Mało kandydatów do Nobla w ekonomii

13.10.2012
Robert Shiller? Stephen A. Ross? Kenneth Rogoff? A może zupełnie ktoś inny? Do 15 października nazwisko najważniejszego ekonomisty 2012 roku pozostanie wielką niewiadomą. W tym roku nie ma pewnego kandydata. Przypomina się więc zdanie Nielsa Bohra, laureata nagrody Nobla z fizyki z 1922 r., że przewidywanie jest bardzo trudne, zwłaszcza, kiedy dotyczy przyszłości.

Konferencja prasowa po posiedzeniu Komitetu Noblowskiego, który wybrał najwybitniejszego ekonomistę 2008 roku (CC BY-SA prolineserver)


W najbliższy poniedziałek, punktualnie o godzinie 13.00 ogłoszone zostanie nazwisko (albo nazwiska, bo w ostatnich latach nagradzano zwykle więcej niż jedną osobę) laureata Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla. Jak co roku na giełdzie nazwisk w poważnych publikacjach, a także na blogach i forach internetowych, można znaleźć wiele typów.

Swoich faworytów obstawiają głównie ekonomiści i komentatorzy amerykańscy, czemu nie można się dziwić, wszak aż 68,1 proc. dotychczasowych nagrodzonych było Amerykanami (47 na 69 nagrodzonych naukowców, z czego jeden miał dwa obywatelstwa: amerykańskie i izraelskie). Europejczyków temat rozgrzewa znacznie mniej. „Przyznam, że specjalnie tego nie śledzę” („I’m afraid I don’t really follow such things”), mówi szczerze w rozmowie z Obserwatorem Finansowym prof. Anand Menon z wydziału nauk politycznych i studiów międzynarodowych Uniwersytetu w Birmingham.

Chwilą, od której spekulacje zaczynają się na dobre, jest moment gdy agencja Thomson Reuters publikuje swoją krótką listę typów („predictions”). Dzieje się to zwykle w połowie września. Reutersowska „Citation Laureates” (Laureaci/ Liderzy Cytatów) zawiera nazwiska uczonych, którzy w danym roku mieli największy wpływ na debaty toczące się w ich dziedzinie wiedzy.

Analitycy agencji za pomocą misternie skonstruowanego narzędzia Web of knowledge (oraz – w ramach tego narzędzia Web of science), szczegółowo przetrząsają najbardziej liczące się naukowe magazyny, w których publikowane są eseje, rozprawy i wyniki badań, by wyłonić najważniejszych akademików. Mówi się, że sposób poszukiwania kandydatów Reutersa może być podobny do metodologii Komitetu Noblowskiego.

Najmocniejsze kandydatury

W 2012 roku do najbardziej prestiżowej ekonomicznej nagrody Thomson Reuters typuje takie postacie:

Sir Anthony  B. Atkinson z Nuffield College Uniwersytetu Oxfordzkiego jednocześnie z Angus S. Deaton, profesor ekonomii oraz stosunków międzynarodowych z Woodrow Wilson School Uniwersytetu Princeton.

Zdaniem agencji, naukowcom należy się Nobel za szeroko docenianą na świecie pracę badawczą dotyczącą relacji dochodów, konsumpcji i stanu dobrobytu. Pierwszemu – w szczególności za prace teoretyczne dotyczące nierówności dochodu dobrobytu oraz wkład w rozwój wiedzy na temat sektora publicznego. Drugiemu – za ekonomię socjalną i ogrom pracy empirycznej nad wymienionymi  wyżej zjawiskami.

Książki Atkinsona i Deatona nie są tłumaczone na język polski. Ekonomiści znają jednak dzieła takie jak „Public Economics in Action”. Żeby wyrobić sobie pojęcie na temat profilu Atkinsona, który w swoich pracach zwraca uwagę na potrzebę komplementarności polityki ekonomicznej i społecznej państwa, można zapoznać się z przetłumaczonym fragmentem wykładu Atkinsona dla ONZ.

Jeśli chodzi o Deatona, przykładem jego pracy może być artykuł, w którym naukowiec analizuje poziom zadowolenia z życia u przedstawicieli 132 krajów świata i wyniki ankiety odnosi do wskaźników takich jak PKB per capita itd. Tekst pt. „Income, Health and Well-Being around the World: Evidence from the Gallup World Poll” można przeczytać tutaj.

Stephen A. Ross. Ten profesor finansów i ekonomii finansowej (financial economics) w Instytucie Technologii Massachusetts (MIT) jest współautorem jednego z najbardziej popularnych podręczników o finansach – „Finanse przedsiębiorstw” wydane były przez ABC Dom Wydawniczy w 2006 roku.

Reuter uważa, że Nobel należy mu się za teorię arbitrażowej wyceny (zwaną też teorią arbitrażu cenowego, arbitrage pricing theory) i szerzej: istotny wkład w rozwój wiedzy z dziedziny finansów. Tzw. APT stworzył Ross w latach 70. jako alternatywę do modelu wyceny kapitału.

Teoria była przełomowa. Ross oparł swój model na dwóch założeniach.

Po pierwsze – działa prawo jednej ceny. Czyli, że dobro X nie może być sprzedawane po dwóch różnych cenach. Jeśli bowiem na przykład jakieś aktywo na różnych rynkach ma różne ceny, natychmiast pojawiają się arbitrażyści, którzych te ceny wyrównują).

Po drugie – ceny aktywów są wynikiem reakcji na te same czynniki (jeden lub więcej).

Ross pokazał więc jak wiele czynników wpływa na wycenę aktywa. Od tego czasu jest on guru w dziedzinie ekonomii finansowej, w szczególności – od finansów przedsiębiorstw.

Robert Shiller. Profesor ekonomii Uniwersytetu Yale (Międzynarodowe Centrum Finansów).

Shiller wymieniany jest wśród 100 najbardziej wpływowych ekonomistów świata, a jego nazwisko pojawia się wśród „pewniaków” od lat, zwłaszcza od 2008 roku po tym, co stało się na rynkach finansowych. Shiller, popularny komentator, specjalista od ekonomii behawioralnej mógłby – zdaniem Thomsona Reutersa – zostać nagrodzony za pionierski wkład za rozwój wiedzy dotyczącej zmienności rynków finansowych oraz dynamiki zmian cen aktywów.

Na Shillera wskazuje dr Mariusz-Jan Radło ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. – Był on jednym z tych ekonomistów, którzy ostrzegali przed na rosnącą bańkę na rynku nieruchomości w USA. Shiller podnosił alarm już w 2005 roku, jeszcze przed Nourielem Roubinim. Cenne były też jego uwagi dotyczące sposobu walki z kryzysem, a także reform – rynków finansowych, regulacji it. – jakie należy podjąć by zapobiegać pojawieniu się nowych baniek spekulacyjnych.

Z tą opinią nie zgadza się profesor niemieckiej Hochschule Pforzheim – dr Hanno Beck. Twierdzi on, że mimo iż Shiller jest faworytem mediów, nie dostanie nagrody. – Shiller jedynie rozwija idee, które wymyślił ktoś inny i, co więcej, został już za to nagrodzony Nagrodą Nobla (mam na myśli Kahnemanna). Praca Shillera dotycząca finansów behawioralnych jest rodzajem franczyzy z ekonomii behawioralnej Kahnemanna.

Shiller pojawia się także na krótkiej liście typów dystrybutora prestiżowych komentarzy: Project Syndicate.

Kenneth Rogoff, naukowiec, który w ostatnim czasie zapunktował zwłaszcza poświęconą zagadnieniu długu publicznego, fenomenalną książką „The Time is Different” (napisaną wspólnie z Carmen Reinhart).

Project Syndicate wśród kandydatów wskazuje także na Kennetha Rogoffa. „Rogoff, który otrzymał w 2011 roku Nagrodę Deutsche Bank w dziedzinie ekonomii finansowej, jest najważniejszym międzynarodowym ekonomistą. Shiller, który przewidział pęknięcie bańki dot-comów, a później także bańki na rynku kredytów hipotecznych, jest wizjonerem w dziedzinie polityki ekonomicznej”, zachwala swoje typy PS.

Wybór najciekawszych teksów obu naukowców na stronie Project Syndicate można znaleźć tutaj. Obserwator Finansowy publikuje od ubiegłego roku tłumaczenia tekstów Rogoffa. Ich wybór można znaleźć tutaj.

Mniej znani kandydaci

Wśród postów i publikacji pojawiają się czasem też inne nazwiska. Na przykład Lars P. Syll, doktor ekonomii i historyk gospodarczy z Uniwersytetu w Malmö typuje Paula Romera, bardzo ciekawego ekonomistę (i przedsiębiorcę zarazem) związanego przez większą część swej naukowej kariery z Uniwersytetem Chicagowskim.

Romer badał wzrost gospodarczy. Jego słynne prace z lat 1986 i 1990 pokazują w jaki sposób wiedza, rozwój i badania (podjęte intencjonalnie) wpływają na postęp technologiczny. Syll przywołuje publikację Romera  pt. Endogeneous Technological Change (Endogeniczna Zmiana Technologiczna, 1990, można przejrzeć tutaj. Pokazuje on w niej, że wiedza jest najistotniejszym motorem wzrostu.

Nie tylko Syll docenia Paula Romera. Również dr Hanno Beck wskazuje, że mógłby on dostać Nobla. – Romer to naukowiec, który w największym stopniu przyczynił się do rozwoju nowej teorii wzrostu. Romer stworzył makroekonomiczną teorię, skupioną wokół rozwoju badań i wiedzy, przemian technologicznych, innowacji i wzrostu produktywności – najważniejszych motorów wzrostu gospodarczego właśnie. W 1997 roku magazyn Times uznał go za jednego z 25 najbardziej wpływowych ludzi Ameryki. Byłby to pierwszy po 1987 roku naukowiec nagrodzony Noblem, który bada teorię wzrostu. Ostatnim był Robert Solow. Niestety, niektórzy go nie lubią za jego rewolucjonistyczne koncepcje miast do wynajęcia, czyli miejskich stref zarządzanych przez międzynarodowe gremia itd. – mówi Beck.

Pytanie tylko, czy wzrost gospodarczy okaże się na tyle istotny dla członków Komitetu Noblowskiego, by przyznać nagrodę akademikowi, który poświęcił się tej właśnie dziedzinie. Być może temat będzie zupełnie inny. Może w tym roku ważniejsza okaże się np. ekonomia ochrony środowiska z zagadnieniami takimi jak zmiany klimatyczne, które co jakiś czas stają się w USA bardzo popularne…

Polscy ekonomiści sceptyczni

Co na to wszystko polscy ekonomiści? Okazują się dość powściągliwi. Albo nie mają swoich „typów” albo nie wierzą w te, które funkcjonują w publicznym obiegu.

Profesor Andrzej Fierla z Katedry Zarządzania Finansami  Przedsiębiorstwa Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie mówi, że nie wierzy, by nagrodę przyznano Stephenowi Rossowi.

– Jego teoria arbitrażu cenowego była przełomem. Ale po pewnym czasie – moim zdaniem – jako bardzo wygodna w szeregu modeli, skrajnie się wyrodziła. W niektórych segmentach rynku finansowego doprowadziła do działań, których nie waham się nazwać degeneracją. A do tego, obecnie uznanie czegokolwiek w sektorze finansów za wolne od ryzyka, wkracza w sferę czarnego humoru. Dlatego przyznanie Rossowi akurat teraz nagrody im. Alfreda Nobla uważałbym za spore zaskoczenie. I jednak za nieporozumienie – uważa prof. Fierla.

Inaczej sprawa ma się z innym kandydatem – Robertem Shillerem.

– Shillera obstawiałem już od trzech lat. I nic. Aż się boję powtarzać opinię o zasadności przyznania mu nagrody i w tym roku. Ale merytorycznie jestem za – mówi prof. Fierla.

Swojego kandydata ma prof. Krzysztof Rybiński, rektor Uczelni Vistula i były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego.

– Nobel należy się Daniemu Rodrikowi, który pokazał, że globalizacja ma swoje minusy i trzeba w niej mądrze nawigować –  twierdzi prof. Rybiński.

Jak można przeczytać w zawodowym profilu Rodrika, ten profesor Uniwersytetu Harvarda zajmuje się w swej pracy głównie tym, co konstytuuje dobrą politykę gospodarczą. Bada także, dlaczego niektóre rządy implementują ją lepiej, a inne gorzej. Na podstawie gruntownych badań, rzuca wyzwania popularnym liberalnym teoriom. Twierdzi na przykład, że nie jest prawdą, iż globalizacja przyczyniła się do dynamicznego wzrostu gospodarczego na świecie.

Rodrik poświęcił dużo prac tematyce globalizacji, m.in. książki „The Globalization Paradox” (2011) , czy „Has Globalization gone too far” (1997). Na polskim rynku dostępna jest jego książka: „Jedna ekonomia, wiele recept” (wyd. 2011, Krytyka Polityczna).

Ekonomiści nie w cenie

Typować można w nieskończoność. Faktem jest jednak, że w 2012 roku, w dobie postkryzysowej albo w epicentrum kryzysu długu, nie ma wielkiego entuzjazmu, żeby nagradzać ekonomistów. Jeszcze w ubiegłym roku kandydatów do ekonomicznego Nobla można było znaleźć w prasie kilkudziesięciu. Dziś jest to parę  nazwisk. Wśród opinii zdecydowanie mocno widoczne są takie jak ta, ujęta w blogu Deana Burnetta z lewicowego dziennika „Guardian”:

– Większość ma uszy zamknięte na treści dotyczące gospodarki. Zatknęli w uszach swoje palce i to tak głęboko, że gdyby je wyjąć, można by patrzeć politykom przez głowę. Nawet ci, tak zwani eksperci, nie mają pojęcia, co się dzieje. (…) Więc myślę, że w 2012 roku nagroda Nobla w dziedzinie ekonomii nie zostanie przyznana – napisał Burnett.

Podobny ton da się słyszeć także na polskim rynku ekspertów od rynków finansowych. Andrzej Halesiak, ekonomista banku Pekao SA komentuje: – Ostatni kryzys rzucił nowe światło na to, co powstało w ekonomii przez ostatnich kilkadziesiąt lat i w związku z tym intelektualnie niezmiernie ciekawe byłoby spojrzenie w tym nowym świetle na teorie dotychczasowych Noblistów, czy przetrwały one próbę czasu.

Inna rzecz, że ciekawe byłoby dowiedzieć się, kto w kolejnych latach – począwszy od 1969 roku – nie został uhonorowany nagrodą, a mógł zostać (wiadomo, że Komitet Noblowski zawsze ma jakąś short listę). Zgodnie z regulaminem przyznawania tego wyróżnienia, nazwiska naukowców, którzy w danym roku brani są pod uwagę jako kandydaci do nagrody, nie mogą pod żadnym pozorem zostać ujawnione jeszcze przez 50 lat po ogłoszeniu werdyktu.

Po raz pierwszy będziemy mogli zatem odkryć karty dopiero w 2019 roku i od tego czasu powoli zastanawiać się, czy dziś zmagalibyśmy się z kolejnymi kryzysami, gdyby Komitet wyróżnił zupełnie inne nazwiska.

Katarzyna Kozłowska


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły