Koniec niemieckiej hegemonii

27.10.2015
Choć zupełnie nikt tego nie zauważa, w Europie następuje zmiana wewnętrznej równowagi sił. Stopniowo słabnie dominująca pozycja Niemiec, która od kryzysu finansowego z 2008 roku wydawała się absolutna — co ma dalekosiężne skutki dla Unii Europejskiej.  


Oczywiście z perspektywy „miękkiej siły” sam fakt, iż ludzie wierzą w potęgę Niemiec, podnosi status kraju i jego pozycję strategiczną. Ale nie minie dużo czasu, a ludzie zaczną zauważać, iż główny czynnik sprawczy tego przekonania — to, że gospodarka Niemiec wciąż rośnie, podczas gdy większość pozostałych krajów strefy euro doświadcza przeciągającej się recesji — to przejaw wyjątkowych okoliczności, które wkrótce zanikną.

Przez 12 z minionych 20 lat tempo wzrostu było w Niemczech mniejsze niż jego uśredniony wskaźnik dla innych, dużych krajów strefy euro (Francji, Włoch i Hiszpanii). Choć w latach pokryzysowych tempo wzrostu Niemiec wyraźnie podskoczyło (jak widać na wykresie), to Międzynarodowy Fundusz Walutowy przewiduje, że znów spadnie ono poniżej przeciętnej dla tych trzech krajów — i że w ciągu pięciu lat stanie się znacznie niższe od średniej dla całej strefy euro, która obejmuje również małe, ale charakteryzujące się szybkim wzrostem kraje Europy Środkowej i Wschodniej.

 

(infografika Dariusz Gąszczyk)

 

Niemcy niewątpliwie nadal mają pewne pozorne przewagi. Dokładniejsze przyjrzenie się im pokazuje jednak, że nie są one aż tak korzystne, jak się wydaje.

Zacznijmy od tego, że w Niemczech jest niemal pełne zatrudnienie — to sytuacja całkowicie odmienna niż w większości strefy euro, gdzie stopa bezrobocia jest dwucyfrowa. Połączenie pełnego zatrudnienia z niską stopą wzrostu ujawnia zresztą zasadniczy problem: bardzo powolny wzrost wydajności. Jeśli do tego dodać kurczący się zasób pracowników, będących w stanie zaspokoić potrzeby niemieckiego rynku pracy — ludność kraju się starzeje, a przybywającym uchodźcom brak wymaganych kwalifikacji —to widać, że gospodarska Niemiec wydaje się szykować na dłuższy okres marnych wyników.

Kolejną pozorną przewagę stanowią duże rezerwy finansowe Niemiec, które nie tylko uchroniły je od kryzysu finansowego, ale też podniosły znacznie ich pozycję polityczną. Przy ratowaniu pogrożonych w głębokiej recesji peryferyjnych krajów strefy euro niemieckie środki były wręcz niezastąpione, kraj ten zaczął więc odgrywać główną rolę we wszystkich próbach rozwiązanie tego kryzysu.

Zgoda Niemiec była potrzebna do powołania w Europie „unii bankowej”, która umożliwiła przekazanie władzy nadzorczej Europejskiemu Bankowi Centralnemu i utworzenie wspólnego funduszu na ratowanie upadających banków. A opór Niemiec przyczynił się do zwłoki w interwencji EBC na rynkach obligacji: gdy w końcu EBC uruchomił swój program odkupu obligacji, zrobił to za milczącym przyzwoleniem Niemiec.

Teraz jednak, przy zerowych stopach procentowych, te duże zasoby oszczędności nie są już dla Niemiec tak korzystne. A że burze finansowe w większości ucichły, Niemcom brak nowych okazji do okazywania swojej wagi politycznej, zarówno w strefie euro, jak i poza nią.

Choć bowiem w efekcie głębokiego zaangażowania w gospodarkę krajów Europy Środkowej i Wschodniej Niemcy były kluczowym graczem w Porozumieniu z Mińska, które miało zakończyć konflikt na Ukrainie, to w zajmujących dziś uwagę świata krajach Bliskiego Wschodu ich wpływy są niewielkie. Choć często podkreśla się polityczne przywództwo Niemiec w sprawie napływu uchodźców, realia są takie, że zostały one rzucone na pierwszą linię frontu nie mając wielkiego wpływu na czynniki, jakie powodują ten kryzys — który zresztą wywołuje w Niemczech znaczne napięcia. Obecnie Niemcy po raz pierwszy znalazły się w sytuacji, w której muszą się od swoich partnerów z UE domagać solidarności, bo same nie są w stanie wchłonąć wszystkich przybyszów.

Jak zwykle jednak percepcja nie nadąża za rzeczywistością, co oznacza, że Niemcy nadal są uważane za najpotężniejszą siłę strefy euro. Ponieważ jednak globalny cykl koniunkturalny przyspiesza ich powrót do „starej normalności”, przesunięcia w układzie sił w Europie będzie coraz trudniej będzie ignorować.

Na boomie inwestycyjnym w Chinach i innych krajach wschodzących eksportujące dużą ilość dóbr inwestycyjnych Niemcy skorzystały bardziej niż pozostali członkowie strefy euro. Wzrost w krajach wschodzących jednak słabnie, co dotyczy także Chin, gdzie następuje przestawianie się popytu — z inwestycji na konsumpcję. Może to zagrażać wzrostowi w Niemczech, a sprzyjać krajom południa Europy, które eksportują więcej towarów konsumpcyjnych.

Następująca w Europie zmiana gospodarczego i politycznego układu sił będzie zapewne mieć istotny wpływ na funkcjonowanie UE — zwłaszcza zaś strefy euro. Jeśli zabraknie silnych Niemiec, wymuszających obostrzenia fiskalne i ponaglających do wprowadzenia trudnych, ale koniecznych reform strukturalnych, to pozostałe kraje mogą na przykład stracić motywację do działań, niezbędnych do zapewnienia sprawiedliwości i stabilności w długim terminie. Jeśli inflacja nadal będzie niska, EBC może uznać, że ma wolną rękę i ogłaszać kolejne rundy stymulacji monetarnej, co jeszcze bardziej zagrozi celom fiskalnym.

Krótko mówiąc, być może zmierzamy właśnie ku mniej „germańskiej” polityce gospodarczej w strefie euro. A choć w krajach peryferyjnych może to przysporzyć UE popularności, to może także wzmóc opór przeciwko członkostwu w UE w samych Niemczech — kraju, który nadal stanowi ważny element integracyjnej układanki, choć jego potęga gospodarcza zanika.

©Project Syndicate, 2015

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test