Maszyny zwolnią wielu z nas z pracy

19.10.2013
Nowe technologie niszczą więcej miejsc pracy, niż tworzą – piszą Erik Brynjolfsson i Andrew McAfee w książce Race Against The Machine: How the Digital Revolution is Accelerating Innovation, Driving Productivity, and Irreversibly Transforming Employment and the Economy.


„Cierpimy na chorobę, o której usłyszycie bardzo wiele w kolejnych latach – to technologiczne bezrobocie. Bezrobocie wynikające z tego, że tempo zmniejszania się zapotrzebowania na pracę ludzką w wyniku postępu technologicznego będzie szybsze, niż tempo wynajdywania przez nas nowych sposobów na jej wykorzystanie” – powiedział w 1930 r. John Maynard Keynes.

Do tych samych wniosków doszli m.in. Peter Drucker i zdobywca Nagrody Nobla z ekonomii Wassily Leontief, który w 1983 r. oświadczył, że ludzi czeka taki sam  los jak koni po rewolucji przemysłowej, które zostały prawie w całości zastąpione traktorami. Ich przepowiednie zaczynają się ziszczać teraz.

Jak piszą Brynjolfsson i McAfee (polski tytuł ksiązki „Wyścig z maszynami: Jak cyfrowa rewolucja przyspiesza innowacje, zwiększa produktywność i nieodwracalnie zmienia pracę i gospodarkę”) oficjalnie tzw. Wielka Recesja skończyła się w USA w czerwcu 2009 r. Wzrost PKB w ciągu siedmiu kwartałów po zakończeniu recesji wyniósł średnio 2,6 proc., co stanowi 75 proc. średniego wzrostu z lat 1948-2007. Amerykańskie firmy zanotowały rekordowe zyski, a do 2010 r.  inwestycje w sprzęt i programowanie powróciły do 95 proc. historycznego rekordu.

A historia ekonomii uczy, że gdy zyski i inwestycje firm rosną, rośnie także zatrudnienie. Ale nie tym razem. Poziom zatrudnienia istotnie nie wzrósł. Wniosek: firmy ściągnęły nowe maszyny, ale nowych pracowników już nie.

Ostatnia dekada w USA była pierwsza od Wielkiego Kryzysu z lat 30. XX w., w której nie stworzono netto żadnych nowych miejsc pracy. Liczba ludności w USA wzrosła o 30 mln w ciągu ostatniej dekady. Aby utrzymać taki sam odsetek pracujących jak w 2000 r. powinno powstać 18 mln nowych miejsc pracy. Tymczasem nie powstało praktycznie żadne. W efekcie odsetek pracujących spadł w USA z 64 proc. do 58 proc.

Autorzy przywołują książkę Jeremy Rifkina z 1995 r. zatytułowaną „End of work” („Koniec pracy”). Rifkin postawił w niej tezę, że światowa gospodarka wchodzi w nowy etap, w którym coraz mniej pracowników będzie produkować coraz więcej dóbr i usług. Zdaniem Rifkina powodem tego są coraz lepsze komputery.

W 2004 r. DARPA (Defense Advanced Research Projects Agency – Agencja Zaawansowanych Obronnych Projektów Badawczych Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych) zorganizowała konkurs na budowę pojazdu, który będzie w stanie przejechać 150 mil (ok. 241 km) przez niezamieszkałe tereny Pustyni Mohave (Mojave Desert). Nikomu się nie udało tego osiągnąć, a najlepsze z biorących udział aut przejechało niecałe 8 mil (ok. 13 km), a nawet to zajęło mu godziny.

Sześć lat później, w październiku 2010 r., Google oświadczyło na swoim oficjalnym blogu, że jej pracownicy zmodyfikowali flotę składającą się z Toyot Prius w taki sposób, że stały się one całkowicie automatyczne i przejechały 1000 mil (ok. 1610 km) po amerykańskich drogach bez jakiegokolwiek udziału ludzi, a 140 tys. mil (ok. 225 tys. km) tylko z niewielkim udziałem człowieka (zgodnie z prawem w USA przy jeździe autem po drogach publicznych za kierownicą musi być człowiek).

Co ciekawe, jeszcze w 2004 r. dwaj ekonomiści Frank LevyRichard J. Murnane w ksiażce „The New Division of Labour”(„Nowy podział pracy”) podawali jazdę samochodem jako przykład umiejętności, która jest tak skomplikowana, że łatwo nie da się zbudować komputera, który nas w niej zastąpi.

Z kolei w artykule z „The New York Times” z 4 marca 2011 r. zatytułowanym „Armies of Expensive Lawyers, Replaced by Cheaper Software” („Armie drogich prawników zamienione przez tani program komputerowy”) John Markoff opisuje jak to w 1978 r. kiedy Departament Sprawiedliwości wytoczył sprawę o zmowę stacjom telewizyjnym, te zleciły analizę sześciu milionów dokumentów, co kosztowało je 2,2 mln dolarów. Większość tej pracy wykonywali drodzy  prawnicy.

Z kolei w styczniu 2011 r. oprogramowanie firmy Blackstone Discovery pomogło przeanalizować 1,5 mln dokumentów za mniej, niż 100 tys. dol. Co więcej, komputery są dokładniejsze. Sprawdzono pracę wykonaną przez prawników w latach 80. i 90. Okazało się, że ich dokładność oceniono tylko na 60 proc. komputerowej.

Od 1811 r. kiedy Ned Ludd niszczył mechaniczne krosna robotnicy wierzyli, że maszyny pozbawią ich miejsc pracy. Ekonomiści uspokajali ich, że w ich miejsce powstaną nowe i od 200 lat faktycznie powstawały, ale nikt nie zna prawa ekonomii, które mówi że tak musi być zawsze.

Jak twierdzą Brynjolfsson i McAfee postęp technologiczny tak bardzo przyspieszył w ostatnich latach, że wielu pracowników „za nim nie nadąża”. Przegrali wyścig z maszynami. Ich umiejętności i poziom wiedzy nie jest przystosowany do nowej rzeczywistości: nie ma popytu na to, co oni oferują.

>>czytaj też: Roboty obniżają koszty, ale zmniejszają konsumpcję

I to m.in. dlatego w USA w ostatniej dekadzie mediana dochodu spadła z 60 746 dol. do 55 821 dol. (była to pierwsza dekada w historii, gdy do tego doszło) pomimo tego, że PKB rosło. W efekcie od 1983 r. do 2009 r. na wzroście gospodarczym skorzystało tylko 20 proc. najbogatszych gospodarstw domowych,  a ponad 80 proc. tego wzrostu przejęło 5 proc. najzamożniejszych.

Autorzy są jednak optymistami i twierdzą, że obecna sytuacja jest okazją dla kreatywnych przedsiębiorców, którzy wpadną na pomysł jak zagospodarować rosnącą rzeszę średnio wykwalifikowanych, nisko opłacanych pracowników i coraz tańszą technologię. A o tym, że rewolucja może być już za rogiem, tylko my jej nie dostrzegamy świadczy to, że gdy w 1992 r. prezydent USA Bill Clinton zwołał zebranie najbardziej „tęgich umysłów”, by porozmawiać o przyszłości gospodarki w czasie dyskusji ani razu nie padło słowo „internet”.

Poradzenie sobie z problemem może być jednak trudne, bo większość ekonomistów z głównego nurtu nie zauważa tego problemu. Wydany w 2010 r. raport The Federal Reserve Bank of Richmond zatytułowany: “The Rise in Long-Term Unemployment: Potential Causes and Implications” („Wzrost długoterminowego bezrobocia. Potencjalne powody i implikacje”) nie zawiera nawet jednego słowa „komputer” czy „technologia”.

Podobnie prace opublikowane w 2011 r. przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy zatytułowane „New Evidence on Cyclical and Structural Sources of Unemployment” („Nowe dowody na cykliczne i strukturalne źródła bezrobocia”) i „Has the Great Recession Raised U.S. Structural Unemployment?”(„Czy Wielka Recesja podniosła poziom strukturalnego bezrobocia w USA”) również milczą na temat technologii.

Wielką zaletą książki Brynjolfssona i McAfee  jest to, że choć ukazała się w 2011 r. to z każdym miesiącem staje się bardziej aktualna. Regularnie pojawiają się w prasie informacje, które potwierdzają tezę naukowców. Oto na przykład 24 września 2013 r. na stronie internetowej „The Wall Street Journal” ukazał się artykuł zatytułowany „Robots May Revolutionize China’s Electronics Manufacturing”, w którym autor podaje, że w ciągu pięciu lat powstanie nowa generacja robotów, która zastąpi tanich robotników z krajów azjatyckich, głównie z Chin.

>>czytaj więcej: Atak robotów

Jedną z firm, która pracuje nad tym jest tajwańska spółka Delta, która do niedawna zajmowała się wytwarzaniem zasilaczy dla Apple. Delta obecnie testuje robota z jednym ramieniem, który może wykonywać proste ręczne prace. Do 2016 r. firma chce sprzedawać go po 10 tys. dol. za sztukę, czyli połowę obecnej ceny za najpopularniejsze roboty przemysłowe.

Z kolei 19 września 2013 r. „The New York Times” opublikował tekst „U.S. Textile Plants Return, With Floors Largely Empty of People” („Fabryki tekstyliów powracają do USA, ale w większości bez pracowników”). Autor pisze, w nim że produkcja tkanin jest już tak zautomatyzowana i wymaga tak niewielu pracowników, że może powrócić do USA.

„Race Against The Machine” daje do myślenia, choć mnie nie przekonują niektóre rozwiązania (piszą o nich w czwartym rozdziale zatytułowanym „What Is to Be Done? Prescriptions and Recommendations” – „Co jest do zrobienia? Zalecenia i rekomendacje”), które zdaniem autorów mogą docelowo poprawić sytuację na rynku pracy, takie jak podwyższenie pensji nauczycielom w szkołach. Mimo wszystko to ważna i warta uwagi pozycja.

51-letni Erik Brynjolfsson jest profesorem zarządzania w MIT (Massachusetts Institute of Technology) Sloan School of Management, szefem  MIT Center for Digital Business. Pracuje również w National Bureau of Economic Research.  Jest założycielem dwóch firm, które mają przyznane pięć patentów. „Gdyby e-biznes miał swoją wyrocznię, byłby nią Erik Brynjolfsson” – napisał o nim w 2003 r. magazyn „Businessweek”. Firmy takie jak Dell Computer czy General Motors proszą go o pomoc w ustaleniu jak korzystać z możliwości oferowanych przez internet by zwiększyć produktywność.

Andrew McAfee pracuje razem z Erikiem Brynjolfssonem w Center for Digital Business przy MIT Sloan School of Management. Wcześniej pracował jako profesor w Harvard Business School (tam zrobił doktorat). Oprócz periodyków naukowych publikował m.in. w „The Economist”, „Forbes”, „The Wall Street Journal”, „The Washigton Post”, „The Financial Times” i „The New York Times”. W 2009 r. opublikował książkę „Enterprise 2.0. New Collaborative Tools for Your Organization’s Toughest Challenges” („Przedsiębiorstwo 2.0. Nowe narzędzia dla największych wyzwań twojej organizacji”).

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test