• Prof. Juri Malcew, b. doradca gospodarczy Michaiła Gorbaczowa

Kreml wykorzystuje recesję do umocnienia układów

08.01.2010
Od początku kryzysu światowego we wrześniu 2008 r. gospodarka rosyjska systematycznie się pogarsza. Namiastki gospodarki wolnorynkowej powstałe po upadku Związku Sowieckiego zanikają pod wpływem rozbudowującej się administracji i szalejącej korupcji.  W Rosji Putina nadal decydują układy polityczne. Rosjan czeka w tym roku największa od dwóch lat fala bezrobocia .


Jeszcze rok temu jeden z najbliższych przyjaciół Władimira Putina tonął w długach. Kryzys spustoszył interesy Olega Dieripaski do tego stopnia, że musiał się pozbyć połowy swojego majątku. Być może i druga polowa byłaby zagrożona, gdyby na pomoc nie przyszedł sam premier Rosji, który budżetowymi pieniędzmi wykupił zadłużone firmy. W zamian za to Dieripaska pozbył się w tym tygodniu akcji najbardziej lukratywnego przedsiębiorstwa, giganta przemysłu metalurgicznego, UC Rusal na rzecz banku państwowego, którego szefem jest Władimir Putin.  Przypadek Dieripaski jest modelowy dla całej gospodarki rosyjskiej. Pokazuje w jaki sposób państwo obroniło majątki największych rosyjskich magnatów.

Warto przypomnieć, że podobnie dzieje się na rynku inwestycji zagranicznych. Państwowa machina sądowo-policyjna w obawie przed konkurencją wyeliminowała kilku z i tak małej grupy zagranicznych inwestorów, zabezpieczając interesy lokalnego biznesu. Dziś kilku rosyjskich przedsiębiorców, takich jak np. Roman Abramowicz, który ma obywatelstwo brytyjskie, poprawia rosyjskie statystyki dotyczące udziału  „zagranicznego kapitału” w rynku.

Z obu tych przykładów wyraźnie widać, że rozwój gospodarki jest nieprzewidywalny. Ważniejsze bowiem od wzrostu gospodarczego danego kraju jest źródło jego bogactwa – czy jest to gospodarka rynkowa, w której szanowane są zasady konkurencyjności czy państwowa, w której nakłady finansowe dokonywane są pieniędzmi podatnika. W pierwszym przypadku wzrost gospodarczy jest wskaźnikiem rzeczywistego bogactwa ludzi, w drugim ten fakt trudny jest do ustalenia.

Rosyjska gospodarka jest dziś w dużo większym stopniu scentralizowana niż w okresie rządów prezydenta Borysa Jelcyna. Zatarła się granica między mieniem podatnika a prywatnym. To także zniechęca zachodnich inwestorów do inwestowania w Rosji.  Wskutek tego ich liczba jest równa ilości inwestycji zagranicznych w Estonii. Nic nie wskazuje na to, żeby ich miało przybyć w 2010 r.

Także inne dane o gospodarce nie napawają optymizmem. Jedynym jej motorem są bogactwa naturalne, w szczególności ropa naftowa i gaz. Produkcja przemysłowa praktycznie nie istnieje, z wyjątkiem przemysłu wojskowego. I właśnie od cen surowców zależy 80 proc. wydatków budżetowych. A właśnie ten kwartał rozpoczyna się od spadku cen ropy z 83,5 do 81,5  USD za baryłkę.

Pomimo to minister finansów Aleksiej Kudrin zapowiedział na początku tego roku, że Rosja wypuści euroobligacje o wartości 17,8 mld USD.  Inaczej mówiąc, weźmie pożyczkę.

Bezrobocie w Rosji było najwyższe w czasie tej recesji w ostatnim kwartale. Wzrosło z 7,7 proc. w październiku do 8,1. Ekonomiści z Banku Światowego ostrzegają, że tej zimy liczba bezrobotnych może zwiększyć się o dodatkowy milion, jeśli strategia firm by przetrwać kryzys będzie polegać tylko na oszczędzaniu. A według badań Instytutu Levada utraty pracy boi się 49 proc. Rosjan. Dlatego właśnie prezydent Dmitri Miedwiediew powiedział, że bezrobocie jest najpoważniejszym wyzwaniem. Jednak według danych przedstawionych przez Federalne Biuro Statystyczne banki rosyjskie w ostatnim kwartale nie udzielały kredytów blisko 90 proc. przedsiębiorstwom. W IV kwartale spadła tez sprzedaż hurtowa o 1,3 proc.  porównaniu z poprzednim.

W jaki sposób gospodarka rosyjska może się rozwijać, jeśli ponad 80 proc. rolnictwa jest nadal upaństwowionych, zarządzanych wprawdzie nie przez Kreml, jak to się działo w czasach Związku Sowieckiego, ale przez gubernatorów regionów. Państwo rosyjskie dławi rozbudowana administracja. A te namiastki wolnego rynku, które jeszcze pozostały, psute są przez korupcję sięgającą sufitu.

W Rosji mamy takie powiedzenie, że pesymista jest dobrze poinformowanym optymistą. I dlatego uważam, że gospodarka rosyjska znajduje się na równi pochyłej od czasu objęcia rządów przez prezydenta Władimira Putina. Wtedy rozpoczęło się eliminowanie konkurencji nierosyjskiej, niezwiązanej z Kremlem.

Z zapowiedzi premiera Putina wynika, że ten kierunek zostanie utrzymany. Rosja planuje w tym roku nie tylko ekspansję polityczną, ale również gospodarczą na Białorusi, w Kazachstanie i na Ukrainie. Rosja wykorzysta w tym celu ustalenia Rosyjskiej Unii Celnej, nawet jeśli jej zapisy nie w pełni na to pozwalają. Bowiem jak głosi umowa, żaden kraj nie może zmuszać innego do ograniczenia konkurencji na swoim rynku na rzecz państwa należącego do unii. Jednak przykład handlu gazem z Europą wskazuje na to, że Rosja potrafi posłużyć się narzędziami nierynkowymi, jak szantaż czy nawet odmowa realizacji kontraktu (zakręcenie kurka gazowego) w stosunkach handlowych.

Ogląd globalny na rosyjską gospodarkę prowadzi do wniosku, że rosyjskie państwo, Kreml, wykorzystuje recesję do umocnienia grup interesów. Wolny rynek przestaje istnieć. Recesja może być więc powstrzymana przez struktury państwowe, ale ze względu na głębokość zmian struktury gospodarki nie będzie można jej mierzyć instrumentami, które określają rozwój gospodarek wolnorynkowych, takich jak Polska, USA czy Niemcy.

Obecne wyniki wskazują, że stan rosyjskiej gospodarki ulega systematycznemu pogorszeniu. Nic nie wskazuje na to, by w tym roku mogło się coś zmienić.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test