Korupcja zjadła co najmniej 10 rosyjskich budżetów

06.12.2011
Kradną i oszukują prawie wszyscy - twierdzi prof. Marat Musin z Uniwersytetu Moskiewskiego, który przeanalizował działalność ponad miliona firm zarejestrowanych w Rosji. Z szacunków wynika, iż od 1992 r. - od rozpadu ZSRR - ograbiono skarb państwa z ok. 3,17 bln dol. To równowartość prawie 10 rocznych budżetów federalnych.

(Opr. DG/By NC SA davidgordillo)


Jak to możliwe? Analizy prof. Musina potwierdziły, iż z ponad 1 miliona firm rosyjskich, w przypadku prawie 740 tys sprawozdania finansowe nosiły znamiona malwersacji, oszustw podatkowych, ukrywania dochodów w rajach podatkowych lub wręcz kradzieży. Co przy tym istotne, w 80 proc było to „zasługą” 5 proc. najbogatszych rosyjskich kompanii. I jeśli odnieść to, przez analogię, do historii Jukosu – twierdzi rosyjski profesor – to wszyscy szefowie tych firm powinni trafić do więzienia z wyrokami od 5 do 10 lat.

W rzeczywistości, jeśli uwzględnić oszustwa podatkowe, straty rosyjskiego budżetu są znacznie większe i naprawdę gigantyczne. Tylko w ostatnich kilku latach – szacuje prof. Musin – w rezultacie różnego rodzaju machinacji finansowych rosyjski fiskus stracił mniej więcej 15 bln rubli, to jest równowartość 27 proc PKB.

Nie kradną tylko tam – twierdzi Musin – gdzie nie ma nic do ukradzenia. Teoretycznie dotyczy to instytucji państwowych, budżetowych, ale i w tej sferze mamy do czynienia z olbrzymimi nadużyciami. Zdaniem profesora, co najmniej jedna trzecia tych instytucji zaangażowana jest w podejrzane operacje finansowe.

Musinowi udało się prześledzić kilka takich przypadków, gdy z pomocą tzw. firm-jednodniówek prano pieniądze na łapówki dla wysokich urzędników. Łączna wartość tak wypranych rubli wyniosła 89 mld. Zdaniem prof. Musina jest to jednak tylko wierzchołek góry lodowej, bo większość daje łapówki bezpośrednio, bez mimo wszystko skomplikowanych mechanizmów firm-jednodniówek. – A wiadomo – mówi prof. Musin – tam gdzie dużo dają, tam i więcej kradną…

Korupcja – twierdzą eksperci – to rak, który niszczy rosyjskie państwo. I to od wieków – dodają historycy. Do 1715 r obowiązywał system tzw. kormlenija, zgodnie z którym carscy urzędnicy sami musieli zarobić na swoje utrzymanie. Car Piotr I próbował to zmienić, korupcję uznano nawet za przestępstwo, ale nie na długo, bo tuż po jego śmierci, wrócono do tego co było wcześniej. I chociaż później – niezależnie od epoki i systemu – usiłowano temu przeciwdziałać, uchwalano nawet surowe prawa, to w praktyce korupcja i łapownictwo miały i mają charakter powszechny.

W tym stwierdzeniu nie ma żadnej przesady. Według raportu przygotowanego w ub.r. przez Wszechrosyjski Komitet Antykorupcyjny „Czistyje Ruki” („Czyste Ręce”), rozmiary rosyjskiej korupcji ocenia się na ok 50 proc. PKB. A co przy tym ciekawe, za najbardziej skorumpowane uważa się sądownictwo oraz jednostki tzw. struktur siłowych, w tym organy służb celnych, a także MSW i FSB powołane do zwalczania przestępczości gospodarczej. Funkcjonariusze tych służb, jak podano w raporcie „Korupcja 2010″, osiągają miesięcznie nawet po 20 tys dolarów dodatkowych dochodów, uzyskiwanych dzięki łapówkom.

Pod tym względem pracownicy prokuratury, zajmujący drugie miejsce na liście łapówkowo najbardziej atrakcyjnych profesji – są „skromniejsi”. Ich dodatkowe dochody uzyskiwane z łapówek szacuje się, średnio, zaledwie na 10 tys dolarów miesięcznie. Nie mówiąc już o korupcyjnym plebsie: urzędnikach i funkcjonariuszach różnego rodzaju instytucji kontrolnych, czy zwykłych milicjantach, którzy z łapówek od nielegalnych emigrantów „wyciągają” co miesiąc po 2 tys dolarów.

W języku rosyjskim powstał nawet nowy termin ekonomiczny wziatkojemkost („łapówkochłonność”) określający wielkość i stabilność korupcyjnych dochodów oraz jego atrakcyjność „profesjonalną”. W rosyjskim internecie można też znaleźć stawki łapówek, obowiązujących w poszczególnych branżach, a także największe wziatki, jakie zapłacono. I tak za jazdę po pijanemu trzeba dać do ręki od 50 do 90 tys rubli. W służbie zdrowia łapówka waha się od 500 rubli do 50 tys, a w siłach zbrojnych od 20 do 700 tys rubli. Drodzy są też urzędnicy MSW. Stawki zaczynają się tu co prawda już od 10 tys rubli, ale górna granica jest sprawą otwartą. I tak za załatwienie pracy na atrakcyjnym stanowisku w tym resorcie trzeba było zapłacić10 mln rubli, a za ukręcenie głowy sprawy karnej – 51 mln.

Wreszcie sądownictwo, zaliczane do najbardziej skorumpowanych. To właśnie w tym sektorze zanotowano w ub r najwyższą sumę jednorazowej łapówki: 150 mln rubli. Niestety, nie podano za jaką usługę zapłacono sędziemu/sędziom taką kwotę.

W rzeczywistości, nawet te sumy należałoby uznać za śmiesznie małe w porównaniu z tym, co dzieje się na szczytach władzy i elity biznesu. Londyński proces Romana Abramowicza i Borysa Bieriezowskiego odsłania kulisy machinacji, gdy w grę wchodziła prywatyzacja całych sektorów gospodarki. I jeśli kiedyś funkcję ochrony spełniały struktury mafijne, to obecnie ich rolę przejęły struktury państwowe, często również polityczne. W końcu to nie przypadek, że jak wynika z informacji moskiewskich deweloperów, w rosyjskiej stolicy 60 proc nabywców najbardziej prestiżowych apartamentów, których ceny zaczynają się od 1,5 mln dolarów w górę są skromni państwowi urzędnicy.

(Opr. DG)

Autor jest publicystą ekonomicznym internetowego Studia Opinii


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test