie, że pracownicy są coraz bardziej wyzyskiwani. Częstość występowania „niskich wynagrodzeń” – pracowników zarabiających mniej niż dwie trzecie mediany – spada od dwóch dziesięcioleci.

Bezcelowa praca?

Rozgrzane do czerwoności rynki pracy nie rozwiązują każdego problemu. Restauracje w Maladze tętnią życiem, a ulice są czyste. Mało kto wie, że w ciągu ostatnich pięciu lat średnia stopa bezrobocia w tym hiszpańskim mieście wynosiła blisko 30 proc. Jedynym znakiem, że może być wiele osób, które nie mają zbyt wiele do roboty, jest liczba salonów gier. Osoby śpiące pod gołym niebem i na pustych działkach San Francisco krzyczą o mieście mającym problem bezrobocia – w rzeczywistości stopa bezrobocia wynosi 2,6 proc.

Duża część nowoczesnego zatrudnienia jest bezcelowa i zabija duszę.

Inni krytykują optymistyczne dane dotyczące liczby miejsc pracy. Czy społeczeństwa nie powinny dążyć do tego, by pracować mniej, a nie więcej? Osoby, które nie muszą angażować się w pracę zarobkową, mogą oddawać się innym, bardziej satysfakcjonującym działaniom. David Graeber, antropolog, idzie dalej. W książce „Beznadziejna praca” wydanej w zeszłym roku, która dla socjalistów z pokolenia millenialsów stała się świętym traktatem, twierdzi, że duża część nowoczesnego zatrudnienia jest bezcelowa i zabija duszę. „Ogromne grupy ludzi, zwłaszcza w Europie i Ameryce Północnej, spędzają całe swoje życie zawodowe wykonując zadania, o których po cichu sądzą, że naprawdę nie są potrzebne”, napisał Graeber.

Trudno nie ulec wrażeniu, że monotonna praca to cena, jaką Japonia zapłaciła za średnią stopę bezrobocia w ciągu ostatniego półwiecza, wynoszącą zaledwie 3 proc., najniższą w OECD. W strefie odbioru bagażu na lotnisku Haneda kobieta przez cały dzień prostuje walizki po umieszczeniu ich na taśmie bagażowej. W pustym barze w dzielnicy mody w Tokio martini z ginem, które podbiło świat (dodanie jednej kropli pomarańczowej goryczy jest objawieniem), jest mieszane przez trzy osoby, które następnie stoją bezczynnie, podczas gdy gość wypija drinka. Graeber z pewnością argumentowałby, że jest to nie tyle oznaka postępu społecznego, co raczej spisek kapitalizmu, aby zamienić ludzi w drony.

Społeczeństwa korzystają z silnych rynków pracy. Więcej pracowników oznacza więcej osób płacących podatek dochodowy i mniej otrzymujących świadczenia. Badania sugerują, że stopa bezrobocia jest pozytywnie skorelowana ze wskaźnikami przestępstw przeciwko mieniu, a nawet przestępstw z użyciem przemocy. Praca daje ludziom poczucie celu, co jest również dobre dla wszelkiego rodzaju wyników społecznych, w tym dla zdrowia psychicznego i fizycznego. A bycie zatrudnionym sprawia, że inna, lepsza praca jest łatwiejsza do zdobycia. Kapitalizm nie przyniósł ostatnio wielu dobrych wiadomości. To jest jedna z nich.

Przyczyna siły rynku pracy OECD jest jednak zagadką. W ostatnich latach wiele rządów obciążyło pracodawców dodatkowymi kosztami, nawet teraz, gdy coraz łatwiej jest zastąpić ludzi robotami. Badanie przeprowadzone w 2013 roku przez Carla Benedikta FreyaMichaela Osborne’a z Uniwersytetu Oksfordzkiego wykazało, że 47 proc. miejsc pracy w USA jest zagrożonych automatyzacją. Rozwinęły się zasady dotyczące równości wynagrodzeń, braku dyskryminacji, bezpieczeństwa i higieny pracy oraz urlopu macierzyńskiego czy ojcowskiego. We wszystkich 24 krajach OECD, dla których istnieją dane długoterminowe, wysokość płacy minimalnej wzrosła z 44 proc. mediany płacy w pełnym wymiarze czasu pracy w 2000 r. do 50 proc. obecnie.

Nie takie niskie bezrobocie

Dlaczego rynki pracy są tak prężne? Jest to częściowo zjawisko cykliczne. Wzrost gospodarczy ma tendencję do zmniejszania bezrobocia. Ożywienie po kryzysie finansowym trwa już 10 lat. USA są bliskie osiągnięcia najdłuższego w historii okresu ekspansji gospodarczej, częściowo z powodu odpowiednio poluzowanej polityki pieniężnej.

Tymczasem utrzymująca się niepewność związana z kryzysem finansowym i wzrostem populizmu może oznaczać, że firmy chętniej zatrudniają pracowników niż przeznaczają duże kwoty kapitału na inwestycje, które trudniej jest cofnąć. Okres pokryzysowy charakteryzował się również szybkim wzrostem w sektorze usług, który jest bardziej pracochłonny niż przemysł. Z tych wszystkich powodów nie dziwi fakt, że bezrobocie jest stosunkowo niskie.

Ale nie aż tak niskie. W październiku 2013 r. MFW sporządził prognozy ekonomiczne dla gospodarek rozwiniętych na następne pięć lat. Przy założeniu, że roczny wzrost PKB wyniósłby średnio 2,4 proc., analitycy stwierdzili, że do 2018 r. stopa bezrobocia wyniesie 6,9 proc. Okazało się, że MFW był zbyt optymistycznie nastawiony do wzrostu, a zbyt pesymistycznie do bezrobocia, które do 2018 r. spadło do około 5 proc. Być może więc to nie tylko zjawisko cykliczne? Równie istotną rolę odgrywają długoterminowe zmiany strukturalne w demografii, technologii i polityce.

Zachód się starzeje

Weźmy demografię. Młodzi ludzie są przeciętnie skłonniejsi do rejestrowania się jako bezrobotni niż starsi, częściowo dlatego, że są mniej wykwalifikowani, ale także dlatego, że starsi ludzie, którzy tracą pracę, mogą przejść na emeryturę i w ten sposób wycofać się z rynku pracy. Kilka badań wskazuje na związek pomiędzy większą liczbą młodych ludzi i wyższym bezrobociem. W latach 80. XX wieku, w okresie stosunkowo wysokiego bezrobocia, 25 proc. ludności w wieku produkcyjnym w krajach bogatych było w wieku od 15 do 24 lat. Od tego czasu liczba ta spadła do około 17,5 proc.

Innymi słowy, zmiany demograficzne oznaczają, że dzisiejsza stopa bezrobocia nie jest bezpośrednio porównywalna ze stopą bezrobocia z przeszłości. Według jednego z szacunków, gdyby struktura demograficzna Ameryki w 2000 r. istniała do dzisiaj to obecna stopa bezrobocia byłaby o około 0,5 punktu procentowego wyższa. Oxford Economics, firma konsultingowa, podaje podobne wyniki dla strefy euro.

Spadające bezrobocie jest jednak czymś więcej niż tylko statystyczną sztuczką. Drugi ważny czynnik, jakim są zmiany technologiczne, autentycznie wzmacnia rynki pracy. Lepsze technologie ułatwiają „dopasowanie” pracodawców do potencjalnych pracowników. Całkiem niedawno pracodawcy zamieszczali ogłoszenie w lokalnej gazecie lub rozpowszechniali je ustnie. Teraz mogą działać bez większego planu, zamieszczając oferty pracy na wielu stronach internetowych. W ciągu 10 lat, do 2016 r., koszt obsadzenia wolnego miejsca pracy spadł o 80 proc. w ujęciu realnym.

Rynek pracy w rozwiniętych krajach powoli się odbudowuje

A i kandydatom łatwiej jest znaleźć pracę, która im odpowiada. Badanie przeprowadzone w 2011 r. przez Petera KuhnaHani Mansoura wykazało, że korzystanie z internetu w poszukiwaniu pracy skróciło czas pozostawania bez pracy o około jedną czwartą. Kraje OECD o wysokim bezrobociu są często krajami, w których poszukiwanie pracy w internecie jest mniej powszechne. Tylko 40 proc. bezrobotnych Włochów to robi, w porównaniu z ponad 95 proc. mieszkańców Korei Południowej.

Rynek umów krótkoterminowych, nawet jeśli jego skala jest stosunkowo niewielka, również zwiększa zatrudnienie poprzez tworzenie miejsc pracy, które w przeciwnym razie by nie istniały. W przeszłości naprawianie kranu byłoby zadaniem do samodzielnego wykonania, a teraz za pomocą dotknięcia ekranu można za to zapłacić komuś innemu.

Bolesne cięcia płac

Szereg niewielkich, stopniowych zmian w polityce na przestrzeni wielu dziesięcioleci to trzeci powód rozkwitu na rynku pracy, za który obecna ekipa polityków tak chętnie przypisuje sobie zasługi. Rządy oferowały marchewki i kije. Marchewki obejmują ułatwianie kobietom łączenie pracy z wychowywaniem dzieci. W wielu krajach prawa pracowników zatrudnionych w niepełnym wymiarze czasu pracy zostały wzmocnione, a urlop rodzicielski wydłużył się, przy czym koszty często ponosi państwo. Pakiet reform gospodarczych Shinzō Abe obejmuje zapewnienie większej liczby ośrodków opieki dziennej dla dzieci.

Taka polityka może mieć duży wpływ na obecność na rynku pracy, zwłaszcza kobiet, co sugeruje badanie Francine BlauLawrence’a Kahna, opublikowane w 2013 roku. Od dziesięcioleci wskaźniki zatrudnienia kobiet wzrastają we wszystkich krajach OECD. Od tego czasu zatrudnienie kobiet w USA zmalało, ale w krajach OECD jako całości tempo wzrostu tego zatrudnienie przyspieszyło.

Prawdopodobieństwo zatrudnienia osób lepiej wykształconych jest większe, niż tych o niskich kwalifikacjach.

Kolejną marchewką jest edukacja. Udział pracowników z krajów OECD z jakąś formą wykształcenia wyższego wzrósł z 22 proc. w 2000 r. do prawie 40 proc. obecnie. Prawdopodobieństwo zatrudnienia tych pracowników jest większe niż osób o niskich kwalifikacjach. Szkolnictwo wyższe zazwyczaj oznacza też lepszą etykę pracy i bardziej uniwersalne umiejętności.

Rządy używały również kija. Wiele z nich ograniczyło uprawnienia związków zawodowych i układów zbiorowych. To mogło spowodować, że płace lepiej reagowały na warunki panujące na rynku. Wydaje się, że większy odsetek pracowników doświadcza redukcji płac nominalnych niż miało to miejsce kilkadziesiąt lat temu. Obniżenie wynagrodzenia jest nieprzyjemne i zawstydzające. Ale jeśli szefowie mogą obciąć płace w złych czasach, to są mniej skłonni do zwalniania pracowników.

Płace w Japonii przesuwają się w dół prawie z taką samą łatwością jak i w górę. Duża część wynagrodzenia netto pracowników składa się z premii, które można dość łatwo wstrzymać w okresach trudności gospodarczych. W sektorze hotelarsko-gastronomicznym w Japonii w 2009 r. premie dla pracowników na koniec roku zostały obcięte o ponad 40 proc.

W krajach, które nie zmodernizowały praktyk w zakresie pracy, koszty takich operacji są wysokie. We Włoszech prawie 350 krajowych porozumień branżowych obejmuje zdecydowaną większość przedsiębiorstw i formalnie zatrudnionych pracowników. W niewielkim stopniu uwzględniają regionalne różnice w kosztach utrzymania i produktywności. Wypycha to wielu pracowników z biednego południa z rynku pracy. Hiszpańskie układy zbiorowe są często sztywne w obliczu zmieniających się warunków. W latach 2008-2009, gdy upadek budownictwa wepchnął gospodarkę w recesję, nominalne płace w budownictwie wzrosły o 5 proc. Szefowie nie mieli innego wyboru, jak zmniejszyć zatrudnienie.

Rządy utrudniły również życie z zasiłków. W 2001 r. samotna, bezdzietna osoba, zarabiająca przeciętne wynagrodzenie, która następnie przez rok pozostawała bez pracy, otrzymywałaby świadczenia warte 48 proc. jej wcześniejszych zarobków. Do 2018 roku wskaźnik ten spadł do 41 proc. Osoby, które otrzymują świadczenia, muszą zmierzyć się z coraz bardziej rygorystycznymi testami kwalifikacyjnymi. W ciągu ostatnich dwóch dekad liczba Brytyjczyków otrzymujących zasiłki dla bezrobotnych, jako odsetek osób bezrobotnych, spadła z 80 proc. do 50 proc. To z kolei uelastyczniło płace. W razie potrzeby pracownicy będą musieli zaakceptować cięcia płac, aby uniknąć bezrobocia.

Redukcja świadczeń społecznych w USA w 2013 r. doprowadziła do utworzenia 2 mln miejsc pracy.

Takie reformy są surowe, a ich realizacja często była nieudolna. Jednak mogą mieć duży wpływ na miejsca pracy. W jednej z prac Marcus Hagedorn, Iourii ManovskiiKurt Mitman przyglądają się temu, co wydarzyło się w USA w 2013 roku, kiedy czas na ubieganie się o zasiłek dla bezrobotnych skrócono z 73 do 25 tygodni. Szacują, że redukcja świadczeń doprowadziła do utworzenia około 2 mln miejsc pracy w 2014 r., co stanowi prawie dwie trzecie całkowitego wzrostu zatrudnienia w tym samym roku.

Technologia tworzy miejsca pracy

Siła rynku pracy poddaje w wątpliwość ponure przewidywania dotyczące przyszłości pracy, wieszczące, że coraz bardziej wyrafinowane komputery będą skazywać coraz większą liczbę pracowników na życie w wymuszonej bezczynności. Opinie Freya i Osborne’a mogłyby zostać uznane za poprawne w pewnym momencie w przyszłości. Przyspieszenie wzrostu płac z pewnością przekona więcej firm do automatyzacji.

Jednak lekcja z ostatniego pół tysiąca lat jest taka, że zmiany technologiczne raczej uzupełniają niż likwidują miejsca pracy. Niebotyczne wskaźniki zatrudnienia sugerują dziś, że nic się nie zmieniło. I jest wiele dowodów wskazujących na dalszą poprawę. Wydaje się, że obecny okres ekspansji gospodarczej jeszcze potrwa.

Doświadczenia z lat 60. XX wieku, kiedy bezrobocie w niektórych państwach członkowskich OECD spadło do zaledwie 1 proc., pokazują, że pozostaje jeszcze więcej możliwości zmniejszenia bezrobocia i bierności zawodowej. Knausgaard znajduje miejsce na kilka praktycznych rad w ewidencji swoich zmagań: „Tak więc nie wychylaj się i pracuj”. Jeśli wszyscy będą przestrzegali tej zasady, rynek pracy bogatego świata może przynieść jeszcze więcej niespodzianek.

Niniejszy artykuł ukazał się w papierowym wydaniu „The Economist” pod tytułem „Working it”.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test