Jednolite zasady w Unii zabijają postęp

14.04.2011
Laureat nagrody Nobla, ekonomista prof. Robert Fogel uważa, że Unia Europejska umiera ze starości, a najtęższe umysły emigrują do USA. Jego zdaniem zaradzić temu można jedynie przez wsparcie sektora badawczego i liberalizując rynek pracy. Pakiet Euro Plus rozczaruje jego twórców – mówi w wywiadzie prof. Fogel.

Zatrzymajcie exodus naukowców z Europy do USA - radzi prof. Fogel. (CC BY-NC -Kj)


Obserwator Finansowy: Jak wyglądałaby Ameryka, gdyby Barack Obama chciał ujednolicić polityki gospodarcze wszystkich stanów?

Prof. Robert Fogel: Wybuchłaby rewolucja [śmiech]. Mówiąc poważnie, to niemożliwe.

A jednak na taki krok decydują się przywódcy krajów Unii Europejskiej, wprowadzając Pakiet Euro Plus. Dzięki ujednoliceniu zasad, gospodarki UE mają stać się bardziej konkurencyjne.

Politycy gorzko się rozczarują. Nie można zarządzić zwiększenia konkurencyjności. Świat nie działa w ten sposób. Ponadto zarządzenia mają często skutek odwrotny do zamierzonego.

I tym razem tak będzie?

Owszem. Weźmy na przykład dążenie do wyznaczenia jednego wieku emerytalnego i w ogóle jednolitego kształtu systemów emerytalnych. Umieszczając je w sztywnych ramach, zabijamy innowacyjność. Rynek nie ma motywacji ani możliwości do wypróbowywania nowych rozwiązań, nie można wypróbować skuteczniejszych modeli. Z dążeniem do likwidacji wewnętrznej konkurencji podatkowej w UE, które nazywa się dla niepoznaki koordynacją podatkową, jest dokładnie tak samo. UE powinna być oczywiście jednolitym rynkiem, ale raczej pod względem wolności przepływu kapitału, pracy, produktów i usług niż pod względem takich samych uwarunkowań prawno-podatkowych. Politycy UE powinni wręcz zachęcać państwa do eksperymentowania z opodatkowaniem. Tylko dzięki konkurencji i eksperymentom można znaleźć taki model podatkowy, który sprzyja wzrostowi gospodarczemu.

Co w unijnej polityce gospodarczej zmieniłby Pan na miejscu unijnych przywódców?

To postęp technologiczny jest motorem wzrostu gospodarczego. Jeśli Chiny są konkurencyjne, bo potrafią wyprodukować coś tanio, to UE powinna być konkurencyjna dzięki temu, że potrafi wyprodukować coś nowego. Innowacyjność – na tym powinni skupić się wasi politycy.

Jakaś konkretna wskazówka?

Zatrzymajcie exodus tych, którzy są podstawą innowacji – naukowców, inżynierów. Obecnie to wy ich kształcicie, ale to Stany Zjednoczone korzystają z ich wiedzy i talentu. Dlaczego? Bo potrafią zaoferować lepsze płace. W UE należy dotować sektor badań i rozwoju w prywatnych firmach. Jednak nie poprzez redystrybucję, a poprzez ulgi podatkowe. Najprostszym rozwiązaniem byłoby ustalanie poziomu ulg w zależności od tego, ile procent swoich wydatków dana firma inwestuje w badania i rozwój. Im więcej inwestuje, tym mniejsze podatki powinna płacić. Wtedy zapewne wzrośnie poziom płac kadry profesjonalistów. Podobne rozwiązanie zastosował John F. Kennedy i udało mu się przyśpieszyć dynamikę rozwoju USA na niemal dekadę. Innowacyjność, postęp technologiczny – na tym powinniście skoncentrować swoje siły. To jedyna droga, by załagodzić skutki niekorzystnych zmian demograficznych, które zabijają konkurencyjność UE. Chodzi o starzenie się społeczeństw.

Nasze rządy już pracują nad tym, by było nas więcej, rozdając na przykład becikowe, albo promując żłobki.

I sądzi pan, ze subsydia dla matek i żłobki sprawią, że na przykład Włoszkom, na które przypada 1,2 dziecka, nagle zachce się rodzić? Albo Polkom? Przecież współczynnik dzietności na poziomie poniżej 2 oznacza, że generacja nawet w pełni się nie reprodukuje. Dzietność w danym kraju zależy od kultury, a nie od polityki. Obecna kultura jest taka, że kobiety traktują współżycie jak rekreację, a nie jak prokreację. Kiedy nastąpi jakiś kulturowy przełom? Nikt tego nie wie. 40 lat temu żaden demograf nie spodziewał się, że niekorzystne zmiany demograficzne będą tak długo się utrzymywać. I powtarzam: nie da się ich zatrzymać dekretem, bo, na szczęście, rząd nie kontroluje sypialni. Najgorsze, że starzeje się i maleje liczba osób w wieku produkcyjnym. Dzieje się tak jednak również dlatego, że europejskie prawo pracy wciąż jest niezliberalizowane, możliwości przepływu pracowników ograniczone, a wiek przechodzenia na emeryturę bardzo niski. W USA rząd nie wskazuje ludziom, kiedy mają przestać pracować. Sądzę, że to dobre podejście. Z drugiej strony szkoda, że w USA zrezygnowano z idei, by imigrantów przyjmować z otwartymi rękami. Gdy moi rodzice w 1920 r. przyjechali z Rosji do USA, nie było barier imigracyjnych. Żeby stać się pełnoprawnym obywatelem USA, wystarczyło zaliczyć badania lekarskie.

USA pod względem demograficznym, jak i poziomu innowacyjności, wciąż ma mniejsze problemy niż UE.

Tak. Współczynnik dzietności utrzymuje się powyżej 2, a gospodarka wciąż jest najbardziej innowacyjna. I tak będzie jeszcze przez jakiś czas. Ale spokojnie – nawet USA czują oddech Chin na plecach. Prognozuję, że w 2040 r. udział gospodarki USA w światowym PKB będzie o 8 pp. mniejszy niż był w r. 2000 i wyniesie ok. 14 proc. Chiny będą wtedy już daleko z przodu. Powtarzam swoim studentom, że nadchodzi czas na naukę mandaryńskiego.

A Unia Europejska?

Jeśli się nic istotnego nie zmieni, udział kluczowych 15 państw UE w globalnej gospodarce spadnie do 5 proc. w 2040 r. (z 21 proc. w 2000 r.). Niestety, żadna ze zmian, które proponuję, nie jest w Europie łatwa do wdrożenia. Widzieliśmy co działo się w Grecji, gdy chciano ograniczyć pensje nieefektywnego sektora publicznego. Europejczycy przyzwyczaili się do luksusu, na który niekoniecznie ich stać. Tymczasem, europejscy biurokraci nie mają prawdziwej woli ich od niego odzwyczaić.

Niektórzy mówią, że nadchodzi nowe młode pokolenie urzędników, którzy lepiej rozumieją rzeczywistość gospodarczą.

Oby tak było. Niestety, czasami mam wrażenie, że biurokrata może się czegoś nauczyć dopiero na emeryturze. [śmiech] Ale jest jedna pozytywna wiadomość „z przyszłości”.

Jest?

Owszem. Być może PKB Unii nie będzie rosło tak szybko, jak mogłoby, ale standard życia będzie rósł bez przerwy. Proszę sobie wyobrazić, że w 1900 r. w USA głowa rodziny musiała pracować ponad 2 tys. godzin rocznie, żeby ubrać i nakarmić bliskich. Dzisiaj jest to tylko 240 godzin, a w 2040 będzie to 160 godzin. Podobne wyliczenia dotyczą UE. Wzrastać za to będą wydatki na zdrowie i edukację. Jest w końcu kilka problemów do rozwiązania. Na przykład otyłość i papierosy.

Z tym rządy już walczą.

Lekarstwem nie jest rząd i jego zakazy i nakazy. Lekarstwem jest bogactwo. Im człowiek bogatszy, tym mniejsza szansa, że jest otyły, bądź pali. Ubożsi i gorzej wykształceni są po prostu mniej świadomi konsekwencji złego odżywiania i nałogów. Jeśli politycy nie będą jakoś szczególnie nam przeszkadzać, wzbogacimy się i w efekcie będziemy jeszcze zdrowsi i jeszcze mądrzejsi przez jeszcze dłuższy czas – bo wzrośnie też długość życia. Przywódcy UE muszą patrzeć na gospodarkę w sposób długofalowy. Być może wtedy odkryją właściwe sposoby na zwiększenie konkurencyjności i dobrobytu swoich wyborców.

Rozmawiał: Sebastian Stodolak

Prof. Robert Fogel (ur. 1926 r.) jest ekonomistą i historykiem, laureatem Nagrody Nobla za nowatorskiej połączenie tych dziedzin. Pracuje na Uniwersytecie Chicagowskim, specjalizuje się w kwestiach zmian demograficznych, postępu, bada wpływ wzrostu gospodarczego na jakość życia.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły