Europa za mało innowacyjna

15.11.2019
W zaawansowanych technologiach Europa od lat ustępuje USA i Chinom. To ma wpływ na dynamikę i konkurencyjność gospodarki oraz na poziom zatrudnienia. Podejmowane są kolejne inicjatywy, tworzone fundusze, ale ciągle brakuje zintegrowanego podejścia.

Fot. Envato


Europejski potencjał gospodarczy może być porównywalny z amerykańskim i chińskim. Wiele państw unijnych ma długie tradycje we wdrażaniu innowacji przemysłowych, a obrona tradycyjnych przemysłów hamuje inwestycje w technologiczne innowacje. Raport Europejskiego Banku Inwestycyjnego wskazuje, że w przypadku firm europejskich prawdopodobieństwo wdrażania już istniejących innowacji jest dwa razy wyższe niż u amerykańskich konkurentów, a tylko 8 proc. firm ze Starego Kontynentu wdraża zupełnie nowe produkty i usługi. Takie podejście może wpływać negatywnie na rynek pracy, bo redukuje stanowiska w istniejących branżach i nie kreuje nowych w innowacyjnych sektorach. Dlatego naprawdę innowacyjne przedsiębiorstwa rozwijają się gdzie indziej.

Co prawda udział wydatków na badania i rozwój (R&D) w PKB w przypadku USA, Chin i UE jest podobny, ale na technologie informatyczno-telekomunikacyjne (ICT) dwa pierwsze państwa wydają znacznie więcej. Inwestycje kapitału prywatnego w R&D w Europie to zaledwie 19 proc. światowych wydatków, gdy w Chinach 24 proc., a w USA 28 proc. Luka jest jeszcze większa, jeśli weźmie się pod uwagę liczbę zgłoszonych patentów. Według danych Światowej Organizacji Własności Intelektualnej (WIPO) w 2017 roku Chiny zarejestrowały 1,38 miliona patentów, USA 607 tys., a Europa zaledwie 166 tys., głównie w zakresie medycyny. Można więc postawić tezę, że środki na R&D nie są wydatkowane efektywnie, a w Europie brakuje innowacyjnych przedsięwzięć.

Wśród 100 największych, cyfrowych firm świata magazynu Forbes sklasyfikowano 38 firm z USA, po 14 z Chin i Europy – niewiele więcej niż z Japonii (13). W pierwszej dwudziestce jest tylko jedna firma europejska – Deutsche Telekom. Europa odstaje od światowego peletonu w zakresie takich innowacji jak genomika, biologia syntetyczna, quantum computing i big data. Unijne firmy znacznie wolniej przyjmują rozwiązania z użyciem infrastruktury chmury obliczeniowej – zaledwie jedna czwarta z nich stosuje je dłużej niż cztery lata. W przypadku sztucznej inteligencji (AI) zaledwie jedna czwarta dużych firm wdrożyła lub pilotuje wdrożenie przynajmniej jednego zastosowania, a jedyną dziedziną, w której firmy europejskie wyprzedają konkurentów z USA jest inteligentna robotyka. Co więcej znaczna liczba państw UE nie jest gotowa na rozwój sztucznej inteligencji – najwyższy poziom reprezentują tu państwa skandynawskie i Wielka Brytania.

Europa odstaje od światowego peletonu w takich technologiach jak genomika, biologia syntetyczna, quantum computing i big data

Firma konsultingowa McKinsey w raporcie poświęconym zagadnieniom AI kalkuluje, że zasypanie istniejącej luki przyśpieszyłoby wzrost gospodarczy o 0,5 punktu procentowego rocznie do roku 2030, a to oznacza około 900 mld dolarów dodanych do europejskiego PKB.

Słabością Europy jest też wspieranie i skalowanie innowacyjnych start-upów. Na początku roku USA miały 205 jednorożców, tj. prywatnych spółek technologicznych wycenianych powyżej miliarda dolarów, Chiny mogły pochwalić się 101 takimi podmiotami, a państwa europejskie (bez Szwajcarii) zaledwie 45. To pochodna możliwości rynku venture capital – w 2018 roku inwestorzy amerykańscy wyłożyli na spółki technologiczne 130 mld dolarów, chińscy 70 mld, a europejscy 25 mld dolarów – aż 90 proc. tej kwoty zostało zainwestowanych w zaledwie ośmiu krajach członkowskich.

Warto też zauważyć, że ponad 80 proc. inwestycji w młode firmy specjalizujące się w rozwiązaniach z zakresu sztucznej inteligencji przypada na Chiny i USA. Niedostatek europejskiego kapitału wysokiego ryzyka powoduje niedoinwestowanie start-upów we wczesnej fazie rozwoju, co uniemożliwia im osiągnięcie odpowiedniej skali biznesu. W USA takie inwestycje są kilkakrotnie wyższe. Osiąganiu dużej skali biznesu służy też jednolity rynek, a w Europie – mimo inicjatywy Single Digital Market – jest rozdrobniony, także z powodu różnic w regulacjach i podatkach. Młode firmy technologiczne potrzebują wspierającego je otoczenia w postaci ekosystemów – wśród 20 najlepiej rozwiniętych na świecie tylko cztery, według analizy Startup Genome, są zlokalizowane w Europie (Londyn, Paryż, Berlin, Sztokholm), a aż dziewięć w USA. Dodatkowo za dyskryminacyjne w porównaniu z amerykańskimi można uznać europejskie przepisy podatkowe w zakresie inwestycji kapitałowych, private equity, opcji kapitałowych dla pracowników i innych form wspierania nowych biznesów.

Na świecie dominują amerykańskie i chińskie platformy cyfrowe, których Europa praktycznie nie ma. I dlatego giganci technologiczni, głównie z USA, stosunkowo łatwo mogą pozyskiwać i świadczyć cyfrowe usługi (często wolne od lokalnych podatków) milionom europejskich konsumentów, zdobywając ich dane, co może być skuteczną zaporą dla przyszłej, lokalnej konkurencji. Amazon, Apple, Facebook, Google, Microsoft dysponują olbrzymimi budżetami na badania i rozwój – w samym 2018 roku było to blisko 50 mld dolarów – oraz na transakcje fuzji i przejęć, na które rok wcześniej przeznaczono prawie 35 mld dolarów. Przejęto europejskie perełki cyfrowe: Skype i Minecraft. Sam Google zainwestował w około 300 start-upów, wydając 12,6 mld dol. w latach 2013-2018. To pozwala kontrolować ewentualną konkurencję.

Z kolei chińskie bigtechy: Tencent, Alibaba i Baidu inwestują średnio w ok. 40 proc. azjatyckich młodych firm technologicznych, a co piąty chiński start-up jest zakładany przez ich wychowanków. Technologiczni dominanci przechwytują też deweloperów i programistów, oferując im gaże nawet o 50 proc. wyższe niż start-upy. Jednak nie tylko z tego powodu europejscy gracze cyfrowi mają sporą trudność w pozyskiwaniu talentów – USA wśród krajów OECD przyciąga 50 proc. wykształconych imigrantów, a Europa o połowę mniej.

W konsekwencji opisanych trendów utrzymuje się luka cyfrowa między Europą a konkurentami. Poziom digitalizacji w biznesie europejskim jest o 30 proc. niższy niż w USA. Stary kontynent ma od długiego czasu negatywny bilans handlowy w wymianie usług cyfrowych. Perspektywy gospodarcze Europy w dużej mierze zależą od postępów digitalizacji. McKinsey w najnowszym raporcie  poświęconym innowacjom w Europie wyliczył, że Europa mogłaby zwiększyć swoją produktywność o jeden punkt procentowy rocznie, kreując wzrost wartości produkcji i usług o 2,3 biliona dolarów w ciągu 10 lat. To nie bez znaczenia, zważywszy choćby na szybko postępujący proces starzenia się populacji kontynentu.

Coraz wyraźniej widać, że innowacyjne wyzwania przesuwają się do centrum europejskiej i unijnej uwagi. Flagowym przykładem jest program Horizon Europe, na który w perspektywie finansowej 2021-2027 ma być przeznaczone 100 mld euro. Przewiduje środki na wsparcie budowy hubów innowacji i kluczowych technologii, 20 mld na sztuczną inteligencję, a także na rozwiązania w chmurze, które umożliwią współdzielenie danych naukowych. Zadaniem programu jest także stworzenie centrum komputerów wysokiej wydajności (EuroHPC), które mają służyć analizie danych i kreowaniu innowacyjnych zastosowań technologii. W czerwcu podjęto decyzję o lokalizacji ośmiu takich jednostek, w tym dwóch w Europie Wschodniej (w Sofii i Ostrawie). W sierpniu z kolei zgłoszono plan powołania wartego także 100 mld euro funduszu (European Future Fund), którego celem byłoby wspieranie europejskich championów w konkurencji z zagranicznymi gigantami technologicznymi.

Chcąc zbudować zintegrowany, paneuropejski ekosystem technologicznych innowacji trzeba zrobić dużo więcej. Przedsięwzięcia te, w oparciu o analizę McKinseya, można sprowadzić do kilku kluczowych kierunków działań:

• Wykorzystując siłę europejskiego przemysłu można doprowadzić do dyfuzji innowacji w kluczowych łańcuchach wartości. Europa dysponuje największą liczbą innowacyjnych wytwórców w światowej gospodarce i dzięki temu mogłaby szybciej skalować innowacje, choćby powielając już istniejące osiągnięcia. Należy do nich na przykład sojusz przemysłu samochodowego i telekomunikacyjnego (EATA) wraz z dostawcami i operatorami oraz instytutami badawczymi. Nawiązującym do tego postulatem jest powołanie środowisk testowych (sandbox) dla zastosowań kluczowych technologii przy kontrolowanym ryzyku regulacyjnym.

• Ujednolicenie dostępu do danych, przy zachowaniu ochrony danych osobowych. Jest to droga do jednolitego cyfrowego rynku europejskiego, ale prawdziwym przełomem byłby dostęp do danych publicznych (rządowych) dzięki wystandaryzowanym interface’om (API) – najpierw dla instytucji badawczych, potem dla biznesu. Przykładem takiego rozwiązania jest niemiecka, przemysłowa platforma Verimi, która dzięki jednemu loginowi daje możliwość korzystania i kreowania wielu usług. Verimi jest próbą zbudowania konkurencji wobec amerykańskich gigantów technologicznych, ale musiałoby osiągnąć europejską skalę.

• Wykorzystywanie do skalowania innowacji cyfrowych systemu zamówień publicznych, który wart jest 2 biliony euro rocznie, a więc równowartość 14 proc. europejskiego PKB. Konieczna byłaby całkowita digitalizacja usług publicznych, a takimi rozwiązaniami ciągle dysponuje niewiele krajów. Umożliwiłoby to bezpieczne transakcje między obywatelami, firmami i agendami rządowymi. Podobne rozwiązanie ma Holandia, gdzie obywatele, również będący poza granicami kraju, za pomocą zaufanego profilu ID mogą korzystać aż z 200 usług publicznych.

• Przyciąganie wykształconych imigrantów i zatrzymywanie ich w Europie, gdzie problem ze zdobyciem wysoko wykształconych specjalistów będzie narastał. Należy też tworzyć systemowe zachęty do powrotu emigrantów europejskich – tutaj konieczna jest koordynacja działań, obiegu informacji oraz liberalizacja prawa podatkowego premiująca innowatorów i inwestorów.

• Wykorzystanie na zasadzie wzajemności skali wielkich firm technologicznych, które są inwestorami w Europie poprzez strategiczne partnerstwa, zdobywając w ten sposób dostęp do ich rodzimych rynków (przykład chińskiego Tencenta i francuskiego Ubisofta). Z drugiej strony należałoby wdrożyć ustawodawstwo blokujące przejęcia europejskich graczy technologicznych (jak producenta robotyki KUKA) przez subsydiowane przez rząd firmy chińskie.

Wspólny, technologiczny i cyfrowy rynek wydaje się kluczem do europejskiej konkurencyjności, a żaden pojedynczy kraj Unii nie ma wystarczającej masy krytycznej, aby konkurować na rynku globalnym. Trudno jednak obecnie spodziewać się szybkiego wypracowania wspólnej polityki innowacyjnej i technologicznej, gdy wiele krajów jest zajętych wewnętrznymi problemami oraz brexitem. Mimo, że to jedno z ważnych wyzwań nowej Komisji Europejskiej.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test