Dlaczego Polska jest relatywnie biednym krajem

26.05.2013
Co sprawiło, że kraje Zachodu mogły przeobrazić się w potęgi gospodarcze, a Polska, mimo wielu wysiłków, pozostała krajem o średnio-niskim poziomie zamożności. Według projekcji PwC, Polska dochodem per capita dogoni państwa Europy Zachodniej dopiero w 2050 r.

(źródło: Demotywatory.pl)


Na przestrzeni dziejów Polska gospodarka wielokrotnie podlegała gruntownym przeobrażeniom. A charakter tych przemian zadecydował o tym, w jakim czasie rozwijały się i w jakim stopniu były wykorzystywane w Polsce różne istotne dla gospodarki czynniki produkcji, takie jak ziemia i surowce naturalne, praca, czyli wysiłek ludzki włożony w wytworzenie danego dobra oraz kapitał trwały, czyli dobra wytworzone uprzednio, a używane do produkcji innych dóbr (fabryki etc.).

Przypomnę też, że nasza rodzima, powojenna akumulacja kapitału zaczęła się tak naprawdę od 1988 r., kiedy to weszła w życie ustawa o działalności gospodarczej, opracowana według projektu ówczesnego ministra przemysłu Mieczysława Wilczka. Umożliwiła ona każdemu obywatelowi Polski podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej na równych prawach i doprowadziła do aktywizacji ogromnych rzesz drobnych przedsiębiorców.

Mała gospodarka

Po przeszło 20 latach Polska jest innym krajem, ale nadal 24 gospodarką świata. Przez ten czas awansowaliśmy zaledwie o jedną pozycję, wyprzedzaliśmy np. Austrię. W 1990 r. nasze PKB było 25. na świecie.

Licząc PKB per capita (według siły nabywczej) uzyskujemy w globalnych zestawieniach wynik jeszcze gorszy. W 1990 r. Polska była na 52 miejscu wśród blisko 200 ówcześnie istniejących krajów. Wyprzedzało nas wiele państw z małą liczbą mieszkańców, posiadających bogate zasoby naturalne takie jak ropa i gaz oraz kraje, które tworząc preferencyjne warunki inwestycyjne ściągały bogaczy z innych regionów świata. Pierwsza pozycja należała wtedy do Emiratów Arabskich.

Dziś polskie PKB per capita daje nam 48 miejsce na świecie, a przesunięcie w górę listy o cztery pozycje jest słabą pociechą. Pierwszym w tym rankingu jest Luksemburg, a Polskę wyprzedza większość krajów Unii Europejskiej. Wśród krajów dawnego bloku wschodniego jesteśmy zamożniejsi od Łotyszy, Rumunów, Bułgarów i Białorusinów, ale biedniejsi od Czechów, Węgrów, Estończyków czy Litwinów.

Zestawienie obu „rankingów” i porównanie 24 pozycji na świecie pod względem wielkości PKB z 48. miejscem z PKB na głowę mieszkańca wskazuje aż nadto wymownie, że Polska gospodarka jest relatywnie mała i w przeliczeniu na obywateli ten dobrobyt się nie powiększa, a jeszcze maleje.

Gdzie szukać przyczyn tego zjawiska? Proponuję przyjrzeć się zarówno historii jak i czynnikom produkcji, które w zasadniczy sposób wpływają na poziom dobrobytu, a odbiegają od wartości w innych krajach.

(infografika D.Gąszczyk/CC by MTAPhotos)

(infografika D. Gąszczyk/CC by FaceMePLS)

Zapóźnione rolnictwo

W USA rolnictwo było tym sektorem gospodarki, który w okresie rewolucji przemysłowej znakomicie wsparł rozkwit krajowego przemysłu, usług i handlu. W Europie ten wpływ był raczej neutralny, natomiast w Polsce rolnictwo w zasadzie hamowało rozwój gospodarczy.

W Europie system feudalny doprowadził do głębokich dysproporcji w posiadaniu zasobów ziemi. Głód ziemi ograniczał rozwój przemysłu, handlu i usług. Nowe technologie podnoszące plony mogły znaleźć zastosowanie jedynie w dużych majątkach ziemskich, pozostawiając gospodarstwa chłopskie w stanie technicznego letargu. Przez to, że tylko część rolników było stać na zakup nowych maszyn takich, jak choćby traktory, które w Stanach Zjednoczonych pojawiły się wraz z samochodami, spowodowało, że europejski przemysł produkujący środki dla rolnictwa napotykał na poważną barierę popytową na rodzimym rynku. Sytuacja ta zmieniła się dopiero po podbiciu przez państwa europejskie dużych kolonii w Afryce i Azji.

W USA pionierzy, zasiedlający nowe tereny, mogli bez przeszkód obejmować tak duże połacie ziemi, jakie byli w stanie obrobić. Produkcja była na tyle wysoka, że istniały warunki do pierwotnej akumulacji (oszczędności). Farmerzy mogli dokonywać inwestycji technologicznych jeszcze bardziej zwiększając swoją produktywność.

Polska nawet na tle Europy nie wypada zbyt dobrze. Po I Wojnie Światowej z rolnictwa utrzymywało się 64 proc. Polaków. Tymczasem jak wynika ze wszystkich analiz Banku Światowego i innych organizacji międzynarodowych, im więcej osób żyje z pracy na roli, tym niższy jest ogólny poziom rozwoju gospodarczego i społecznego danego kraju. Na 40 państw, które ówcześnie dysponowały odpowiednią statystyką pozwalającą je porównywać, w gorszej od nas sytuacji znajdowały się jedynie Liberia, Abisynia, Rosja oraz Turcja. Wśród państw najbardziej rozwiniętych odsetek ludności zatrudnionej w rolnictwie wahał się od 12 proc. w Wielkiej Brytanii do 40 proc. we Francji.

Tuż przed wybuchem II Wojny Światowej polska wieś była nadal przeludniona, a z pracy na roli utrzymywało się około 60 proc. ludności. Po wojnie migracja ze wsi do miast przyspieszyła, ale w innych rozwiniętych krajach proces ten był znacznie głębszy. We Francji w parę lat po drugiej wojnie z rolnictwa żyło tylko 25 proc. społeczeństwa. Podobnie było w krajach względnie zacofanych: w Szwecji – odsetek ten spadł z 55 proc. do 22 proc., w Austrii – z 57 proc. do 30 proc. W połowie XX w. w najbardziej rozwiniętych krajach Europy pracowało w rolnictwie od 6 do 15 proc. ludności. W Polsce dopiero teraz doszliśmy do 12 proc.

Naszym hamulcem jest też produktywność rolna. Znaczące inwestycje w obszary wiejskie (od 11 do 30 proc. wartości ogółu inwestycji w wyposażenie techniczne, budynki i maszyny), kontraktacja dostaw, czy przeprowadzona reforma rolna, która zapewniła kilkuset tysiącom rodzin własne gospodarstwa, rozwój przemysłu i miast, umożliwiający wchłonięcie części ludności wiejskiej, wszystko to sprawiło, że bardzo szybko nastąpiła diametralna poprawa. W 1935 r. różnica w produktywności rolnej z jednego hektara między Polską a Niemcami wynosiła 49 proc., w 1989 r. spadła do 39 proc. Choć od 2004 r. postęp umożliwiła między innymi Wspólna Polityka Rolna w ramach Unii Europejskiej, Polska przestała nadążać za liderami. Ostatnio dystans dzielący nad od Niemców wzrósł – różnica produktywności sięga obecnie 52 proc.

Przemysł 130 lat po Wielkiej Brytanii

Rewolucja przemysłowa zmieniła całkowicie oblicze ówczesnych gospodarek i społeczeństw, podnosząc standard życia na niespotykany dotychczas poziom. Dla historyków wyznacznikami postępu było wydobycie węgla (potrzebnego do pieców hutniczych) oraz produkcja żelaza. Dopiero osiągnięcie pewnego pułapu produkcji żelaza pozwalało bowiem na wszechstronny rozwój przemysłu, a w ślad za nim, na rozwój handlu.

Produkcja żelaza w poszczególnych krajach przekraczała barierę 25 kg per capita w różnych okresach. Zestawiając dane można zauważyć, iż te kraje, które najszybciej pokonały „żelazny” próg przodowały ekonomicznie i społecznie w gospodarce światowej. Wielka Brytania dokonała tego w 1820 r., Belgia – w 1840 r., USA – w 1850 r., Francja – w 1860 r., Niemcy – w 1870 r., Japonia – w 1925 r. Polska, natomiast, osiągnęła go dopiero w połowie lat 50. XX w.

W okresie 1944-1989 władze socjalistyczne postawiły na szybki rozwój przemysłu. W ówczesnej sytuacji politycznej i gospodarczej inwestycje przemysłowe, na początku zwłaszcza w przemysł ciężki, były warunkiem wyciągnięcia nas z zacofania, sięgającego na niektórych obszarach nawet kilku wieków. Przy tej okazji wzrost gospodarczy w porównaniu z innymi państwami zachodnimi był oszołamiający, co zauważał Paul Samuelson w swoich pierwszych podręcznikach do ekonomii.

Liczba nowych bądź całkowicie zmodernizowanych zakładów przemysłowych sięgała w tym okresie 10 tysięcy. W książce „Oni”, zawierającej wywiady Teresy Torańskiej z dygnitarzami PRL, jest ciekawy fragment dotyczący industrializacji i „Planu 6-letniego”. Jakub Berman mówi: „Nasz plan 6-letni pierwotnie musieliśmy modyfikować przecież nie dlatego, że chcieliśmy, ale dlatego, że zimna wojna nas do tego zmuszała, narzucając zwiększenie zbrojeń i zmieniając wcześniej ustalone proporcje wydatków, co prowadziło do obniżenia stopy życiowej (…) zdecydowaliśmy się na dynamiczny rozwój i pozostawało nam jedno wyjście: jak manewrować, by zbytnio nie obniżyć stopy życiowej robotnika i jednocześnie zbudować jak najwięcej zakładów, które będą procentować w przyszłości”.

Cały proces uprzemysłowienia socjalistycznego był realizowany z wieloma błędami, do których zresztą komuniści się przyznawali, ale należy docenić jego impet i znaczenie dla późniejszego rozwoju Polski. Zwłaszcza, że aż do lat 90. XX w. i liberalizacji rynku nie było tak dużego programu reform i akumulacji kapitału trwałego potrzebnego dla procesów produkcji.

Niska wartość pracy

W 2011 r. statystyczny Polak pracował w sumie 1937 godzin. Według danych OECD daje to nam wysokie, siódme miejsce tuż za Węgrami (1980), Rosją (1981 godzin), Grecją (2032), Chile (2047), Koreą Płd. (2090), czy Meksykiem (2250). Pod względem czasu spędzonego w pracy zdecydowanie wyprzedzamy takie kraje, jak Czechy (1774 godzin), Turcję (1877), Japonię (1728), Hiszpanię (1690) czy Irlandię (1543). Średnia dla wszystkich krajów OECD wyniosła 1776 godzin, jest więc o 161 godzin niższa od polskiej.

Mimo, że nasza wydajność wzrasta w tempie 3-4 proc. rocznie, to wciąż jesteśmy jednym z najmniej produktywnych krajów w Unii Europejskiej. Część ekspertów zwraca uwagę na to, że mamy archaiczne przepisy regulujące czas pracy, nakłady na prace badawczo-rozwojowe są za małe, a jakość miejsc pracy niedostateczna.

To wszystko prawda, ale istotniejszym zarzutem jest pracochłonność procesu produkcji, typowa dla grupy państw, do których się zaliczamy, takich jak Rosja, Węgry czy Meksyk. Polska wytwarza raczej dobra niskoprzetworzone. Przez to proces produkcji jest bardziej napędzany tanią siłą roboczą, a nie nowymi technologiami. To oczywiście będzie musiało się zmieniać w najbliższych latach, ale na razie pozostaje kluczowym czynnikiem, z powodu którego praca jest nisko opłacana. Potwierdzeniem zachodzących zmian jest to, że coraz krócej pracujemy – w 2009 r. było to przeszło 2000 godzin i byliśmy wtedy trzecim państwem na świecie.

Niski poziom akumulacji kapitału

W czasach PRL nie można było gromadzić dewiz, ani prowadzić otwartej wymiany walutowej. Upaństwowiony proces produkcji uniemożliwiał tworzenie indywidualnej nadwyżki i akumulację kapitału, podobnie jak ograniczone prawo własności i obrotu na przykład nieruchomości. Tymczasem dla możliwości realizacji inwestycji poziom zakumulowanych środków finansowych w gospodarce jest niesłychanie ważny. Credit Suisse raz na rok przygląda się różnym krajom, by ocenić bogactwo w nich gromadzone. Zebrane dane publikuje w tzw. „Wealth Report”.

W Polsce zadłużenie przeciętnego gospodarstwa domowego sięga 20 proc. wartości wszystkich jego aktywów, co jest dosyć typowe dla naszego regionu. Jesteśmy podobnie zadłużeni, co Węgrzy lub Czesi. Obecna recesja gospodarcza Polaków nie ominęła, ale uderzyła w nas mniej boleśnie niż w innych. W 2012 r. aktywa przeciętnego gospodarstwa domowego spadły o 18 proc. w porównaniu z 2011 r., podczas gdy na Węgrzech zmniejszyły się o 25 proc. a w Rumunii aż o 36 proc.

Smutne, ale jako obywatele wciąż nie jesteśmy jeszcze dostatecznie zamożni, by należeć do 1 proc. światowej czołówki. Mamy za mało prawdziwych krezusów – próżno szukać Polaków na listach najbogatszych ludzi globu. Posiadamy jedynie swoich reprezentantów w grupie 10 proc. najzamożniejszych. Jest jednak kolejne „ale”, bo ich liczba spadła w wyniku kryzysu, co oznacza, że fortuny zdobyte w Polsce nie mają tak trwałych podstaw, jak w przypadku innych państw, gdzie krezusów przybywa.

(infografika D.Gąszczyk/CC BY-SA Train Chartering & Private Rail Cars)

Napawa jednak optymizmem to, że według prognozy Credit Suisse do 2017 r. przybędzie w Polsce 40 tys. milionerów (w dol.). W 2012 r. było ich 38 tys., za pięć lat ma być 78 tys. Podwojenie liczby najbogatszych może oznaczać, że Polacy coraz lepiej potrafią sobie radzić w kryzysie.

Po dekadach tworzenia podstawowego czynnika produkcji, jakim jest kapitał trwały w postaci fabryk, zasobów i możliwości ich wykorzystania, wreszcie przychodzi okres, w którym Polacy akumulują więcej kapitału (widać to także po wskaźnikach oszczędności per capita).

Pozostaje nam czekać na to, by rozwój technologii zwiększył produktywność pracy Polaków i byśmy produkowali bardziej skomplikowane dobra. Umożliwi nam to też absorbcję „nadliczbowego” kapitału ludzkiego, który jest efektem boomu edukacyjnego.

Co zrobić, by Polacy byli bogatsi

Większość zaleceń znajduje się w raportach Światowego Forum Gospodarczego, czy raportach „Doing Business” Banku Światowego. Redukując ograniczenia przedsiębiorczości, zmniejszając obowiązki informacyjne firm, czy dając zachęty podatkowe do inwestowania. Choć jak udowadnia Daron Acemoglu, w swojej książce „Why Nations Fail”, najważniejsze są stabilne, polityczne instytucje demokratyczne.

Można też zwiększyć stopę oszczędzania, bo akumulacja środków jest kluczowa zgodnie z klasycznym modelem wzrostu gospodarczego Roberta Solow. Na lokatach i kontach oszczędnościowych w polskich bankach leży niemal 500 mld zł (106 mld euro). Mniej więcej tyle mają bogaci Norwegowie, ale jest ich osiem razem mniej niż Polaków. Niemcy odłożyli ponad 1,7 bln euro. To szesnaście razy więcej niż Polacy, a przypomnijmy, że Niemców jest tylko dwa razy więcej niż nas. Średnie oszczędności na lokacie Polaka to 2,8 tys. euro (ok. 12 tys. zł) – aż 9 razy mniej niż ma Belg i dwa razy mniej niż posiada Czech.

Oszczędności są zaś motorem gospodarki, bo istnieje szansa, że bank pożyczy je zmyślnemu przedsiębiorcy. Wybór między natychmiastową konsumpcją a oszczędzaniem może być porównany do wyboru iPada teraz, a urządzeniem, które wyprodukuje wiele takich iPadów w przyszłości.

Polsce potrzebne jest wzmocnienie impulsu oszczędnościowego. W tym celu można by zaimplementować jeden z pomysłów wynikających z nowego podejścia do polityki publicznej i tzw. liberalnego paternalizmu oraz behawioryzmu. Do takich należy choćby amerykański program „Save More Tomorrow”, który trafił pod głosowanie w Kongresie za sprawą i z poparciem nietypowej koalicji złożonej ze skrajnych konserwatystów i polityków lewicowych. „Save More Tomorrow” to finansowy program oszczędnościowy, który firmy mogą wprowadzać dla pracowników.

Uczestnicy programu wyrażają zgodę, żeby pracodawca po każdej podwyżce płac przekazywał większą kwotę na ich konto oszczędnościowe. Wzrost stopy oszczędności dokonuje się automatycznie, dopóki pracownik nie zrezygnuje z udziału w programie. Pomysł Richarda Thalera i Shlomo Benartziego, z 2003 r., podniósł stopę oszczędności i poprawił perspektywy milionów pracowników. Średni poziom oszczędzania po pierwszej podwyżce zwiększył się z 3,3 proc. dochodu do 6,5 proc., a po czwartej podwyżce osiągnął 13,6 proc.

Program ma silne oparcie w psychologii – udaje mu się uniknąć bezpośredniego oporu, jaki budzi utrata bieżącej gotówki będącej do dyspozycji pracownika, bo nie wymaga zmiany wydatków. Ponieważ wyższa kwota oszczędności jest powiązana z otrzymanymi podwyżkami, oszczędności nie są traktowane jako uszczerbek w domowym budżecie, lecz rezygnacja z zysku, co jest znacznie łatwiejsze do zaakceptowania.

Automatyczny charakter naliczania oszczędności sprawia, że lenistwo i niechęć do zmian zaczyna działać w długoterminowym interesie pracowników. Bez sztuczek i wprowadzania na manowce.

Może i my bylibyśmy bogatsi oszczędzając systematycznie w imię szybszego rozwoju, bo rewolucję przemysłową przeżyliśmy 60 lat temu.

OF


Tagi


  • Tomasz Urbaś pisze:

    Dlaczego Polska jest biednym europejskim krajem?
    1. Po 1989 r. władze niszczą przedsiębiorczość (regulacje, przymusowy ZUS, skomplikowane podatki, brak ochrony przed użyciem broni ekonomicznej przez inne państwa i zagraniczne wielkie korporacje).
    2. Władze nie dopuszczają do wzrostu finansujących inwestycje oszczędności utrzymując przymus bankrutujących ubezpieczeń społecznych.
    3. Interwencjonizm władz nie skupia się na nauce i nowoczesnych technologiach wdrażanych w przemyśle, a na wszystkim, a zatem strategicznie na niczym.

  • koles pisze:

    Dobry artykuł! Gratuluję. Pomysł „save more tomorrow’ to chyba miał Kahneman a panoowie Richard Thaler i Shlomo Benartzi zastrzegli nazwę i kapitalizują ją chociażby na wspólpracy z ING http://www.ezonomics.com/polls/if_you_get_a_pay_rise_do_you_tend_to_spend_the_extra_money_or_save_it

    Ale odkładanie połowy podwyżki jest sprytne. Pensje rosną przez to ze z czasem awansujemy, a dodatkowo jest inflacja (prawie zawsze) więc w rezultacie podwyżka będzie, chociaż w niektórych przypadkach oznacza to zaciskanie pasa np wtedy gdy inflacja jest wyższa od podwyżki. Nie mówiąc już o tym co zrobić gdy nasza wypłata jest niższa ze względu na zmianę pracy

    Polacy nie oszczędzają bo myślą ze obecny, wyjątkowo hojny system emerytalny będzie trwał wiecznie. Gdy zorientują się, że ich emerytury będą stanowić 30% końcowego wynagrodzenia a nie 60% jak jest teraz to będą wnukom opowiadać jak to ich dziadkowie na początku 21 wieku żyli w luksusie i jeszcze dzieciom pomagali :)

  • Aleksander Piński pisze:

    Wielka Brytania w połowie XIX w. otworzyła się na wolny handel a USA do lat 30. XX w. chroniły się cłami. I w tym okresie to USA pokonały Wielką Brytanie i stały się największym mocarstwem gospodarczym świata.
    Zresztą Wielka Brytania także drogę do największego mocarstwa gospodarczego świata odbyła chroniąc się cłami.
    Nie ma żadnego dużego, bogatego kraju na świecie, który by doszedł do bogactwa stosując wolny handel.

  • kbien pisze:

    Pamiętać tylko trzeba o drugiej stronie medalu. Wojujący protekcjonizm doprowadził już parę razy do rewolucji i wojen. Czasem w ich wyniku powstało coś nowego i pożytecznego – jak np. USA. A czasem wyniknęły z tego nieszczęścia takie jak druga wojna światowa. Lepiej nie uogólniać, bo nie wszystko pasuje do założonej tezy.

  • marcinach pisze:

    @Aleksander Piński
    Pan myli fakty, bo nie wiem kto pisze, że Wielka Brytania w XIX wieku była czysto wolnorynkowy krajem? Albo USA? Zapominamy o efektywności polityki gospodarczej panstwa, która ponad 100 lat temu doprowadziła Albion do choroby karteli, cła, socjalu, regulacji itd. Radzę zagłebić w temat, a nie trzymać kilku niedawno przeczytanych książek.

  • RobCrane pisze:

    Polska była otoczona barierami przez 50 lat i jak to się skończyło wszyscy wiemy. Tu nie chodzi o bariery tylko umiejętne wspomaganie własnej gospodarki

  • Aleksander Piński pisze:

    Pytanie było: dlaczego Polska jest relatywnie biedna. Wszystkie duże kraje, które dogoniły najbogatsze kraje świata stosowały silny protekcjonizm. My otworzyliśmy swoje rynki i to jest powód naszej relatywnej biedy i gigantycznego bezrobocia (15 proc. plus 2 mln na emigracji czyli w sumie ok. 25 proc., tyle co w USA w czasie wielkiego Kryzysu). W przypadku integracji krajów na różnym poziomie rozwoju gospodarczego w pierwszej kolejności niszczone są najbardziej rozwinięte przemysły, na przykład w Polsce po 1989 r. przestał istnieć prawie cały polski przemysł elektroniczny (43 tys. miejsc pracy). To jest ten sam mechanizm, który sprawił, że pomimo ponad 100 lat od zjednoczenia Włoch, południe Włoch jest ciągle biedne.

  • Aleksander Piński pisze:

    I jeszcze a propos skutków obecnej polityki. OECD w ostatnim raporcie szacowało wzrost PKB Polski w latach 2011-2030 na 2,6 proc. rocznie, a w 2030-2050 na 1,4 proc. rocznie, czyli średnio w okresie 2011-2050 1,9 proc. rocznie. Przy takim wzroście za 40 lat będziemy mieli według OECD PKB na poziomie Rosji, Turcji i Meksyku i mniej więcej połowie PKB na osobę USA, czyli jak jesteśmy biedni tak będziemy. Dane na str 31 tego raportu: http://www.oecd-ilibrary.org/docserver/download/5k8zxpjsggf0.pdf?expires=1368912479&id=id&accname=guest&checksum=B9325DF25C072C8FF7E151C34EEB7A62

  • Aleksander Piński pisze:

    Ma Pan rację, że same bariery nie wystarczą. Ale bariery są konieczne, bo bez ochrony nie zbudujemy silnego, własnego przemysłu. Powinniśmy wziąć przykład z Finlandii, która zbudowała bogactw stosując sterowaną przez państwo industrialiację na wzór azjatycki i weszła do UE dopiero jak była bogata. I to jest sensowna ekonomicznie integracja gospodarcza: z krajami na zbliżonym poziomie rozwoju gospodarczego. Integracja ekonomiczna krajów bogatych z biednymi to jest zwyczajna kolonizacja. Pierwszą rzeczą jaką robiły mocarstwa kolonialne to było zmuszenie kraju biednego do podpisania umowy o wolnym handlu.

  • marcinach pisze:

    Kraje, które dokonały udanej industrializacji (UK i USA w XIX w., Azjatyckie tygrysy w XX w.) dokonywały tego w warunkach relatywnie niskiego fiskalizmu, całkiem zdrowego pieniądza, elastycznie reagowały na zmiany i sygnały z gospodarki swiatowej, natomiast protekcjonizm był na niskim poziomie. Jak to ma się do Polski? USA i Wielki Kryzys, gdzie interwencja monetarna najpierw dobila gospodarke, a protekcjonizm wydluzyl recesje o 10 lat. Fakty, fakty prosze. Finlandia – kraj o swietnej jakosci instytucjach, dosyc elastyczny, z jednym mankamentem – fiskalizm, ktory z czasem z dekaty na dekate wyhamowywał wzrost gospodarczy. Finlandia – kolejno: wzrost rzadu (udzial wydatkow w PKB) i wzrost gospodarczy: 1960-te: 30.2(%PKB) i 3.83(%), 1970-te: 36.7(%PKB) i 2.49(%), 1980-te: 44.2(%PKB) i 2.27(%), 1990-te: 59.6 (%PKB) i 2.41(%). Tak, gospodarka rynkowa dziala pomimo fiskalizmu i pomimo protekcjonizmu. Kazdemu zycze takego protekcjoznimu jakiego zaznala Wielka Brytania przez wiekszosc XIX wieku, o ile bysmy mieli rownie gapciowate rzady jak Brytyjczycy w tamtym okresie. Niestety na to sie nie zanosi.

  • Tezcatlipoca2013 pisze:

    @Aleksander Piński „w Polsce po 1989 r. przestał istnieć prawie cały polski przemysł elektroniczny (43 tys. miejsc pracy)” – można tylko powiedzieć: świeć Panie nad przemysłowymi duszami Diory, Kasprzaka, Elwro, CEMI, Polkoloru (któremu nic nie dała sprzedaż do Thomsona).

  • marcinach pisze:

    @Tezcatlipoca2013
    Tak, szkoda. Wielka szkoda. W okresie transformacji systemowej w Polsce popełniono bardzo dużo błędów, za które do dziś płacimy. Ale polityka przemysłowa nie jest i nie była lekarstwem – zwłaszcza w Polsce, dawniej i teraz. Wszyscy zapominają jakim i czyim kosztem ją się prowadzi. Np. Niemcy przeprowadziły za pierwszym razem industrializację na koszt Albionu. Zapomina się w jakich warunkach się ją prowadziło itd. itp. etc. Historia jest ciekawa, ale jak powiedział pewien brodacz, zazwyczaj powtarza się jako farsa. I tak podrecznikowa industrializacja brytyjska była prowadzona w Zwiazku Radzieckim z wiadomym skutkiem. Zabraklo podstaw – prawa wlasnosci i rzadow prawa, wolnosci! Cyli wracamy to dego, ze to instytucje maja znaczenie. A Polska nie jest i nie była krajem wolnorynkowej gospodarki.

  • Aleksander Piński pisze:

    To jest nieprawda, że protekcjonizm był na niskim poziomie. David Landes w książce „Bogactwo i bieda narodów” opisuje, że Japończycy otwierali tylko te rynki na których mieli dominującą pozycję (na przykład rynek produkcji Sake) albo te, na których jedynym kupującym był rząd, który kupował tylko od japońskich firm. Zresztą protekcjonizm widać do dzisiaj. W Japonii 94 proc. sprzedanych aut to auta japońskie. W Korei Płd 87 proc. to koreańskie. W Japonii nawet Renault nie może sprzedawać własnych aut mimo, że jest właścicielem Nissana. Jego udział w rynku japońskim to 0,04 proc.

  • Aleksander Piński pisze:

    To także nieprawda, że „protekcjonizm wydłużył Wielki Kryzys o 10 lat”. Paul Bairoch w ksiażce „Economics and World History Myths” opisuje, że jest to mit nie mający żadnych podstaw w faktach. Oto fragment tej książki w moim tłumaczeniu: „W 1928 i 1929 r. częściowo ze względu na rekomendacje Międzynarodowej Konferencji Ekonomicznej z 1927 r. cła zostały obniżone w prawie wszystkich rozwiniętych krajach. W związku z tym twierdzenie, że kryzys który rozpoczął się w 1929 r. poprzedziła zwyżka ceł jest nieprawdziwe”.

  • Aleksander Piński pisze:

    Nigdy nie twierdziłem, że trzeba dokładnie skopiować dokładnie to co zrobili Japończycy czy Koreańczycy, tylko stworzyć własną politykę oparta na ich doświadczeniach. Ale na pewno droga, którą my wybraliśmy, czyli zintegrowanie się z gospodarkami krajów rozwiniętych nie doprowadzić nas do bogactwa. Musimy odbudować polski przemysł i stworzyć polskie firmy takie jak Nokia, Samsung czy Hundai i wówczas Polska będzie bogata a bezrobocie będzie wynosić 3 proc., tak jak w Korei Południowej.

  • Kon Donek pisze:

    Trochę pomieszany artykuł, ale najbardziej podoba mi się tabelka, w której Turcja dogoniła Rosję. Paradoksalnie to WIELKA sprawa dla Polski, bo sowieckie rakiety będą wycelowane w Bosfor zamiast w Wisłę.

  • Kon Donek pisze:

    Tak, wiadomym, ze skutkiem pokonania Niemiec i pomniejszych państw 1/3 Europy. A i do dzisiaj to Rosja produkuje samoloty, rakiety, okręty – a nie my.

  • seth pisze:

    Bo majątek krezusów w polsce w większości przypadków jest zdobyty nielegalnie i jest ukrywany

  • seth pisze:

    „bank pożyczy je zmyślnemu przedsiębiorcy” taaaa tylko na taki procent i warunkach że ten przedsiębiorca padnie zanim coś wymyśli

  • seth pisze:

    Polska ma po prostu nieudolny rząd ! Stopa obowiązkowych oszczędności? Mamy ofe i co politycy już chcą likwidować, Fundusz rezerwy demograficznej? już jest przejadany a politycy dalej rozdają przywileje!
    Wszystkie działające rozwiązania są wywracane do góry nogami zamiast być po prostu usprawniane! Ochrona zdrowia szkolnictwo czy ostatnio ustawa śmieciowa są tego dobrym przykładem!
    Polska po prostu traci czas i zamiast kopiować sprawdzone wzorce z innych państw przerabia to wszystko samemu na sobie, co znacznie spowalnia rozwój

  • marcinach pisze:

    Alez ja nie pisze, ze podwyzka cel, ktora miala miejsce w latach 30-tych XX wieku w USA wywolala Wielki kryzys, tylko pomogla trwac recesji po tym kryzysie przez cala dekade. A to duza roznica. Przeciez w panice wszystkie rozwiniete owczesne kraje zaczely podnosic cla, aby chronic miejsca pracy u siebie. Na skutki nie trzeba bylo dlugo czekac.

  • marcinach pisze:

    Warto siegnac po ksiazke Adama Lispowskiego o polityce przemyslowej, poniewaz autor nie tylko korzystal ze znanych dostepnych zrodel, ale rowniez mial dostep do danych w krajach azjatyckich, dyskutowal z tamatejszymi ekonomistami itd. Warto.

  • […] Obserwator zastanawia się czemu Polska jest biedna. Moja odpowiedz jest prosta – Polska jest biedna z powodu mentalności Polaków. […]

  • Tezcatlipoca2013 pisze:

    @Przemysław_A._Słomski Może jakieś szersze uzasadnienie tej opinii? Bo jak na razie to nie ma nawet z czym polemizować.

  • raf pisze:

    @Aleksander Piński

    Wzrost PKB per capita Polski i jej wysoce protekcjonistycznego i ciężko uprzemysłowionego sąsiada w latach 1991-2011 (wg Banku Światowego):

    Polska……..+119%
    Rosja……….+17%

    Białoruś……+105%
    Ukraina……..-21%

  • tym pisze:

    Nie wiem kto pisał ten artykuł, ale raczej ktoś nie myślący. Podane dane PKB per capita z 1990 roku z Litwy Łotwy a nawet Rosji jak te kraje jeszcze nie istniały, a co dopiero wiarygodne dane z tych krajów. To trzeba być myślącym człowiekiem. Chyba trzeba mieć jakieś podstawy z geografii najpierw żeby jakichkolwiek analizy przeprowadzać.

  • Merro pisze:

    Dlatego, że w Polsce jest ciągle zacznie mniej firm produkcyjnych, niż w krajach bogatych. Podstawą działalności są: Primo – produkcja, secundo – niskie podatki od dochodu. Jeżeli dzisiaj w moim domu są 90% produktów wytwarzanych poza Polską, to jak tutaj ma być zamożnie…I tutaj nie chodzi o jakiś rząd ten czy tamten. Po prostu w Polsce nie wyksztrłciła się jeszcze kultura przemysłowa/produkcyjna jak w innych państwach Europy zachodniej. Tam każdy coś produkuje, u nas 1/10 coś produkuje, reszta pracuje w usługach, albo wcale nie pracuje…

  • Baśka S pisze:

    Gdyby zlikwidować składki na Zus NSZ (gdyby człowiek płacił za leczenie tylko wtedy kiedy był by chory ) i inne składki .Ponadto
    zmniejszyć pensje naszych polityków no i gdyby Polska nie należała do tylu organizacji międzynarodowych ,w których musi płacić składkę prawie i nic z tego nie ma to by od razu nam to PkB na mieszkańca podskoczyło bo to wszystko obciąża bardzo kraj finansowo

  • Libertarianin pisze:

    Polska jest biedna boprzez3 wieki w Polsce gnojono chłopóww imię wysokiej stopy życiowej szlachty,która nie miała motywację by cokolwiek zmieniać w kraju.

    Dodatkowona zachodzie byli Protestańci dla których sukces finansowy był jednym głównych celów życiowych…w Polsce na bogactwo dalej patrzy się z pogardą

    Ponadto zawsze jak Polska pomimo ograniczeń zaczynała się rozwijać to kończyło się to powstaniem lub wojną światową. Dla miejscowych elit ważniejsze były porywy duszy a nie bogacenie się…

  • Waldi pisze:

    nie ma z czego oszczędzać żona zarabia 1500 ja 1800 -WEGETACJA na samo paliwo (gaz) by dojechać do pracy wydajemy 400zł/mieś. Dwójka dzieci , domek na wsi po dziatkach….Brak pracy!!! Brak perspektyw. Dzieci niech dorosną to wyjadą do Angli . Nauka angielskiego non stop.

  • Seb pisze:

    Polska jest relatywnie bogatym krajem, bo się spokojnie rozwijała w systemie kapitalistycznym.

  • dona pisze:

    dokładnie, polityka państwa, najwyższy w Europie podatek, słabo dostępne kredyty. to nas niszczy.

  • dona pisze:

    jakikolwiek ewentualny rozwój był możliwy tylko dzięki środkom programow operacyjnych, które i tak bardzo słabo rozdysponowano, w duzej części „przejedzono”

  • Pedros pisze:

    Poza osobliwymi przypadkami małych krajów bogatych w surowde jak np Kuwejt, bogactwo bierze się głównie z jakości pracowników , obywateli. Przykłady to Japonia, Niemcy, Korea. Te kraje nie mają surowców, po wojnach wyszły zniszczone, ale ludzie tu ektremalnie dokładni, obowiązkowi, zdyscyplinowani. Polska bez zmiany mentalności Polaków nie pójdzie do przodu.
    Kto był w Japoni i obserwował mądrze Japończyków ten wie o czym mowa.

  • gosc pisze:

    Polska nigdy nie bedzie bogata dopoki budowa systemu umozliwia na proste i bezkarne rozkradanie panstwa przez politykow.

  • krótko i na temat pisze:

    Bo jesteśmy krajem komunistycznym.

  • mk pisze:

    Polska jest biednym krajem bo politycy nie potrafią rządzić i grabią podatników a sami zarabiają krocie.

  • Dariusz z Australia pisze:

    Poniewaz polak jest glupi i leniwy. Zawsze kiedy przylatuja do polski w lecie to nikt nie pracuje przez 2 miesiace. Polak ma opinie na wszystko, wie najlepiej, jest swaniakiem i czesto zjodziejem. Lata komuny I hitlera wybila lepszy narod pozostawiajoc otumaniony motloch z silnym kosciolem ktory zawsze byl przeciwny bogatym (biednymi lepiej sie zadzi).
    Wy nawet nie macie normalnej prawicowej partii. Tusk I kaczor to lewicowcy, nie mowiac o reszcie, z wyjatkiem nowej prawicy.
    Zawsze zwalacie swoje niepowodzenia na historie, Niemcy, Rosje. Porownujecie sie do gorszych aby czuc sie lepiej. Jestescie biedni I caly czas dzielicie sie na fizycznych, rolnikow I innych. U nas fizyczny no ostoja narodu, nie jakis mgr, czy pani za biurka.
    Do roboty and glowkowac, a nie pieprzyc dlaczego nie moge
    Dariusz jablonski
    Perth, Australia

  • irena pisze:

    Obrażasz Pan ludzi a generalnie nie masz Pan pojęcia jak się teraz ciężko żyje,jak ludzie ciężko i długo pracują za marne pieniądze.Polak teraz to w większości bardzo dzielny człowiek ,niestety prawo i rząd nie pomagają żyć godnie.Dobrze mają urzędnicy i klasa rządząca oraz ich szerokie grono rodzinne i znajomi,reszta narodu tyra za pół darmo z trudem wiażąc koniec z końcem,przeważnie jeszcze zadłużona po uszy.
    Pozdrawiam

  • andre pisze:

    Typowe zwalanie winy na rzad,partie…etc…Polak to dzielny do pokazania ze jest expertem we wszystkim.
    bardz mierna proba usprawiedliwienia tepotyi lenistwa.

  • sol pisze:

    to co według was powinien zrobić Polak zeby było inaczej bo racujący na etacie pracujący polak zarabia ok 1500 zł na reke tj. ok 350 euro na miesiąc a ceny w sklepach są takie jak w austrji niemczech itd. A wszelkie wybory i stanowiska urzednicze są obstawione przez kolesiostwo. To tyle jesli chodzi o możliwość zmiany za pomocą prawa.Ale zgadzam się ,że powinno się chwycic za pysk te polityczne szmaty i pokazac im gdzie mogą sobie wsadzić te idiotyczne ustawy.

  • to, ja Polski obywatel. pisze:

    komentarz?
    żart! scenariusz w biednych krajach- pożycz ode mnie . jakie warunki .. stabilne , a potem w łeb. spłać 3 razy więcej. autor artykułu w takich warunkach może sobie opisane wnioski wstadzidzić w buty. z długu a tym zamym z chronicznego braku pieniędzy na tzw. rozwój już nie wyjdzie. chyba że wywalimy tusków, kaczorów , skumamy się z węgrami -pójdziemy do rusków i wypierdolimy cały świat anglosasów do góry … wtedy coś się zmieni. a na razie płaćcie i płaczcie!!!1 utrzymjujecie tych skórwieli.

  • Tom pisze:

    Dariusz, Ty jesteś Polakiem? Z mnóstwa błędów w podsawowych wyrazach wynika że nie jesteś! Mnóstwo obcokrajowców pisze leepiej po polsku niż Ty! Ja te mieszkam w Australii i co? Australijczycy są ogólnie kilka razy bardziej leniwi niż Polacy i to jest prawdą a nie bzdury jakie wypisujesz! Kim jesteś w Australii, pracujesz na farmie czy kopiesz doły? Tak wynika bo zapomniałeś j. polskiego a angielskiego zpewnością jesteś na poziomie mini komunikatywnym! Najpierw pomyśl zanim coś napiszesz, może i masz szczęście że mieszkasz na Antypodach ale pamiętaj ze teraz jest OK ale może kiedyś będziez musiał wrócić i kim będziesz NIKIM! Bo Polska ucieknie i nie dasz rady zrobić ani zrozumieć absolutnie nic i może będziesz sprzątać ulice, uważaj więc na to co piszesz i nie bądź mądralą!!!

  • lukasz471 pisze:

    Problem naszego marazmu jest bardziej złożony aniżeli przedstawia autor. Oczywiście największe znacznie ma tutaj tzw. komuna, która dwojako nas mentalnie uszkodziła jako naród. Po pierwsze wykształciła w Polakach bardzo niski współczynnik produktywności, który można podsumować legendarnym stwierdzeniem: „czy się stoi, czy się leży,……”, o którym autor wspomina w tekście. Z drugiej strony PRL wpoił do głowy społeczeństwa przekaz o socjalistycznej równości, który powoduje, że zazdrościmy tym, którym się udało. Swoich szefów traktujemy jako cwaniaczków, którzy po kolesiostwie się dorobili, nie widząc, że im więcej zarobi nasz szef, tym i my prędzej czy później więcej zarobimy. Brak w nas swego rodzaju patriotyzmu pracowniczego. Dlatego wydaje mi się, że Polska przyśpieszy, ale dopiero za ok. 10 lat, kiedy ostatnie osobniki pamiętająca komunę przestanę dzierżyć lukratywne stanowiska. Brak nam również patriotyzmu markowego. Otóż wysokopłatne miejsca pracy są tam, gdzie rozwinięte są technologię, co zauważył autor. Jednakże, wysokopłatne miejsca pracy są również w korporacyjnych gigantach. My mamy ten pech, że wstąpiliśmy do europejskiego i światowego rynku dopiero w 90r., kiedy wielkie koncerny zdołały już rozwinąć skrzydła i opanować swoim zasięgiem cały świat. Nasz przemysł został przez nie stłamszony, kiedy to firmy te wkroczyły do Polski i uniemożliwiły rozwój i wyjście poza granicę naszemu przemysłowi. O wiele lepiej skorzystalibyśmy na zmianie ustrojowej, gdybyśmy zamknęli się na obcy kapitał na kilkanaście lat i dopiero w momencie, kiedy nasze fabryki zapuszczą mocne korzenie w polskiej ziemi, otworzylibyśmy się na obce rynku. Ale cóż, czasu już nie cofniemy. Nie rozumiem kompletnie, dlaczego politycy i telewizja nie zachęcają Polaków do kupowania polskich rzeczy. Powinno to być powtarzane w szkołach i środkach przekazu. Wolimy koreańskie kuchenki, zamiast kupować nasze rodzime produkty fimy Ami…. Ludzie, jeżeli tylko nasze produkty są jako takie dobre, to ich polskie pochodzenie powinno być kluczowym czynnikiem wyboru w sklepie. Nie dziwcie się więc, że nasz przemysł nie kwitnie, nie powstają wysokorozwinięte gałęzie przemysłu, skoro sami plujemy na nasz przemysł. Dopóki nie zmienimy swojej postkomunistycznej mentalności, to ten kraje bogaty w nietuzinkowo myślących ludzi nie ruszy z kolan. Co więcej, dochodzimy pomału do momentu w którym rozwój gospodarczy będzie musiał zahamować, bo kończą nam się zasoby na Ziemi. Jako ludzie jesteśmy jak szarańcza, obrabiająca całe pole zasobów, nie myśląc kompletnie o tym, co zostanie dla naszych wnuków. Obawiam się, że prędzej cały świat mentalnie się obudzi i wprowadzimy zrównoważony rozwój, niż my Polacy zdołamy ten świat dogonić. Pozdrawiam.

  • Viola pisze:

    Swoich szefów traktujemy jak cwaniaczków, którzy sie dorobili zazdrościmy im, świetne stwierdzenie, tylko ze w Polsce zawsze od dawna w Polsce sanacyjnej do której teraz zmierzamy były straszne różnice pomiędzy biednymi i bogatymi, nie było środka, czyli byli bogaci przemysłowcy i ziemiaństwo i chłopstwo które umierało z głodu, wiec jak to ująłeś zazdrosczenie szefowi, który maksymalnie eksploatuje swojego pracownika za piętkę chleba, jest powrotem do przeszłości, w polskiej mentalności z dawnych czasów sie nic nie zmieniło, Polak robotnik, do pracodawcy Polaka jest jak murzyn w koloni amerykańskiej,

  • Rafael pisze:

    Dariuszu z Perth, myśl co piszesz a nie piszesz co myślisz, boś mocny ignorant i nieuk. Nie znający realiów i życia w Polsce.

  • Murzyn z Zielonej Wyspy pisze:

    Częściowo zgadzam się z Dariuszem z Austrii. Jakim narodem są Polacy (oczywiście nie w całości, pewnie nawet w mniejszości, ale jednak) łatwo się przekonać. Wystarczy zostawić rower, czy jakiś inny wartościowy przedmiot na dowolnej ulicy bez opieki na 10 min. – przeważnie zniknie. Za to wystarczy pojechać 10 km na południe do Czech, a z ulic znikają żule. Nikt nawet się nad tym nie zastanawia, bo jest to dla Polaków porządnych oczywiste, ale po zmroku swoich mieszkań nie mogą samotnie opuszczać dzieci, kobiety i ludzie starsi, bo grozi im rabunek, gwałt, albo przynajmniej nachalne molestowanie ze strony lumpów (to dotyczy oczywiście kobiet i to także w dzień). Czyli ok. 70% społeczeństwa ma ograniczane prawa do swobodnego przemieszczania się przez meneli, huliganów i lumpów. Inteligencje wybił Hitler, Stalin, a teraz duża część jak tylko może, to emigruje. O co jeszcze łatwo w Polsce? O to żeby zostać oszukanym w sieci, o to żeby mieć oko podbite pod wiejskim sklepem lub na przyjęciu, o to żeby zgubić telefon, o to żeby mieć porysowany lakier w nowym aucie, o to żeby ktoś się wepchał bez pytania do kolejki, albo zajechał na miejsce parkingowe na które mrugamy od 5 min, oto żeby żule się wypróżniły u nas na klatce schodowej, o to żeby zostać okradzionycm, o to żeby ktoś się wykłucał i nie chciał zapłacić za usługę z której skorzystał oraz wiele podobnych rzeczy, które są nieznane w innych krajach (albo były nieznane nim przyjechali tam Polacy i inni mieszkańcy z Europy wschodniej). Właśnie to społeczeństwo wybiera spośród siebie najwybitniejsze jednostki i wysła do sejmu, a potem to samo co na ulicach dzieje się w sejmie, ale w skali makro (tj. afera goni aferę). Nepotyzm i kumoterstwo w urzędach i przy rozdziale unijnych środków, to już zjawisko naturalne i akceptowalne, bo nikt nikomu nie broni nawiązywać kontaktów i zawierać znajomości. Połowę zarobionych pieniędzy zabiera Państwo, a zadłużenie Polski rośnie. Wzamian dotujemy NFZ, górników i inne państwowe organizacje, które przy okazji służą jako sposoby dotowania kolegów i rodziny. Pomyślcie tylko czym różni się prywatna służba zdrowia od państowej. Prywatna jest lepsza i tańsza. W rankingu zamożności według parytetu Polskę praktycznie już dogoniły takie potęgi jak Kazahstan, Gabon (z którego nota bene kpił sobie pewien polski polityk) i nawet Białoruś już bardzo się do Zielonej Wyspy zbliżyła. Polacy nie mogą jednak wiele zmienić, bo w sejmie dalej te same twarze – obojętnie na kogo się zagłosuje.

  • Seb pisze:

    Co za głupawe bzdury z kosmosu! W Polsce nie było żadnego komunizmu, tylko kapitalizm, wolność i demokracja, Polak nie jest żadnym złodziejem i głupkiem, tylko bogatym, nowoczesnym człowiekiem Zachodu. Polak jest zamożny i statystycznie wypada dobrze dzięki dobrej strukturze kraju, normalnej mentalności i szczęściu historycznemu.

  • Seb pisze:

    Polska jest relatywnie bogatym krajem, bo po II Wojnie Światowej trafiła do wolnych, bogatych krajów Zachodu, dzięki czemu wzrastała systematycznie zamożność, układało się prawidłowo w głowach, dlatego Polska jest przyjemnym, rozwiniętym bogatym krajem Zachodu, gdzie jest dobra struktura państwa i żyje się po prostu przyjemnie, jak to w kraju Zachodu.

  • Seb pisze:

    Wszystko to bzdury! Polak traktuje szefa nie jak cwaniaczka, tylko jako człowieka, który zbudował firmę i się uczciwie wzbogacił na pomyśle. Polska to bogaty kraj Zachodu, Polacy są ludźmi Zachodu, przyzwyczajonymi do uczciwości i korzyści za pracę, są zdrowe struktury w kraju, nie żadne pokrętne, skrzywione myślenie, sugerujące głupawe dzieje kraju, których wcale nie było.

Dodaj komentarz


7 + = jedenaście

Popularne artykuły

Related Posts


Artykuły powiązane