Karta Tajwanu

25.11.2013
Bez Tajwanu chińskiego renesansu nie będzie, podkreślają, ostatnio coraz mocniej, mandaryni z  Pekinu.  Elity tajwańskie są głęboko podzielone w podejściu do inicjatyw mówiących o chińskim śnie i „wielkim renesansie chińskiej nacji”. Zgoda na wyspie jest tylko co do jednego – że w ramach pojęcia „narodu chińskiego pierwszorzędne miejsce zajmują właśnie mieszkańcy wyspy.

Tajwan stał się bardzo popularnym kierunkiem chińskich wycieczek. (CC By rbitting)


Ponad dekadę temu amerykański strateg Robert Kagan wyszedł z głośną koncepcją, że wierzący jedynie w siłę Amerykanie są z Marsa, natomiast opowiadający się za dyplomacją Europejczycy – z Wenus. Ta paralela przychodzi na myśl, gdy patrzy się, jak Pekin stale pręży siły, podczas gdy Tajpej wydaje się skonfundowane i zagubione, licząc jedynie na swój dyplomatyczny spryt.

Elity tajwańskie są głęboko podzielone w podejściu do ostatnich inicjatyw, mówiących o chińskim śnie (Zhongguo Meng, China Dream) ściśle powiązanym z tezą o „wielkim renesansie chińskiej nacji”. Zgoda na wyspie wydaje się panować tylko co do jednego – że w ramach pojęcia „narodu chińskiego” (Zhonghua minzu), który w ocenach Pekinu ma być silny i zjednoczony pierwszorzędne miejsce zajmuje właśnie 23 mln mieszkańców wyspy.

Za handlem – usługi

Bez Tajwanu chińskiego renesansu nie będzie, podkreślają od lat, ostatnio coraz mocniej, mandaryni z  Pekinu, stale przypominając o konieczności „zjednoczenia Ojczyzny”. W ślad za tym, niejako wedle wskazań starożytnego mędrca i stratega Sun Zi, idą nie tylko słowa, ale czyny. Od momentu powrotu do władzy w maju 2008 r. Partii Narodowej – Guomindangu (GMD) podpisano już 18 ważnych porozumień, w tym kluczową ECFA (Economic Cooperation Framework Agrement) mającą prowadzić do strefy wolnego handlu, a w istocie do utworzenia jednego wielkiego organizmu gospodarczego, który należałoby ująć terminem Wielkie Chiny.

Obecnie na porządku dziennym jest kluczowa umowa uzupełniająca do ECFA, mająca pozwolić na uwolnienie w dwustronnych stosunkach aż 64 kategorii usług, w tym nie tylko finansowych czy bankowych, ale też tak kluczowych – i wrażliwych – jak publikacje czy oświata, w ramach których istnieje obawa utraty tajwańskiej demokratycznej samodzielności.

Jeśli i ta umowa, wbrew mocnym zastrzeżeniom tajwańskiej opozycji, zostałaby podpisana, doszłoby do czegoś podobnego jak w stosunkach ChRL z Hongkongiem, czyli podniesiono by ECFA do poziomu bliskiego partnerstwa gospodarczego o nazwie CEPA (Closer Economic Partnership Arrangement). A stąd już naprawdę blisko do wspomnianego jednego organizmu gospodarczego.

Wielka operacja PR

W ramach stałej presji władze ChRL, za zgodą liderów GMD, stosują nie tylko normalne narzędzia gospodarcze, jak handel czy inwestycje, ale też zainicjowały bodaj największą operację public relations na globie, w ramach której obie strony, jeszcze przed pięciu laty całkowicie od siebie odizolowane, doprowadziły do przelotów przez Cieśninę Tajwańską kilkuset samolotów dziennie. Połączono bowiem nie tylko Pekin z Tajpej, ale dano też   możliwość bezpośredniego lotu na wyspę wielu większym miastom na lądzie.

Początkowo ruch był jednostronny: Tajwańczycy jechali do Chin, najczęściej po to, by odwiedzić groby przodków (co ważne w chińskiej kulturze). Ostatnio jest już inaczej. Turyści z Chin wyprzedzili tych z Japonii i są teraz najbardziej widoczni na wyspie. Podczas gdy w 2011 r. było ich na Tajwanie 1,78 mln, to w roku ubiegłym liczba ta skoczyła do 2,59 mln, a w pierwszych ośmiu miesiącach tego roku wzrosła w stosunku do poziomu z roku poprzedniego o dalsze 12 proc., dając sumę 1,9 mln osób. To oznacza, że na koniec tego roku rekord ponownie zostanie pobity.

Co więcej, turyści z Chin lądowych wyprzedzili Japończyków jako najbardziej szczodrzy w wydawaniu. Według skrupulatnych danych banku Barclays na Tajwanie w 2012 r. wydawali oni przeciętnie 164,59 dol. dziennie, podczas gdy Japończycy tylko 114,76 dol. Dyrekcja Generalna Budżetu, Rachunkowości i Statystyki Republiki Chińskiej na Tajwanie nie ujawnia, jak to się ma do wpływu na PKB, ale ostatnie dane z 2010 r. mówią, że wówczas turyści z ChRL podnieśli poziom PKB o 0,28 proc. Stąd wniosek, że teraz jest to już sporo ponad 1 proc. PKB.

Oczywiście, to nie turyści, lecz handel i inwestycje w największym stopniu określają poziom relacji dwustronnych. Wyspa jest szczęśliwa, bo w obu przypadkach odnotowuje poważne sukcesy. W roku ubiegłym poziom dwustronnej wymiany towarowej sięgnął 169 mld dolarów (wzrost o 5,6 proc. w stosunku do roku poprzedniego), przy czym, co rzadkie w przypadku ChRL, Tajwan odnotował dodatnie saldo w wysokości aż 95 mld dolarów. Wstępne szacunki za rok bieżący podkreślają, że dynamika w tej dziedzinie będzie utrzymana (wzrost aż o 23,1 proc. w pierwszych 9 miesiącach tego roku do poziomu 149,2 mld dol.) choć gospodarka Tajwanu, ku zaskoczeniu ekspertów wewnątrz, nieco spowolniła (zamiast planowanego przez władze wzrostu o 2,31 proc. PKB w tym roku może to być ok. 2 proc.).

Handel zamiast rakiet

Jeszcze większe znaczenie dla wyspy mają inwestycje na terenie Chin lądowych, które po podpisaniu ECFA rokrocznie przekraczały 10 mld dolarów (10,9 mld w 2012 r.). To one sprawiły, że według nieoficjalnych danych, bo oficjalnych brak, na terenie ChRL  pracuje lub jest tam na stałe zaangażowanych ok. 2 mln obywateli Tajwanu. Jednakże ostatnio, co zaczyna niepokoić, tendencja zaczyna być spadająca, a nie wznosząca się.  Szybko natomiast rosną inwestycje z ChRL na Tajwanie, na które oficjalnie zezwolono w czerwcu 2009 roku. Dochodzi do tego mimo wprowadzonych ograniczeń – do 300 tys. dolarów dla jednej firmy z ChRL w ciągu roku. To jednak jest często obchodzone z racji liberalizacji reżimu wizowego. Po prostu bierze się nową wizę, a z nią – nową inwestycję.

Ten wzrost wzajemnych powiązań gospodarczych jest tak szybki, dynamiczny i gęsty, że niedawno ceniony w kręgach specjalistów magazyn „The Diplomat” sformułował tezę, iż to właśnie handel i inwestycje są „największym zagrożeniem dla suwerenności Tajwanu, a Pekin będzie mógł doprowadzić do reunifikacji nawet bez wystrzelenia jednego pocisku”.

Sprawa dzieli już nie tylko tajwańskie elity, ale też całe tamtejsze społeczeństwo. Z sondażu przeprowadzonego przez wyspecjalizowany instytut Taiwan Indicators Survey Research pod koniec października wynika, że owszem, 60 proc. badanych opowiada się za dalszym zwiększaniem współpracy gospodarczej poprzez Cieśninę, jednakże aż 70 proc. stwierdziło, że negocjacje nt. połączenia obu organizmów, o czym coraz głośniej, nie powinny odbywać się bez wstępnej zgody obywateli wyspy (41,5 proc. opowiedziało się za referendum zarówno przed rozpoczęciem takich negocjacji, jak też w celu zatwierdzenia ich ostatecznego wyniku).

Siła czy elastyczność

Ważne są nie tylko wyniki, ale też treść tego sondażu. Temat, który był do niedawna tabu i nie do pomyślenia, teraz staje się przedmiotem mniej lub bardziej oficjalnych enuncjacji już nie tylko w Pekinie, lecz także na wyspie. Problem w tym, że prezydent i szef GMD Ma Ying-jeou jest ogromnie niepopularny. Po części z racji bezprecedensowego otwarcia poprzez Cieśninę, ale jeszcze w większym stopniu z powodu trwałego – i bolesnego dla rządzących – konfliktu z szefem parlamentu Wang Jin-pyngiem. Tajemnicą poliszynela jest to, że poszło w głównej mierze właśnie o relacje z ChRL i wspomnianą „nową ECFA” w sferze usług. Prezydent Ma chciałby ją przyjąć w postaci jednego pakietu, szef parlamentu chciałby głosowania indywidualnego nad każdą z wybranych usług, czyli – jak powiadają eksperci – „utopienia sprawy”.

Wyjątkowo niskie notowania prezydenta Ma (od 9 do 14 proc. poparcia w zależności od sondażu) zdają się raz jeszcze potwierdzać wizję Kagana: Pekin w stosunku do wyspy działa silny i zjednoczony, a więc z pozycji siły, podczas gdy władze i elity na wyspie są wyjątkowo podzielone i niejednomyślne, a więc – podatne na zabiegi ze znanej formuły „dziel i rządź”.

Tymczasem presja na władze w Taipei stale rośnie. W czerwcu specjalne Forum stosunków poprzez Cieśninę, złożone  zajmujących się tymi stosunkami ekspertów z ChRL, przedłożyło ofertę aż 31 przedsięwzięć, mających na celu „dalsze wzmocnienie wymiany poprzez Cieśninę”, w sferze biznesu, wymiany osobowej czy możliwości podejmowania pracy. Zaproponowano m.in. by zwiększyć liczbę prowincjonalnych miast wydających wizy do Tajwanu z 9 do 20, zwiększyć ilość promów i statków (z towarami i ludźmi) przepływających przez Cieśninę, a także dać osobom zamieszkującym regiony nabrzeżne po obu stronach większe możliwości pracy.

Z kolei niedawna, przeprowadzona w końcu października konferencja 120 ekspertów obu stron, w większości jednak z ChRL, opowiedziała się za niczym innym, jak – spotkaniem na szczycie prezydentów Ma Ying-jeou i Xi Jinpinga. Wyznaczono nawet grupę zadaniową, mającą wypracować polityczne rekomendacje na takie spotkanie.

Czy to możliwe? No cóż, wiele kwestii, które jeszcze do niedawna w stosunkach ChRL – Tajwan wydawały się wręcz nie do pomyślenia w ostatnich kilku latach zamieniono w czyny. Poziom wzajemnych kontaktów bezustannie rośnie. Na ostatnim szczycie APEC na wyspie Bali w początkach października prezydent Xi Jinping spotkał się odrębnie z szefem delegacji tajwańskiej (w ramach APEC reprezentowane są aż trzy chińskie podmioty gospodarcze: ChRL, Hongkong i Tajwan) byłym premierem i wiceprezydentem oraz jednym z najważniejszych polityków GMD Vincentem C. Siew.

Warto zwrócić uwagę na dokonaną tam wymianę poglądów. Xi stwierdził: „Patrząc w przyszłość, kwestie politycznych nieporozumień, które istnieją po obu stronach, muszą stopniowo znaleźć ostateczne rozwiązanie, albowiem ta kwestia [pokojowe zjednoczenie – przyp. autora] nie może być odkładana z pokolenia na pokolenie”.

Co na takie dictum odpowiedział Siew? Jak zwykle w wykonaniu obecnych władz w Tajpej, nieco enigmatycznie: „Obie strony potrzebują większego zrozumienia… Jeśli znajdziemy konsensus, to będziemy mogli powolnie zmierzać do rozsądnego, racjonalnego planu umożliwiającego rozstrzygnięcie”.

Innymi słowy, nikt nie wyklucza porozumienia, a obie strony wychodzą przecież z kluczowego założenia, zgodnie z którym są tylko jedne Chiny, tyle że nieco inaczej interpretowane przez obie strony.

W tej sytuacji w sedno zadaje się trafiać opozycyjny wobec GMD dziennik „Taipei Times” pisząc w jednym z komentarzy redakcyjnych w listopadzie: „Podstawową formułą w wymianie poprzez Cieśninę powinna być elastyczność. Jeśli Chiny utrzymają swoje twarde i autokratyczne podejście do Tajwanu, to odpowiedzią może być jedynie stałe odpływanie od siebie stron położonych na obu brzegach Cieśniny”.

Chińsko-tajwańska gra w pokera, a raczej mah-jonga najwyraźniej się toczy. Warto ją śledzić, bo ma wręcz geopolityczne znaczenie.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły