• Charles Bean

Czas przemyśleć metodę pomiaru aktywności gospodarczej

27.04.2016
W coraz większym stopniu cyfrowa gospodarka, w której jest wiele towarów i usług o cenie zerowej to obszar przysparzający kłopotów agencjom starającym się mierzyć aktywność gospodarczą. Należy zapewnić, że statystyki gospodarcze – oraz metody stosowane do ich tworzenia – będą się tak rozwijały, by ujmować te zmiany, dzięki czemu dane pozostaną dokładne i aktualne.


Rachunki narodowe zapewniają podstawowe ramy umożliwiające śledzenie zmian aktywności gospodarczej, dochodów i wydatków na poziomach kraju i sektorów. Obecnie w ogromnym stopniu zależą od nich decyzje podejmowane przez władze polityczne i przedsiębiorstwa. Jak pisze Diane Coyle w książce „GDP: A brief but affectionate history”, po raz pierwszy wykorzystywano je w latach 30. i 40. XX w., aby systematycznie mierzyć aktywność gospodarczą w okresie wielkiego kryzysu i planowania gospodarczego w czasie II wojny światowej.

Zmieniające się metody pomiaru

Sposoby pomiaru aktywności gospodarczej zmieniły się od tamtego czasu, gdyż próbuje się nadążyć za zmianami zachodzącymi w gospodarce, ale staje się to coraz trudniejsze. Niedawne osiągnięcia techniczne radykalnie zmieniły nasze życie, a dotyczy to zarówno pracy, jak i form spędzania wolnego czasu. Rewolucja cyfrowa doprowadziła nie tylko do błyskawicznej poprawy jakości i innowacyjności produktów w następstwie nieustannego zwiększania mocy obliczeniowych, lecz także do opracowania nowych sposobów wymiany i zapewniania usług dzięki coraz lepszym łączom.

Te zmiany powodują konieczność modyfikacji stosowanych przez nas obecnie metod pomiaru aktywności gospodarczej. Z tego powodu osiem miesięcy temu brytyjski kanclerz skarbu powierzył mi zadanie oceny obecnych i przyszłych potrzeb w dziedzinie statystyki. Wyniki tych badań opublikowano niedawno (zob. C. Bean, Independent review of UK economic statistics: final report, 2016).

Pewien szczególny problem z pomiarem aktywności gospodarczej wynika z tego, że coraz większą część konsumpcji stanowią produkty cyfrowe dostarczane po cenie zerowej lub finansowane za pomocą alternatywnych metod, np. reklam albo sprzedaży informacji o klientach. Chociaż są niewątpliwą wartością dla klientów, zgodnie z normami statystycznymi ustalonymi na poziomie ponadpaństwowym produkty cyfrowe dostępne po cenie zerowej w ogóle nie są ujmowane w PKB.

Branża muzyczna i usługi internetowe

Weźmy pod uwagę np. branżę muzyczną. Płyty kompaktowe, dominujące medium w latach 90. XX w., zostały w wielkim stopniu wyparte przez coraz powszechniejsze ściąganie plików z internetu i usługi strumieniowania plików, a wiele z nich można mieć za darmo albo za stałą, niezależną od ilości ściąganych materiałów opłatę. Przechodzenie do ściągania plików nie przekłada się więc na podobny odnotowywany wzrost obrotów. Przeciwnie, odnotowuje się wielki spadek zarówno obrotów, jak i marż (zob. rys. 1). W Wielkiej Brytanii liczba ściąganych z wykorzystaniem strumieniowania plików wzrasta od 2012 r. mniej więcej dwa razy w każdym roku, ale przychody ze sprzedaży subskrypcji rosną co roku tylko o 60 proc.

Z powodu tych zmian wytwórnie płytowe w większym stopniu nastawiły się na licencje muzyki wykonywanej na żywo i sprzedaż powiązanych z nią artykułów. Np. w 2011 r. mniej niż połowę obrotów brytyjskich wytwórni zapewniła sprzedaż produktów fizycznych (W. Page, C. Carey, Adding up the UK music industry 2010, PRS for Music, raport Economic Insight, edycja 23, 2011 r.). Szacunki PKB nie pozostają jednak bez zmian, gdy się wybierze odmienny model biznesowy. Transakcji, które zawierają z sobą przedsiębiorstwa, nie ujmuje się jako wartości dodanej, lecz jako nakłady pośrednie. Z tej przyczyny olbrzymia część produkcji i konsumpcji branży muzycznej nie zostaje uwzględniona w zagregowanym PKB.

 

Od 2004 r., kiedy Skype zapoczątkował swój serwis oparty na protokole VoIP, możliwe są również tanie rozmowy za pośrednictwem internetu zamiast droższej komunikacji poprzez sieci telefoniczne. Odsetek dorosłych prowadzących on-line rozmowy albo rozmowy wideo wzrósł od około 10 proc. w 2007 r. do prawie 40 proc. obecnie. Do tego około 80 proc. tych użytkowników nie płaci za te rozmowy (Ofcom, Communication Market Report, 2015 r.).

Wzrost liczby kanałów umożliwiających komunikację za pośrednictwem internetu (np. poczty elektronicznej, mediów społecznościowych i komunikatorów do przesyłania wiadomości) powoduje także, że mniej potrzebne stają się tradycyjne rozmowy telefoniczne i SMS. Ta nowa forma komunikacji cyfrowej w wielkiej części nie jest ujęta w oficjalnych statystykach; w ostatnim dziesięcioleciu odnotowuje się spadek tempa wzrostu zarówno konsumpcji, jak i produkcji w sektorze telekomunikacyjnym (zob. rys. 2). Zdumiewa to jeszcze bardziej, gdy się weźmie pod uwagę, że te dane zawierają koszt dostępu do Internetu.

 

Kontakty z klientami coraz częściej odbywają się on-line. Ma to poważne konsekwencje dla przedsiębiorstw, które bezpośrednio stykają się z konsumentami, np. z branż usług bankowych, turystycznych i ubezpieczeniowych. Zamiast udawać się do biura podróży, możemy skorzystać z możliwości zamówienia wakacyjnego wyjazdu przez Internet bez opłaty za kanał komunikacyjny.

Wiele rodzajów aktywności, które wcześniej podejmowano w gospodarce rynkowej, stało się częścią tzw. produkcji domowej, ale na mocy przyjętej konwencji należących do niej aktywności (czynności wykonywanych w domu, m.in. sprzątania i gotowania) nie ujmuje się w PKB. Ta tendencja polegająca na tym, że w działalności usługowej, w której istotne znaczenie ma przekazywanie informacji, postępuje dezintermediacja, czyli zanikają pośrednicy, utrzyma się jeszcze długo, co może przynieść poważne konsekwencje wpływające na to, jak będziemy interpretować tradycyjne mierniki produktywnej aktywności.

Z tych powodów obecne traktowanie produktów cyfrowych w rachunkach narodowych nieuchronnie prowadzi do przyjmowania zbyt małej wartości wytworzonej w gospodarce cyfrowej. Zdecydowanie jednak nie jest prostą sprawą ujęcie niemożliwej do zaobserwowania wartości wytworzonej przez aktywność internetową. Zaproponowano kilka rozwiązań pozwalających określić ilościowo tę nieujmowaną w PKB działalność w cyberprzestrzeni.

Można np. wykorzystać przychody z tytułu reklam do wnioskowania o wartości produktu cyfrowego (zob. L. Nakamura, R. Soloveichik, Valuing „free” media across countries in GDP, Working Papers 15-25, Filadelfijski Bank Rezerwy Federalnej, 2015 r.). Tę metodę opracowano na podstawie ustaleń Johna Cremeansa, który proponował użycie wymiany barterowej do pomiaru darmowych mediów (zob. J. Cremeans, Consumer Services Provided by Business through Advertising Supported Media in the United States, „Review of Income and Wealth 26”, 1980 r., s. 151–174). Jest ona zgodna z tradycyjnym podejściem, w którym przyjmuje się ceny produktów równe kosztom, gdy nie kupuje się dóbr konsumowanych (np. towarów i usług publicznych) albo nie są one wycenione (np. w przypadku zamieszkiwania nieruchomości przez jej właściciela albo usług pośrednictwa finansowego).

Ponieważ jednak przychody z reklam stanowią tylko niewielki ułamek PKB, przy zastosowaniu tej metody dochodzi się do konkluzji, że taka forma uwzględnienia „darmowych” mediów zaledwie w nieznacznym stopniu wpływa na wielkość PKB.

Ta metoda ustalania wartości gospodarki cyfrowej ma kilka słabych stron. Po pierwsze przyjmowanie wartości równej kosztom może zwodzić, gdy koszty krańcowe są zerowe, ponieważ nie ma gwarancji, że cała wartość cyfrowego produktu jest ujęta w wydatkach reklamowych (większość stron internetowych i aplikacji tworzy się za pomocą darmowych programów z otwartymi źródłami, co sprawia, że stworzenie i prowadzenie strony internetowej lub aplikacji jest tanie; szybki spadek kosztów produkcji dóbr cyfrowych powoduje, że obecnie obserwuje się nadpodaż przestrzeni reklamowej, wobec czego koszt samej reklamy także zmalał po nadejściu gospodarki cyfrowej).

Po drugie nie bierze się przy tym nastawieniu pod uwagę wartości usług cyfrowych, które wytwarza się, nie oczekując żadnego wynagrodzenia (np. milionów blogów albo haseł w Wikipedii).

Po trzecie pomija się wartość wytworzoną przez firmy, które zależą od przychodów z reklam, lecz zarabiają na sprzedaży (często obrobionych) informacji o zwyczajach użytkowników. Przy tej metodzie szacowania wartości cyfrowego produktu uzyskuje się przez to raczej wielkość bardzo zbliżoną do dolnej możliwej granicy.

Alternatywne sposoby pomiaru

Wartość darmowych produktów i usług elektronicznych można oszacować na podstawie tego, ile PKB wypracowaliby użytkownicy internetu w czasie, jaki spędzają na używaniu tych produktów i usług, lub uwzględniając rosnący transfer danych w internecie w wartości dodanej generowanej przez branżę telekomunikacyjną. Obie te metody skłaniają do wniosku, że uwzględnienie tej aktywności może spowodować zwiększenie średniego rocznego tempa ekspansji brytyjskiej gospodarki w minionym dziesięcioleciu o wielkość z przedziału 1/3–2/3 pkt proc.

Rewolucja cyfrowa ponadto wywołuje zakłócenia w tradycyjnych modelach działalności biznesowej. Obniżone koszty wyszukiwania oraz kontaktowania kontrahentów oferowane przez liczne rynki internetowe otwierają rynek kwalifikacji w procesie zwanym niekiedy uberyzacją, jak się tłumaczy określenie gig economy, oraz rynek niewykorzystywanych w pełni aktywów (proces zwany gospodarką współdzielenia, sharing economy). Tradycyjne statystyczne rozróżnienie produkujących przedsiębiorstw i konsumujących gospodarstw domowych pozostawia jednak niewiele możliwości uwzględnienia tego, że gospodarstwa domowe mogą wytwarzać wartość, co stwarza problemy z pomiarami – zarówno w sferze pojęć, jak i w kwestiach praktycznych.

Różnica między tym, co się mierzy, a tym, co się wycenia, powiększa się przy każdym wprowadzeniu na rynek nowego towaru albo usługi, a także wtedy, gdy istniejące już towary lub usługi stają się dostępne za darmo, a tak dzieje się często w świecie postępującej cyfryzacji. Musimy sobie teraz zadać pytanie, czy obecne ramy rachunków narodowych są dostatecznie elastyczne, aby za ich pomocą ująć całość przemian spowodowanych przez rewolucję cyfrową. Jeżeli będziemy tę debatę odkładać, ryzykujemy, że szybki rozwój gospodarki cyfrowej przypuszczalnie wywoła szybko pogłębiający się rozłam między tym, co w zasadzie próbujemy mierzyć, a tym, co jest uwzględniane w oficjalnych statystykach.

Proponowana sieć

Aby te nowe zjawiska gospodarcze szybko mierzyć, krajowe agencje statystyczne powinny przodować pod względem wykorzystywania istniejących i nowych źródeł danych. Zaproponowałem, aby brytyjskie agencje statystyczne ustanowiły ośrodek pomiarów gospodarczych. W tej sieci współpracowaliby wiodący naukowcy, przedstawiciele branży oraz użytkownicy – specjaliści, aby programem prac badawczo-rozwojowych objąć pomiary gospodarki i zaproponować eksperymentalne statystyki ujmujące nowe zjawiska.

Ośrodek ten będzie wykorzystywał dane, które władze już mają, i badał możliwości użycia nowych technik gromadzenia i analizowania dużych zbiorów danych (big data) z sektora prywatnego, takich jak wyciąganie danych ze stron internetowych (web scraping), eksploracja tekstu (text-mining) i samouczenie się maszyn (machine learning).

Oczywiście nie tylko Wielka Brytania musi się z tym jakoś uporać. Zapewnienie wiernego odzwierciedlania przez statystyki zmian zachodzących w gospodarce to jedno z najtrudniejszych zadań, przed którymi stoją urzędy statystyczne na całym świecie.

Charles Bean jest profesorem ekonomii na London School of Economic oraz współpracownikiem londyńskiego ośrodka badawczego Centre for Macroeconomics.

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w VoxEU.org (tam dostępna jest pełna bibliografia) i można go przeczytać tutaj. Tłumaczenie i publikacja za zgodą wydawcy.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły