To nie kryzys strefy euro, tylko kilku krajów

02.11.2011
Nie ma zagrożenia rozpadem strefy euro na dwa bloki, bo nie byłoby wówczas co zrobić z Francją. Potrzebujemy więcej reform prowadzących do przywrócenia konkurencyjności poszczególnych państw – przekonuje profesor Mario Monti, rektor Uniwersytetu Boccioni, ostatnio wskazywany także jako następca Silvio Berlusconiego.

Mario Monti, rektor Uniwersytetu Bocconi


Obserwator Finansowy: Przewidział Pan postanowienia szczytu strefy euro – drugie ratowanie Grecji z udziałem sektora prywatnego, rekapitalizację banków, zwiększenie zasobów EFSF. To właściwe decyzje?

Mario Monti: Tak. To właśnie teraz powinno być zrobione.

Podczas wystąpień w Polsce mówił Pan optymistycznie o euro jako walucie. Co złego stało się jednak z całą strefą euro? Dlaczego Hiszpania kilka lat temu miała zbilansowany budżet i niewielki dług, a dziś sprawy wyglądają dramatycznie inaczej?

Kwestia euro jako waluty nie wymaga optymizmu, ale przytoczenia faktów. Zrobił to w Warszawie Jean-Claude Trichet. Powiedział, że euro pozwoliło zachować niską inflację, a prognozy na kolejne lata pokazują, że tak będzie też w kolejnych latach. Oczywiście nastąpiło duże pogorszenie warunków budżetowych w wielu krajach strefy euro, ale nie z tego powodu że są członkami tej strefy, ale w wyniku kryzysu finansowego – dużego pogorszenia finansów publicznych w USA, w Wielkiej Brytanii, Japonii. Każdy z tych krajów ma większe nierównowagi budżetowe niż skonsolidowana strefa euro. Ta ostatnia ma zaś problemy z nierównością, z tym egzekwowaniem Paktu Stabilności i Rozwoju.

Przez Francję i Niemcy?

Tak. Chodzi o słynne odejście od Paktu w 2003 roku wymuszone na szczycie Ecofin przez Francję i Niemcy przy poparciu Włoch, co podkopało możliwości paktu i na pewno nie zachęcało innych do dyscypliny. Kolejne niedociągnięcie jest w samym pakcie. Nie zwrócono uwagi na rachunki zewnętrzne w pojedynczych krajach strefy euro, na ich konkurencyjność, na rozwój produktywności, na prawdziwą gospodarkę.

Teraz sześciopak próbuje naprawić obydwa niedociągnięcia. Po pierwsze Radzie Europejskiej będzie teraz dużo trudniej odrzucić propozycję Komisji Europejskiej, po drugie wprowadzony zostaje cały system ostrzeżeń i procedur dotyczących nierównowagi deficytów handlowych.

Może to poważniejszy problem strukturalny? W strefie euro nadwyżka handlowa jednego kraju musi być deficytem drugiego.

Nie do końca się z tym zgadzam, bo jest przecież handel i przepływy kapitałów, nie tylko wewnątrz Unii Europejskiej, ale i na zewnątrz.

Od lat import i eksport Unii Europejskiej się jednak równoważą

Rozumiem ten punkt widzenia. Rzeczywiście doszliśmy do miejsca, gdzie rok po roku akumulowały się nadwyżki i deficyty w krajach strefy euro, co jest rezultatem różnic w ich konkurencyjności. Było jednak wiadomo, że przynależność do strefy euro nie oznacza, że każdy kraj będzie tak silny jak Niemcy. To była iluzja przez wiele lat. Tak samo, jak iluzja niskich stóp procentowych, która polegała na przekonaniu, że po wyeliminowaniu ryzyka kursowego nie ma żadnego innego ryzyka. Było tymczasem ryzyko kredytowe.

Nie było też wystarczającej presji na reformy, na wzrost, na polepszanie konkurencyjności. Strategia Lizbońska zawiodła, bo nie miała żadnych instrumentów operacyjnych. Tylko część krajów znalazła w sobie przekonanie i siłę żeby robić reformy strukturalne. Jednym z nich były Niemcy z Agendą 2010, Włochy, na przykład, nie wkładały w to wysiłku. Czy w związku z tym powinniśmy mieć do czynienia, jak chcą niektórzy ekonomiści, z tymczasowym wyjściem niektórych krajów ze strefy euro?

Niektórzy mówią też o dewaluacji waluty. To by pomogło?

Mówią, żeby zacząć od nowa. Nie wydaje mi się, żeby to było właściwe. Potrzebujemy czegoś wręcz przeciwnego – żeby pozostając w strefie euro kilka krajów przyśpieszyło strukturalne reformy.

Oszczędności są teraz odpowiedzią?

Oszczędności są na pewno odpowiedzią na nadmierne zadłużenie. Nawet jednak z obniżonym wskaźnikiem zadłużenia do PKB nie uda się osiągnąć zrównoważenia w średnim i długim terminie jeśli wzrost PKB będzie wynosił zero. Potrzeba zatem więcej wzrostu, żeby stworzył więcej miejsc pracy, zwiększył wpływy podatkowe i pozwolił ustabilizować budżety.

Jak ten wzrost osiągnąć?

Nie przez ekspansję budżetową, nie przez ekspansję monetarną, którą kontroluje Europejski Bank Centralny, nie przez zabawę w dewaluację z euro, bo euro nie jest słabe i to nie rozwiąże problemów wewnętrznych w strefie walutowej. Wzrost może się wziąć tylko z dwóch źródeł – głębszej integracji jednolitego rynku i strukturalnych reform w poszczególnych krajach. To pierwsze zadanie wymaga oczywiście ścisłego współdziałania 27 krajów, ale na szczęście sprawy są w toku. Dyskutuje się nad Aktem Jednolitego Rynku. Reformy strukturalne wymagają oczywiście suwerennych decyzji w każdym kraju, ale i tu Unia Europejska może mieć ważną rolę wywierania nacisku głównie poprzez narodowe części programu Europa 2020.

Widzi Pan polityczną wolę do jeszcze głębszej integracji – unii fiskalnej, albo nawet powstania europejskiej federacji?

Widzę znacznie więcej politycznej woli teraz niż przed wybuchem kryzysu w Grecji. Propozycja Komisji Europejskiej żeby najpierw prezentować budżet na forum europejskim a dopiero potem krajowym przez wiele lat była ignorowana, a teraz stała się faktem. Przyjęliśmy sześciopak, zaczyna się dyskusja o ministrze finansów strefy euro, albo o biurze budżetowym. Nawet Brytyjczycy proszą nas do zintensyfikowania działań, więc widzę że tej politycznej woli jest coraz więcej.

Nie ma niebezpieczeństwa rozpadu strefy euro jeśli podejmowane teraz działania nic nie dadzą?

Wierzę, że strefa euro się nie rozpadnie. Wierzę nawet – choć mogę się mylić – że żaden kraj tej strefy nie opuści, ani nie zostanie z niej wyrzucony, nawet Grecja. Nie wierzę też, że będzie podział na twardą i miękką strefę euro.

Dlaczego?

Mówiąc wprost –  gdyby doszło do takiego podziału na północ i południe, to gdzie pójdzie Francja? Jeśli na północ miałoby to głęboki sens polityczny bo dalej z Niemcami mogłaby nadawać ton europejskiej integracji, ale ekonomicznie to nie byłoby rozsądne dla Francji, bo bez głębokich reform nie może być tak konkurencyjna jak Niemcy. Jeśli Francja postąpi odwrotnie i zostanie z południem z Hiszpanią, Włochami ekonomicznie byłoby to zrozumiałe, ale politycznie byłby to koniec projektu europejskiego.

Rozmawiał Marek Pielach

Mario Monti jest rektorem Uniwersytetu Bocconi. Był komisarzem Unii Europejskiej ds. rynku wewnętrznego, a następnie komisarzem ds. konkurencji. Uczestniczył w konferencji NBP “Ku większej integracji i stabilności Europy: wyzwania dla strefy euro oraz Europy Środkowej, Wschodniej i Południowo-Wschodniej” w Warszawie.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test