Europa ma szansę skorzystać na trzeciej fali chińskich inwestycji

25.06.2014
O chiński kapitał bije się cały świat. Na wzroście inwestycji zagranicznych Chin korzystały dotychczas głównie USA, Australia i Kanada. Bank HSBC prognozuje, że nadszedł obecnie czas wielkich inwestycji zagranicznych Chin zorientowanych już nie na wydobycie surowców i rozwój infrastruktury, ale na usługi i technologię produkcji , na czym skorzysta szczególnie nasz kontynent.

Infografika DG


Za 10 lat klasa średnia w Chinach ma liczyć pół miliarda osób. Coraz więcej Chińczyków chce inwestować pieniądze i niektórzy lokują je w niebanalny sposób – np. w orzechy.

Chińskie przedsiębiorstwa też intensywnie szukają okazji do inwestycji. Choć Chiny są ogromną gospodarką – wytwarzają 12 proc. światowej produkcji – wciąż jednak są stosunkowo małym graczem w inwestycjach zagranicznych. Wypływa stąd niecałe 7,2 proc. światowych inwestycji bezpośrednich. Wzrost chińskich inwestycji zagranicznych wynika przede wszystkim z takiej właśnie strategii Chin, sprzyja temu jednak także poprawa klimatu inwestycyjnego w świecie.

>>czytaj też: Globalne firmy poszły na zakupy

Chiny pną się w górę w rankingu największych inwestorów. W 2013 r. miały już drugie miejsce, rok wcześniej trzecie, a w 2011 r. – szóste. Z Chin wypłynęło 101 mld dol. (wzrost o 13 mld dol.), a napłynęło w tym samym czasie  123,9 mld dol. (wzrost zaledwie o niecałe 2 mld dol.). W ciągu dwóch lat wypływające inwestycje przewyższą napływ BIZ, uważają autorzy raportu HSBC „Riding China’s investment wave”. Eksperci UNCTAD mówią o 2-3 latach. Niektórzy sądzą jednak, że może to nastąpić już w tym roku. Podczas Światowego Forum Ekonomicznego chiński premier Li Keqiang powiedział, że przez najbliższe pięć lat chińskie inwestycje za granicą wyniosą 500 mld dol. Skromnie powiedziane.

Infografika DG

Światowa śmietanka

Na wzroście inwestycji zagranicznych Chin skorzystały głównie USA, Australia i Kanada – w 2013 r. do tych krajów napłynęło 90,17 mld dol., czyli o 16,8 proc. więcej niż rok wcześniej.

W latach 2005-13 najwięcej kapitału trafiło do USA, Australii, Kanady, Brazylii i Wielkiej Brytanii, wynika z danych The Heritage Foundation, na które powoływała się w opublikowanym w marcu raporcie firma doradcza KPMG.

Infografika DG

Pierwsze miejsce USA zawdzięczają transakcjom na rynku nieruchomości wartości 3,3 mld dol. oraz zakupowi Smithfield Foods, największej dotychczas chińskiej transakcji w USA. Dzięki niej w 2013 r. chińskie inwestycje w USA urosły o 60 proc. Amerykański Smithfield Foods, właściciel m.in. Animeksu, największego w Polsce producenta mięsa z 11 fabrykami, został rok temu kupiony za 7,1 mld dol. przez Shanghui International Holdings, które zmieniły nazwę na WH Group.

Z kolei chińskie inwestycje w Australii zmalały o 10 proc. do nieco ponad 9 mld dol. z 10,1 mld dol. w 2012 r. Spadek wziął się stąd, że Chińczycy powoli przestają inwestować w surowce w Afryce, Ameryce Południowej i właśnie w Australii.

Europa też głodna

O chińskie inwestycje zabiega dziś cały świat i Europa oczywiście też. Niedawno Chiny i Włochy ustaliły plan trzyletniej współpracy w tej dziedzinie. Podczas marcowej wizyty prezydenta Chin Xi Jingpinga we Francji Dongfeng, chiński producent samochodów zobowiązał się do zakupu udziałów koncernu PSA Peugeot Citroen za 800 mln euro. Chiny podpisały też 10-letnią umowę umożliwiającą Airbusowi większą produkcję samolotów A320 i odblokowały zamówienia na maszyny warte 6 mld dolarów. Z kolei Grecja liczy na udział Chińczyków w prywatyzacji, a Wielka Brytania też namawiała do współpracy w czerwcu podczas wizyty premiera Chin.

Raport HSBC jest bardzo obiecujący dla Europy: jego autorzy uważają, że nasz kontynent ma wielkie szanse skorzystać z trzeciej fali chińskich inwestycji. Pierwsza była skierowana do podstawowego przemysłu – głównie wydobycia węgla, ropy i metali, bo Chiny nie mają dużych zasobów naturalnych. Druga fala to inwestycje w infrastrukturę: koleje, logistykę, porty. Te dwie fale są ściśle powiązane, bo nie można w pełni wykorzystać inwestycji w surowce bez dobrych połączeń transportowych. Dziś jesteśmy świadkami trzeciej fali.

– Chiny wybierają się na zakupy, ale przesuwają ciężar zainteresowań z surowców i infrastruktury na usługi i technologię produkcji, na czym skorzysta prawdopodobnie głównie Europa – uważa Spencer Lake, dyrektor generalny grupy HSBC i szef działu finansowania kapitałowego banku.

Tempo wzrostu inwestycji w zasoby naturalne i infrastrukturę spada (stąd m.in. mniej inwestycji w Australii), a przyspieszają inwestycje w towary i usługi. W 2013 r. 32,7 proc. (29,45 mld dol.) chińskich inwestycji było związanych z sektorem usług dla biznesu, 22,4 proc. (20,16 mld dol.) z przemysłem wydobywczym, 15,2 proc. (13,67 mld dol.) ze sprzedażą hurtową i handlem, 9,6 proc. (8,68 mld dol.) z produkcją, a 7,2 proc. (6,53 mld dol.) z budownictwem.

Chińskie inwestycje w towary i usługi koncentrują się na trzech obszarach: motoryzacji, telekomunikacji i dobrach podstawowych – tu chodzi głównie o producentów żywności. Chińskie firmy kupują zachodnich producentów nie tylko dla ich marek, wyrobów i udziałów rynkowych, ale także, by uzyskać ich własność intelektualną i umiejętności związane z samym procesem produkcyjnym. Technologia jest potem wykorzystywana do zwiększenia wydajności i jakości w chińskich zakładach.

Na tej fali inwestycji Europa skorzysta znacznie bardziej niż na dwóch pierwszych. W ostatnich pięciu latach do Europy trafiło 14 proc. chińskich inwestycji w towary i usługi i tylko 1 proc. inwestycji w przemysł podstawowy oraz 5 proc. w infrastrukturę.

Infografika DG

Przykłady? Liaoyuan Joyson Electronic, giełdowa chińska spółka, kupiła niemieckiego producenta elektroniki dla przemysłu motoryzacyjnego Preh. Sany Heavy Industries przejął niemieckiego producenta maszyn budowlanych Putzmeister. Chiński producent aut Geely najpierw nabył Volvo Cars w 2010 r., w ubiegłym roku – Manganese Bronze, który jest właścicielem London Taxi International, a w tym roku – brytyjskiego producenta samochodów elektrycznych Emerald. Bright Food kupił 60 proc. brytyjskiej marki Weetabix.

Chiński rozwój w Europie oznacza wzrost liczby miejsc pracy. W 2013 r. w chińskich firmach pracowało 123 tys. osób wobec 27 tys. w 2011 r. Huawei ogłosił w 2013 r., że w ciągu czterech-pięciu lat zwiększy zatrudnienie o 5,5 tys. osób do 13 tys.

Dobra baza w handlu

Podstawą do chińskich inwestycji w Europie jest rozwinięty handel, który w ostatniej dekadzie urósł o ponad 500 proc. Wiele europejskich krajów wychodzi z kryzysu jako znacznie atrakcyjniejsi partnerzy. Stabilizacja europejskiej gospodarki i powrót do dodatniego PKB w większości krajów stanowią dodatkowe zachęty.

– Chińskie firmy patrzą na Europę Zachodnią i stają się coraz aktywniejsze w Europie Środkowej i Wschodniej oraz krajach basenu Morza Śródziemnego, w których kryzys obniżył koszty pracy i stworzył nowe możliwości dla zagranicznych inwestorów. Chiny ogłosiły ambitny plan inwestowania 100 mld dol. rocznie w Europie Wschodniej do roku 2015. Jeśli ten plan zostanie zrealizowany, da znaczący impuls poprawie gospodarek strefy euro – uważa Spencer Lake.

Relacje handlowe są dobrze rozwinięte. Europa kupuje z Chin więcej towarów niż z jakiegokolwiek innego regionu. Z kolei europejskie firmy zaspokajają chiński głód samochodów (prawie jedna czwarta wszystkich nowych aut sprzedawanych w Chinach pochodzi z Europy), samolotów, chemikaliów i dóbr luksusowych (w przypadku tych ostatnich do chińskich konsumentów trafia ponad jedna trzecia całej sprzedaży). Europa importuje z Chin tekstylia, elektronikę i inne towary za 385 mld dol. rocznie.

Infografika DG

W Europie Niemcy, które wybijają się wśród partnerów handlowych Chin, zdobyły najwięcej chińskich transakcji w kategorii fuzje i przejęcia. Według EY ze 120 takich transakcji w 2013 r. 25 odbyło się za Odrą.

Może to dobra wróżba także dla Polski, która jest jednym z kilku zaledwie krajów Europy ważnych dla chińskiego handlu.

Infografika DG

Choć raport HSBC koncentruje się na krajach Europy Zachodniej, jego wnioski można odnieść także do Polski.

– Skupiliśmy się na Europie Zachodniej, bo jest ona na innym etapie rozwoju niż Europa Środkowa i Wschodnia, ale to nie oznacza, że trendy w chińskich inwestycjach zagranicznych nie dotyczą także tego regionu – twierdzi Peter Sullivan, współautor raportu.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test