MFW mniej wierzy w rynki wschodzące

20.10.2016
Międzynarodowy Fundusz Walutowy wciąż wierzy, że na rynki wschodzące powróci dobra koniunktura goszcząca tam w pierwszej dekadzie tego wieku. Optymizm ten jest jednak z każdą rundą prognostyczną coraz mniejszy. Kolejne prognozy będą prawdopodobnie też redukowane.


Co pół roku fundusz publikuje przewidywania makroekonomiczne na dany rok i pięć kolejnych lat, a prognozę na pięć lat w przód można w pewnym uproszczeniu uznać za ocenę długookresowych zdolności rozwojowych. Przyglądając się kolejnym wskazaniom widać, że niemal tradycją w ostatnich latach stało się, że MFW systematycznie rewiduje w dół swoje prognozy dla światowej gospodarki, a szczególnie dla krajów nisko rozwiniętych i rozwijających się (tzw. developing and emerging markets). Na wykresie widać, jak w ostatnich latach ewoluował szacunek długookresowego wzrostu PKB tych krajów. Chodzi właśnie o te prognozy PKB na pięć lat w przód.

W ostatnim raporcie, opublikowanym na przełomie września i października, MFW zrewidował długookresową prognozę dla rynków wschodzących tylko o kilka setnych punktu procentowego, tak że po zaokrągleniu tego nawet nie widać. Teraz wynosi ona 5,08 proc., wobec 5,11 proc. w kwietniu.

Trend spadkowy jednak się utrzymuje i wiele wskazuje, że będzie kontynuowany. Obecna prognoza wciąż jest bowiem powyżej długookresowego trendu, który wynosi 4,5 proc., a także powyżej trendu z lat 1980-2000, zanim zaczął się boom surowcowy i masowy napływ kapitału na rynki wschodzące, który wynosił 3,5 proc.

Ekonomiści londyńskiej firmy analitycznej Capital Economics twierdzą, że hossa rozwojowa z pierwszej dekady XXI w. była przejściowa i trend wzrostowy powróci do poziomu z wcześniejszych lat, czyli 3,5-4 proc. Mogą mieć sporo racji, ponieważ przełom wieków wyglądał na tle trendów historycznych bardziej jak aberracja niż norma. Przewaga emerging markets nad krajami rozwiniętymi pod względem dynamiki PKB była ogromna i wynikała prawdopodobnie z kilku czynników o przejściowym charakterze.

Po pierwsze, gwałtowne przyspieszenie globalizacji handlu w latach 80. doprowadziło do realokacji produkcji do emerging markets przez duże korporacje i włączenia tych krajów w globalne łańcuchy wartości dodanej. Taka zmiana w takiej skali już się raczej nie powtórzy. Teoretycznie, podobną falę globalizacji mógłby przejść sektor usług, ale wiele wskazuje, że kraje rozwinięte będą bronić utrzymywania produkcji w kraju znacznie mocniej niż w przeszłości.

Po drugie, wiele krajów w latach 80. i 90. zbierało pierwsze żniwa transformacji od gospodarki planowanej do gospodarki rynkowej. Dotyczy to na przykład Chin, Indii, a także krajów naszego regionu. Część fali wzrostowej wywołanej tą transformacją mogła być przejściowa, ponieważ likwidacja oczywistych nieefektywności nie trwa wiecznie.

Po trzecie wreszcie, wiele badań nad wzrostem gospodarczym pokazuje, że epizody bardzo szybkiego wzrostu gospodarczego są w ogromnej większości przejściowe.

Nie oznacza to, że rynki wschodzące stracą całkowicie premię we wzroście gospodarczym. Ona po prostu zamiast 4-5 pkt proc., będzie bliższa – 1-2 pkt proc.

Inwestorzy z tych wszystkich wątpliwości zdają sobie sprawę i już kilka lat temu zrewidowali swoje oczekiwania dotyczące emerging markets. Ucieczka kapitału, dewaluacja walut, ogromna przecena surowców – to wszystko objawy spowalniającego wzrostu rynków wschodzących oraz utraty przez inwestorów wiary w te rynki. Paradoksalnie, gdy MFW wciąż rewiduje i będzie rewidował w dół prognozy wzrostu, rynek powoli wykazuje nieśmiałe oznaki optymizmu. Widać to po odbiciu cen na rynku surowców, stabilizacji cen aktywów mocno powiązanych z koniunkturą w Azji (np. australijskiego dolara), wzroście cen indeksów giełdowych powiązanych z rynkami wschodzącymi (np. MSCI Emerging Markets).

Są to wciąż jednak ruchy ostrożne, polegające raczej na selektywnym wybieraniu okazji wynikających z niskich cen niż płynięciu na fali nowych trendów.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test