Krótka historia ekonomii amerykańskiej klasy średniej

09.03.2015
Amerykańska gospodarka znacznie się umocniła w ostatnich latach, co pozwala zająć się problemem trwającej od 40 lat stagnacji dochodów klasy średniej. Najważniejsze czynniki na nią wpływające to: wzrost wydajności, uczestnictwo w sile roboczej i nierówności dochodów.

(infografika Dariusz Gąszczyk/CC BY-NC-SA Faisal Photography)


W ostatnich dwóch latach PKB w USA wzrastał o 2,8 proc. rocznie. Poprawę szczególnie wyraźnie można było dostrzec na rynku pracy. W 2014 r. odnotowano rekordowy wzrost liczby miejsc pracy – zarówno w ujęciu absolutnym, jak i procentowym – od końca lat 90. Stopa bezrobocia zmalała szybciej, niż się spodziewano, a jednocześnie ustabilizował się wskaźnik uczestnictwa w sile roboczej. Podstawowe tendencje obserwowane w całościowej odbudowie są dziś wyraźne i zapowiadają dalszy okres mocnej gospodarki.

Dzięki temu solidnemu zagregowanemu wzrostowi powstaje możliwość zajęcia się wyzwaniem od dawna występującym w amerykańskiej gospodarce, czyli czterdziestoletnią stagnacją dochodów klasy średniej oraz tych, którzy dążą do tego, aby się znaleźć w klasie średniej. Stagnację tę ukazuje wykres z rys. 1. Odbudowa gospodarki jest zdecydowana, ale nie wszystkie gospodarstwa domowe w pełni uczestniczyły we wzroście dochodu.

W tym materiale przedstawiono historyczny i międzynarodowy kontekst najważniejszych czynników wpływających na dochody klasy średniej, mianowicie wzrostu wydajności, uczestnictwa w sile roboczej i nierówności dochodów. Podejście Baracka Obamy do polityki gospodarczej – to, co nazywa „ekonomią średnioklasową” – ma zapewnić poprawę każdego z tych trzech czynników. Inicjatywy te zostały opisane szczegółowiej w opublikowanym niedawno raporcie prezydenta o stanie gospodarki.

 

(infografika D.Gąszczyk)

 Zmiany dochodów klasy średniej w okresie powojennym

Dochody klasy średniej były kształtowane przez trzy czynniki. Decydowało o tym to, jak wzrastała wydajność, jaka jest dystrybucja dochodu i ilu ludzi uczestniczy w sile roboczej. Chociaż wiele z tych czynników stale ewoluowało, zmieniając się z roku na rok, można sporo zaobserwować, gdy podzieli się lata po II wojnie światowej na trzy okresy cechujące się najznaczniejszymi różnicami między tendencjami, w które układają się zmiany tych trzech zmiennych.

Te trzy okresy to 1) czas wspólnego wzrostu (lata 1948-1973), kiedy zmiany wydajności, uczestnictwa i dystrybucji zachodziły zgodnie, 2) czas zwiększonego uczestnictwa (lata 1973-1995), kiedy w szybkim tempie przybywało kobiet w sile roboczej, ale zwolnił wzrost wydajności i pogorszyła się dystrybucja dochodu oraz 3) czas odzyskiwania wydajności (lata 1995-2013), kiedy poprawiała się wydajność (przynajmniej do okresu poprzedzającego kryzys finansowy, ale zmniejszyło się uczestnictwo i nadal pogłębiała nierówność dochodów.

(infografika D.Gąszczyk)

Czas wspólnego wzrostu (lata 1948-1973)

Wszystkie trzy czynniki – wzrost wydajności, uczestnictwo i dystrybucja – zgodnie zapewniały korzyści klasie średniej w latach 1948-1973. Stany Zjednoczone cieszyły się szybkim wzrostem wydajności siły roboczej, wynoszącym w tym okresie średnio 2,8 proc. rocznie. Zmalała nierówność dochodu, a udział 1 proc. najzamożniejszych Amerykanów w dochodzie zmniejszył się prawie o jedną trzecią, podczas gdy nieco wzrósł udział w dochodzie osiągany przez dolne 90 proc.

Wzrost dochodów gospodarstw domowych był także wywoływany przez coraz większe uczestnictwo kobiet w sile roboczej. Wskaźnik uczestnictwa kobiet w wieku od 25 do 54 lat w sile roboczej zwiększył się z jednej trzeciej w 1948 r. do połowy w 1973 r. Kombinacja tych trzech czynników spowodowała w tym okresie wzrost średniego dochodu dolnych 90 proc. gospodarstw domowych o 2,8 proc. rocznie. Wielkość ta może posłużyć za przyzwoite przybliżenie wzrostu mediany dochodów gospodarstw domowych, ponieważ nie bierze się w tym wskaźniku pod uwagę wielkich, asymetrycznych zmian dochodu 10 proc. gospodarstw domowych o najwyższych dochodach. Przy takim tempie wzrostu dochody podwajają się co 25 lat, czyli mniej więcej co pokolenie.

Wprawdzie ten wzrost dochodu w połączeniu z małą nierównością przynosił korzyści klasie średniej, ale trzeba przy tym dostrzegać, że czynniki te nie obejmują wielu dziedzin różnych od ekonomicznych (np. dyskryminację na tle rasowym i płciowym), w których Stany Zjednoczone poczyniły znaczne postępy w minionym półwieczu. Tak więc chociaż okres ten obrazuje potęgę wydajności, równości i uczestnictwa dającą korzyści klasie średniej, ale nie musi być wzorem dla innych ważnych aspektów polityki krajowej.

Czas zwiększonego uczestnictwa (lata 1973-1995)

Od 1973 r. do 1995 r. włącznie znacznie gorzej przedstawiały się dwa z trzech czynników napędzających wzrost dochodów klasy średniej. Bardzo zwolnił wzrost wydajności siły roboczej, gdyż wynosił tylko 1,4 proc. rocznie. Stało się tak częściowo wskutek wyczerpania innowacji wymyślonych w czasie II wojny światowej i wdrożonych później, zmniejszonych inwestycji publicznych, dyslokacji łączonych z rozpadem międzynarodowego systemu pieniężnego utworzonego w Bretton Woods oraz wstrząsów na rynkach ropy w latach 70.

Nie tylko gospodarka rozwijała się wolniej w tych latach, ale także dystrybucja tych mniejszych zdobyczy odbywała się coraz bardziej nierówno – udział w dochodzie narodowym uzyskiwany przez 1 proc. najzamożniejszych prawie się podwoił, a udział trafiający do dolnych 90 proc. odpowiednio zmalał. Z tego powodu poprawa wydajności nie wywołała wzrostu dochodów klasy średniej i w tych latach średni dochód dolnych 90 proc. malał o 0,4 proc. rocznie. Pewnym istotnym czynnikiem, przez który nie doszło do większego spadku dochodów klasy średniej, było większe uczestnictwo w sile roboczej. Zwiększył się odsetek gospodarstw domowych o dochodach osiąganych przez dwie osoby, ponieważ kobiet przybywało w sile roboczej jeszcze szybciej niż w czasie wspólnego wzrostu.

Pewne alternatywne i zapewne dokładniejsze mierniki dochodów klasy średniej świadczą o pewnym wzroście w tych latach. Wyznaczona przez Biuro ds. Spisu Ludności mediana dochodów gospodarstw domowych w ujęciu realnym w latach 1973-1995 wzrastała o 0,2 proc. rocznie. A po uwzględnieniu premii zdrowotnych wypłacanych przez pracodawcę i dostosowaniu do zmieniającej się wielkości rodzin Kongresowe Biuro Budżetowe szacuje, że mediana dochodów wzrastała o 0,4 proc. rocznie, a o 0,7 proc. rocznie po podatkach i transferach. Niezależnie jednak od tego, jak jest mierzony, wzrost dochodów klasy średniej w tym okresie zdecydowanie zwolnił.

Czas odzyskiwania wydajności (lata 1995-2013)

Przyjmuje się, że trzeci okres trwał od 1995 r. do 2013 r. włącznie, chociaż będzie potrzeba dłuższej perspektywy, aby zrozumieć, czy i jak pasują do niego wielka recesja i obecna odbudowa gospodarki. W okresie najgorszej recesji od czasu wielkiego kryzysu z lat trzydziestych XX w. średni dochód gospodarstw rodzinnych z dolnych 90 proc. w ujęciu realnym malał o 0,2 proc. rocznie. Po uwzględnieniu premii zdrowotnych wypłacanych przez pracodawcę i dostosowaniu do wielkości rodzin mediana dochodów wzrastała o 0,4 proc. rocznie według Kongresowego Biura Budżetowego, nadal znacznie wolniej niż w czasie wspólnego wzrostu. W znacznym stopniu w wyniku sporych redukcji podatków dochody po opodatkowaniu i transferach w tym trzecim okresie wzrastały średnio o 1,3 proc. rocznie.

W całym okresie wydajność siły roboczej wzrastała o 2,3 proc. rocznie, prawie w tempie osiągniętym w pierwszym z omawianych okresów. Napędzała to nowa gospodarka, dzięki której uzyskano bezprecedensowy postęp w produkcji i wykorzystaniu technologii teleinformatycznych. Osiągnięcia te jednak niemal wcale nie przełożyły się na wzrost zarobków klasy średniej. Udział w dochodzie osiągany przez dolne 90 proc. spadł do 53 proc., był więc znacznie mniejszy od 68 proc. uzyskiwanych przez tę grupę w 1973 r. Jednocześnie zmalało uczestnictwo w sile roboczej, gdyż odsetek kobiet wchodzących do niej utrzymywał się na niezmienionym poziomie, a nawet zaczął spadać, chociaż w tempie dwukrotnie wolniejszym niż uczestnictwo mężczyzn w wieku od 25 do 54 lat. To wyraźna i warta podkreślenia tendencja w całym okresie powojennym. Po 2008 r. uczestnictwo w sile roboczej dodatkowo zmalało przez to, że odchodzili na emeryturę Amerykanie z pokolenia zwanego baby boomers.

Średnie tempo wzrostu wydajności było wprawdzie szybkie w latach 1995-2013, ale w poszczególnych latach tego okresu znacznie się różniło. W latach 1995-2005 było szybsze, zwolniło przed wybuchem kryzysu, po czym przyhamowało przez sam kryzys. Ustalenie, w jakim stopniu lata 1995-2013 należy uważać za jeden okres pod względem tempa wzrostu wydajności bądź za okres, w którym w czasie kryzysu albo tuż przed nim doszło do zmiany tendencji, zajmie wiele więcej lat zbierania danych i analiz.

Znaczenie wydajności, nierówności i uczestnictwa

W minionych 65 latach, kiedy zmieniały się wydajność, dystrybucja dochodu i uczestnictwo, dochody klasy średniej przestały się podwajać co 25 lat i według pewnych mierników nie wzrastały prawie wcale. Ale gdyby te trzy czynniki zmieniały się w niedawnym okresie podobnie jak w okresach wcześniejszych, zgodnie z obserwowanymi w nich wyraźnymi tendencjami, całkiem odmiennie wpłynęłyby na sytuację typowych rodzin.

Cztery kontrfaktyczne eksperymenty myślowe dają wyobrażenie o wielkościach występujących w tej olbrzymiej zmianie.

Skutki szybszego wzrostu wydajności. Co by się stało, gdyby w latach 1973-2013 wzrost wydajności dokonywał się nadal w takim tempie jak w poprzednich 25 latach? W takiej sytuacji dochody w 2013 r. byłyby o 58 proc. większe. Gdyby w 2013 r. dystrybucja tych zdobyczy odbyła się proporcjonalnie, gospodarstwo domowe należące do zbioru wyznaczonego przez medianę miałoby 30 tys. dolarów dodatkowego dochodu.

Skutki większej równości dochodów. Co by się stało, gdyby w latach 1973-2013 nie pogłębiła się nierówność, lecz bez zmian pozostałby udział w dochodzie trafiający do dolnych 90 proc. Nawet przy faktycznym, słabym tempie wzrostu wydajności w tamtym okresie dochód typowego gospodarstwa domowego w 2013 r. byłby wyższy o 18 proc., czyli mniej więcej o 9 tys. dol.

Skutki zwiększonego uczestnictwa w sile roboczej. Co by było, gdyby uczestnictwo kobiet w sile roboczej w latach 1995-2013 nadal wzrastało w takim samym tempie jak w latach 1948-1995, aż zrównałoby się z uczestnictwem mężczyzn? Przy założeniu, że nie zmieniłyby się średnie zarobki pracujących kobiet, a wydajność i dystrybucja dochodu przedstawiały się tak, jak wyglądało to faktycznie, przeciętne gospodarstwo domowe miałoby w 2013 r. dochód o 6 proc. wyższy, co oznacza dodatkowe 3 tys. dol.

Łączne skutki wszystkich trzech czynników. Gdyby te wszystkie wskaźniki zmieniały się zgodnie – gdyby wydajność wzrastała w takim tempie jak w czasie wspólnego wzrostu, nierówność się nie pogłębiła, a uczestnictwo w sile roboczej nadal się powiększało – skutki te by się spotęgowały, w wyniku czego dochód typowego gospodarstwa domowego do 2013 r. wzrósłby o 98 proc. To 51 tys. dol. rocznie dodatkowo.

Połączone czynniki wywołałyby niemal podwojenie dochodu typowego gospodarstwa domowego, gdyby utrzymane zostały korzystniejsze wielkości z wcześniejszych okresów. Wydajność, nierówność i uczestnictwo to najpoważniejsze zagrożenia dla przyszłych dochodów klasy średniej. Barack Obama prowadzi politykę, która ma zapewnić poprawę tych trzech czynników.

 

(infografika D.Gąszczyk)

 

Porównanie z innymi państwami

Jeśli chodzi o dochody klasy średniej, wiele państw na zaawansowanym poziomie rozwoju gospodarki miało podobne doświadczenia. Większość obecnych dużych zaawansowanych gospodarek rozwijała się szybko w okresie bezpośrednio następującym po II wojnie światowej, a później wzrost był znacznie wolniejszy, a nawet przestał się zmieniać, co ukazują wykresy z rys. 2. Zmiany te dokonały się stosunkowo wcześnie w USA (ok. 1973 r.), a w innych państwach stało się tak później (np. we Francji i Kanadzie ok. 1980 r.). W Japonii dochody klasy średniej zaczęły wzrastać wolniej w latach 70., po czym znacznie spadały w dwóch ostatnich dekadach.

 

Wzrost wydajności siły roboczej

Pierwszy czynnik napędzający dochody, czyli wzrost wydajności siły roboczej, decyduje o poprawie zarówno potencjalnego PKB, jak i dochodów rodzin. W ubiegłym roku Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżyły szacunki tempa wzrostu wydajności w wielu państwach o wysokim dochodzie. W ostatnich latach Stany Zjednoczone były w nieco lepszej sytuacji niż wiele innych zaawansowanych gospodarek, po części przez to, że w tym państwie pojawia się wiele innowacji w dziedzinie najnowszych technologii.

Sytuacja w USA nie zgadzała się z sytuacją obserwowaną w innych państwach o wysokim dochodzie, gdyż w ostatnim dwudziestoleciu odnotowuje się szybszy wzrost wydajności. Natomiast w większości innych państw o wysokim dochodzie w tym samym okresie tempo wzrostu wydajności ogólnie zwalniało, co ukazują wykresy z rys. 3.

 

(infografika D.Gąszczyk)

Nierówność dochodów

Drugim istotnym czynnikiem wpływającym na dynamikę dochodów klasy średniej jest nierówność. To również kwestia globalna. W USA 1 proc. najzamożniejszych osiągał większy udział w dochodzie niż taka sama grupa w dowolnym innym państwie z grupy G7 w każdym roku od 1987 r., co do którego dysponujemy danymi. Ukazują to wykresy z rys. 4.

Od 1990 r. do 2010 r. w USA udział w dochodzie osiągany przez 1 proc. najzamożniejszych wzrastał o 0,22 punktu procentowego rocznie, a w Wielkiej Brytanii było to 0,14 punktu procentowego rocznie. Jest niewiele danych dotyczących innych państw w okresie po 2010 r., które umożliwiałyby porównania, ale od tamtego roku udział najzamożniejszych w dochodzie amerykańskim nadal wzrastał, aż do wyraźnego spadku w 2013 r.

 

(infografika D.Gąszczyk)

Uczestnictwo w sile roboczej

Trzecim czynnikiem napędzającym wzrost dochodów jest uczestnictwo w sile roboczej. Chociaż w USA sytuacja na rynku pracy bardzo się poprawiła i znacznie wzrosło zatrudnienie, wskaźnik uczestnictwa Amerykanów w sile roboczej spadł bardziej niż w innych państwach o wysokich dochodach.

Obserwowany w ostatnim okresie spadek uczestnictwa Amerykanów w sile roboczej to w wielkiej mierze konsekwencja zmian demograficznych. Od 2008 r., kiedy pierwsi Amerykanie z pokolenia baby boomers skończyli 62 lata i mogą się ubiegać o świadczenia z systemu ubezpieczeń społecznych, boom dziecięcy stał się boomem emerytalnym. Ta utrata produktywnych pracowników została spotęgowana przez poważną recesję, w której Stany Zjednoczone pogrążyły się mniej więcej w tym samym czasie. Ale już przed tymi wydarzeniami w gospodarce pojawiły się problemy z uczestnictwem w sile roboczej, m.in. od dawna spadało uczestnictwo mężczyzn i skończył się szybki wzrost uczestnictwa Amerykanek w sile roboczej.

Od początku lat 90. w USA obserwuje się wyraźny spadek uczestnictwa w sile roboczej mężczyzn w wieku od 25 do 54 lat, co ukazuje wykres z rys. 5. Pod tym względem sytuacja w USA nieco się różni od tego, co odnotowuje się w wielu innych państwach o wysokich dochodach. Od kryzysu finansowego uczestnictwo mężczyzn w wieku od 25 do 54 lat w amerykańskiej sile roboczej zmalało mniej więcej o 2,5 punktu procentowego, podczas gdy w Wielkiej Brytanii nieco się poprawiło, a większości dużych państw europejskich wskaźnik ten ogólnie się nie zmieniał. W grupie 24 państw należących do OECD, które odnotowywały uczestnictwo mężczyzn w tym wieku w sile roboczej w latach 1990-2013, Stany Zjednoczone spadły z miejsca 16. na 22.

 

(infografika D.Gąszczyk)

Podobnie jest z uczestnictwem kobiet w sile roboczej. Wcześniej Stany Zjednoczone wyprzedzały inne państwa pod względem wprowadzania kobiet do siły roboczej. W 1990 r. były na 7. miejscu w grupie 24 państw należących obecnie do OECD, które odnotowywały uczestnictwo kobiet w wieku od 25 do 54 lat w sile roboczej – mniej więcej o 8 punktów procentowych przewyższały średnią dla tej grupy państw. Od końca lat 90. uczestnictwo kobiet w sile roboczej utrzymywało się w USA na tym samym poziomie, a nawet zaczęło spadać, natomiast w innych państwach o wysokich dochodach nadal wzrastało (zob. rys. 6).

Doszło przez to do tego, że w 2013 r. Stany Zjednoczone znalazły się na 19. miejscu w tej samej grupie 24 państw, będąc o 6 punktów procentowych za Wielką Brytanią i 3 punkty procentowe poniżej średniej dla tej grupy. Podczas niedawnych badań ustalono, że względna ekspansja urlopów ze względów rodzinnych i programów pracy w niepełnym wymiarze w innych państwach OECD w porównaniu z sytuacją w USA prawie w jednej trzeciej tłumaczy względny spadek odnotowywany w USA.

(infografika D.Gąszczyk)

 

Podejście prezydenta USA

Historia dochodów klasy średniej ma ważne konsekwencje polityczne. Inicjatywy gospodarcze Baracka Obamy mają poprawić każdy z tych trzech czynników napędzających dochody klasy średniej, mianowicie wydajność, uczestnictwo w sile roboczej i dystrybucji dochodu.

Siła robocza jest wydajniejsza, gdy zostaje zmieszana z produktywnym kapitałem. Z tego powodu amerykański prezydent popiera znaczne inwestycje w infrastrukturę, ważny składnik fizycznego kapitału w USA, aby remontować niszczejące mosty i drogi. Pracownicy są ponadto wydajniejsi, gdy są lepiej wykształceni, wobec czego prezydent USA popiera wiele nowych inwestycji w szkolnictwo, od przedszkoli po college’e, aby w ten sposób przyczyniać się do powiększania amerykańskiego kapitału ludzkiego.

Ponadto nastawienie amerykańskiego prezydenta wobec reform systemu opodatkowania przedsiębiorstw powoduje zwiększenie wydajności poprzez kilka odrębnych kanałów, m.in. przez nakłanianie podmiotów z sektora prywatnego do inwestycji krajowych i redukowanie tego, co niesprawne w międzynarodowym systemie podatkowym, a jednocześnie przez finansowanie infrastruktury. Wszystkie te inicjatywy budżetowe wdraża się poprzez rozwój handlu zagranicznego, m.in. przez Partnerstwo Transpacyficzne (TPP) oraz Transatlantyckie Partnerstwo na rzecz Handlu i Inwestycji (TTIP).

Znaczenie ma również uczestnictwo w sile roboczej. Chociaż to całkowicie zrozumiałe, że wskaźnik uczestnictwa w sile roboczej maleje, gdy społeczeństwo się starzeje i ludzie przechodzą na emeryturę, w USA uczestnictwo w sile roboczej mężczyzn w wieku od 25 do 54 lat spada od dziesięcioleci, a uczestnictwo kobiet przestało wzrastać, a nawet zaczęło maleć. Tendencje te ponadto zostały spotęgowane przez recesję.

Zwiększenie skali procesu tworzenia miejsc pracy pomogłoby w tworzeniu nowych możliwości i zachęcałoby do wstępowania do siły roboczej. Prezydent USA ponadto zaproponował nowe ulgi podatkowe dla osób wychowujących dzieci i drugich żywicieli rodzin, a także programy propagujące elastyczność w miejscu pracy i płatne zwolnienia chorobowe. Na dodatek działania Baracka Obamy w sprawie imigracji przyczynią się do zwiększenia zasobów siły roboczej, a należy dodać, że popiera on ogólną reformę zasad imigracji, która może przynieść jeszcze więcej.

Aby zmniejszyć nierówność dochodów i zapewnić, że wzrost gospodarczy jest w większym stopniu dzielony między Amerykanów, Barack Obama opowiada się za podwyżką płacy minimalnej, której realna wartość zmalała o 20 proc. w ostatnich trzydziestu latach, i rozszerzeniem ulgi podatkowej EITC (earned income tax credit), aby mogli z niej korzystać bezdzietni zatrudnieni osiągający niskie dochody oraz rodzice niesprawujący opieki nad dziećmi.

Ponadto kontynuowane są inwestycje w szkolnictwo i kursy umiejętności zawodowych. Ograniczy to tendencję prowadzącą do pogłębiania nierówności poprzez zapewnienie, że na rynku pracy znajda się dzieci ze wszystkich środowisk. Inicjatywy te bazują na wcześniejszych postępowych działaniach prowadzących do zmniejszenia nierówności. Należą do nich np. ustawa o przystępnej opiece zdrowotnej (Affordable Care Act) przewidująca wymianę dopłat i rozszerzenie systemu ubezpieczeń Medicaid oraz postępowe reformy wdrażane przez amerykańskiego prezydenta w celu zreformowania zasad opodatkowania dochodów osiąganych przez osoby fizyczne.

Zatrudnieni zaczęli osiągać korzyści zapewniane przez odbudowę amerykańskiej gospodarki, ale to jedynie ujawniło obecne od dawna zagrożenia związane ze wzrostem wydajności, uczestnictwem w sile roboczej i nierównością. Gdy gospodarka USA zmierza do pełnej odbudowy, Barack Obama skupia się na ekonomii klasy średniej, która ma powodować wzrost gospodarczy trwały i zapewnić korzyści wszystkim.

Jason Furman jest przewodniczącym Rady Doradców Ekonomicznych.

Artykuł po raz pierwszy ukazał się w VoxEU.org (tam dostępna jest pełna bibliografia). Tłumaczenie i publikacja za zgodą wydawcy.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły