Cyfrowe różnice pogłębiają gospodarcze nierówności

17.03.2017
W internecie i jego wykorzystaniu przez obywateli, firmy i rządy już mamy wyraźny podział na Europę dwóch prędkości. Na dodatek dystans między liderami a outsiderami rośnie. To zaś oznacza, że między krajami pogłębiają się różnice w czerpaniu korzyści z gospodarki cyfrowej.

Sam dostęp do internetu nie pozwoli krajom biedniejszym nadrobić zaległości w stosunku do bogatszych. Ważne, by zaawansowane kompetencje cyfrowe, jak kodowanie, były nabywane już w szkole. (CC0 Geralt)


Czołówkę tworzą państwa północy Europy – Dania, Finlandia i Szwecja – oraz mniejsze kraje z Europy Zachodniej – Holandia i Luksemburg – taki układ pokazuje opublikowany przez Komisję Europejską doroczny Indeks Gospodarki Cyfrowej i Społeczeństwa Cyfrowego (DESI) dla krajów wspólnoty. W ogonie są państwa bałkańskie oraz Polska i Włochy. Analiza wartości DESI dla krajów czołówki i z ogona pokazuje, że systematycznie zwiększa się różnica między państwami najbardziej zaawansowanymi w realizacji celów Europejskiej Agendy Cyfrowej 2020, a państwami najmniej zaawansowanymi.
Indeks DESI ma pięć składowych, które opisują stan szerokopasmowej infrastruktury telekomunikacyjnej, umiejętności cyfrowe obywateli, wykorzystanie internetu przez konsumentów i firmy oraz cyfrowe usługi publiczne. Indeks pokazuje zaawansowanie poszczególnych krajów w drodze do gospodarki cyfrowej i społeczeństwa cyfrowego i pozwala na porównania między krajami.

W krajach z czołówki w zasięgu stacjonarnego szerokopasmowego internetu jest od 97 proc. (Finlandia) do 100 proc. (Holandia i Luksemburg) gospodarstw domowych. Ze stacjonarnych łączy korzysta tam od 61 proc. (Finlandia) do 96 proc. (Luksemburg) domostw, a od 75 proc. (Finlandia) do 98 proc. (Holandia) łączy ma przepływność nie mniejszą niż 30 Mb/s. Z internetu korzysta od 91 proc. (Szwecja, Finlandia) do 97 proc. (Luksemburg) mieszkańców krajów z czołówki, a przynajmniej podstawowe umiejętności cyfrowe ma od 69 proc. (Szwecja) do 86 proc. (Luksemburg) mieszkańców tych państw.

W przypadku państw o najniższych wartościach DESI jest to odpowiednio: od 86 proc. (Polska) do 99 proc. (Włochy i Gracja), od 55 proc. (Włochy) do 70 proc. (Chorwacja), od 44 proc. (Grecja) do 74 proc. (Bułgaria), od 58 proc. (Bułgaria) do 70 proc. (Polska) i od 26 proc. (Bułgaria) do 55 proc. (Chorwacja).

Składowe DESI i ogólna wartość indeksu dla poszczególnych krajów pokazują, że choć dostęp do internetu i jego jakość są istotne w nowoczesnej gospodarce, to wysoka penetracja stacjonarnego internetu i duży odsetek superszybkich łączy (o przepływności powyżej 30 Mb/s) nie jest konieczny, by być w gronie liderów. Przykładem jest Finlandia, która choć wiedzie w Europie prym w mobilnym dostępie do internetu, to ze względu na stosunkowo niski odsetek gospodarstw domowych korzystających ze stacjonarnego dostępu i niski udział superszybkich łączy nie jest w czołówce subindeksu  DESI dotyczącego infrastruktury szerokopasmowej. Siłą Finlandii są umiejętności cyfrowe obywateli, a także wykorzystanie internetu przez firmy, konsumentów oraz administrację publiczną.

Powszechny dostęp do internetu nie przekłada się automatycznie na korzyści ekonomiczne.

Bank Światowy w raporcie „Reaping Digital Dividends; Leveraging the Internet for Development in Europe and Central Asia” twierdzi, że jest korelacja między poziomem PKB na głowę mieszkańca a prędkością łączy internetowych, ale podkreśla, że są wyjątki. In plus to Rumunia i Łotwa, zaś in minus – Francja i Włochy. Bank widzi też zależność między wartością PKB per capita a odsetkiem osób korzystających z internetu. Autorzy raportu są zdania, że nie należy zgadzać się z tezą, że samo zwiększenie penetracji internetu i poprawa jego jakości pozwolą krajom biedniejszym nadrobić zaległości w stosunku do krajów bogatszych.

W innym badaniu, „Reaping Digital Dividends”, BŚ twierdzi, że doświadczenia krajów Unii Europejskiej pokazują, że tani i niemal powszechny dostęp do internetu nie musi koniecznie oznaczać, że firmy i ludzie zaczną z niego korzystać, zwłaszcza z bardziej zaawansowanych technologicznie możliwości. Tym samym automatycznie nie przekłada się na korzyści ekonomiczne.

Przykładem może być to, że firmy w Europie słabo korzystają z internetu w handlu, zwłaszcza międzynarodowym (wg DESI wykorzystuje go jedynie 7,5 proc. firm z krajów Unii), a także nie wykorzystują możliwości, jakie do obniżenia kosztów działalności i zwiększenia efektywności stwarza chmura obliczeniowa (wg DESI korzysta z niej 13,5 proc. unijnych firm), a ci którzy z chmury używają, z reguły ograniczają się do prostych zastosowań, takich jak np. poczta elektroniczna czy przechowywanie informacji. Stosunkowo niskie jest wykorzystanie faktur elektronicznych (wg DESI używa ich niespełna 18 proc. firm w Unii). Z kolei europejscy konsumenci nie do końca wykorzystują stwarzane przez internet możliwości do podejmowania pracy na odległość czy też korzystania z usług bankowych (wg DESI bankowości internetowej używa 57 proc. mieszkańców Unii).

W ocenie autorów raportu słabość e-handlu w Europie to efekt ciągle niskiego poziomu korzystania z elektronicznych form płatności, w tym z kart kredytowych, słabej logistyki i przeregulowania rynków. Zarówno konsumenci, jak i firmy mają obawy o bezpieczeństwo transakcji, a także prowadzonych w internecie operacji. Aż 25 proc. europejskich firm twierdzi, że nie używa chmury obliczeniowej z powodu obaw o bezpieczeństwo. Zdaniem autorów raportu część przeregulowań wynikać może z niezrozumienia przez państwo zasad e-handlu.

Większa konkurencja na rynku skłania firmy do korzystania z internetu, a używanie internetu zwiększa konkurencję.

Według autorów raportu BŚ nie ma silnej korelacji między poziomem wykorzystania internetu przez firmy a wartością PKB na głowę mieszkańca. Tę tezę potwierdza DESI, z którego wynika, że cyfryzacja firm na Słowenii, w Hiszpanii, na Litwie i w Portugalii jest większa niż w Niemczech, Włoszech, Luksemburgu, Wielkiej Brytanii i Francji. Liderami w wykorzystaniu internetu są firmy skandynawskie, holenderskie i słoweńskie.

Z danych BŚ wynika, że jest silna dodatnia korelacja między wykorzystaniem internetu przez firmy a poziomem konkurencji na lokalnym rynku. W ocenie autorów większa konkurencja na rynku skłania firmy do korzystania z internetu, a używanie internetu zwiększa konkurencję. Wejście firm technologicznych lub używających nowych technologii na rynki, na których działają firmy „klasyczne”, wymusza na tych ostatnich podniesienie poziomu wykorzystania technologii.

Autorzy raportu są zdania, że rządy powinny tworzyć otoczenie regulacyjno-prawne przyjazne gospodarce cyfrowej i jej wdrożeniu, zaś reguły dotyczące konkurencji, w tym koncentracji, muszą być dostosowane do szybko zmieniającego się środowiska biznesu prowadzonego z wykorzystaniem internetu i w internecie.

Cyfryzacja administracji państwowej i oferowanie przez nią usług w internecie obniżają koszty działania firm. Z raportu BŚ wynika, że skala korzystania z narzędzi cyfrowych w kontaktach firm z administracją – w tym w kwestiach podatkowych – nie zależy od tego, czy kraj jest bogaty i rozwinięty gospodarczo czy nie. To kwestia tego, jak rząd jest przygotowany na cyfryzację. Najczęstszą formą jest wymiana korespondencji. Według BŚ rządy powinny zautomatyzować wszystkie rutynowe czynności i udostępnić możliwość korzystania z nich przez internet. To poprawi efektywność administracji. Państwo musi też zadbać, by interfejsy publicznych usług cyfrowych były przystępne. Jeśli są źle zaprojektowane, stają się barierą w dostępie do usługi.

BŚ zwraca uwagę, że wzrost produktywności i obniżenie barier wejścia na rynek osiągane dzięki internetowi zwiększają konkurencję i zmniejszają szansę na przetrwanie firm nieefektywnych. To z kolei ułatwia napływ kapitału i wykwalifikowanych kadr do firm efektywnych i dalszą poprawę ich efektywności. Szanse firm nieefektywnych rosną, gdy rząd subsydiuje jakieś przedsiębiorstwa i gałęzie gospodarki, np. by ich upadek nie spowodował wzrostu bezrobocia i napięć społecznych lub utrzymywane są sztuczne wysokie bariery wejścia na rynek. Konsekwencją takich działań jest spadek produktywności.

Zaimplementowanie internetu do pracy na rzecz firmy wymaga zmian organizacyjnych, a te muszą zaplanować i przeprowadzić menedżerowie. Dlatego to od jakości kadry zależy stopień i sposób wykorzystania internetu w firmach. Przeregulowane zasady wewnętrzne firm oraz słaby system kształcenia pracowników może zwiększać koszty internetyzacji. Sama cyfryzacja procesów nie przynosi znaczącej poprawy efektywności. Ważne są kwalifikacje pracowników. Cyfryzacja zwiększa produktywność pracowników posiadających wyższe kompetencje cyfrowe i zmniejsza produktywność tych, którzy jej ich mają lub mają na niskim poziomie. Wynika to z tego, że używanie internetu wymusza zmiany rutynowych zachowań.

Pojawiły się algorytmy automatyzujące część pracy wykonywanej przez prawników zatrudnionych przy transakcjach fuzji i przejęć.

Internet i wzrost jego penetracji oraz wykorzystania przez firmy zmienia rynek pracy. Rośnie popyt na osoby o wysokich umiejętnościach, ale też na te o niskich kwalifikacjach. Kurczy się zaś rynek pracy dla osób o średnim poziomie umiejętności wykonujących rutynowe czynności. Nie ma jednak jednoznacznej odpowiedzi, jakie umiejętności będą potrzebne w przyszłości. Prosta odpowiedź to: takie, których nie da się zautomatyzować. Pozostaje pytanie, które to czynności. O tym, jak trudno jest to przewidzieć, może świadczyć informacja, że ostatnio pojawiły się algorytmy automatyzujące część pracy wykonywanej przez prawników zatrudnionych przy transakcjach fuzji i przejęć.

Jeden zawód na całe życie odchodzi do historii

W ocenie autorów raportu dyplom wyższej uczelni ma znaczenie przy uzyskiwaniu pracy w gospodarce cyfrowej, ale istotne są też konkretne umiejętności. Stąd ważne jest, by zaawansowane kompetencje cyfrowe były nabywane – jak jest to m.in. w krajach skandynawskich – w czasie procesu edukacji (szkoły podstawowe i średnie), a potem rozwijane przez całe życie zawodowe. Jeśli umiejętności nie będą zwiększane w okresie, gdy już pracujemy, za jakiś czas możemy mieć problemy z adaptacją kolejnej nowej technologii.

Według raportu BŚ internet tworzy nie tylko nowe miejsca pracy i nowe zawody, ale także nowe formy pracy. Przykładem nowych form zatrudnienia są wszelkie platformy gospodarki współdzielenia – np. Uber – które dają możliwości podejmowania pracy wtedy, gdy mamy na to czas i ochotę. >>czytaj więcej o wpływie technologii na ludzkie życie

Internet stworzył też możliwość pracy na odległość – w tym w firmach działających zagranicą – wolnym strzelcom. Praca zdalna – jak oceniają autorzy raportu – pomaga znaleźć zatrudnienie kobietom (w tym wychowującym dzieci) i osobom starszym. Jak podkreślono w raporcie, podejmowaniu pracy na odległość sprzyja dostępność internetu o dobrej jakości i w niskich cenach.

Według raportu BŚ najwyższy odsetek osób pracujących zdalnie jest w Skandynawii, gdzie w latach 2002-2015 ich liczba podwoiła się. BŚ twierdzi, że liczba osób pracujących na odległość w sektorach silnie wykorzystujących internet jest zauważalnie wyższa niż w pozostałych.

Jak zauważają autorzy raportu, dla firm zaletą zatrudniania na odległość jest możliwość znalezienia tańszych specjalistów, a czasami wręcz obsadzenia wolnego stanowiska. W przypadku pracownika ta forma zatrudnienia poza możliwością podjęcia pracy stwarza także szansę na wyższe zarobki, zwłaszcza gdy mieszka on w kraju o niższych płacach, a podejmuje współpracę z firmą z kraju o wyższych zarobkach. Tym samym praca na odległość może niwelować dysproporcje w wynagrodzeniach i pełnić tę samą rolę co migracje.

Praca na odległość niesie zagrożenia. Może ograniczać ochronę prawną i socjalną pracownika, a także zachęcać do pracy w szarej strefie. Według autorów raportu w interesie państwa jest ograniczenie tego ryzyka przez dostosowanie systemów ubezpieczeń społecznych i podatkowych do zmieniających się reguł gry na rynku pracy. Dziś są one przystosowane do tradycyjnych relacji pracodawca-pracownik, tymczasem gospodarska współdzielenia jest zdecentralizowana.

Autorzy raportu „Reaping Digital Dividends” ostrzegają, że słaba jakość internetu i niskie umiejętności cyfrowe społeczeństwa wynikające m.in. ze słabego systemu edukacji mogą pogłębić polaryzację między krajami bogatymi i biednymi.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test