Fałszywy rozejm między USA i Chinami

18.02.2019
Przyjęte obecnie przez prezydentów USA i Chin podejście do łagodzenia napięć handlowych było już często stosowane w przeszłości. Historyczne epizody nie dają jednak szczególnych powodów do optymizmu.

Barry Eichengreen (PS)


1 grudnia 2018 r. w Buenos Aires prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump i jego chiński odpowiednik Xi Jinping uzgodnili 90-dniowe moratorium na podwyżki ceł importowych, które ma umożliwić prowadzenie dalszych negocjacji. Takie podejście do mediacji nie zawsze przynosi skutek, inwestorzy nie byli zachwyceni tymi uzgodnieniami, czego dowodem był 800-punktowy spadek indeksu Dow Jones Industrial Average 4 grudnia. Aresztowanie w tym czasie dyrektor finansowej koncernu Huawei Meng Wanzhou za naruszenie amerykańskich sankcji wobec Iranu sceptycyzmu rynków raczej nie zmniejszyło.

Przyjęte przez obu prezydentów podejście do łagodzenia napięć handlowych było często stosowane w przeszłości, ale historyczne epizody nie dają szczególnych powodów do optymizmu. W lutym 1930 roku Liga Narodów zwołała w Genewie międzynarodową konferencję w celu rozwiązania problemu nasilającego się protekcjonizmu, który „utrudniał rozwój produkcji na wielką skalę i hamował ożywienie gospodarcze w Europie”, a także był wykorzystywany bardziej ogólnie, jako „oręż w wojnie gospodarczej”. Swoje delegacje przysłało 30 państw. Stany Zjednoczone, choć nie były członkiem Ligi Narodów, wysłały Edwarda C. Wilsona, pierwszego sekretarza ambasady amerykańskiej w Paryżu.

Przed rozpoczęciem negocjacji Komitet Ekonomiczny Ligi Narodów przygotował projekt konwencji o dwuletnim rozejmie celnym. Delegaci nie zaakceptowali jednak ani tego projektu konwencji, ani jego skromniejszej wersji przedłożonej następnie przez Francuzów. Nowe państwa mające ambitne plany uprzemysłowienia nie były gotowe do ich porzucenia (co przypomina nieco sytuację ze strategią Made in China 2025). Państwa notujące chroniczne deficyty handlowe nie chciały podpisać porozumienia bez uzyskania gwarancji, że inne państwa będą przyjmować większe ilości ich eksportu (ten argument z pewnością trafiłby do prezydenta Trumpa).

Ostatecznie nie udało się uzgodnić nic ważnego. Kiedy cztery miesiące później Stany Zjednoczone, reagując na krajowe naciski polityczne, przyjęły ustawę celną Smoota-Hawleya, rozgniewane rządy europejskie odpowiedziały tym samym. A reszta, jak to się mówi, jest historią.

Przygotowania do wprowadzenia ustawy Smoota-Hawleya trwały na długo przed Wielkim Kryzysem. Ale wybuch Wielkiego Kryzysu wzmocnił presję, aby zrobić coś, co mogłyby złagodzić skutki załamania wydatków krajowych. W obliczu wcześniejszych dyskusji, najbardziej praktycznym środkiem zaradczym były właśnie cła.

Dzisiaj, w obliczu spowolnienia na amerykańskim rynku mieszkaniowym oraz zaostrzenia warunków finansowych, recesji w USA nie da się wykluczyć. Ta recesja, w połączeniu ze spadkami na giełdzie, zwiększyłaby odczuwaną przez prezydenta Trumpa presję, żeby sprawiać wrażenie, że robi on coś, aby wesprzeć gospodarkę. Cenę za to „coś” prawdopodobnie zapłaciłyby Chiny.

W 1930 roku problem polegał po części na tym, że delegacje poszczególnych państw przybyły na genewską konferencję z bardzo odmiennymi opiniami na temat tego, do czego się zgłosiły. Wydaje się, że taka sama sytuacja może mieć miejsce również obecnie.

Gdy administracja prezydenta Trumpa oczekuje szybkiego postępu w redukcji amerykańskiego deficytu w handlu dwustronnym, chińskie media wskazują na celowość „stopniowej” redukcji.

Podczas gdy administracja prezydenta Trumpa oczekuje szybkiego postępu w redukcji amerykańskiego deficytu w handlu dwustronnym, chińskie media państwowe wskazują na celowość „stopniowej” redukcji. Podczas gdy komunikat prasowy Białego Domu wskazuje na 90-dniowe okienko negocjacyjne, Chiny nie wspominają o żadnych konkretnych ramach czasowych.

Podobnie, podczas gdy oficjalne oświadczenie Białego Domu zawiera stwierdzenie, że ​​Chiny będą kupować „bardzo znaczne” ilości eksportowanych przez Stany Zjednoczone produktów rolnych, energetycznych i przemysłowych, w oświadczeniu opublikowanym przez Chiny stwierdzono tylko, że kraj ten będzie importować więcej towarów ze Stanów Zjednoczonych. Problem w tym, że tak się stanie w każdym przypadku, nawet bez żadnych działań politycznych, przy założeniu, że chińska gospodarka nadal będzie się rozwijać, co jest prawie pewne, biorąc pod uwagę niedawne wsparcie fiskalne i monetarne.

Najbardziej niepokojące są różnice dotyczące własności intelektualnej. Według oświadczenia wydanego przez Stany Zjednoczone, Chiny niezwłocznie podejmą negocjacje w sprawie przymusowego transferu technologii i ochrony własności intelektualnej. Tymczasem oświadczenie wydane przez stronę chińską mówi tylko o tym, że oba państwa będą współpracować w celu osiągnięcia konsensusu w kwestiach handlowych.

Reforma systemu ochrony własności intelektualnej jest przedmiotem troski Stanów Zjednoczonych z uzasadnionych przyczyn. W istocie jest ona najważniejszą sporną kwestią. Jednak wzmocnienie ochrony własności intelektualnej będzie wymagało zasadniczej zmiany modelu gospodarczego Chin. Nie ma żadnych szans, aby to się stało w ciągu 90 dni.

Jak zatem mogą potoczyć się negocjacje? Jeden ze scenariuszy jest taki, że Chińczycy kupią trochę więcej amerykańskiej soi. Prezydent Trump przedstawi to jako wielkie zwycięstwo. Po tym jak przywódca Stanów Zjednoczonych pomacha białą flagą, wojna handlowa dobiegnie końca.

Nic się znacząco nie zmieni, ale przynajmniej dobiegnie końca dyplomatyczna i handlowa wymiana ognia oraz destrukcyjna niepewność. I znów, znamy z przeszłości przykłady takich rozstrzygnięć, w ten sposób zakończyła się choćby renegocjacja Północnoamerykańskiego Układu o Wolnym Handlu (North American Free Trade Agreement – NAFTA).

Alternatywnie, możemy sobie wyobrazić wynik podobny do rezultatów spotkania prezydenta Trumpa z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem: Chiny ogłoszą – a przynajmniej administracja prezydenta Trumpa przekonana będzie, że ogłosiły – głęboką transformację swojej gospodarki. Ta wiara w przełom okaże się jednak złudna. W rzeczywistości nic istotnego się nie zmieni. Kiedy Trump i jego doradcy zdadzą sobie z tego sprawę, dojdzie do ponownego wzrostu napięć, a wojna handlowa zostanie wznowiona.

Który scenariusz jest bardziej prawdopodobny? Podobnie jak w 1930 roku, odpowiedź zależy od tego, jak kształtować się będzie sytuacja gospodarcza w Stanach Zjednoczonych. Jeśli dalej będzie trwała dojrzała faza ekspansji, tak jak to miało miejsce podczas renegocjacji porozumienia NAFTA, prezydent Trump może być skłonny do zaakceptowania kosmetycznych ustępstw, które będzie mógł przedstawić jako „największe, najważniejsze, najnowocześniejsze i najbardziej wyważone porozumienie handlowe w historii”. Jeśli jednak amerykańska gospodarka wykazywać będzie oznaki wchodzenia w recesję, prezydent Trump będzie musiał kogoś obwinić. I w tym przypadku możemy być stosunkowo pewni, kto to będzie.

Barry Eichengreen jest profesorem na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Jego ostatnia książka to “The Populist Temptation: Economic Grievance and Political Reaction in the Modern Era”.

© Project Syndicate, 2019

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły