Wzrastające rynki same nie uciągną światowej gospodarki

24.07.2012
Rynki wschodzące, do których zalicza się też Polska, znacznie lepiej niż kraje rozwinięte zniosły finansowe zawirowania w świecie, które rozpoczęły się w 2007 roku, a jesienią 2008 roku przybrały formę globalnego kryzysu. Dynamika emerging markets pozwalała utrzymać dynamikę gospodarki światowej. Kryzys zaczyna jednak dosięgać także rynków wschodzących.

(Opr. DG)


W przypadku największych krajów emerging markets wyniki były imponujące. W pierwszym kwartale 2012 r. PKB Chin był większy niż w I kwartale 2007 r. o 47 proc., Indii o 34 proc., Indonezji o 28 proc., Polski o 18,1 proc., Brazylii o 15 proc., Rosji o 8 proc. Tymczasem w większości krajów rozwiniętych wolumen PKB w I kwartale 2012 r. był na tym samym poziomie, co w roku 2007, a w strefie euro mniejszy o około 1 proc.

Dynamika emerging markets pozwalała utrzymać dynamikę całej gospodarki światowej. Nie bez znaczenia były działania władz chińskich, które w 2009 roku stymulowały wzrost gospodarczy w tym kraju pakietem wartym 586 mld dol. i w kolejnych latach utrzymały politykę stymulowania, między innymi poprzez umorzenie firmom części długów.

Kryzys finansowy w strefie euro i stagnacja gospodarki amerykańskiej zaczynają jednak być odczuwane także na rynkach wschodzących i zdaniem ekspertów gospodarki zaliczane do tej grupy nie będą w tym i w przyszłym roku mogły pełnić roli lokomotyw i stabilizatorów gospodarki światowej. Według opublikowanych na początku lipca danych, Emerging Markets Index banku HSBC spadł w II kwartale do 53 punktów. W I kwartale wynosił 53,6 pkt. Indeks ten zbudowany jest ze wskaźników PMI (Purchasing Managers’ Index) zebranych z 16 rynków wschodzących. O Ile w Indiach w II kwartale zamówienia wzrosły, o tyle z Chin i Brazylii nadchodzą informacje, świadczące o istotnym spowolnieniu gospodarek.

Strach przed twardym lądowaniem

W drugim kwartale wzrost PKB w Chinach spowolnił i wyniósł 7,6 proc. W I kwartale wynosił 8,1 proc. Eksperci od gospodarki chińskiej spodziewają się w całym roku wzrostu o 8 proc. Jak na standardy gospodarek rozwiniętych jest to wciąż bardzo wysoka dynamika. Ale chińska gospodarka potrzebuje „nadwyżki” dynamiki, by utrzymać obecny model rozwoju społecznego. Obniżenie wzrostu poniżej 6 proc. spowodowałoby wzrost bezrobocia lub też zmusiłoby władze w Pekinie do zaostrzenia restrykcji wobec imigracji ze wsi do miast.

Przedsiębiorstwa chińskie – na co także trzeba zwrócić uwagę – nie podlegają tak twardym regułom rynkowym jak w krajach rozwiniętych. Są w różny sposób dotowane. Zdaniem wielu ekspertów realna dynamika jest mniejsza od oficjalnej. Jeśli zatem oficjalne dane pokazują spadek dynamiki do 8 proc., to w rzeczywistości może to oznaczać poważne spowolnienie. Świadczyć o tym mogą dane dotyczące kilku branż. Spadł popyt na węgiel, stal i energię elektryczną.

Najwyraźniej władze chińskie są zaniepokojone tą sytuacją, gdyż dwukrotnie w ostatnim czasie – 7 czerwca i 5 lipca – Ludowy Bank Chin obniżał stopy procentowe. Stopy dla pożyczek zostały obniżone do 6 proc., a dla depozytów do 3 proc. Zdaniem profesora Johna B. Taylora (twórcy reguły Taylora dotyczącej stóp procentowych banków centralnych) chińskie stopy są o 5 punktów poniżej poziomu, zapewniającego równowagę. W ubiegłym roku Ludowy Bank Chin podnosił kilka razy stopy, chcąc zapobiec narastaniu bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości. Obniżając obecnie stopy bank albo uznał, że ryzyko pęknięcia bańki minęło (z czym nie zgadzają się zachodni znawcy gospodarki chińskiej), albo też jest on bardzo zaniepokojony danymi z makroekonomii.

W pierwszym półroczu Chiny zwiększyły eksport o 8 proc., ale import wzrósł tylko o 6,3 proc. Niższy import jest oznaką słabnięcia popytu wewnętrznego. Spadek dynamiki chińskich zakupów już ma wpływ na ceny wielu surowców.

Hamowanie w Indiach i w Brazylii

Wolniej rozwija się też gospodarka hinduska. Wzrost w pierwszym półroczu wyniósł ok. 6 proc., gdy w poprzednim roku wynosił ponad 8 proc. Indie rosną prawie tak szybko jak Chiny, ale obroty handlu zagranicznego są o wiele mniejsze. Z tego powodu wpływ hinduskiej gospodarki na gospodarkę globalną jest mniejszy. W I półroczu 2012 hinduski eksport wyniósł ok.150 mld dol., import ok. 240 mld. W tym czasie Chiny wyeksportowały towary za ponad 1,1 bln  dol., a zaimportowały za ponad 1 bln.

Przed kilkoma dniami Bank Centralny Brazylii obniżył prognozę wzrostu PKB w tym roku do 2,5 proc. Analitycy bankowi oczekują wzrostu od 2 do 2,5 proc. W ubiegłym roku wzrost wyniósł 2,7 proc., rok wcześniej 7,5 proc. Gospodarka brazylijska rośnie znacznie wolniej niż chińska (przynajmniej według oficjalnych statystyk), ale PKB tego kraju wynosi prawie 2,5 bln dolarów, co daje Brazylii szóste miejsce na liście największych gospodarek świata.

Gospodarka rosyjska (dziewiąta lub dziesiąta jeśli idzie o wielkość PKB) wzrosła w I kwartale o 4 proc. Prognozy mówią o wzroście w całym roku o 3,7 proc. Ale powodzenie gospodarki rosyjskiej w dużej mierze zależy od ceny surowców, których jest producentem i eksporterem. A przedłużająca się recesja w krajach rozwiniętych i spowolnienie w Chinach spychają ceny surowców w dół.

(opr. DG/ CC BY by okano)

Można wskazać cztery główne kanały rozprzestrzeniania się kryzysu:

1. Handel zagraniczny

Strefa euro i Ameryka Północna są najważniejszymi obszarami eksportu krajów z grupy emerging markets. Według opublikowanych w kwietniu przez MFW prognoz, w tym roku obroty handlu światowego wzrosną o 4 proc., wobec 5,8 w roku ubiegłym. Import do krajów rozwiniętych wzrośnie o 1,8 proc., gdy w roku ubiegłym wzrost importu wyniósł 4,3 proc. Dane te dotyczą wolumenu. Ponieważ większość walut rynków wschodzących osłabia się, wpływ spowolnienia dynamiki eksportu na wzrost PKB może być niewielki. Inaczej będzie jeśli spadek dynamiki importu krajów rozwiniętych okaże się większy niż prognozuje MFW.

2. Przepływy kapitałowe

Mimo, że większość rynków wschodzących rośnie znacznie szybciej niż kraje rozwinięte, a poziom zadłużenia publicznego i prywatnego jest niższy, inwestorzy szukając bezpiecznych lokat, inwestują przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. Kolejne erupcje kryzysu w strefie euro powodują, że kapitał ucieka z rynków wschodzących.

Możemy obserwować to, analizując indeks MSCI Emerging Markets Index, stworzony przez Morgan Stanley Capital International, mierzący kapitalizację 26 krajów emerging markets. W połowie lipca 2012 r. indeks ten był o ponad 18 proc. niższy niż w połowie lipca 2011 r. W ubiegłym roku osiągnął on swoje minimum na początku października, gdy nasiliły się obawy związane z zadłużeniem Grecji. Potem nieco się odbudował i znów spadł, a od 20 grudnia 2011 roku rósł nieustannie aż do końca lutego 2012 r. To znów zbiegło się z rozwojem sytuacji w Grecji – restrukturyzacją jej długu, trzymanego przez prywatnych wierzycieli.

Od początku marca do początku czerwca 2012 r. MSCI Emerging Markets Index stracił 18 proc. Te silne wahania i zdecydowanie spadkowa tendencja – mimo utrzymywania wzrostu gospodarczego – są związane z przepływami kapitałowymi. Rynki wschodzące nie mogą w najbliższym roku liczyć na to, że napływ kapitału zagranicznego będzie stymulował wzrost. Co więcej, mimo że rentowność obligacji rządu USA i Niemiec jest bliska zera, inwestorzy wolą te lokaty, co oznacza, że dla rynków wschodzących koszt kapitału będzie wzrastał.

(opr. DG/ CC BY-SA by 401(K) 2012)

3. Wahania kursowe

Odpływ kapitału z rynków wschodzących, który zaczął się na początku marca 2012 r. doprowadził do osłabienia walut, zwłaszcza w stosunku do dolara. Kurs większości z nich był w lipcu niższy niż na początku roku i znacznie poniżej sześciomiesięcznego maksimum. Największy spadek zanotował brazylijski real.

Wśród walut Europy Środkowej i Wschodniej najsłabszy był rubel, którego kurs był w lipcu o ok. 2 proc. niższy wobec dolara niż na początku roku. W ciągu dwóch miesięcy – od 27 marca do 1 czerwca rosyjski rubel stracił przeszło 14 proc. Relatywnie stabilny okazał się forint, którego kurs był w lipcu wyższy niż na początku roku, choć w okresie od 29 lutego do 1 czerwca waluta węgierska straciła przeszło 13 proc.

(opr. DG/ CC BY-NC by Sauce Babilonia)

Na Ukrainie bank centralny kontynuował politykę de facto stałego kursu hrywny, co ma na celu utrzymanie poziomu życia. Hrywna straciła od początku roku niespełna 1 proc. i – inaczej niż większość innych walut z emerging markets – nie zanotowała silniejszych wahań. Ma to zapewne związek z wyborami parlamentarnymi, które odbędą się w październiku. Polityka sztywnego kursu hrywny jest o tyle ryzykowna, że Narodowy Bank Ukrainy dysponuje rezerwami walutowymi wynoszącymi zaledwie 31 mld dol., a dług zagraniczny wynosi 126 mld dol., z czego publiczny 33 mld.

Stabilny był też chiński juan, którego kurs jest regulowany przez Ludowy Bank Chin. Bank dopuścił jednak do niewielkiej deprecjacji juana, mimo iż Chiny od lat notują nadwyżkę na rachunku bieżącym bilansu płatniczego i mają dodatni bilans inwestycji bezpośrednich. W 2011 roku juan umocnił się wobec dolara o prawie 5 proc., głównie na skutek nacisków Stanów Zjednoczonych, które groziły sankcjami. W bieżącym roku perspektywa wolniejszego wzrostu zaniepokoiła władze Chin, które uznały, że nie stać ich na dalsze umacnianie waluty. Niewielkie osłabienie juana nie było zatem spowodowane odpływem kapitału, lecz było sygnałem kłopotów, przed jakimi stoi druga co do wielkości gospodarka świata.

4. Zmiany cen surowców

Ceny surowców w ostatnich latach rosły, mimo słabego wzrostu gospodarczego w krajach rozwiniętych. Wzrost cen był napędzany przez dwa czynniki: popyt ze strony gospodarki chińskiej i kilku innych gospodarek wschodzących oraz przez politykę monetarną i fiskalną USA. Transakcje surowcami są rozliczane głównie w dolarach. Tymczasem wysoki deficyt Stanów Zjednoczonych i polityka Fed sprawiają, że na rynkach międzynarodowych wzrosła podaż dolarów, co sprzyja wzrostowi cen surowców. Do pewnego stopnia ten wzrost jest spowodowany działaniami spekulacyjnymi.

Dla producentów surowców (np. dla Rosji, Wenezueli, krajów Zatoki Perskiej) wzrost cen surowców pobudza wzrost gospodarczy. I odwrotnie. Spadek cen może być przyczyną kłopotów gospodarczych i budżetowych krajów surowcowych.

Ceny ropy naftowej wzrastały od jesieni ubiegłego roku, osiągając punkt szczytowy w marcu 2012 r. (110-120 dol. za baryłkę) i od tego czasu spadają. Nie jest to spadek gwałtowny, prognozy również są niejednoznaczne. W połowie lipca baryłka ropy Brent w transakcjach natychmiastowych kosztowała nieco ponad 100 dol.. Kontrakty terminowe na giełdzie Nymex wyceniane były na ok. 86 dol. za baryłkę.

W marcu 2012 r. ceny miedzi osiągnęły na londyńskiej giełdzie LME poziom prawie 8600 dol. za tonę. W czerwcu spadły do 7300 dol. za tonę, a w połowie lipca osiągnęły cenę 7700 dolarów. Znacznie silniej spadły ceny aluminium – od początku roku o ponad 14 proc., niklu o 12 proc. i cynku – od początku roku o blisko 30 proc. Nie ma na razie mowy o gwałtownym załamaniu cen, ale kraje surowcowe nie mogą, jak w poprzednich latach liczyć na to, że ich gospodarki będą „jechały na turbo-doładowaniu”.

„Zaraza” raczej nie grozi

Sytuacja finansowa większości krajów zaliczanych do „rynków wschodzących” jest o wiele lepsza niż krajów rozwiniętych. Kraje te wyciągnęły lekcję z kryzysu zadłużenia, który był ich problemem w ostatnich dwóch dekadach XX wieku. Mają w miarę zrównoważone budżety i relatywnie niewielki poziom długu publicznego: Argentyna – 42 proc.(wobec PKB), Brazylia – 54 proc., Meksyk 39 proc., Rosja – 8 proc., RPA – 40 proc., Turcja – 40 proc., Ukraina 37 proc., Chiny 42 proc., Indonezja – 24 proc., Tajlandia 42 proc. Jeden z najwyższych poziomów zadłużenia publicznego w grupie emerging markets mają Węgry (79 proc.) i Indie (ok. 65 proc.). Polski dług dochodzący do 60 proc. jest także jednym z większych.

Emerging markets (zwłaszcza w Azji i Ameryce Łacińskiej) mają znaczne rezerwy walut zagranicznych w banku centralnym. W kilku przypadkach (Chiny, Malezja, Tajlandia) przekraczają poziom długu zagranicznego – prywatnego i publicznego. W Brazylii i Indiach sięgają blisko 90 proc. długu zagranicznego.

Znacznie mniej stabilne są kraje Europy Środkowowschodniej, które są bardziej niż azjatyckie lub południowoamerykańskie narażone na szok, związany z pogłębieniem się kryzysu finansowego i możliwym rozpadem strefy euro. Mają relatywnie wysokie deficyty na rachunku bieżącym, wysoki dług zagraniczny i dług publiczny i relatywnie niskie – w stosunku do zadłużenia – rezerwy walutowe. W dodatku znajdują się bliżej obecnego epicentrum kryzysu niż kraje azjatyckie lub latynoskie.

Witold Gadomski


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test