Gospodarka światowa bez Chin

02.11.2016
Czy gospodarka chińska znajduje się na skraju zapaści? Coraz częściej bowiem Chiny – gdzie występują nawisy długu i bańki na rynku nieruchomości, gdzie są państwowe przedsiębiorstwa-zombie i zmagające się z kłopotami banki – przedstawia się jako następną katastrofę w podatnym na kryzysy świecie.


Osobiście wciąż jestem przekonany, że takie obawy są przesadzone i że Chiny mają strategię, środki i determinację, by dążyć do zdecydowanej transformacji strukturalnej w kierunku opartego na usługach społeczeństwa konsumpcyjnego – a jednocześnie z powodzeniem unikać zniechęcających przeciwności cyklicznych. Ale zdaję sobie oczywiście sprawę, iż jest to obecnie opinia mniejszości.

Na przykład Jacob J. Lew, sekretarz handlu USA, nadal wyraża zagadkowy raczej pogląd, że Stany Zjednoczone „nie mogą być jedynym motorem gospodarki światowej”. A przecież wcale nim nie są: w tym roku Chiny są na dobrej drodze, by do globalnego tempa wzrost wnieść wkład ponad cztery razy większy niż USA. Być może jednak oceniając gospodarkę światową Lew już przyjmuje, że w Chinach dojdzie do najgorszego.

A co jeśli wątpiący w powodzenie Chin mają rację? Co by było, gdyby gospodarka chińska gospodarka rzeczywiście zaczęła się załamywać, a tempo jej wzrostu spadło do niskiego poziomu jednocyfrowego czy nawet – jak w większości ogarniętych kryzysem krajów –stało się ujemne? Ucierpiałyby oczywiście same Chiny, ale również i tak już zachwiana gospodarka globalna. Skoro więc dochodzi do załamywania rąk nad gospodarką Chin, to taki eksperyment myślowy warto szczegółowo rozważyć.

Zacznijmy od tego, że bez Chin gospodarka światowa już obecnie byłaby w recesji. Wszystko bowiem wskazuje na to, że w Chinach tempo wzrostu sięgnie w tym roku 6,7 proc. – będzie zatem znacznie wyższe niż przewiduje większość prognostów. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego – oficjalnego arbitra jeśli chodzi o globalne mierniki gospodarcze ekonomiczne – chińska gospodarka tworzy 17,3 proc. światowego PKB (mierzonego według parytetu siły nabywczej). Wzrost realnego PKB Chin o 6,7 proc. przekłada się zatem na około 1,2 punktu procentowego światowego tempa wzrostu. Bez Chin globalne tempo wzrostu należałoby o ten wkład pomniejszyć, zatem z przewidywanych przez MFW na ten rok (już po korekcie w dół) 3,1 proc. wzrostu zostałoby 1,9 proc. – znacznie poniżej poziomu 2,5 proc., powszechnie kojarzonego z recesjami w skali globalnej.

To oczywiście jest bezpośredni zaledwie skutek „świata bez Chin”. A przecież w grę wchodzą także transgraniczne powiązania z innymi najważniejszymi gospodarkami.

Szczególnie dotkliwie uderzyłoby to w tak zwane kraje surowcowe- a konkretnie Australię, Nową Zelandię, Kanadę, Rosję i Brazylię. Chiny – jako kolos surowcochłonnego wzrostu –spowodowały przeobrażenie gospodarki tych krajów, które razem tworzą prawie 9 proc. światowego PKB. Choć wszystkie one głoszą, że zdywersyfikowały strukturę gospodarki i nie są już nadmiernie uzależnione od chińskiego popytu na surowce, to rynki walutowe uważają inaczej: gdy następuje rewizja – w górę czy w dół – oczekiwań co do chińskiego tempa wzrostu, jednocześnie zmieniają się kursy walut tych państw. Według aktualnej projekcji MFW w 2016 roku gospodarka tych krajów skurczy się- łącznie biorąc – o 0,7 proc., co będzie odzwierciedlać recesje w Rosji i w Brazylii oraz skromy wzrost w trzech pozostałych krajach. Nie warto nawet wspominać, że przy scenariuszu zapaści w Chinach te stanowiące punkt odniesienia szacunki zostałyby znacznie skorygowane w dół.

Tak samo byłoby z azjatyckimi partnerami handlowymi Chin, z których większość to nadal gospodarki zależne od eksportu, a chiński rynek stanowi dla nich główne źródłu popytu zewnętrznego. Dzieje się tak nie tylko w przypadku małych, rozwijających się gospodarek azjatyckich, jak Indonezja, Filipiny czy Tajlandia, ale także większych i bardziej rozwiniętych ekonomicznie krajów regionu jak Japonia, Korea I Tajwan. Z tych sześciu uzależnionych od Chin krajów Azji pochodzi łącznie kolejne 11 proc. światowego PKB. Zapaść w Chinach mogłaby spowodować obniżenie ich łącznego tempa wzrostu o co najmniej 1 punkt procentowy.

Dobry przykład stanowią też Stany Zjednoczone. Chiny są dla nich trzecim pod względem wielkości i najszybciej rosnącym rynkiem eksportowym. W scenariuszu zapaści w Chinach ten eksportowy popyt wysechłby niemal zupełnie – ujmując w przybliżeniu 0,2-0,3 punktu procentowego od amerykańskiego tempa wzrostu (i tak już poniżej normy), które w 2016 tym roku wyniesie około 1,6 proc.

Na koniec zastanówmy się nad Europą. W Niemczech – będących od dawna silnikiem napędowym dla sklerotycznej poza tym gospodarki kontynentu – wzrost jest mocno zależny od eksportu. W nim zaś coraz większego znaczenia nabierają Chiny – obecnie to dla Niemiec trzeci co do wielkości (po UE i USA) rynek zbytu. W scenariuszu zapaści Chin również w Niemczech tempo wzrostu znacznie by się skurczyło, pociągając za sobą resztę pozostającej pod ich wpływem Europy.

Interesujące, że MFW w swojej dopiero co opublikowanej październikowej aktualizacji „World Economic Outlook Perspektywy gospodarcze świata cały rozdział poświęca czemuś, co nazywa analizą skutków ubocznych – to oparta na modelach ocena globalnego oddziaływania spowolnienia w Chinach. Fundusz – którego argumentacja zbieżna jest z przedstawioną powyżej – skupia się na efektach ubocznych dla eksporterów surowców, eksporterów azjatyckich oraz dla – jak to ujmuje – „systemowo istotnych krajach rozwiniętych” (Niemcy, Japonia i USA), czyli gospodarkach najbardziej podatnych na skutki chińskiego spowolnienia. Według analiz MFW największy wpływ miałoby ono na Azję, niewiele mniejszy – na kraje surowcowe; szacuje się, że siła oddziaływanie tego spowolnienia na trzy wspomniane kraje rozwinięte byłaby o jakąś połowę mniejsza niż w przypadku azjatyckich (oprócz Japonii) partnerów handlowych Chin.

Badanie MFW sugerują, że te globalne efekty uboczne o 25 proc. zwiększą bezpośrednie skutki załamania wzrostu w Chinach. Oznacza to, że gdyby (zgodnie z naszym eksperymentem myślowym) wzrost gospodarczy w Chinach zniknął jak kamfora, to suma skutków bezpośrednich (utrata 1,2 punktu procentowego globalnego wzrostu ) i pośrednich (z grubsza kolejne 0,3 punktu) prowadziłaby do zmniejszenia tegorocznego wzrostu globalnego z 3,1 proc. (według prognozy bazowej) do 1,6 proc. Wprawdzie byłaby to sytuacja daleka od tej z 2009 roku, gdy gospodarka globalna skurczyła się o 0,1 proc., ale niewiele odbiegająca od dwóch wcześniejszych głębokich recesji światowych – z roku 1975 (1 proc. wzrostu) i z 1982 (0,7 proc.).

Być może jestem już jedynym tylko optymistą co do Chin. A choć na perspektywy gospodarki globalnej z pewnością nie patrzę optymistycznie, to myśl, że świat stoi wobec problemów o wiele większych niż duże załamanie w Chinach. Pierwszy natomiast przyznam, że w pokryzysowej gospodarce światowej osiągnięcie wzrostu bez Chin stanowiłoby poważną trudność. Chiny powinny zatem zachowywać ostrożność w dążeniach do osiągnięcia tego, co chcą.

© Project Syndicate, 2016

www.project-syndicate.org

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test