Autor: Marek Pielach

Dziennikarz Obserwatora Finansowego, specjalizuje się w makroekonomii i finansach publicznych

Bez zmniejszenia wydatków nie ma mowy o wejściu do strefy euro

Polska powinna starać się o przyjęcie do unii monetarnej bez spełniania kryterium kursowego, czyli dwuletniej obecności w ERM2 – to najdalej idąca deklaracja debaty o euro zorganizowanej przez prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Większa część dyskusji poświęcona była największej, jak się dziś wydaje przeszkodzie, jaką jest kryterium fiskalne.
Bez zmniejszenia wydatków nie ma mowy o wejściu do strefy euro

Debata w pałacu prezydenckim: od lewej: wicepremier Janusz Piechociński, Marek Belka, szef NBP, prezydent Bronisław Komorowski. (Fot. PAP)

– Uważam, że powinniśmy publicznie mówić, że to jest bardzo poważna bariera, która uniemożliwi takiemu krajowi jak Polsce wchodzenie do strefy euro. Mamy wielki rynek walutowy i w związku z tym powinniśmy jasno mówić: do ERM2 nie wchodzimy. Jak chcecie nas – zaproście bez tego kryterium – tak Marek Belka, prezes NBP, mówił o wymogu dwuletniego pobytu złotego w ERM2, czyli mechanizmie stabilizacji walut krajowych, w którym kurs może wahać się tylko w ściśle określonych granicach.

– Zdaję sobie sprawę, że to wygląda mało realistycznie, ale nawet rzeczy mało realistyczne trzeba podnosić i naszym partnerom uświadamiać – dodał prezes NBP.

Dla przypomnienia kryteria są cztery. Obok wspomnianego kryterium kursu walutowego, jest jeszcze kryterium inflacji (nie wyższa niż o 1,5 pkt proc. od średniej z trzech krajów UE o najniższej inflacji), kryterium fiskalne (deficyt finansów publicznych nie może przekraczać 3 proc. PKB, a dług publiczny 60 proc. PKB) oraz kryterium stóp procentowych (średnia nominalna stopa procentowa nie może się różnić więcej niż o dwa punkty proc. od stopy w trzech państwach o najbardziej stabilnych cenach). To tzw. kryteria z Maastricht, które musi wypełnić każdy kraj, który ubiega się o przystąpienie do unii monetarnej, a także każdy jej członek.

Ekonomiści, urzędnicy i przedstawiciele sektora prywatnego zaproszeni przez prezydenta Komorowskiego niemal jednogłośnie ocenili, że największy problem będziemy mieli z kryterium fiskalnym.

– Mieliśmy systematyczny problem fiskalny w Polsce. Deficyt budżetowy w skali całego sektora mieścił się w zasadzie w obszarze między 3 a 8 proc. PKB, a wymogi paktu fiskalnego są takie, że powinniśmy być w obszarze między nadwyżką 3 proc. a deficytem 3 proc. (…) To jest w zasadzie 80-90 proc. całego problemu wejścia do strefy euro, czyli przesunięcie deficytu o jakieś 5 punktów proc. PKB. Systematyczne, trwałe przesunięcie – mówił prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC.

Prof. Grzegorz Kołodko ocenił, że deficyt powinniśmy obniżyć do 2 proc. a dług publiczny do 50 proc. PKB „żeby to było bezpieczne”, a Andrzej Bratkowski, członek Rady Polityki Pieniężnej poszedł jeszcze dalej i powiedział, że 40, a nie 50 proc. długu publicznego to „minimum, do którego powinniśmy dążyć”.

– Podzielam pogląd, że kluczem do spełnienia warunków nominalnych jest kryterium deficytu. Uważam jednocześnie, że kluczem do spełnienia kryteriów deficytu jest kontrola wzrostu wydatków publicznych. Dla kontroli wydatków publicznych potrzebujemy silnie umocowanej w prawie reguły wydatkowej, która byłaby spójna ze zreformowanym paktem stabilności i wzrostu – przekonywał Andrzej Rzońca, członek RPP.

– Problem z reformami wydatków w Polsce to nie jest tylko problem wyłącznie polityczny. To problem braku zdolności do pogłębionej diagnozy na ile sektor publiczny w Polsce jest w ogóle efektywny – mówił Rafał Antczak, członek zarządu Deloitte.

– Polska wypada bardzo źle pod kątem efektywności każdego podsektora publicznego, czy to oświata i edukacja, ściągalność podatków itd. Właściwie w niczym nie jesteśmy blisko średniej. (…) Dychotomia między efektywnością sektora publicznego a prywatnego w Polsce jest gigantyczna i rośnie. Sektor prywatny pod względem produktywności idzie łeb w łeb z Niemcami. To oczywiście naszą gospodarkę dzięki temu wspiera – wyjaśniał.

Także Marek Rozkrut, główny ekonomista Ernst & Young, zauważył, że w „Polsce nigdy nie dokonano całościowego przeglądu wydatków”.

Marek Belka podsumowując ten wątek zwrócił uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze stan bieżącej koniunktury jest bardzo silnie związany ze skalą wydatków państwa (trwająca konsolidacja fiskalna prowadzi do osłabienia wzrostu gospodarczego), po drugie – mamy przynajmniej dwa czynniki zwiększające deficyt budżetowy w sposób strukturalny –  OFE o około 0,6 proc. PKB i możliwość korzystania z funduszy europejskich o około 1 proc. PKB.

– Razem to 1,5 – 1,6. proc. O tyle trzeba zmniejszać wydatki państwa na inne cele żeby utrzymywać deficyt na tym samym poziomie – przypomniał prezes NBP.

OF

Debata w pałacu prezydenckim: od lewej: wicepremier Janusz Piechociński, Marek Belka, szef NBP, prezydent Bronisław Komorowski. (Fot. PAP)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Deficyt budżetowy służy sektorowi prywatnemu

Kategoria: Analizy
Musi zdumiewać, że osiąganie nadwyżek sektora publicznego bywa uważane za konieczny warunek „zdrowego” rozwoju sektora prywatnego. Nadwyżka budżetowa to przecież de facto konfiskata zasobów prywatnych.
Deficyt budżetowy służy sektorowi prywatnemu

Powracające kłopoty fiskalne

Kategoria: Analizy
Dobra koniunktura międzynarodowa pozwoliła utrzymać przez kilka lat silny wzrost gospodarczy w Polsce. Dzięki temu poprawiła się też sytuacja finansów publicznych. Spowolnienie, które nas czeka w najbliższych miesiącach oraz konieczność zwiększenia wydatków dla wsparcia zamrożonej gospodarki pogorszą sytuację budżetu.
Powracające kłopoty fiskalne

Im bogatszy kraj, tym długi będą większe

Kategoria: Oko na gospodarkę
Z 83,3 proc. do 96,4 proc. produktu krajowego brutto wzrośnie w tym roku z powodu koronawirusa, światowe zadłużenie publiczne brutto. Dług najbardziej powiększy się w krajach najbardziej rozwiniętych i najsilniej już zadłużonych. W Polsce, pomimo nowych wielkich wydatków, dług zmieści się w ustawowych ryzach.
Im bogatszy kraj, tym długi będą większe