Gospodarka oparta na wolnym od pracy

15.08.2019
Gdy w Unii rośnie grupa pracujących w weekendy, w Polsce coraz więcej osób wtedy odpoczywa. Gorzej już u nas z możliwością pozwolenia sobie na chociaż tydzień urlopu w ciągu całego roku – wynika z danych Eurostatu. Co istotne, brak wolnego, to dla gospodarki strata dziesiątków miliardów złotych.


Dla blisko trzech czwartych Europejczyków letniego urlopu z dala od domu nie ograniczy brak budżetu na ten cel. Jeśli nie wyjadą, to z przyczyn innych niż finansowe. To całkiem dobra wiadomość. Nadal jednak 28,3 proc. mieszkańców UE nie może sobie pozwolić na choćby tygodniową podróż ze względów finansowych. W Polsce takich osób jest więcej. Co trzeci mieszkaniec Polski w ubiegłym roku nigdzie nie wyjechał, bo go nie było stać (34,6 proc.). Najczęściej były to samotne osoby w wieku 65+. W tej grupie nie mogło pozwolić sobie na wyjazd z dala od domu aż 51,1 proc. osób. Samotnych kobiet było 46 proc., ale samotnych mężczyzn już 39 proc. Różnice w wysokości wynagrodzeń w zależności od płci nie tylko nadal istnieją, ale i przekładają się na zdolność oraz realizację planów wakacyjnych.

Dziecko to nie powód braku wakacji

W Polsce rok temu niemal co druga samotna osoba z dzieckiem na utrzymaniu nie mogła wyjechać na wakacje na tydzień z dala od domu (45,3 proc.). Ale gdy opiekunów jest już dwoje, to „szanse” na wyjazd wzrastają ponad dwukrotnie – na urlop nie mogło sobie pozwolić już „tylko” 21,8 proc. Wcale też nie jest tak, że to dzieci stanowią wyraźną finansową przeszkodę do wyjazdów. Na podróż częściej nie stać gospodarstw domowych bez dzieci (37,7 proc.) niż tych z dziećmi na utrzymaniu (32,1 proc.).

Dwa etaty tracą na popularności

Część osób, których nie stać na choćby tydzień urlopu poza domem, rzadziej może być skłonna podjąć drugą pracę. Zwłaszcza, gdy łączny dochód nie zapewni szansy na wyjazd. W porównaniu z innymi krajami Unii Europejskiej, pracujący w Polsce od lat coraz rzadziej decydują się na dwa miejsca zatrudnienia. W I kw. 2005 r. posiadających dwie prace było 7,5 proc. (w Unii 3,6 proc.). W I kw. 2019 r. u nas ten odsetek spadł o 2,26 pkt. proc. a w UE-28 wzrósł o 0,34 pkt. proc.

Na przestrzeni blisko 20 lat w Polsce z drugiego miejsca pracy najczęściej rezygnowali pracujący z wykształceniem wyższym, a najrzadziej – z co najwyżej podstawowym. Od 2000 r. chętnych na dwie prace wśród absolwentów uczelni w I kw. 2019 r. było mniej o 57 proc. Dla tych ze średnim wykształceniem spadek wyniósł 41 proc., a z podstawowym – skurczył się zaledwie o 13 proc. Rynek pracownika dla pracujących o najsłabszej pozycji na rynku pracy pozostaje niczym więcej jak tylko mitem, jeśli patrzeć na dynamikę liczby miejsc pracy, w których poświęca się swój czas i energię.

Co czwarty Europejczyk i co dziesiąty Polak pracuje w weekendy

W Unii w weekendy najczęściej pracują Grecy – 42,5 proc. Co trzeci Włoch (36,1 proc.), Irlandczyk (34,0 proc.) i Holender (31,7 proc.). Najrzadziej w 2018 r. obowiązki w weekend wykonywali Węgrzy (8,8 proc.) i Portugalczycy (10,5 proc.). Potem byliśmy my.

Przed wejściem Polski do Unii co czwarty pracujący chodził do pracy w weekend (25 proc.) – 28 proc. mężczyzn i 22 proc. kobiet. 15 lat później nie dość, że w Unii odsetek ten wzrósł (o 7,5 pkt. proc.) a u nas spadł (o 12,8 pkt. proc.), to jesteśmy znacznie poniżej średniej UE – 12,4 proc. wobec 26,4 proc. Obecnie nadal częściej to mężczyźni pracują w weekend (14 proc.) niż kobiety (11 proc.). Brak wolnego w soboty i niedziele bardziej niż od płci, zależy jednak od profesji.

W 2003 r. co piąty menedżer w Polsce pracował w weekend. Obecnie odsetek wśród tej grupy zawodowej spadł o niemal dwie trzecie. Podobnie było w przypadku pracowników biurowych (spadek o 64 proc.). W przypadku tych grup zawodowych, kluczowe dla zmiany trendów mogło być pojawienie się nowego pokolenia na rynku pracy, które w większym stopniu szuka równowagi pomiędzy pracą zawodową a życiem prywatnym.

Najwięcej, bo co drugi wykwalifikowany pracownik rolnictwa pracuje w weekendy (55,8 proc.), a przez 15 lat ten odsetek spadł zaledwie o 10 proc. Zatrudnieni w usługach i sprzedaży też często mają zajęte soboty i niedziele – niemal co piąty w 2018 r. (19,5 proc.). Niemiej, i tak pracują wyraźnie rzadziej niż przed wejściem do UE. W 2003 r. w tej grupie zawodowej w weekendy pracowało 39,7 proc.

Odsetek pracujących w soboty albo w niedziele od 15 lat regularnie spada. W ubiegłym roku w soboty pracowało 51,5 proc., a w niedziele 26,2 proc. zatrudnionych. W porównaniu do 2003 r. liczba sobotnich wyjść do pracy spadła o 15,3 pkt. proc. (kobiety) i 15,5 pkt. proc. (mężczyźni). Pracujących w niedziele było w 2018 r. o 10,4 pkt. proc. mniej – 7,4 pkt. proc. mniej kobiet i 12,9 pkt. proc. mniej mężczyzn. Dynamika odsetka pracujących dla obu dni weekendu była podobna. Sam jednak wpływ zakazu handlu w niedziele wpłynął raczej na rzadszą pracę kobiet. W przypadku mężczyzn pobieżna analiza ograniczenia niedzielnych zakupów wskazywałaby nawet na nieznaczny wzrost.

Zdrowy rozwój i lenistwo wspierają PKB

Ostatnie lata pokazały, że choć mieszkańcy Polski więcej czasu odpoczywają (pomijając pracę niezarobkową), to wskaźnik wzrostu gospodarczego odzwierciedla in plus to krajowe „lenistwo”. Co prawda czynników decydujących o poziomie wzrostu PKB jest wiele, ale bez zdrowych pracowników o recesję nie tak trudno. Urlopy służą nie tylko fizycznej regeneracji. Badania mówią o tym, że niemal połowa pracujących nie jest gotowa wspomnieć w swoim miejscu pracy o ewentualnych problemach psychicznych, tylko co dwunasty pracownik opowiedziałby o kłopotach przełożonemu (8,3 proc.), a dyskomfortu nie odczuwa zaledwie 1,4 proc. badanych. Dobrze nie jest. Zaciskanie zębów i dobra mina do złej gry, bez urlopu, ostatecznie wygeneruje straty.

Według danych ZUS, od I kw. 2012 r. do I kw. 2019 r. liczba zaświadczeń lekarskich z tytułu chorób psychicznych wyniosła ponad 7,2 mln. Przekłada się to na 126,3 mln dni absencji. Mnożąc liczbę tych dni przez średnie dzienne PKB per pracujący dla każdego kwartału, straty gospodarcze wynoszą ponad 58 mld PLN. Koncerny farmaceutyczne, apteki, czy gabinety psychologiczne i psychiatryczne liczą zapewne coraz to wyższe zyski. Czy dalszy potężny wzrost gospodarczy warto opierać na leczeniu schorzeń? Nonsens.

Koło ratunkowe dla gospodarki albo miano legendarnej katastrofy.

Nie wszystkie choroby psychiczne dostępne w bazach ZUS oczywiście wynikają z nadmiaru pracy. Jakość samych danych może budzić wątpliwość – czy to po stronie raportujących, czy to po stronie pracujących, którzy nie zgłaszają swoich dolegliwości z różnych powodów. Straty rzędu ok. 60 mld PLN w ciągu 7 lat, jakkolwiek obarczone błędem, trzeba byłoby podnieść o pozostałe koszty bezpośrednie i pośrednie. Jedno jest pewne, bez wystarczająco długiego odpoczynku pracujących i bez odpowiednich funduszy na wyjazdy wakacyjne polskiej gospodarce trudno będzie pozostać długoterminowo na fali koniunktury.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test