Ekonomiści na szlaku uchodźców

28.01.2016
Kryzys uchodźczy przypomina okres bezpośrednio po II wojnie światowej. W samej Europie było wtedy - według jednego z ówczesnych szacunków – ponad 40 milionów uchodźców. W raporcie z połowy 2015 roku UNHCR szacował, że w końcu 2014 r. liczba „przymusowo przemieszczonych” sięgała na całym świecie 59,5 mln.


Po II wojnie światowej „osoby przemieszczone” zostały zmuszone do opuszczenia swoich domostw na skutek przemocy, wyrzucenia, prześladowań a także zniszczenia ich własności oraz infrastruktury. Okropna sytuacja doprowadziła do utworzenia w 1950 roku nowego organu, Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR), którego mandat miał być – jak oczekiwano – tylko przejściowy; ochronę nad uchodźcami miał sprawować przez trzy lata. Tymczasem nie tylko działa on nadal, ale grzmi na alarm.

W raporcie z połowy 2015 roku UNHCR szacował, że w końcu 2014 r. liczba „przymusowo przemieszczonych” sięgała na całym świecie 59,5 mln; w tym było 19,5 mln „przemieszonych międzynarodowo”, a więc osób, które agenda ta uznaje za prawdziwych uchodźców. W każdym z poniższych krajów – Afganistanie, Azerbejdżanie, Kolumbii, Republice Afryki Środkowej, Demokratycznej Republice Kongo, Iraku, Myanmarze, Nigerii, Pakistanie, Somalii, Sudanie Południowym, Sudanie, Syrii i Ukrainie – liczba przymusowo przemieszczonych przekraczała w końcu 2014 roku pół miliona. W raporcie zauważa się, że od tego czasu ogólna liczba uchodźców oczywiście znacząco wzrosła.

Raport ten uwypukla fakt, iż nasze pojmowanie problemu uchodźców jest – niestety – niekompletne. Nigdy bowiem nie zajmowano się badaniami losu uchodźców, którzy przez całą naszą historię szukali schronienia na obcej ziemi. Historycy zajmują się wojnami, wspominają o diasporze, rzadko jednak okazują większe zainteresowanie narastaniem i rozwiązywaniem kryzysów uchodźczych.

Nic w tym zaskakującego – historię piszą przecież zwycięzcy. Wiedza o tym, że jakiś kraj do tego stopnia terroryzował mniejszość, iż jej członkowie musieli uciekać – albo że przybycie czyichś przodków do jakiegoś kraju to często skutek klęsk i paniki – nie stanowi pociągającego źródła tożsamości narodowej. Tak więc opowieści te – nieznane i przemilczane – po prostu przepadają.

Właśnie dlatego potrzeba więcej studiów nad tym, co można zrobić dla uchodźców w długim okresie. Wysoki Komisarz wykonuje ważne zadanie, jakim jest ochrona uchodźców. Sama ta instytucja nie jest jednak zapewne w stanie zaspokoić ich potrzeb. Budżet UNHCR – w 2015 roku było to 7 mld dol. – może się wydawać wielki, ale w przeliczeniu na jedną przemieszczoną osobę wypada tylko około 100 dolarów. To za mało na pokrycie potrzeb podstawowych, jak jedzenie i schronienie.

Jako prezes American Economic Association [Amerykańskie Towarzystwo Ekonomiczne] na 2016 rok czułem się moralnie zobowiązany, by przypadające na początku stycznia nasze doroczne zgromadzenie wykorzystać jako forum, na którym porusza się ważne problemy ekonomiczne. A kryzys uchodźców to – poza wszystkim – także problem ekonomiczny. Zabrakło jednak zgłoszeń referatów, podejmujących ten problem. Zdecydowałem się więc zorganizować sesję pod nazwą „Sześć milionów uchodźców” i zaprosić na nią niektórych z najwybitniejszych znawców migracji w naszej dyscyplinie nauki. Poprosiłem ich o przedstawienie problemu uchodźców w kategoriach ekonomicznych i zaproponowanie jakichś rozsądnych propozycji rozwiązania go.

Jeden z nich, Timothy J. Hatton (University of Essex i Australian National University), chcąc się dowiedzieć, co kieruje uchodźcami, zbadał strumienie ich napływu w skali świata. Hatton przeciwstawia się popularnemu argumentowi przeciwko wpuszczaniu uchodźców: że poszukujący azylu nie są naprawdę zdesperowani, lecz wykorzystują kryzys jako pretekst, żeby dostać się do zamożniejszego kraju. Stwierdza on, że – wbrew temu, czego niektórzy oczekiwali po tych badaniach – napływ uchodźców jest w większości spowodowany terrorem politycznym i naruszaniem praw człowieka, a nie przyczynami ekonomicznymi. Nie ma więc ucieczki przed moralnym imperatywem okazania im pomocy.

Semih Tumen z Banku Centralnego Turcji przedstawił dowody dotyczące wpływu 2,2 miliona uchodźców z Syrii na rynek pracy w regionie przygranicznym. Referat Tumena odnosi się z kolei do argumentu, który jest często używany przeciwko uchodźcom: że przybysze zabiorą pracę miejscowym i spowodują obniżenie płac. Tumen stwierdził tymczasem, że po napływie uchodźców zatrudnienie miejscowych w sektorze oficjalnym wzrosło. Najwidoczniej wzrosło dlatego, że miało to pobudzający wpływ na gospodarkę regionu. Jeśli to odkrycie potwierdzi się w dalszych badaniach, to być może państwa będą wręcz wyczekiwać napływu rąk do pracy.

Kolejny referat, autorstwa Susan F. Martin z Georgetown University, pokazuje arbitralność naszej obecnej procedury imigracyjnej i nawołuje do sformułowania „ postępowania prawnego, skupiającego się raczej na potrzebie ochrony niż na tym, co wywołuje przyczyny migracji”. Sformułowanie takich przepisów wymaga jednak ostrożnych przemyśleń ekonomicznych. Założenia systemu dotyczącego uchodźców muszą brać pod uwagę, że przepisy takie mogą mieć pobudzający wpływ zarówno na samych migrantów, jak i na władze krajów ich pochodzenia. Nie chcemy na przykład ułatwiać tyranom pozbywania się z kraju niechcianych mniejszości.

Wreszcie Jeffrey Sachs z Columbia University omówił najważniejsze szczegóły nowego systemu zarządzania napływem uchodźców. Sachsa niepokoi, jak przepisy takiego systemu wpłyną w długim okresie na kształt gospodarki świata. Chce on, by taki system – zmuszając do przyjmowania także zdesperowanych imigrantów o niskich kwalifikacjach, a nie tylko tych, którzy są wysoce użyteczni dla kraju goszczącego – zapobiegał zachętom do drenażu mózgów. Ponadto tempo napływu uchodźców musi być regulowane, a ekonomiści muszą opracować sposób zapewnienia sprawiedliwego podziału tego obciążenia między poszczególnymi krajami.

Przy obecnych, przypadkowych i archaicznych przepisach o azylu, uchodźcy muszą podejmować ogromne ryzyko, żeby dostać się w bezpieczne miejsce. A podziałem kosztów pomocy dla nich – i korzyści, jakie płyną z ich obecności – rządzi kaprys. Tak jednak być nie musi. Pomóc tu mogą ekonomiści, którzy sprawdzą, jakie przepisy i jakie instytucje międzynarodowe potrzebne są do zreformowania tego nieefektywnego i często nieludzkiego systemu.

© Project Syndicate, 2016

www.project-syndicate.org

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test