• Marek Chądzyński

Inflacja najwyższa od 10 lat

15.06.2011
Inflacja w maju wyniosła aż 5 proc. w skali roku. Tak wysokiego wskaźnika wzrostu cen nie mieliśmy w Polsce od połowy 2001 roku. Zawiniły ceny żywności, które w poprzednim miesiącu wzrosły bardziej, niż wszyscy się spodziewali. Drożeją też ubrania.

CC BY-NC-SA by plemeljr


Ekonomiści są zupełnie zaskoczeni. Tzw. konsensusem rynkowym dla prognozy inflacji w maju był poziom 4,6 proc. rdr. Wyskoku do 5 proc. nikt się nie spodziewał. Opublikowany raport GUS jednoznacznie wskazuje winowajców. Pierwszy to ceny żywności, która w ciągu poprzedniego miesiąca podrożała o 1,3 proc. Z tego najwięcej owoce (o 6 proc.) i warzywa (5,4 proc.). Drugi powód wzrostu inflacji to droższe paliwa. Ich ceny wzrosły w ciągu ostatniego roku aż o 11,9 proc., co automatycznie spowodowało wzrost cen w transporcie o 6,8 proc.

Za wysoką inflację w maju odpowiadają też droższe ubrania i buty. Po raz pierwszy od końca 2001 roku roczny wskaźnik wzrostu ich cen był dodatni, wyniósł 0,9 proc. Przez ostatnie 10 lat w tej kategorii mieliśmy roczną deflację cen. W samym maju obuwie zdrożało aż o 2,5 proc., odzież o 1,6 proc. Analitycy zwracają więc uwagę na fakt, że wysokie ceny żywności i surowców zaczynają się przekładać na wzrost cen w innych kategoriach. Odzież i obuwie to tylko jeden przykład. Inny to kategoria hotele i restauracje. Tam ceny w ciągu ostatniego roku wzrosły o 4,5 proc.

W sumie majowy wskaźnik inflacji liczony rok do roku to najwyższy odczyt CPI od sierpnia 2001 roku. Wtedy inflacja rdr wynosiła 5,1 proc.

czytaj też: Richard Berner: Inflacja nie jest rozwiązaniem

Grzegorz Maliszewski, Bank Millennium

Po raz kolejny mieliśmy negatywną niespodziankę z cenami żywności w roli głównej. Z danych z rynku hurtowego wynikało, że żywność przestała drożeć. A tu się okazało, że jest inaczej. Do tego dołożyły się inne czynniki, które pokazują przenoszenie się wysokich cen surowców na rynkach międzynarodowych na inne kategorie. Wysokie ceny ubrań to efekt drogiej bawełny w poprzednich miesiącach. Fakt, że po raz pierwszy od dłuższego czasu ceny w tej kategorii liczone rok do roku wzrosły może też oznaczać koniec taniego importu z Chin. Inne efekty wtórne drożejących surowców to wyższe ceny w hotelach i restauracjach i w kategorii zdrowie. To wszystko powoduje, że rośnie inflacja bazowa i to bardziej, niż wcześniej oczekiwaliśmy. Inflacja liczona po wyłączeniu cen żywności i energii wzrosła do około 2,4 proc.

W drugiej połowie roku wskaźnik wzrostu cen powinien jednak spadać. W maju mieliśmy chyba najwyższy poziom CPI w tym roku. Chyba, bo nie jesteśmy w stanie precyzyjnie oszacować zmian cen żywności. W tej kategorii jest najwięcej rozbieżności między danymi, a oczekiwaniami rynkowymi. Zakładamy jednak stopniowy spadek inflacji, choć będzie ona utrzymywać się na poziomie przekraczającym cel inflacyjny NBP.

Po takich danych presja na przyspieszenie tempa wzrostu stóp procentowych będzie pewnie większa, Rada Polityki Pieniężnej straciłaby jednak na wiarygodności, gdyby na podwyżkę zdecydowała się już w lipcu. Większość jej członków zapowiedziała przecież kilkumiesięczna przerwę w cyklu, podniesienie stóp byłoby traktowane jako reakcje na bieżące dane, czego RPP nie powinna robić. Tym bardziej, że obraz gospodarki niespecjalnie uległ zmianie. Co prawda PKB rośnie, ale ten wzrost jest poniżej potencjału. Na dodatek jest dużo niepewności co do stabilności wzrostu gospodarczego w otoczeniu zewnętrznym.

Marcin Mróz, BNP Paribas Fortis

Inflacja majowa wygląda groźnie w zestawieniu z oczekiwaniami rynku i z celem inflacyjnym NBP. Jej struktura potwierdza, że ciągle istotnym czynnikiem są elementy podażowe, jak np. wysokie ceny żywności. Zarówno dynamika cen żywności jak i paliw pozostają na wysokim poziomie.

Z drugiej strony widać, że inflacja bazowa również wzrośnie. To może być sygnał, że mamy do czynienia z przekładaniem się impulsu podażowego na to, co robią polscy konsumenci. Być może pojawiają się już żądania płacowe i presja ze strony popytowej przybiera na sile.

Dane za maj pokazują, że dalsza część roku może przebiegać pod znakiem wyższej inflacji, niż do tej pory szacowano. Przy odrobinie szczęścia w drugim półroczu zobaczymy niższe poziomy inflacji, jednak pod koniec roku możemy notować inflację na poziomie 4 proc. To trochę zmienia scenariusz dla stóp. Sytuacja fundamentalna w sferze realnej jest ciągle dobra, PKB w I kwartale wzrósł o 4,4 proc, i wzroście o około 4 proc. w dalszej części roku. To pokazuje, że gospodarka ma stabilne tempo wzrostu. Jest więc pole do tego, żeby polityka pieniężna agresywniej zadziałała przeciw formowaniu się efektów drugiej rundy w nadchodzących kwartałach. W tym roku powinniśmy zobaczyć jeszcze jedną podwyżkę stóp procentowych, stopa referencyjna powinna wzrosnąć do 4,75 proc. I ta podwyżka prawdopodobnie nie zakończy cyklu zaostrzania polityki pieniężnej.

Wzrost stóp nie musi nastąpić od razu w lipcu. Być może zobaczymy kilka miesięcy przerwy, tak jak zapowiedziała to RPP. Dużo zależy od najnowszej projekcji inflacji, która zostanie niebawem opublikowana. Możliwe, że kolejna podwyżka nastąpi dopiero jesienią. Choć z drugiej strony mieliśmy kilka razy istotne zmiany poglądów w RPP w krótkim czasie, co oznacza, że scenariusza przyspieszenia w zaostrzaniu polityki pieniężnej nie można do końca wykluczyć.

Trudno powiedzieć, czy tegoroczny szczyt inflacji był w maju. Zagadką jest kształtowanie się cen żywności. Zwróćmy uwagę, że u nas w maju ceny żywności wzrosły o 1,3 proc., podczas gdy na świecie trend wzrostowy został wyhamowany. Może to sugerować, że podaż żywności u nas w kraju może być mniejsza niż zwykle. To stwarza ryzyko, że letnia deflacja cen żywności może być umiarkowana i utrzyma wskaźnik inflacji wokół poziomu, który właśnie obserwujemy.

Notował Marek Chądzyński


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test